Pierwszego stycznia w naszym domu w Krakowie zakończyły się rekolekcje dla dziewczyn i młodych kobiet: "Sylwester w klasztorze. Rekolekcje o pokoju". Rekolekcje prowadziłyśmy my, misjonarki, a Msze święte z homilią odprawiali dla nas bracia dominikanie z krakowskiego klasztoru oraz ksiądz wikariusz z naszej parafii. To był bardzo intensywny i piękny czas: przeżyłyśmy trzy dni rozważając między innymi to, co Słowo Boże uczy nas na temat pokoju jako Bożej obietnicy. Na koniec rekolekcji usłyszałyśmy homilię, która podsumowała wszystko. Była zbyt piękna i zbyt bogata treściowo, żeby pozwolić jej popaść w niepamięć... Dziś, za zgodą kaznodziei, o. Artema OP, publikujemy jej pełny tekst.
Rozpoczynamy nowy rok. Wchodzimy w czas, którego jeszcze nie znamy, z jego obietnicami, ale również z jego niepokojami. Dlatego w sposób naturalny, my, którzy jesteśmy parą, co się ukazuje na krótko a potem znika, jak mówi św. Jakub, jesteśmy tymi, którzy „nie wiedzą, co jutro będzie” (por. Jk 4,14), pytamy: co mnie czeka?
Kościół jednak w dzisiejszej liturgii przesuwa akcent i stawia inne pytanie: nie „co”, ale „kto”. Komu powierzam swoje życie? Dlatego pierwszym słowem, jakie dziś słyszymy z Księgi Liczb, nie jest prognoza ani ostrzeżenie, lecz błogosławieństwo Aarona: „Niech Pan cię błogosławi i strzeże… niech zwróci ku tobie swoje oblicze i obdarzy cię pokojem” (Lb 6,24-26).
Czym jest ten pokój, którego Kościół życzy nam na progu nowego roku? Bo jeśli Kościół odważa się życzyć nam pokoju na początku wszystkiego, musi chodzić o coś więcej niż tylko brak trudności. Święty Augustyn podpowiada, że pokój to tranquillitas ordinis (De civitate Dei, XIX, 13), spokój ładu, to wewnętrzny porządek, który nie rodzi się z naszych ludzkich starań, ale przychodzi jako dar, zgodnie ze słowami Pana Jezusa: „Pokój zostawiam wam, pokój mój wam daję. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J 14,27).
W pierwszym wezwaniu tego błogosławieństwa słyszymy: „Niech Pan cię błogosławi i strzeże”. Ale jak Bóg nas strzeże w świecie pełnym niepokoju, zagrożeń? Czy obiecuje brak problemów? Odpowiedź Boga słyszymy w drugim czytaniu: „Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego…, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4,4-5). To jest klucz do Bożego bezpieczeństwa. Bóg strzeże człowieka nie przez usunięcie burz, ale przez przywrócenie relacji. Grzech zniszczył ład, czyniąc nas sierotami. Łaska przywraca fundament: człowiek znów może zawołać w Duchu Świętym: „Abba, Ojcze!” (Rz 8,15). I na tym właśnie polega Augustyński ład: wiedzieć, kim się jest wobec Boga. Gdy wiem, że jestem synem czy córką Boga, jestem bezpieczny, nawet gdy wokół szaleje wichura. Wierzę, że mogę na Nim się oprzeć, gdyż spełni się obietnica Psalmu: „Okryje cię swymi piórami i pod Jego skrzydłami będziesz bezpieczny” (Ps 91,4). Tylko w tej zależności, „jedynie w Bogu” jak wyznaje inny Psalmista, „spokój znajduje moja dusza” (Ps 62,2).
Drugi dar błogosławieństwa prowadzi nas jeszcze głębiej: „Niech Pan rozpromieni nad tobą swoje oblicze.” Nie chodzi już tylko o świadomość, że Bóg istnieje, ale o spotkanie, o relację, o spojrzenie miłości. Serce, które widzi oblicze Boga, odpowiada wołaniem: „Szukam, o Panie, Twojego oblicza” (Ps 27,8). Pokój nie rodzi się z dystansu, lecz z bliskości.
W tym świetle rozumiemy sens słów psalmu: „Obfity pokój dla miłujących Twe Prawo” (Ps 119,165). Nie chodzi tu o przywiązanie do przepisów, lecz o miłość do woli Ojca, tej samej woli, którą w pełni objawił i wypełnił Chrystus (por. Mt 5,17). On nie przyszedł znieść Prawa, lecz je wypełnić, ukazując, że jego sercem jest miłość i miłosierdzie. Dlatego może powiedzieć: „Weźcie na siebie moje jarzmo…, bo jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,29-30). To jest jarzmo miłości, a nie lęku. Kto kocha Boga, ten pragnie tego, czego pragnie Bóg. A gdy wola człowieka zostaje zjednoczona z wolą Boga, znika wewnętrzne rozdarcie. Miłość porządkuje pragnienia, ustawia wszystko na właściwym miejscu i rodzi trwały pokój. Pokój ten jest dziełem miłości, ponieważ tylko miłość wywyższa nas do Jego Niebieskiego Tronu, wiąże nas z Bogiem, który jest niezmienny, „u którego nie ma zmienności ani cienia odmiany” (Jk 1,17).
I wreszcie finał błogosławieństwa: „Niech obdarzy cię pokojem”. Ewangelia pokazuje nam ten pokój w praktyce, prowadząc nas do Betlejem. Pasterze znajdują Dziecię, Mesjasza, Pana, który, jak napisze później św. Paweł, sam „jest naszym pokojem” (Ef 2,14), bo w Nim pojednanie z Ojcem staje się rzeczywistością.
Ale spójrzmy również na obecną przy żłóbku Pannę Maryję, Świętą Bożą Rodzicielkę. Wokół Niej panował zewnętrzny nieład: ubóstwo stajni, niepewność jutra, hałas przybywających pasterzy. A jednak św. Łukasz notuje, że Maryja „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19). Ona staje dla nas wzorcem, ikoną tranquillitas ordinis. W Jej wnętrzu był pokój, ponieważ Bóg był na pierwszym miejscu, zgodnie z Jej wcześniejszym wyznaniem: „Oto ja służebnica Pańska” (Łk 1,38). Wszystko, co Ją spotykało – radość i trud – odnosiła do Niego. Składała te wydarzenia w całość w świetle Bożej obecności. Panna Maryja uczy nas dzisiaj, że pokój w nowym roku nie będzie polegał na braku problemów, lecz na obecności Boga w centrum naszego życia.
Drodzy bracia i siostry! Bóg nie daje nam pokoju jak magicznego talizmanu chroniącego przed złem świata: On daje nam Siebie. Dlatego weźmy to prastare błogosławieństwo Aarona jako program na nadchodzący rok:
Niech Pan nas błogosławi i strzeże, przypominając nam w każdej trudności słowa Izajasza: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś moim!” (Iz 43,1). Niech rozpromieni nad nami swoje oblicze, byśmy porządkowali nasze życie miłością, a nie lękiem. I niech obdarzy nas pokojem, tym głębokim spokojem ładu, „który przewyższa wszelki umysł” (Flp 4,7), a którego nikt nam nie zdoła odebrać, gdyż ten pokój nie jest owocem okoliczności, lecz obecności Boga, który jest Miłością, któremu niech będzie cześć, chwała i uwielbienie, teraz i na wieki wieków. Amen.
br. Artem Kondratev O.P.





.png)
