piątek, 31 grudnia 2010

Sylwestrowe obrachunki

31 grudnia mamy dzień skupienia – żeby pomyśleć o minionym roku.

Czy to chodzi o obrachunki, o bilans (strat i zysków???). Nie, a w każdym razie nie przede wszystkim. Chodzi o to, by DZIĘKOWAĆ Bogu. A jeżeli ktoś myśli, że nie ma za co? Ale przecież „zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie...” (św. Paweł).
W minionym roku otrzymałyśmy od Boga wiele łask; a w dodatku (a raczej przede wszystkim) otrzymałyśmy tę największą Łaskę: samego Boga. Więc jest za co dziękować. (To powiedział Benedykt XVI w kazaniu w czasie dzisiejszych nieszporów).

A teraz idę patrzeć z tarasu na fajerwerki nad Rzymem (bo jest godzina 23. 50).
Magda

czwartek, 30 grudnia 2010

Kolędy

Punkt pierwszy: baaardzo lubię śpiewać kolędy. Zwłaszcza polskie. Zwłaszcza razem.
Punkt drugi: jestem w Rzymie. Siostry (narodowości niepolskich), owszem, gotowe są czasem posłuchać, ale jednej, najwyżej dwóch kolęd...
Punkt trzeci: chciałabym śpiewać kolędy z siostrami, ale co zrobić, jak na polskich spółgłoskach sobie szczęki łamią... a w dodatku, co to za przyjemność, śpiewać rzeczy, których się nie rozumie?

ROZWIĄZANIE: przetłumaczyć kolędy na włoski!
I rzeczywiście to zrobiłyśmy.
Przyjmując założenia minimalne: to, co napiszemy ma być poprawne gramatycznie, pasować akcentami do melodii i mieć tematykę ogólniebożonarodzeniową. Z rymów i z dokładności tłumaczenia zrezygnowałyśmy (i tak było wystarczająco skomplikowane).
Efekt: pięć polskich kolęd, przetłumaczonych na włoski i odśpiewanych przez wszystkie.

Oto próbka:
Misera stalla, tranquilla e calma
piena di gloria celeste
Ecco qui giace, dorme sul fieno
Il Bambinello santo
(jakby ktoś nie wiedział, to to jest „Mizerna, cicha”)

Magda

piątek, 24 grudnia 2010

“Pasterze mili, coście widzieli?”

Więc pasterze opowiedzieli wszystko, co widzieli i co słyszeli o tym Dzieciątku.

A my? My nie widzieliśmy; my jesteśmy ci, którzy nie widzieli a uwierzyli...
I dlatego, chociaż nie widzieliśmy, mówimy, że narodzi się nam Zbawiciel, Jezus; On odkupi lud swój ze wszystkich jego grzechów.

Z najlepszymi życzeniami
Misjonarki Szkoły

środa, 22 grudnia 2010

Wielkie "o"

Nie chodzi o wielkie zdziwienie, ale wielkie oczekiwanie na przyjście Zbawiciela, którego wyrazem w Liturgii Godzin są między innymi tzw. Wielkie antyfony zwane też Antyfonami "O". Śpiewa się je lub recytuje do Pieśni Maryi w ostatnim tygodniu przed Wigilią Bożego Narodzenia.

Antyfona na dziś jest taka:
O Królu narodów, przez nie upragniony; Kamieniu węgielny Kościoła, przyjdź i zbaw człowieka, którego utworzyłeś z prochu ziemi.



Więcej na ten temat można przeczytać w portalach: http://www.brewiarz.katolik.pl/ i www.liturgia.pl (na obydwu stronach są też nagrania).

Owocnych przygotowań duchowych!
Sabina

PS Gdyby ktoś potrzebował, to dysponuję nutami.

niedziela, 19 grudnia 2010

Z liturgii

W mszaliku włoskim są dwie modlitwy (kolekty) na początku dzisiejszej Mszy św.; niestety, tej drugiej – na którą zwróciłam uwagę - nie znalazłam po polsku. Zaczyna się ona tak: „O Boże, dobry Ojcze, Ty okazałeś darmowość i potęgę swej miłości...”.
Postanowiłam przyjrzeć się dzisiejszym czytaniom pod kątem tej „darmowości i potęgi miłości”. (Czytania można znaleźć na przykład tu: http://mateusz.pl/czytania/2010/20101219.htm).

Pierwsze czytanie: Bóg chce pomóc (i pomaga) królowi Achazowi, chociaż ten nie tylko nie prosi Go o pomoc, ale też właściwie nie wierzy, że ta pomoc jest możliwa. A więc „darmowość i potęga”.

Drugie czytanie: św. Paweł został apostołem i głosił ewangelię – przecież nie mógł na to zasłużyć ani on, ani jego słuchacze! A więc „darmowość”. I poprzez to „głupstwo głoszenia słowa” dociera do nich zbawienie – a więc „potęga”.

Ewangelia: tajemnica Wcielenia. Oto miłość Boga, darmowa (bo czy na to zasłużyliśmy???) i potężna (bo oto zmienia się wszystko!!!).

***

A w moim życiu... gdzie w moim życiu widać potęgę i darmowość Bożej miłości?... odpowiedź: bo jestem ... (i cała reszta też).
Magda

sobota, 18 grudnia 2010

Jest czas, żeby...

Kohelet wymienia różne czynności, przeciwstawne, które jednak znajdują miejsce w naszym życiu, tylko jest problemem, żeby robić je „w swoim czasie”
Są narodziny i śmierć, miłość i nienawiść, wojna i pokój...
I jest też ta para czynności, znacznie mniej podniosłych, ale znacznie częstszych, i wcale nie łatwych do zrozumienia, do zrealizowania: jest czas zachowywania i jest czas wyrzucania.
Są osoby, które wszystko wyrzucają; są takie (chyba znacznie więcej) które wszystko chowają; a przecież cnota tkwi pośrodku, i trzeba się nauczyć przechowywać to, co należy i wyrzucać to, co należy.
Nieumiejętność wyrzucania rzeczy w normalnej formie tylko trochę utrudnia życie i zmusza do robienia porządków; ale staje się dramatyczna w momencie przeprowadzki lub śmierci. W momencie przeprowadzki, zwłaszcza gdy się ma określoną wielkość bagażu, której nie można przekroczyć, bo się leci samolotem (mnie to też czeka, prędzej czy później). Lub w momencie śmierci – kiedy zostawia się innym wysiłek przeglądania wszystkich karteczek, karteluszek, pudełek pełnych lub pustych i w ogóle najrozmaitszych „przydasi” („przydasie” – to pochodzi od „przyda się”...). A to przecież niesprawiedliwe.
A więc trzeba się tego nauczyć. Jak każdej rzeczy dobrej i trudnej, można się uczyć zaczynając od czegoś łatwego... (na przykład, uporządkować pliki w komputerze...)

Magda

sobota, 11 grudnia 2010

Kim jest Pan Bóg oczyma dziecka

Otwieram pocztę i widzę list od jednej siostry z Indii (znam ją dość dobrze).
Przesłała mi coś, co dostała od kogoś.
Nie mam teraz czasu na weryfikację pochodzenia tekstu, ale nadawca twierdzi, że został napisany przez ośmioletniego chłopca z Kalifornii. Czytając go myślałam o zdaniu z Ewangelii: "Jeśli nie staniecie się jak dzieci...".
Zresztą zobaczcie sami.
Jedyna trudność jest taka, że trzeba znać angielski.
Owocnej lektury!
Sabina

Oto cały tekst z wyjaśnieniami.

It was written by an 8-year-old named Danny Dutton, who lives in Chula Vista , CA. He wrote it for his third grade homework assignment, to 'explain God.' I wonder if any of us could have done as well? (and he had such an assignment, in California, and someone published it, I guess miracles do happen!)

EXPLANATION OF GOD:
'One of God's main jobs is making people. He makes them to replace the ones that die, so there will be enough people to take care of things on earth. He doesn't make grownups, just babies. I think because they are smaller and easier to make. That way he doesn't have to take up his valuable time teaching them to talk and walk. He can just leave that to mothers and fathers.'

'God's second most important job is listening to prayers. An awful lot of this goes on, since some people, like preachers and things, pray at times beside bedtime. God doesn't have time to listen to the radio or TV because of this. Because he hears everything, there must be a terrible lot of noise in his ears, unless he has thought of a way to turn it off.'

'God sees everything and hears everything and is everywhere which keeps Him pretty busy. So you shouldn't go wasting his time by going over your mom and dad's head asking for something they said you couldn't have.'

'Atheists are people who don't believe in God. I don't think there are any in Chula Vista . At least there aren't any who come to our church.'

'Jesus is God's Son. He used to do all the hard work, like walking on water and performing miracles and trying to teach the people who didn't want to learn about God. They finally got tired of him preaching to them and they crucified him. But he was good and kind, like his father, and he told his father that they didn't know what they were doing and to forgive them and God said O.K.'

'His dad (God) appreciated everything that he had done and all his hard work on earth so he told him he didn't have to go out on the road anymore. He could stay in heaven. So he did. And now he helps his dad out by listening to prayers and seeing things which are important for God to take care of and which ones he can take care of himself without having to bother God. Like a secretary, only more important.'

'You can pray anytime you want and they are sure to help you because they got it worked out so one of them is on duty all the time.'

'You should always go to church on Sunday because it makes God happy, and if there's anybody you want to make happy, it's God!

Don't skip church to do something you think will be more fun like going to the beach. This is wrong. And besides the sun doesn't come out at the beach until noon anyway.'

'If you don't believe in God, besides being an atheist, you will be very lonely, because your parents can't go everywhere with you, like to camp, but God can. It is good to know He's around you when you're scared, in the dark or when you can't swim and you get thrown into real deep water by big kids.'

'But...you shouldn't just always think of what God can do for you. I figure God put me here and he can take me back anytime he pleases.

And...that's why I believe in God.'



(If you believe in God, please pass this on, and may God bless you too.)
Have an awesome day, and know that someone has thought about you!

piątek, 10 grudnia 2010

Zapraszamy na rekolekcje!


W lutym przyszłego roku, a dokładnie od 11 do 13 lutego, zapraszamy na rekolekcje zamknięte do naszego domu w Lublinie.

Kogo zapraszamy na rekolekcje? Dziewczyny uczące się np. w liceum, studiujące lub pracujące.

Rekolekcje nazywają się zamknięte, bo w czasie ich trwania uczestniczki mieszkają w naszym domu i cały czas spędzony w nim jest czasem rekolekcji. Zostawiają za drzwiami swoje sprawy i problemy, laptopy i komórki. Starają się o trwanie w ciszy serca i głowy, ale też wyciszenie w relacjach z innymi. Wszystko po to, żeby maksymalnie wykorzystać czas na "intensywniejsze" bycie z Panem Bogiem, z samą sobą i z nami, siostrami; na zatrzymanie się w życiu i przemodlenie pewnych spraw.

W czasie rekolekcji my, Misjonarki Szkoły, będziemy też dzielić się posiadanym skarbem, czyli przedstawiać powołanie dominikańskie w ogóle i nasze powołanie do bycia córkami św. Dominika i św. Katarzyny.

Temat:

Tęsknoty i tęsknienia, czyli czytanie duszy


Rekolekcje prowadzi dominikanin o. Tomasz Zamorski.

Początek: w piątek, 11 lutego, o godz. 16.00
zakończenie: w niedzielę, 13 lutego, ok. godz. 14.00.


W programie:
  • codzienna Msza św.,
  • konferencje
  • wspólna modlitwa brewiarzowa
  • adoracja Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie
  • czas na indywidualną modlitwę
  • ...
  • możliwość indywidualnej rozmowy z siostrami i ojcem prowadzącym

Zabierz ze sobą:
Pismo św. i różaniec,
notes,
śpiwór,
obuwie na zmianę,
brewiarz (jeśli go masz),
dobrowolną ofiarę.

Osoby chętne prosimy o wcześniejszy kontakt pod adresem mailowym: lub tel. 81 5253098. Zapisy do 6 lutego!

Serdecznie zapraszamy!
Misjonarki Szkoły

środa, 8 grudnia 2010

Nic nowego pod słońcem... ?

Tak twierdził Kohelet; jego księga zadaje pewne podstawowe pytania, z którymi ludzkość od zawsze nie umie sobie poradzić.

Ale przecież jest coś absolutnie nowego: to Chrystus; a w Nim i my stajemy się „nowymi stworzeniami” – naprawdę nowymi, Kohelecie!

A pierwszym z „nowych stworzeń” jest Maryja, Niepokalanie Poczęta.

Magda

czwartek, 2 grudnia 2010

Prosimy Was o modlitwę


Loretta jest jedną z nas, Misjonarek Szkoły. Jest nią od wielu lat. Rozmiłowana w naszym powołaniu, przez lata dawała z siebie wszystko jako nauczycielka włoskiego, geografii i historii w szkołach położonych w różnych częściach Włoch. Była mistrzynią młodszych sióstr i przełożoną. Potem służyła swoimi kompetencjami pracując w Rektoracie na rzymskim uniwersytecie LUMSA. Wiele pracowała nad dokumentacją potrzebną do procesu beatyfikacyjnego naszej założycielki, Luigii Tincani.

Teraz zostało jej powierzone bardzo trudne zadanie: choruje na postępującą, nieuleczalną chorobą, SLA*, która dostarcza jej wiele cierpienia, uniemożliwia poruszanie się i izoluje od świata. Bardzo cierpi, ale buduje wszystkich swoim spokojem, uśmiechem...

Gorąco modlimy się za nią powierzając wstawiennictwu Luigii Tincani. Bardzo prosimy naszych przyjaciół o włączenie się w modlitwę w intencji Loretty.
Misjonarki Szkoły

* Stwardnienie boczne zanikowe (SLA) jest chorobą ośrodkowego układu nerwowego, w której przebiegu dochodzi do uszkodzenia górnego i dolnego neuronu ruchowego. Wynikiem uszkodzenia jest odnerwienie, osłabienie, a następnie zanik mięśni kończyn, tułowia i mięśni opuszkowych oraz dalsze tego konsekwencje w postaci postępujących niedowładów, zaburzeń połykania, zaburzeń mowy oraz niewydolności oddechowej. Choroba ma charakter postępujący i mimo prowadzenia intensywnych badań i prób klinicznych w wielu ośrodkach na świecie pozostaje nadal nieuleczalna. Narastające objawy choroby stopniowo ograniczają samodzielność chorego, uzależniają go w coraz prostszych czynnościach od opiekunów, a wreszcie pozbawiają kontaktu werbalnego z otoczeniem. Zaburzenia połykania prowadzą w stosunkowo krótkim czasie do niedożywienia. Narastające cechy niewydolności oddechowej pogłębianej infekcjami (zaburzenia połykania, obniżenie odporności) doprowadzają do śmierci chorego.


Loretta zmarła w sobotę, 11 grudnia – między świętem Matki Bożej Loretańskiej (to były jej imieniny) a trzecią niedzielą Adwentu, niedzielą „Gaudete” (radujcie się).
Dzisiaj, czyli 14 grudnia, odbył się pogrzeb.

Wieczny odpoczynek racz jej dać, Panie...

niedziela, 28 listopada 2010

Szczęśliwego Nowego Roku!

No bo tak: z jednej strony, orbita Ziemi jest elipsą, jest ciągła i nie ma na niej zaznaczonego puntku „zero”. I czas też jest ciągły (a w każdym razie, tak się wydaje). Z drugiej strony potrzebujemy jakoś mierzyć i uporządkować ten ciągły upływ czasu; stąd potrzeba zaczynania. No więc wybiera się jakiś moment, mniej lub bardziej umowny...
A dzisiaj zaczyna się nowy rok liturgiczny; a „rok liturgiczny” to jest sposób na to, by przeżywać tajemnice życia Chrystusa, tajemnice naszego zbawienia, w sposób „rozdrobniony”, a więc bardziej dla nas dostępny. I żeby, żyjąc w czasie, uczyć się wchodzenia w wieczność.

Magda

A w niektórych miastach średniowiecznych Włoch liczono lata od 25 marca, to znaczy od Wcielenia, które rzeczywiście zmieniło czas, rozdzieliło go na „przed” i „po”.

wtorek, 23 listopada 2010

"Nie mam czasu na modlitwę"

Tak - mniej więcej - zaczynałam moją przygodę z różańcem. Najpierw odmawiałam po jednym dziesiątku dziennie, po dwa, bo na resztę "nie miałam czasu". 

Potem odmawiałam go raz częściej, raz rzadziej, ale nie wyobrażałam sobie, żebym wyszła z domu bez niego (chociaż umiem go odmawiać też na palcach). 

Z biegiem czasu zrozumiałam, jak wiele czasu na modlitwę czy na czytanie można znaleźć w tak zwanym międzyczasie. Wszystko zależy od miłości, motywacji i... dyscypliny (czy jakby ktoś powiedział współczesnym językiem: "dobrej organizacji czasu pracy"). 

Dlatego od lat często dużo modlę się "w drodze", jak święty Dominik: w drodze do szkoły, do kościoła, do sklepu; w tramwaju, na przystanku, na spacerze... 

Ostatnio natknęłam się na piękny tekst na ten temat w "Orędziu Jana Pawła II z okazji XVIII Światowego Dnia Młodzieży"
Nie wstydźcie się odmawiać Różańca sami, kiedy idziecie do szkoły, na uczelnię czy do pracy, na ulicy i w środkach komunikacji publicznej; przyzwyczajajcie się odmawiać go ze sobą, w waszych grupach, ruchach i stowarzyszeniach; nie wahajcie się proponować go w domu waszym rodzicom i rodzeństwu, gdyż on ożywia i umacnia więzy pomiędzy członkami rodziny. Ta modlitwa pomoże wam być mocnymi w wierze, stałymi w miłości, radosnymi i trwałymi w nadziei. 

I bardzo mnie cieszy, że są ludzie młodzi, którzy... może czytali to orędzie i wzięli je sobie do serca. Co rano spotykam w autobusie elegancką panią w moim wieku, która jak inni jedzie do pracy. Jedzie modląc się na grubym, drewnianym różańcu.  
Sabina

poniedziałek, 22 listopada 2010

Dlaczego istniejemy?

Oto wstrząsająca w swojej prostocie odpowiedź św. Augustyna, przytoczona przez św. Tomasza: jesteśmy, bo Bóg jest dobry.

(o ileż to bardziej pocieszające i optymistyczne od kartezjańskiego „myślę, więc jestem”!
Po pierwsze, zajmuje się nie tylko sobą -„jestem”, ale wszystkimi - „jesteśmy”;
po drugie, znajduje podstawę wszystkiego poza sobą, a nie w sobie, a przecież wcale nie jest bezpiecznie opierać się na sobie samym;
po trzecie, wystarczyłoby może powiedzieć „jesteśmy, bo Bóg jest” – i to też byłoby prawdziwe, ale nie, jest coś więcej: to dobroć Boga jest ostateczną i pierwszą przyczyną naszego istnienia.

Wydaje się, że obaj odpowiadają na to samo pytanie, tzn. „dlaczego istniejemy”, ale tak nie jest. Św.Tommasz jest pewien, że istniejemy, więc pyta się o tego istnienia ostateczną przyczynę; w dodatku uważa, że obserwując świat, czy też nas samych – którzy jesteśmy cząstką tego świata – możemy coś powiedzieć o Bogu. Natomiast Kartezjusz chce się upewnić co do własnego istnienia, i to mu wystarcza; ale to znaczy, że tak naprawdę nie jest go wcale pewny).

Magda (po dyskusji z Janą)

poniedziałek, 15 listopada 2010

Św. Katarzyna o krwi Chrystusa

(Krew Chrystusa to jeden z najczęstszych tematów u św. Katarzyny. Po wizycie w Bolsenie wzięłam wydanie „Listów” Katarzyny z indeksem, i poszukałam kilku tekstów na ten temat – Magda)

Piszę, pragnąc zobaczyć, że jesteś obmyta i zanurzona w krwi Chrystusa ukrzyżowanego, w której to krwi znajdziesz ogień Bożej miłości, zasmakujesz w pięknie duszy i w jej wielkiej godności.

A gdybyśmy wątpili, myśląc, że Bóg chce czegoś innego, a nie naszego dobra; mówię, że nie możemy wątpić, jeśli spojrzymy na krew pokornego i niepokalanego Baranka, bo Chrystus ukrzyżowany pokazuje nam, że najwyższy i odwieczny Ojciec kocha nas w sposób nieoszacowany.

Piszę w drogocennej krwi Jezusa Chrystusa, pragnąc widzieć, że jesteś obmyty i zanurzony we krwi Baranka; abyś w ten sposób, jak upojony, pobiegł na pole walki, aby walczyć jako mężny rycerz przeciw demonom, przeciw światu i przeciw własnej kruchości, ze światłem najświętszej wiary i z niewymowną miłością, rozkoszując się zawsze tą bitwą.


Katarzyna ze Sieny

sobota, 13 listopada 2010

Cud eucharystyczny w Bolsenie

Pewien ksiądz (zdarzyło się to w roku 1263) miał wątpliwości co do rzeczywistej obecności Jezusa w postaciach eucharystycznych chleba i wina; w czasie Mszy św., kiedy wypowiedział słowa przeistoczenia, hostia zaczęła krwawić...
Do niedawna tylko tyle wiedziałam o tym zdarzeniu; ale ostatnio pojechałyśmy na wycieczkę do Orwieto i Bolseny, i dowiedziałam się czegoś więcej. Bo to, co działo się przedtem, jest ważne.
Ten ksiądz już znacznie wcześniej przeżywał wątpliwości i to go bardzo męczyło, ale się nie poddawał, nie przyznawał racji własnym wątpliwościom; modlił się, prosząc Boga o pomoc, a potem postanowił w tej intencji odbyć pielgrzymkę do Rzymu, do grobów apostołów Piotra i Pawła.
Pielgrzymkę odbył i już wracał, i wydawało się, że nic się nie zmieniło: wątpliwości jak były, tak były... Po drodze zatrzymał się w Bolsenie, by odprawić Mszę św. – i właśnie wtedy otrzymał znak, który rozproszył wszystkie jego wątpliwości.

Jakie stąd wnioski?
Należy Boga prosić o pomoc, także (zwłaszcza!) w sprawach, które dotyczą relacji z Nim.
Ale jednocześnie trzeba pamiętać, że to On wybiera czas i miejsce i sposób...

W Bolsenie byłyśmy w krypcie św. Krystyny, gdzie zdarzył się ten cud.
Krew, spływająca z hostii, zostawiła ślady na korporale (który znajduje się w katedrze w Orvieto) i na płycie ołtarza; widziałyśmy fragment tej płyty, z okrągłą, czerwonawą plamą.
To może plama po krwi.
Może po krwi Chrystusa.
Przypomniały mi się słowa św. Katarzyny: pomyśl o krwi Chrystusa, przelanej z tak wielkim ogniem miłości...

Było to niezwykłe przeżycie; ale przecież nie trzeba jechać aż do Bolseny, by móc kontemplować krew Chrystusa: wystarczy uczestniczyć we Mszy św.

Magda

czwartek, 11 listopada 2010

Krew się leje

Kilka lat temu w Rzymie została zorganizowana uliczna demonstracja, której uczestnikami byli członkowie Rodziny Dominikańskiej. To, co dobrze pamiętam z tamtego wydarzenia, to napisy na transparentach: My mamy rodzinę w Iraku.

O co chodziło? O gest solidarności z prześladowanymi w Iraku chrześcijanami. Z dominikankami i dominikanami, którzy tam mieszkają i tam chcą apostołować.

"Prześladowania chrześcijan to nie jest żadna fikcja - piszą członkowie stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie - prześladowania chrześcijan nie należą do odległej historii chrześcijaństwa, prześladowania chrześcijan to współczesna historia na żywo, to tłum bezimiennych, ale współczesnych męczenników".

W Iraku znowu leje się ludzka krew, krew tych, którzy są chrześcijanami i dlatego, że nimi są. Więcej na ten temat można poczytać np. w serwisie watykańskim www.zenit.org (serwis jest dostępny w sześciu językach; najwcześniej ukazuje się chyba wersja włoska), a po polsku np. na stronie wspomnianego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Nie możemy odpowiadać agresją.
Czy demonstracje uliczne zmienią cokolwiek? Nie sądzę.
Samo "czytanie serwisów informacyjnych" też nie wystarczy.
Jedyna nasza broń to modlitwa. I na tej demonstracji czas na modlitwę był...

Konferencja Episkopatu Polski podjęła w 2008 roku decyzję, aby każda druga niedziela listopada była w Kościele w Polsce Dniem Solidarności z Kościołem Prześladowanym. Organizatorem tego dnia jest stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie. W tym roku będziemy modlili się w sposób szczególny za chrześcijan w Iraku. Prosimy Was o włączenie się do tej akcji.

Wy też macie rodzinę w Iraku.

Nieprawda?

A jesteście chrześcijanami?

Sabina

PS Korzystałam z informacji zamieszczonych na stronach http://www.zenit.org i http://www.pkwp.org/.
Serdecznie polecam systematyczną lekturę obu serwisów.

wtorek, 9 listopada 2010

Proszę o modlitwę...

Dostajemy prośby o modlitwę. Różne i różną drogą. Najwięcej w intencji osób poważnie chorych.

Wszystkie przekazane intencje przyjmujemy.
Wszystkie powierzamy Panu Bogu w naszych wspólnotach, a niektórymi dzielimy się z całym zgromadzeniem. W miarę możliwości odpisujemy nadawcy prosząc o informację zwrotną, bo siostry z innych wspólnot, nawet z Indii czy Pakistanu, pytają np. o zdrowie konkretnych osób.

Jeżeli chcesz prosić nas o modlitwę, to pisz na adres umieszczony na zakładce: Skrzynka modlitewna.

Prosimy o niewrzucanie komentarzy z prośbami o modlitwę do postów na inne tematy. Dziękujemy!

Misjonarki Szkoły

niedziela, 7 listopada 2010

Jeszcze o „Człowieku z marmuru”

To jest oczywiście film o polskiej historii.
Ale nie tylko.

To jest też film o potędze kamery (filmu, a dzisiaj – telewizji): o tym, jak – filmując - tworzy się rzeczywistość; i jak wielkiego wysiłku wymaga dokopanie się do prawdy. Zresztą tu Wajda jest szalenie optymistyczny: bo zakłada, że ta prawda istnieje, i że wymaga wysiłku, ale da się odkryć! W dzisiejszych czasach jakaś „Agnieszka” (chodzi o bohaterkę filmu, a nie o aluzje osobiste do kogokolwiek!|) mogłaby stwierdzić, że właściwie to wszystko jedno, o czym zrobi film, bo prawdy i tak ustalić się nie da...

I jeszcze: losy głównego bohatera Mateusza Birkuta, i ludzi, z którymi był związany, można interpretować też jako opowieść o miłości i przyjaźni, o zdradzie i zapomnieniu, o ukrywaniu i odkrywaniu prawdy...
Na przykład: jego przyjaciel Vittorio, gdy Mateusz znika – owszem, martwi się o niego, szuka go, ale nie na tyle uparcie, by go znaleźć.
Żona Hanka nie chce, by jej przebaczył – bo wydaje się jej, że wtedy na zawsze pozostanie jako ta, która zdradziła. Woli być sama, odbudowuje swoje życie, pewnie jest zadowolona – ale dlaczego bez przerwy się upija, a gdy słyszy imię Mateusza, zaczyna płakać?

I tak dalej...
Magda

piątek, 5 listopada 2010

Tęskne wypatrywanie czarnego na białym

Wzdycham do książek. Lepię się do nich.

Nie zawsze daję radę czytać to, co bym chciała. Albo znaleźć to, co by mnie interesowało lub/i co jest mi potrzebne. Ale, dzięki Bogu, są na tym świecie biblioteki. I wyprzedaże używanych książek!!! I przyjaciele, którzy pożyczają książki i których daje się namówić na czytanie.

W ostatnich dniach ujrzały światło dzienne dwie perełki, ale takie, które mogą zainteresować pewien krąg ludzi.

Pierwsza książka to drugi tom słynnego śpiewnika Niepojęta Trójco.

Nie miałam go jeszcze w ręku, ale już widziałam spis treści.
"Fenomenalne kawałki" o bardzo szerokim zastosowaniu, od chorału aż po współczesne kompozycje, np. o. Dawida Kusza. Cena dosyć..., no mało przystępna. Więc trzeba tu zastosować dobrze rozumianą zasadę: [Drogie, ale] "Raz się żyje".

Druga to polskie tłumaczenie Żywotu świętej Katarzyny ze Sieny napisanego przez jej spowiednika i kierownika duchowego błogosławionego Rajmunda z Kapui. (zobacz)
Nasza Święta jest w Polsce bardzo mało znana, dlatego naprawdę cieszę się, że cały tekst w polskiej wersji językowej wreszcie został wydrukowany. Tomisko jest opasłe, cena odpowiednio wysoka... Ale myślę, że w bibliotekach funkcjonujących w środowiskach dominikańskich nie powinno go zabraknąć. Jego przeczytanie bardzo polecam wszystkim, którzy chcą bliżej poznać osobę i naukę św. Katarzyny.

Sabina

niedziela, 31 października 2010

Z liturgii

„Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił.”

To dotyczy też mnie (i ciebie!), niezależnie od braku poczucia własnej wartości, wszystkich możliwych kompleksów, a nawet głupot, które w życiu zrobiłyśmy.

„Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia!” (Sap 12, 23-24.26)

Magda

piątek, 22 października 2010

Szósta rano

Który to dzisiaj mamy? 22 października... Hmm... Z niczym nie kojarzy mi się ta data, za wyjątkiem rocznicy inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II.

Mija kilka minut i przenikliwy dźwięk telefonu przerywa nasze skupienie... Ktoś umarł?!?

Tak, Carlotta.

Wracamy do kaplicy, żeby zacząć poranną modlitwę.

Wszechmogący Boże, zmarła siostra Carlotta dążyła do Ciebie drogą doskonałego naśladowania Chrystusa, którego umiłowała, spraw, aby się radowała, gdy się ukażesz w chwale i razem ze swoimi siostrami miała udział w szczęściu wiecznym. Amen!
Z
"Oficjum za zmarłych".


Sabina

PS O Carlotcie pisałam niedawno w tym poście: http://misjonarkiszkoly.blogspot.com/2010/09/madrosc-swietosc-wiek-carlotta.html 

wtorek, 19 października 2010

Sprostowanie na temat lekcji

Pocztą e-mailowo-pantoflową poszła wiadomość, że we wtorki i w czwartki zapraszamy chętnych na coś (nie będę pisać na co, żeby nie zwaliło się nam na głowę pół Krakowa :) ).

W wiadomości zabrakło informacji, że pierwsza lekcja będzie za tydzień, czyli odpowiednio 26 lub 28 października.

Najmocniej przepraszam za zamieszanie.
Jeszcze raz serdecznie zapraszamy!

Sabina

niedziela, 17 października 2010

Wzruszyłam się

Co jakiś czas w sobotę wieczorem oglądamy filmy. To mogą być różne rzeczy, czasem poważne, a czasem rozrywkowe. Ostatnio odważyłam się zaproponować coś polskiego, upewniwszy się, że są włoskie napisy. No więc opowiadam o filmie, siostry się zgadzają, wkładamy DVD do czytnika, film się zaczyna... ale z napisami po angielsku. I w żaden sposób nie idzie ich zmienić.
Uznałyśmy więc, że sprawę należy zbadać, a film odłożymy na przyszły tydzień.
W między czasie sprawdzamy w komputerze – napisy włoskie są, otwiera się też strona tytułowa.
W następną sobotę przezornie próbujemy po południu, wkładamy znowu film do czytnika – i znowu napisy po angielsku, a strona tytułowa się nie otwiera... Ale ustaliłyśmy, że to nie wina filmu, ani telewizora, ale pilota, który nie działa: albo zepsuty, albo wyładowała się bateria... (ale bateria była mała i okrągła, i nie miałyśmy takiej w domu).

Uznałam więc, że ten film ma zdecydowanego pecha i że znowu będzie musiał poczekać... ale tu nadchodzi moment tytułowego wzruszenia: Concetta, która się z nami męczyła z tym filmem pojechała specjalnie do miasta, żeby kupić tę baterię...

(A w końcu się okazało, że używałyśmy niewłaściwego pilota, a z właściwym pilotem wszystko działało; pechowym filmem był „Człowiek z marmuru”).

Magda

sobota, 9 października 2010

Błogosławiony John Henry



Dzisiaj po raz pierwszy obchodzimy liturgicznie błogosławionego Johna Newmana, który został beatyfikowany we wrześniu tego roku. Uczestniczyłyśmy we Mszy św. (za pośrednictwem telewizora). Oto notatki z kazania:

Motto Newmana brzmiało Cor ad cor loquitur – serce mówi do serca; to wyraża jego rozumienie życia chrześcijańskiego jako powołania do świętości, gdzie świętość oznacza intensywne pragnienie serca ludzkiego, aby wejść w bliską komunię z Sercem Boga.

I jest on kolejnym świętym, który przejmował się problemami edukacji; chciał stworzyć środowisko, gdzie miałyby miejsce formacja intelektualna, dyscyplina i zaangażowanie w wiarę; chciał, aby świeccy znali swoją wiarę, aby ją pogłębiali, aby wiedzieli, w co wierzą, a w co nie, aby umieli zdać z niej sprawę…

Błogosławiony Johnie, módl się za naszymi siostrami nauczycielkami i za wszystkimi, którzy zajmują się wychowaniem…

Magda

wtorek, 5 października 2010

Odmawiając Różaniec...


„Odmawiając Różaniec modlimy się słowami samego Jezusa:
Ojcze nasz;
słowami przekazanymi przez Boga archaniołowi Gabrielowi, by je zaniósł Maryi:
Raduj się, Pełna łaski;
słowami, którymi Bóg natchnął Elżbietę, która jako pierwsza rozpoznała w Maryi Matkę Zbawiciela:
Błogosławiona jesteś między niewiastami.

Różaniec jest hymnem miłości, który śpiewamy Matce Bożej. (...)
Jest bronią, z którą zwycięża się każde niebezpieczeństwo”.
Luigia Tincani

Tę broń przekazujemy Wam. Korzystajcie z niej.
Anna Maria

poniedziałek, 4 października 2010

Dla tych, którzy mówią „mam już tego dość”

„Pracowaliśmy cały dzień, aby przygotować salę na ucztę;
ustawialiśmy krzesła, nakrywaliśmy do stołu, przynosiliśmy kwiaty,
kazali nam pomagać w kuchni,
a teraz jeszcze mamy nosić wodę.

Wiadro jest ciężkie,
pojemniki są ogromne,
a w ogóle to po co komu tyle wody?

Ale... co możemy zrobić?
- przedziurawić pojemniki;
- poszukać pompy mechanicznej;
- ogłosić strajk?
To wszystko na nic.

I tak pracowaliśmy nadal,
nosiliśmy wiadra, zmęczeni i zniechęceni
i nie wiedzieliśmy, że ta woda
będzie potrzebna Bogu
do cudu.”

Tak mówili słudzy z Kany Galilejskiej.

Magda

czwartek, 23 września 2010

Jeszcze o ślubach zakonnych

Śluby składa się w czasie Mszy św. To niby oczywiste, ale pozwoliło mi to odkryć wymiar eucharystyczny ślubów zakonnych. Chodzi mi głównie o modlitwę towarzyszącą Przygotowaniu Darów (która, niestety, często jest zagłuszona jakąś pieśnią):

Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata,
bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb,
który jest owocem ziemi i pracy rąk ludzkich,
Tobie go przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia.

Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata,
bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy wino,
które jest owocem winnego krzewu i pracy rąk ludzkich;
Tobie je przynosimy, aby stało się dla nas napojem duchowym.


Bo to samo zdarzyło się / dzieje się z moim życiem.

Moje życie – to czym jestem – jest darem Bożym, pochodzi z Jego hojności. Jest „owocem ziemi”: genów moich rodziców i przodków, wpływów otoczenia... jest też „owocem pracy rąk ludzkich” – wielu ludzi miało na mnie wpływ, czy tego chcieli, czy nie chcieli, dobry czy zły; ale przede wszystkim jestem tym, czym się stałam dzięki moim własnym wyborom.

I teraz to wszystko przynoszę Bogu, chociaż tak naprawdę nie mogę Mu nic ofiarować: wszystko przecież należy do Niego. Przynoszę Mu moje życie, aby stało się czymś dobrym – „chlebem życia”, „napojem duchowym”; abym mogła żyć, jak mówią nasze Konstytucje „dla chwały Boga i dla zbawienia bliźnich”.

Bo co się później dzieje z chlebem i winem? Po Konsekracji stają się Ciałem i Krwią Chrystusa, tak samo moje życie ma być i może być zjednoczone z Chrystusem: „teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Ale to jeszcze nie jest koniec: chleb i wino stają się dla nas pokarmem. Więc to, co ofiarowaliśmy Bogu, tak naprawdę otrzymujemy z powrotem, my i inni, i to jako dar znacznie większy, niż to, co daliśmy. I tak samo jest / będzie z moim życiem: Bóg nigdy nie pozwoli zwyciężyć się w hojności; jeżeli coś Mu dajemy to tak naprawdę my na tym zyskujemy...

Magda

piątek, 17 września 2010

Mądrość + świętość + wiek + ... = Carlotta


Dlaczego piszę dziś o niej? Bo 14 września Carlotta obchodziła 75-lecie profesji zakonnej (to nie pomyłka, chodzi o rok 1935...).

Carlotta to nasza najstarsza siostra. Niesamowita osoba. Ma 102 i pół roku i wciąż zadziwia, nie tylko mnie. Czego w życiu nie robiła i gdzie nie była jako Misjonarka... Przestała pracować po tym, jak w wieku 98 lat skończyła tłumaczenie z hiszpańskiego na włoski pewnej książki o św. Dominiku (!)

Nie wiem, jak jest teraz, ale jeszcze w wakacje codziennie, o stałej godzinie, można ją było spotkać modlącą się w kaplicy. Trwała na wózku przed Najświętszym Sakramentem. Od roku nie jest już w stanie odmawiać brewiarza, bo widzi bardzo słabo. Poza tym coraz gorzej słyszy. Ale rozmowa z nią - pomimo barier - to wciąż czysta przyjemność duchowa i intelektualna.

Kiedyś zapytałam, jak w ciągu tych 75 lat zmieniło się jej pojęcie o profesji zakonnej... Nie bardzo umiem się wysłowić, ale chodziło mi o to, jak ono się pogłębiło, albo poszerzyło... A ona popatrzyła na mnie, jakby nie rozumiejąc i odparła: Ale ja przez wszystkie te lata żyłam tak, jak mnie nauczono w nowicjacie. Zaniemówiłam. Tacy chyba są święci wielkiego formatu.

Kochana Carlotto, dziękujemy za to, że jesteś! I niech Cię Pan błogosławi!
Sabina

PS Na zdjęciu Carlotta z naszą przełożoną generalną w dniu swoich setnych urodzin.

wtorek, 14 września 2010

Wiersz o prawdzie i o cierpieniu

Przypomniałam sobie jeden z moich (rozlicznych) ulubionych wierszy:

Halina Poświatowska

Veritas

jeśli wyciągnę rękę
i zechcę dotknąć
natrafię na miedzialny drut
przez który płynie elektryczny prąd

posypię się
popiołem
w dół

fizyka jest prawdziwa
biblia jest prawdziwa
miłość jest prawdziwa
i prawdziwy jest ból.


Ten wiersz jest zatytułowany „prawda”, ale po łacinie, co nadaje temu tytułowi charakter oficjalny i jednocześnie tajemniczy. Zaczyna się od zwykłego faktu – drut podłączony do prądu – kontakt z którym mógłby oznaczać śmierć. I oto zaczyna się „litania”: wyliczenie prawd, czy raczej sposobów, w jaki doświadczamy prawdy.
Jest prawdziwe to, co o świecie mówi nam fizyka, jest prawdziwe to, co mówi nam Biblia (i wcale nie muszą być w konflikcie). Wydawałoby się, że po Biblii, po Objawieniu Bożym nie może być nic prawdziwszego; a jednak jest. Bo zarówno wiedza naukowa jak i Objawienie są czymś dla nas zewnętrznym, czymś, co możemy przyjąć, ale nie musimy. Natomias miłość i ból – doświadczamy ich bezpośrednio, zmuszają nas do kontaktu z rzeczywistością, na dwa sposoby oczywiście różne, ale obydwa intensywne i osobiste.

Myślę, że kolejność ma tu swoje znaczenie: oznacza stopniowanie, od fizyki, czyli od tego co jest prawdą w sposób, owszem, obiektywny, ale najbardziej zewnętrzny, najmniej angażujący – do tego, co nas najbardziej dotyka, co jest najgłębszą prawdą o nas. A więc fizyka – Biblia – miłość – ból; najpierw miłość, a potem ból; więc to cierpienie ma ostatnie słowo (w ostanim wersie kolejność wyrazów jest inna niż w poprzednich trzech, i słowo „ból” pojawia się na ostatnim miejscu, w pozycji akcentowanej).

Czy można to zmienić? Czy można zmienić kolejność tak, aby pozostała miłość, a nie ból? Czy miłość może być potężniejsza od cierpienia? Zauważmy, że Autorka uznaje prawdziwość Biblii, a jednak wymienia ból jako ostatni. Nie śpieszmy się z odpowiedzią...

Możemy odpowiedzieć twierdząco tylko wtedy, jeżeli jesteśmy gotowi, w imię miłości, stawić czoło cierpieniu... tak jak Ukrzyżowany.

Magda

niedziela, 12 września 2010

A co będziecie robić po ślubach wieczystych?

(Byłam na tyle przejęta, zajęta i skołowana, że dopiero teraz przyszło mi do głowy, by odpowiedzieć na to dość oczywiste pytanie.)

Kaneez, Sumera i Sosan już poleciały do Pakistanu. Po krótkiej wizycie u rodzin dzisiaj właśnie docierają do swoich nowych wspólnot i zaczynają pracę:
Kaneez – Khanewal, odpowiedzialna za internat;
Sumera – Multan, odpowiedzialna za internat (około 60 dziewczyn od 12 do 19 lat) i nauczycielka w szkole;
Sosan – Sahiwal, nauczycielka.
Nie wiedziały, czego będą uczyć, bo (taki jest system edukacji w Pakistanie) mogą uczyć wszystkich przedmiotów w szkole podstawowej, a w szkole średniej – angielskiego, urdu (to jest język, którym się mówi w Pakistanie) i historii. Mogą też uczyć religii, bo studiowały w Rzymie teologię; (jako dominikanki, studiowały na Uniwersytecie św. Tomasza, czyli na Angelicum). Dodatkowo mają też studiować (zaocznie), aby osiągnąć stopień „Master of Arts”, pozwalający być dyrektorkami szkół lub uczyć na uniwersytecie.

Gina i Magda zostają w Rzymie.
Gina nadal uczy włoskiego i historii, ale zmienia wspólnotę: przenosi się do prowadzonego przez nasze siostry akademika „Regina Mundi”, a więc oprócz uczniów będzie miała do czynienia ze studentkami.
Magda (która pisze te słowa) ma wrócić na studia i skończyć studiować teologię (a co gorsza, napisać pracę licencjacką), a więc jak na razie spędza czas między św. Tomaszem i komputerem.

Z liturgii

„Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić sie, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” Łk 15, 23 - 24

A czy dla nas też Bóg urządził taką ucztę?

Oczywiście; i uczestniczymy w niej wiele razy; ale może nie zdajemy sobie sprawy z tego, co się dzieje i nie potrafimy tym się cieszyć.
Bo każdy z nas jest grzesznikiem, któremu Bóg przebaczył; i każda Msza św. jest taką ucztą.

Magda

sobota, 11 września 2010

Módlmy się...



(nie tylko dzisiaj)

- za tych, którzy zginęli dziewięć lat temu;
- za tych, którzy są za to odpowiedzialni, bezpośrednio lub pośrednio;
- żeby to się już nie powtórzyło

Magda

wtorek, 7 września 2010

Zdjęcia z Pakistanu





Sabina pisała (12 sierpnia) o powodzi w Pakistanie.
Nasze siostry starają się pomagać poszkodowanym. Oto zdjęcia, które przysłała Ursula.
(zamieściła Magda)

ps. O sytuacji w Pakistanie można przeczytać na przykład tu: http://tygodnik.onet.pl/32,0,52304,pakistan_terrorysci_paralizuja_pomoc_humanitarna_dla_powodzian,artykul.html

sobota, 4 września 2010

Potrzebny Twój podpis, aby mogli powrócić do Ojczyzny

Poproszono nas o rozpowszechnienie informacji o konieczności zbierania podpisów pod projektem nowej ustawy repatriacyjnej. Chodzi o umożliwienie powrotu do kraju Polaków zza wschodniej granicy.

Podpisów ma być 100 tysięcy, żeby projekt trafił do Sejmu. Mają zostać złożone do 14 września bieżącego roku. Sprawa jest zatem pilna.

Blog jest jedynym areopagiem, na którym mogę się wypowiedzieć. A sprawa jest bardzo ważna. Więc piszę to, co piszę. Podpiszcie się, jeżeli uważacie to za stosowne. Szczegóły poniżej.

Sabina

Poprzyj projekt zmiany ustawy o repatriacji z 9 listopada 2000

Kim jest repatriant? To Polak, którego przodkowie zostali przymusowo wywiezieni lub zesłani w latach 30-tych i 40-tych z terytorium ówczesnej Rzeczpospolitej w głąb Związku Radzieckiego.

Za Uralem, głównie w Kazachstanie, żyją jeszcze tysiące polskich ofiar sowieckich czystek etnicznych. My Polacy, mamy więc wobec nich szczególny obowiązek: zapewnienia im jak najszybszego powrotu do Ojczyzny. Ustawa z 2000r. umożliwiła repatriantom powrót do Polski na zaproszenie gminy. Niestety ustawa nie jest doskonała. Przede wszystkim dlatego, że nakłada zbyt duże obciążenia na samorządy zamiast na polskie państwo. Trzeba ją zmienić.

Dlatego z inicjatywy Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” powstał społeczny komitet "Powrót do Ojczyzny", który złożył w Sejmie projekt nowej ustawy o repatriacji. Akcję wspiera Polska Akcja Humanitarna.

Aby nowe przepisy, ułatwiające naszym Rodakom ze Wschodu, mogły zostać uchwalone, konieczne jest wsparcie złożonego projektu przez 100 000 naszych obywateli. Z tego powodu zwracamy się do tych, którym nie jest obojętny los Polaków wypędzonych z Kresów. Wesprzyjcie nasz projekt własnym podpisem. Na powrót do Polski od wielu lat czeka blisko 2700 osób. Pomóżmy im odzyskać Ojczyznę!

Złóż swój podpis i poprzyj zmianę ustawy o repatriacji!

Podpis można złożyć na karcie podpisów, która jest do pobrania na stronie www.repatriacja.org.pl, gdzie również znajdą Państwo projekt ustawy, dodatkowe informacje o inicjatywie oraz adresy punktów zbierania podpisów.

Podpis można złożyć w następujący sposób:

1. wydrukować kartę, wypełnić ją i dostarczyć lub przesłać pocztą do jednego z punktów zbierania podpisów
2. złożyć swój podpis osobiście w punkcie zbierania podpisów.

Na zebranie podpisów mamy czas do 14 września 2010 r.

Pod projektem ustawy mogą się podpisać obywatele, którzy mają prawo wybierania do Sejmu (są obywatelami Polski i ukończyli 18 lat).

Przekaż proszę tę informację dalej.

Punkty zbierania podpisów:
Polska Akcja Humanitarna
ul. Szpitalna 5 lok. 18
00-031 Warszawa
p. Jolanta Daniel
Tel. (22) 828 88 82 wew. 236
e-mail: jolanta.daniel@pah.org.pl

Polska Akcja Humanitarna
ul. Szewska 4
31-009 Kraków
p. Małgorzata Olasińska-Chart
Tel. (12) 42 15 771
e-mail: malgorzata.olasinska@pah.org.pl

Polska Akcja Humanitarna
ul. Wita Stwosza 2
87-100 Toruń
p. Aneta Brzostek
Tel. (56) 65 21 368
e-mail: aneta.brzostek@pah.org.pl

piątek, 3 września 2010

Kapituła generalna Zakonu Kaznodziejskiego

Magda!
Wielkie dzięki, za to, co napisałaś o Waszej profesji wieczystej i za namiastkę naszej fizycznej obecności przy Was, czyli za zdjęcie. Prywatnie czekamy na więcej...

Do tego, co napisałaś dodałabym komu przyrzekamy posłuszeństwo.
My, Misjonarki Szkoły, ślubujemy
"posłuszeństwo Bogu,
Najświętszej Maryi Pannie,
świętemu Dominikowi,
świętej Katarzynie ze Sieny,
naszej założycielce Luigii Tincani
i przełożonej generalnej Unii św. Katarzyny ze Sieny
oraz jej następczyniom...".
Przełożona generalna zostaje wybrana przez siostry na kapitule generalnej (dla nieobeznanych z terminologią kościelną: na ogólnym zebraniu delegatek z całego zgromadzenia). To jej podlegają wszystkie siostry i wszystkie domy całej Unii.

Bracia dominikanie (i siostry dominikanki klauzurowe) ślubują posłuszeństwo
"Bogu,
Najświętszej Maryi Pannie,
świętemu Dominikowi
i generałowi Zakonu Braci Kaznodziejów
i jego następcom
".
Myślę, że właśnie dzisiaj warto o tym przypomnieć, bo
w Rzymie trwa kapituła generalna Zakonu Kaznodziejskiego i w niedzielę, 5 września, ma zostać wybrany kolejny generał Zakonu.

My też prosimy o modlitwę w intencji kapituły i planowanych wyborów.

Sabina

PS Nowy generał zakonu:).

środa, 1 września 2010

... aż do śmierci

No więc to powiedziałam: „Tak więc będę posłuszna tobie i tym, które po tobie nastąpią, aż do śmierci” (to jest końcowa część formuły ślubów wieczystych).
Jak dotąd co roku odnawiałam śluby – na rok, no więc na końcu mówiłam „tak więc będę posłuszna – przez jeden rok”. A teraz to już na zawsze.
Ale oczywiście nie chodzi tu tylko o wymiar chronologiczny.
Kiedy św. Paweł mówi o Chrystusie, że stał się „posłuszny aż do śmierci i to śmierci krzyżowej” to ma na myśli, że posłuszeństwo Chrystusa było tak mocne, że wybrał nawet śmierć, byle tylko pozostać mu wiernym.
I to samo dotyczy nas.
Może nie czeka nas męczeństwo (chociaż, kto to wie?), ale na pewno będę miała mnóstwo okazji, kiedy posłuszeństwo będzie oznaczało wyrzeczenie się czegoś, codzienne umieranie – dla swojej wygody, dla swojego egoizmu – aby być wierną temu, czego obiecałam, aby wybierać – miłość.

Magda

Tu na zdjęciu leżymy krzyżem w czasie śpiewu litanii do wszystkich świętych; prosimy ich, by modlili się za nas, abyśmy umiały żyć zgodnie z tym, co za chwilę obiecamy.

wtorek, 31 sierpnia 2010

Ci ubrani w białe szaty kim są?

Już po wakacjach, a jeszcze nie napisałam o Pielgrzymce dominikańskiej. Czekałam na fajne zdjęcia, ale zdjęć rewelacyjnych nie mam, tylko te kilka fotek, zrobionych naprędce.

Od razu powiem, że na robienie zdjęć się nie nastawiałam, raczej na to by iść, modlić się i ŚPIEWAĆ. [W tym miejscu serdecznie dziękuję wszystkim, z którymi miałam przyjemność śpiewać] ŚPIEWAĆ, bo w tym roku byłam w scholi Ciszy 1, w grupie, która z zasady śpiewa pieśni nie-pielgrzymkowe, ale kompozycje w stylu Niepojęta Trójco, Święta Przeczysta Dziewico czy Chwalcie Pana Ojca Kusza (to ostatnie to był nasz - Ciszy 1 - tegoroczny sygnał do wstawania i wymarszu).

Ostatnio w Gościu Niedzielnym p. Jakimowicz napisał, że pielgrzymkę katolicką od prawosławnej odróżnić można po stylu śpiewania. Ale on nie słyszał, jak w pełnym czerogłosie śpiewa w czasie marszu Cisza 2. Coś niesamowitego, aż żałuję, że nie nagrałam! Chociaż..., wolę śpiewać niż tylko słuchać...

Wracając do tytułu posta i zdjęcia: ci w białych szatach to my,
pielgrzymka dominikańska z lotu ptaka, biało-czarna, utrudzona pielgrzymka przed Obliczem Czarnej Madonny.

To na tyle ode mnie. Mogłabym wiele jeszcze pisać, ale zdradzę Wam sekret: jutro idę do szkoły. Więc znikam z bloga. :)
Sabina

PS Na to i inne moje zdjęcie można głosować w konkursie Opoki na najciekawsze zdjęcie pielgrzymkowe.
http://pielgrzymki.opoka.org.pl/konkurs/glosuj/21246.1,index.html/
http://pielgrzymki.opoka.org.pl/konkurs/glosuj/21248.1,index.html/">

niedziela, 22 sierpnia 2010

Pytania do Misjonarek Szkoły

Ktoś napisał komentarz do posta o świętym Jacku, tyle że zupełnie nie na temat. Dlatego komentarz zostanie usunięty.
Przywołany Ktoś zapytał:
Czy Siostry mają jakiś jednakowy krzyżyk, albo medalik? Czy nosicie obrączki po ślubach wieczystych. Czy farbujecie włosy?
Droga Anonimowa (?)!
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w zakładce Na skróty/Najczęstsze pytania.
Krótko powiem, że nie nosimy żadnych oznak konsekracji zakonnej, czyli nie mamy takich samych medalików, krzyżyków itp, ani obrączek. (Wyjątkiem są Indie i Pakistan, gdzie siostry noszą mały krzyżyk dominikański).
Włosów nie farbujemy, bo czemu miałoby to służyć?
Na dzisiaj to byłoby tyle. Pozdrawiam serdecznie!
Proszę o modlitwę, bo w Rzymie trwają rekolekcje ośmiodniowe przed ślubami wieczystymi.
Sabina

wtorek, 17 sierpnia 2010

Jak św. Jacek uciekał z Kijowa



Znana jest historia o tym, jak św. Jacek uciekał przed niewiernymi z Kijowa, przechodząc Dniepr „suchą stopą” i ratując Najświętszy Sakrament i figurę Maryi. Przez tych„niewiernych” rozumie się Tatarów. Ale problem polega na tym, że Tatarzy (z Batyjem na czele) przystąpili do Kijowa w roku 1240, natomiast wiadomo, że Jacek w 1233 r. był w Gdańsku, a od 1238-go – w Prusach (to była jego druga misja pruska). Czyli uciekać z Kijowa w 1240 r. nie mógł, bo w Kijowie w tym czasie go nie było. Po drugie, Kijów (średniowieczny) położony jest na prawym (tj. zachodnim) brzegu Dniepra. Wojska Batyja naddciągają z wschodu i z południa, więc uciekać przed nimi, przechodząc na lewy brzeg, już zajęty przez Tatarów, byłoby nieco... mało rozsądne. W dodatku, Jacek z Kijowa wyrusza do Polski, i po co miałby uciekać na wschód?

Wydaje się, że było mniej więcej tak (dużo z poniższych informacji zawdzięczam br. Benedyktowi OPs z kijowskiej wspólnoty św. Jacka).
Na Rusi trwa walka o tron kijowski, książęta zawierają sojusze, zdradzają się nawzajem, zmieniają sojuszników. W 1232 r. Wielkim Księciem Kijowskim jest Włodzimierz Rurykowicz (wspierany przez dużą część mnichów Ławry Kijowsko-Pieczarskiej). Ale do pretenduje również Izjasław IV, syn Mścisława (wspierany przez inną część mnichów Ławry). Raz z jednym, raz z drugim z nich wstępuje w sojusz Daniło Halicki (który ma jako sojusznikow Połowców, mieszkających na południe od Kijowa). Zimą 1232-33 r. Połowcy (też, skądinąd, „niewierni”) atakują Kijów (z południa) i częściowo go podpalają. Jacek, usłyszawszy o tym, bierze Najświętszy Sakrament i figurę Maryi i ucieka. Dokąd? Na lewy brzeg Dniepra (wydaje się, że przejście Dniepra suchą nogą, nie było tym razem cudowne, bo działo się zimą). Stąd Jacek wyrusza na zachód, do Gdańska.

A co z braćmi w Kijowie? Atak Połowców nie był skuteczny. Ale w tym samym roku 1233 książę Włodzimierz, na życzenie mnichów prawosławnych, wypędza z Kijowa braci dominikanów.
Ok. 1238 roku tron kijowski zajmuje (ale tylko na rok) Michał Czernihowski, i dominikanie wracają do Kijowa, skąd uciekają ostatecznie rzeczywiście 1240 r., podczas nadejścia Tatarów (ale też nie jest pewne, czy przed Tatarami, czy znów przed prawosławnymi).

Jana

sobota, 14 sierpnia 2010

Święty na nasze czasy


Dzisiaj w Kościele powszechnym obchodzi się wspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego. Byłam kiedyś w Niepokalanowie, w Jego celi klasztornej: w centrum biurko z dużą nadstawką i mnóstwem przegródek na korespondencję, i oddzielny kącik z prostym łóżkiem i wieszakiem na ścianie – franciszkańskie ubóstwo ... Minimum potrzeb i maksymalna skuteczność działania!
We włoskiej Liturgii Godzin czyta się dziś urywek z „Wyboru pism” św. Maksymiliana (nr 113-114) dot. posłuszeństwa zakonnego: „ ... Posłuszeństwo, i tylko ono, ujawnia ci z całą pewnością wolę Bożą. To prawda, że Przełożony może się pomylić, ale kto jest posłusznym, nie myli się.
Jakże to inne od dzisiejszego pędu do natychmiastowego zaspokajania swoich własnych, często przelotnych, zachcianek – to tak, jakby chorągiewki na wietrze ...
Możemy być dumni z takiego świętego, ale czy nie byłoby lepiej wziąć coś z Jego „ducha”...?

czwartek, 12 sierpnia 2010

Powódź..., powódź...

i to nie tylko w Polsce, ale także w Pakistanie. Rozmiar tamtejszej tragedii przechodzi ludzkie pojęcie. Można na ten temat poczytać np. w: http://www.polskatimes.pl/ (artykuł z 9 sierpnia)albo zobaczyć filmik tu: http://www.tvn24.pl/12691,1667419,0,1,powodz-zabila-800-osob,wiadomosc.html.

Dwa tygodnie temu, a dokładnie 31 lipca, mówiła na ten temat w telefonicznym wywiadzie dla włoskiej sekcji Radia Watykańskiego Rita Polverini, jedna z naszych współsióstr będąca od lat na misjach w Pakistanie (tekst wywiadu jest na stronie http://www.radiovaticana.org/radiogiornale/ore14/2010/luglio/10_07_31.htm, w dziale Oggi in primo piano). Ale przez te dwa tygodnie liczba ofiar podwoiła się, nie mówiąc już o zniszczeniach.

Poszkodowanym niesie pomoc między innymi Caritas Polska (zob. http://www.caritas.pl/news.php?id=10476&d=5).
Pomóż i ty!
Sabina

niedziela, 8 sierpnia 2010

Nowe powołania

Wczoraj, w wigilię uroczystości św. Dominika (święto patronalne naszego Zakonu), pięć naszych Sióstr w Indiach rozpoczęło swój postulat – I etap życia zakonnego po zakończeniu aspirantury (etap wstępny). Pełne młodzieńczego zapału i entuzjazmu dla naszego charyzmatu pochłaniają wszystko – od Katechizmu po duchowość dominikańską i pisma naszej Założycielki, Luigi Tincani, niedawno przetłumaczone na język angielski. Siostry zaś z Rzymu uczestniczyły w uroczystych Nieszporach i Mszy św. w Bazylice S.Maria sopra Minerwa, koncelebrowanej prez Braci Dominikanów pod przewodnictwem Brata Franciszkanina (to już wielowiekowa tradycja). W homilii celebrans porównywał nasze czasy do czasów św. Dominika i św. Franciszka z Asyżu – jak to dobrze, że od ośmiu już wieków nie brakuje naśladowców tych nowatorskich świętych.
Towarzyszymy naszym postulantkom z Indii modlitwą, by wytrwały w tym świętym powołaniu i dołączyły do naszego grona, gdy przejdą już do nowicjatu, następnego etapu formacji zakonnej. - Ola

piątek, 6 sierpnia 2010

Przemienienie Pańskie

Czytanie z Liturgii Godzin z dzisiejszego święta:
„ Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować” (Fil 3, 20-21)
Co za wspaniała perspektywa, zwłaszcza w przypadku problemów związanych z późną starością, coraz bardziej powszechnych także w Polsce ...
Dziecko przed urodzeniem też nie czuje się wygodnie w przyciasnym łonie matczynym, ale nie wie, co je czeka po urodzeniu. Także starość, często doskwierająca, przygotowuje nas do (nie)pewnej przyszłości... Ale co to za radość będzie, gdy przekroczymy wreszcie progi Domu Ojca (dla tych oczywiście, którzy się Go dobro-wolnie nie wyrzekną).

Starość starości nierówna

W Bolonii nasze Siostry prowadzą Uniwersytet III Wieku (odłam LUMSy) w ramach Stowarzyszenia „Carlo Tincani” (pod patronatem ojca naszej Założycielki, znanego wykładowcy greki i łaciny, wieloletniego kuratora oświaty). Słuchaczami są osoby w wieku emerytalnym (ok. 500 rocznie), często po osiemdziesiątce. Prócz cyklu wykładów prowadzonych przez cenionych profesorów, organizowane są rozliczne zajęcia dodatkowe, m.in. teatralne, wieńczone występem w renomowanym teatrze bolońskim „Teatro delle Celebrazioni”; podziwiać można kondycję tamtejszych 84-latek tańczących, śpiewających i recytujących swoje role z pamięci. Zresztą Włosi należą do narodów długowiecznych; jedna z naszych Sióstr, Pina Fanfani, przeniosła się do wieczności w wieku 105 lat, Carlotta zaś w styczniu tego roku ukończyła 102 lata, no i pamięć ją nie zawodzi!

sobota, 31 lipca 2010

Annuntio vobis gaudium magnum...

Radość wielką, czyli profesję wieczystą pięciu naszych sióstr:
Kaneez, Sumery i Sosan (wszystkie trzy z Pakistanu),
Giny (rodem z samego Rzymu)
i Magdy, której nie trzeba tu przedstawiać.

Siostry złożą profesję wieczystą 28 sierpnia,
w święto św. Augustyna,
w rzymskiej Bazylice św. Sabiny na Awentynie,
podczas Mszy św. o godz. 17.00.

Mszy św. będzie przewodniczył o. generał Carlos Aspiroz Costa OP.

Zapraszamy i prosimy o modlitwę!

Misjonarki Szkoły

wtorek, 13 lipca 2010

I każ mi przyjść do siebie...

O dobry Jezu, wysłuchaj mnie...
W godzinę śmierci wezwij mnie.
I każ mi przyjść do siebie,
Abym z świętymi Twymi chwalił Cię,
Na wieki wieków. Amen.
Modlitwa św. Ignacego z Loyoli

Rzym 2010. Marcowy poranek: Mariangela przewróciła się w łazience. Jest źle: to wylew krwi do mózgu. Szpital, paraliż połowy ciała.

Mijają trzy miesiące. Jedna, druga nowenna... Siostry naprzemian z jej rodziną jeżdżą do szpitala. Wreszcie wraca do domu - radość: przynajmniej jest w domu!
Tylko na tydzień. Znowu szpital. Nie da rady inaczej.

Lipiec, szpital, środowe popołudnie: nie jest pewne, czy od razu mnie rozpoznała. Karmimy ją łyżeczką... Z trudem udaje nam się zrozumieć pojedyncze słowa. Nawet się nie pożegnałam; zasnęła.

Kilka dni później wyjechałyśmy z Rzymu na obóz formacyjny. Niedzielny wieczór: jest z nią coraz gorzej. Zasypiam z różańcem w dłoni...: Święta Maryjo, módl się za nami grzesznymi...

W poniedziałek o świcie telefon: nasza kochana Mariangela zmarła tej nocy. Miała prawie 78 lat. Pakujemy najpotrzebniejsze reczy, jedziemy na pogrzeb...

Mariangela przeżyła w Unii 63 lata, z czego 58 profesji zakonnej. Pomimo słabego zdrowia zajmowała się wieloma sprawami. Była siostrą o złotych rękach i złotym sercu, zawsze chętną do pomocy. Taką ją zapamiętamy. I za taką dziękujemy Panu.

Msza pogrzebowa będzie jutro w domu generalnym o godz. 9.45; zostanie pochowana w naszej kaplicy na cmentarzu Verano w Rzymie.

Sabina

niedziela, 4 lipca 2010

Chusta Weroniki

W dniach 21-30 czerwca 2010 r. Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie gościło pakistańskiego biskupa diecezji Faisalabad, Josepha Couttsa, który przybył do Polski, aby przybliżyć Polakom sytuację chrześcijan w Pakistanie. Odwiedził m.in. Kraków (na ten temat może napisać coś Anna Maria, bo była na spotkaniu z nim).

Wizyta Jego Ekscelencji związana jest z kampanią „Pakistan potrzebuje chusty św. Weroniki". Chodzi o zmianę dwu artykułów z pakistańskiego kodeksu karnego: art.295b. dotyczy przestępstw przeciw Koranowi, karanych dożywociem, a art. 295c. mówi o aktach znieważenia Mahometa, karanych śmiercią. Oprócz tego w kraju prześladowań chrześcijan stosuje się tzw. rozporządzenia hudud, czyli kategorię inspirowanych przez Koran kar obejmujących biczowanie i kamienowanie za czynności niezgodne z Koranem, jak np. cudzołóstwo, hazard, spożywanie alkoholu, naruszenie własności. Prawo o bluźnierstwach jest przykładem najbardziej radykalnego i undamentalistycznego prawodawstwa, jakie kiedykolwiek posiadał ten kraj.
Muzułmańscy fundamentaliści wykorzystują te artykuły, by atakować mniejszości i popychać kraj ku coraz bardziej radykalnej islamizacji.

Żeby zaprostestować można podpisć list skierowany do ambasadora Pakistanu w Polsce: http://www.pkwp.org/kampanie/pakistan_potrzebuje_sw._weroniki/formularz_pakistan/. Serdecznie prosimy o włączenie się do tej akcji.

Misjonarki Szkoły

Informacje pochodzą ze strony:
http://www.pkwp.org/kampanie/pakistan_potrzebuje_sw._weroniki/

Mamy rodzinę w Pakistanie...

Zachęcam do podpisania apelu, bo Pakistan jest nam drogi w sposób szczególny: jest pierwszym krajem misyjnym, do którego siostry pojechały i w którym pozostały. Dzisiaj mamy ponad 30 sióstr z Pakistanu. Teraz obok mnie (jestem w tej chwili w Rzymie) siedzi jedna z nich, Sumera.

Sumera mówi, że wszyscy tam żyją w wielkim strachu (z powodu terrorystów, fundamentalistów, talibów itp.), strachu o siebie, o własne życie, o życie bliskich. Bardzo potrzebują modlitwy, ale też konkretnych wyrazów solidarności. Bo w Pakistanie oprócz strachu jest też wielka bieda.

W Pakistanie siostry prowadzą szkoły powierzone przez biskupów. W szkołach tych mogą uczyć się wszyscy: w szkołach z językiem wykładowym angielskim poziom jest wyższy, ale i czesne wyższe. W szkołach tych uczy się wielu muzułmanów. Większość chrześcijan jest bardzo biedna, dlatego posyłają dzieci do szkół z językiem wykładowym urdu (w Pakistanie ludzie używają języka urdu, ale językiem urzędowym jest angielski). Tym najbiedniejszym staramy się pomagać, jak tylko możemy, tak siostry „tamtejsze”, jak i hojni ludzie z różnych stron świata. Tak narodził się kilka lat temu program Adopcji na odległość – chodzi pomoc rodzinom bardzo biednym, które nie dają rady posłać dzieci do szkoły (wszystkie szkoły są płatne). Niektórych nie stać nawet na jedzenie, dlatego rodzice zamiast posyłać dzieci do szkoły, wysyłają je do pracy. Zupełnie inny świat...

Sabina
PS Siostry w Pakistanie noszą białe ubrania i krzyż dominikański.

piątek, 25 czerwca 2010

Przerwa wakacyjna

Pakuję walizkę. Przede mną czas wypoczynku, między innymi rekolekcje ośmiodniowe. Wrócę do Krakowa i do bloga chyba dopiero po pielgrzymce dominikańskiej, którą serdecznie polecam.
Trwajcie w łasce!
Sabina

środa, 9 czerwca 2010

Drogi Blogu

jak na razie zawieszam współpracę...

Przygotowujemy się do ślubów wieczystych (jest nas pięć: Włoszka, trzy Pakistanki i jedna Polka), a ponieważ czas się zbliża, mamy się skupiać zrezygnować ze wszelkich działań niekoniecznych... po przemyśleniu sprawy i po konsultacji doszłam do wniosku, że pisanie w blogu też jest działaniem niekoniecznym, zwłaszcza że pochłania wiele energii duchowej (może tego nie widać, jeśli chodzi o produkcję „literacką”, ale ja tak naprawdę to nie umiem pisać i za każdym razem wymaga to wiele wysiłku).

Wyobrażam sobie, że w tym momencie ktoś zapyta: „no dobrze, ale kiedy te śluby?” Odpowiem, że oficjalnej informacji jeszcze nie ma, a nieoficjalnych nie chcę rozpowszechniać.
Kiedy już będzie wiadomo, to mam nadzieję, że siostry napiszą... a póki co, to się módlcie.
Pewnie mogłabym tu napisać coś ładnego o składaniu ślubów itp. ale to jest RZECZYWISTOŚĆ zbyt wielka, by ją wyrazić słowami.

Wrócę, jak będę mogła
Magda

wtorek, 8 czerwca 2010

Ostatnio czytam KPK

(czyli Kodeks Prawa Kanonicznego).

Nie, nie martwcie się o mnie: nie wyłącznie...
A czemu? A bo czytam nasze Konstytucje i co jakiś czas są przypisy – to znaczy, że niektóre teksty pochodzą z Kodeksu, a to znaczy, że nie dotyczą tylko nas, ale też życia zakonnego w ogóle.
Nie jest to łatwe – język prawniczy, brr... – ale jest i w końcu też mnie dotyczy, no więc uznałam, że powinnam coś zrozumieć... Na szczęście znalazłam gruby komentarz, który wyjaśnia różne punkty, tłumaczy, co i dlaczego zostało zmienione, jak to się wiąże z wizją teologiczną itp...

A tak naprawdę, to czasem wystarczy tylko trochę uwagi i odwagi, żeby znaleźć coś pięknego, jak na przykład ten pierwszy paragraf dotyczący życia konsekrowanego:

Kan. 573 § 1. Życie konsekrowane przez profesję rad ewangelicznych jest trwałą formą życia, w której wierni pod działaniem Ducha Świętego naśladując dokładniej Chrystusa, oddają się całkowicie umiłowanemu nade wszystko Bogu, ażeby - poświęceni z nowego i szczególnego tytułu dla chwały Boga, budowania Kościoła i zbawienia świata - osiągnąć doskonałą miłość w służbie Królestwa Bożego i, stawszy się w Kościele wyraźnym znakiem, zapowiadać niebieską chwałę.

Magda

czwartek, 3 czerwca 2010

Modlitwa przed obliczem Ukrytego Pana

Dzisiaj jest Boże Ciało, dlatego chcę podzielić się z Wami tą przepiękną modlitwą św. Katarzyny ze Sieny.
Anna Maria
"Trójco Wiekuista, co tak bardzo nas miłujesz, jaką korzyść miałaś z naszego odkupienia? Żadną. Ty jesteś przecież naszym Bogiem i wcale nas nie potrzebujesz. Kto więc odniósł korzyść? Tylko człowiek.
Nieogarniona Miłości, oto najpierw dałaś nam całego człowieka i całego Boga, a potem zostawiłaś nam siebie jako pokarm, byśmy pielgrzymując po tej ziemi nie osłabli ze zmęczenia, lecz posilali się Tobą, niebiański chlebie.
Przekupny i chciwy człowieku, cóż ci dał Bóg? Dał ci samego siebie, w całym swoim bóstwie i człowieczeństwie ukrytym pod postacią białego chleba.
Ognista Miłości, nie wystarczył ci akt stworzenia, w którym obdarzyłaś nas swoim obrazem i podobieństwem, nie wystarczyło ci stworzenie nas na nowo przez Krew Twego Syna, która przywróciła nam łaskę. Dałeś nam jeszcze jako pokarm samego siebie, w całej swej boskiej istocie.
Któż Cię do tego zmusił? Nikt. Tylko miłość, bowiem kochasz nas do szaleństwa".
[Cyt za: św. Katarzyna ze Sieny, Modlitwy, tłum. L. Grygiel, W drodze Poznań 1990, s. 75].

poniedziałek, 31 maja 2010

Kim jest dla mnie Luigia Tincani?

Dzisiaj przypada 34-a rocznica śmierci naszej Założycielki, Luigii Tincani.
Rok temu Sabina przedstawiła jej życie (http://misjonarkiszkoly.blogspot.com/2009/03/luigia-tincani.html).

W tym roku spróbuję więc odpowiedzieć na pytanie, które sobie postawiłam (z nadzieją, że odezwą się też moje siostry!).
Kim jest dla mnie Luigia Tincani?
To bardzo proste: jest naszą Założycielką.

Ale co to dla mnie znaczy?
To nie tylko więź oficjalna (jak kiedyś ktoś złośliwie skomentował: „Wszystkie zakonnice chętnie chwalą swoje założycielki”...).

To przede wszystkim odkrycie Planu Bożego: jestem tu, w Unii, a to znaczy, że moje powołanie, ten największy Boży dar, to, czego Bóg chce ode mnie i chce dla mnie... moje powołanie jest Bożym darem, ale dociera do mnie za pośrednictwem innych...

A kiedy Luigia Tincani odkryła swoje powołanie, to – chociaż o tym jeszcze nie wiedziała – to nie było tylko jej powołanie, to było też coś, co otrzymała dla innych.
Powołanie do bycia siostrą zakonną, dominkanką. Powołanie do uwielbiania Boga, do życia wspólnego, do pracy w szkole, do zajmowania się młodzieżą, do studiowania... Do życia kontemplacyjnego i do apostolatu...
Otrzymała je dla sióstr, które razem z nią zaczęły życie Unii – a także dla nas, żyjących później; także dla mnie.
Więc dlatego jest dla mnie ważne to, kim była, jak myślała, co robiła... niezależnie od dzielącej nas odległości, w czasie, w przestrzeni i w wymiarze różnic kulturowych. Więc dlatego nie tylko uczę się włoskiego, żeby lepiej zrozumieć moje siostry, ale też uczę się historii Włoch i to nie tylko „z zewnątrz”, ale i tak, jak ją rozumieją Włosi – żeby móc lepiej zrozumieć Luigię Tincani i jej powołanie, które jest też moim powołaniem.

Magda

niedziela, 30 maja 2010

Lednica: lepiej późno niż wcale

Czas biegnie, tegoroczna Lednica już w najbliższą sobotę, a ja dopiero dziś doszłam do wniosku, że nic nie napisać na ten temat to wprost grzech zaniedbania. A może kto zechce dołączyć?!?.

W paru słowach: znowu (zob. posty z zeszłego roku) jadę tam jako członek grupy ewangelizacyjnej. W ramach reklamy zastosuję „nowoczesną metodę” kopiuj i wklej.
Co roku podczas spotkania lednickiego działa grupa ewangelizatorów. Są to osoby, które wspierają Lednicę swoją modlitwą i dla każdego znajdą jakieś dobre słowo i czas, aby porozmawiać o rzeczach najważniejszych.
Zapraszamy do dołączenia do nich!

Jeśli ty spotkałeś w swym życiu Jezusa Chrystusa i chcesz opowiedzieć o tym innym – zapraszamy do pełnienia posługi ewangelizatora na Polu Lednickim.
Ewangelizator to ktoś, kto potrafi wyjść do drugiego człowieka, swojego rówieśnika, który może pogubił się, zwątpił w miłość Boga i sens wiary.
Ewangelizator chce być świadkiem Ewangelii, cierpliwie wysłucha i pocieszy, wesprze modlitwą, podzieli się doświadczeniem obecności i działania Boga.

Zapraszamy już dzień przed Spotkaniem Lednickim, tj. 4 czerwca, na jednodniowe rekolekcje, które pomogą przygotować się nam do pełnienia posługi ewangelizatora.
Kontakt: ewangelizacja_lednica@catholic.org.
Więcej informacji np. tu:
Uwaga! Zgłoszenia są przyjmowane do jutra!
Sabina

wtorek, 25 maja 2010

Na Dzień Matki

(Za pozwoleniem Autorki publikuję tekst napisany przez moją Mamę z okazji jej wizyty u nas w Rzymie. We Włoszech Dzień Matki obchodzi się w drugą niedzielę maja, no więc Mama akurat wpadła i była „obchodzona”; z tej okazji napisała... wiersz? Rozważanie? No, w każdym razie to coś; i pozwoliła opublikować. MS)

Być mamą – to wielka radość (przecież niektóre chciałyby, a nie mogą)
Być mamą – to wielka odpowiedzialność za tego małego człowieka
Być mamą – to czasem wielkie umęczenie (kiedy ja się wreszcie wyśpię?)
Być mamą – to być zawsze ocenianą i obserwowaną i naśladowaną (oby w dobrym, ale też niestety i w złym...)
Być mamą – to duma ze swojej pociechy, to zdumienie, że to takie inne, a jednak moje...

Mamą się jest do końca własnego życia i nic z tego nie może wyzwolić... a jednak PTAK LECI DALEJ SAM A JA TYLKO MOGĘ PATRZEĆ...

Krystyna S.

niedziela, 23 maja 2010

Dominikanką być...

W zeszłym roku pisałam, że 24 maja obchodzimy rocznicę przeniesienia relikwii św. Dominika, które to wydarzenie było otwarciem jego procesu kanonizacyjnego. Korzystam z okazji, żeby napisać parę słów o św. Dominiku jako naszym, moim Ojcu, Ojcu któremu ślubowałam posłuszeństwo. W związku z tym napiszę też o naszym „byciu dominikankami”.

Ludzie – nawet sami bracia dominikanie – dziwią się, kiedy przedstawiając się doprecyzowuję, że jestem siostrą dominikanką bezhabitową. Ale to nie jest jakiś szczegół bez większego znaczenia. Myślę, że głębi powołania Misjonarki Szkoły nie da się uchwycić bez zrozumienia pragnień św. Dominika: dotrzeć z Ewangelią na krańce ziemi i na krańce… umysłu, własnego i innych ludzi.

Nasze Konstytucje bezpośrednio o Świętym… mówią bardzo mało. Ale całe są przesiąknięte duchem dominikańskim. Widać to znakomicie przy całościowej lekturze tekstu i przy porównywaniu go z Konstytucjami braci dominikanów. W naszej Konstytucji podstawowej (część, która nie podlega zmianom) czytamy między innymi:
Włączone do Zakonu Dominikańskiego uczestniczymy, w miarę możliwości, w misji Apostołów i naśladujemy ich życie w formie podanej przez św. Dominika. A zatem prowadzimy życie wspólnotowe, mając jedno serce i jedną duszę, jesteśmy wierne w profesji rad ewangelicznych, żarliwe we wspólnym sprawowaniu liturgii, zwłaszcza Eucharystii i Świętego Oficjum, hojne na indywidualnej modlitwie, gorliwe w studium, wytrwałe w przestrzeganiu obserwacji zakonnych (nr IV).
a także:
Misja Dominika, którą otrzymujemy jako spadek po ojcu dla córek, które go kochają i naśladują go, jest pochodną misji Słowa (nr V); (…) każde działanie apostolskie – a zwłaszcza nauczanie – wypływa jak dar światła i miłości ze studium i kontemplacji Bożej prawdy oraz z gorliwego studium prawd ludzkich, które są odblaskiem Prawdy wiecznej i niestworzonej. (tamże nr IV).
I jeszcze jedno. W dniu pierwszej profesji otrzymujemy habit dominikański i … wyrzekamy się zakładania go za życia. Wypowiadamy wtedy taką modlitwę (cytuję fragmenty):
O błogosławiona Trójco, Ojcze, Synu i Duchu Święty, ofiaruję Ci w darze przez najczystsze ręce świętej Dziewicy Maryi biało-czarny habit dominikański, który otrzymałam jako dar Twojej nieskończonej miłości i miłosierdzia... Jezu, ... dozwól mi dla naśladowania Ciebie tak, jak potrafię, wyrzec się w duchu pokory zaszczytu ukazywania się światu odzianą chwałą Twojej oblubienicy...
Spraw, abym przed Tobą była zawsze przyodziana duchowo w święty habit dominikański i zasłużyła na założenie go, gdy moje ciało będzie odpoczywało w oczekiwaniu na wieczne zmartwychwstanie, aby potem wraz z synami św. Dominika w szczęśliwej wieczności iść za Tobą, Niepokalany Baranku, dokądkolwiek pójdziesz. Amen
.
Mam nadzieję, że na Sądzie Ostatecznym bracia dominikanie nie zdziwią się zbytnio widząc nas obok siebie :), a Ojciec Przedwieczny znajdzie we mnie duchowe podobieństwo do swojego Syna i – „nawet bez patrzenia na habit” – podobieństwo do św. Dominika.
Sabina

PS Wszystkie cytaty są tłumaczone przeze mnie.
Wyjaśnię na wszelki wypadek - gdyby ktoś zamierzał się kłócić o terminologię i różnice pojęć: Zakon Dominikański i Rodzina Dominikańska,– że piszę „włączone do Zakonu Dominikańskiego”, bo tak brzmi dosłowne tłumaczenie z języka włoskiego tekstu naszej Konstytucji podstawowej. Takiej terminologii użył też w stosownym dokumencie z 1924 Generał Zakonu o. Ludwik Theissling.

Dar jedności w Duchu Świętym


... Tenże Duch po wniebowstąpieniu Pana - jak to podaje święty Łukasz Ewangelista - zstąpił z mocą na uczniów w dniu Pięćdziesiątnicy, aby wszystkie narody uczynić uczestnikami Nowego Przymierza i nowego życia. Dlatego też różnymi językami śpiewali oni hymn ku chwale Boga, a Duch Boży łączył w jedno rozproszone ludy ...
Bez wody nie da się zaczynić mąki i wyrobić z niej chleba: tak i my nie możemy stać się jedno w Jezusie Chrystusie bez wody, która nam przychodzi z nieba. Również i zeschnięta ziemia nie wyda plonu bez wody: my też, którzy byliśmy jak suche drewno, nie bylibyśmy zakwitli życiem bez wody zesłanej nam w darze z niebios. Otóż wody chrztu wiodą ciało ku niezniszczalności, a moc Ducha odradza duszę. I tak przywracają jedność.
(z traktatu świętego Ireneusza, biskupa, "Przeciwko innowiercom" z II czytania z dzisiejszej Liturgii Godzin).
Jedność jest też podstawą naszego zgromadzenia dominikańskiego, któremu Założycielka, Luigia Tincani, dała w nazwie „Unia”: „unia serc i woli” wszystkich Sióstr (niezależnie od wieku, pochodzenia, wykształcenia czy rasy - Włoszki, Pakistanki, Hinduski, Polki, Ukrainki), która ma być widzialnym świadectwem siły Ducha, mocy jednoczenia wszystkich chrześcijan (na ile Mu na to pozwalamy) - tak, jak to było na początku (Dz 2, 24 n). Ta jedność jest też podstawą naszego apostolatu, zazwyczaj indywidualnego, w świecie kultury i edukacji, w środowisku laickim.

piątek, 21 maja 2010

Zaproszenie na dzień skupienia do Krakowa

29 maja w Krakowie odbędzie się ostatni w tym roku akademickim

DZIEŃ SKUPIENIA Z CYKLU
"POPOŁUDNIE Z JEZUSEM"


temat:
"Oto ja, poślij mnie"! Od spotkania z Bogiem do spotkania z człowiekiem.

Święty Dominik i jego rodzina będą nam podpowiadać:

* jak będąc osobą wierzącą nie zajmować się samym sobą, tylko Panem Bogiem i innymi ludźmi,

* jak spójnie łączyć modlitwę i działanie,

* jaki styl możemy nadać całemu naszemu życiu...

W programie:
• konferencja,
• adoracja Najświętszego Sakramentu z czasem na osobistą modlitwę,
• dyskusja w grupach,
• wprowadzenie do modlitwy liturgicznej i wspólne Nieszpory.
*(Nie ma Mszy świętej!)

Spotkanie odbędzie się w sobotnie popołudnie, w godz. 14.00-18.30, w naszym domu w Krakowie.
Prosimy o zabranie ze sobą Pisma Świętego i obuwia na zmianę.
Serdecznie zapraszamy!
Osoby zainteresowane prosimy o wczesniejszy kontakt.
Sabina

PS Piszę: "dla młodzieży", bo chłopaków nie wyganiamy ;).

Kraków czeka na "inny deszcz"

Piątek rano. Usiadłam przed komputerem, a tu słońce świeci na moje biurko! Pierwsze przebłyski od tygodnia. Dzięki Ci Boże, że wreszcie nie pada.

Nie jestem przewrotna, ale szczerze powiedziawszy... modlę się o deszcz. O deszcz łaski, o nowe wylanie Ducha Świętego.

W ramach przygotowania do Zesłania Ducha Świętego czytam i "przeżuwam" świetną książkę o Duchu Świętym: o. Cantalamessa, Pieśń Ducha Świętego - w oryg. Canto dello Spirito.
Polecam! Poza tym znalazłam kopalnię tekstów, katechez, homilii itp. o Duchu Świętym, a tu jest coś o darach Ducha Świętego.

A wczoraj poszłam do braci dominikanów i nie mogę nie zrobić reklamy rekolekcjom przed Zesłaniem Ducha Świętego. Wczoraj, w czwartek i dzisiaj, w piątek o godz. 19.oo adoracja, o 19.3o Eucharystia z konferencją, a po nich modlitwa, znów przed Najświętszym Sakramentem. W sobotę, 22 maja, o 22.oo noc czuwania, która potrwa pewnie do jakiejś 4.oo nad ranem.
Tytuł rekolekcji: po prostu ŁASKA i o jej deszcz będziemy wołać. Do skutku, aż nas zaleje. Pod tym adresem możecie zerknąć na trailer zapowiadający rekolekcje. Prosimy też abyście ów filmik rozesłali swoim znajomym z zaproszeniem na owe dni.
Kto może, do zobaczenia na Stolarskiej.

Sabina

PS W sobotę rano u braci są też święcenia kapłańskie.
Poza tym Lednica już blisko.
Żródlo obrazka.

czwartek, 20 maja 2010

Taniec, czyli życie


Poszłyśmy na przedstawienie „Miłość jest światłem” („L’amore è luce”); przedstawienie muzyczno – taneczno – teatralne, zainspirowane „Przed sklepem jubilera” K. Wojtyły.
Prawdę mówiąc, miałam pewne wątpliwości co do sensu całego przedsięwzięcia. Znam „Przed sklepem jubilera” i bardzo mi się podoba, kiedyś widziałam też inscenizację w krakowskim Teatrze Starym (widziałam też film – zupełnie bez sensu: została w nim przedstawiona historia głównych bohaterów, ale nic więcej, było to okropnie banalne). Ale to nie jest nawet typowy tekst teatralny, to jest „medytacja przechodząca w dramat” więc wydawało mi się, że każda adaptacja będzie zubożeniem, a tym bardziej wersja baletowa.
A jednak mi się podobało.
Autorka wybrała kilka podstawowych problemów, dotyczących relacji międzyludzkich, dotyczących miłości, a aktorzy – tancerze przedstawili je za pomocą gestów, tańca, z towarzyszeniem odpowiedniej muzyki.

Zaczęłam się też zastanawiać nad tym, co oznacza taniec.
Taniec to:
- pełne panowanie nad swoim ciałem, jego sprawność, ale też wykorzystanie jego ograniczeń, osiągnięte przez wytrwałe ćwiczenia
- wolność artystyczna i przestrzeganie reguł – nie w sprzeczności z sobą, ale jednocześnie
- użycie ciała i całej posiadanej techniki do porozumiewania się z innymi
- współpraca z innymi, a przynajmniej (jeśli chodzi o solistę) z muzyką.

Pomyślałam więc, że taniec może być metaforą życia – w którym staramy się rozwinąć, opanować, skoordynować swoje zdolności;
w którym porozumiewamy się z innymi, czy chcemy, czy nie chcemy, także za pomocą ciała, ale możemy uczyć się, jak to robić dobrze, jak wyrażać siebie w sposób skuteczny;
w którym współpracujemy z innymi, ze światem;
w którym wolność i reguły wydają się sprzecznie, ale tak naprawdę tylko kiedy się łączą, zyskują pełny sens.

Magda