Kwiecień 2026. Sobota. W ogrodzie naszego domu generalnego w Rzymie buszuje grupa dzieci. Przyjechały tu z sąsiedniej parafii, żeby przeżyć wyjazdowy dzień skupienia przed Pierwszą Komunią. Widzę tę grupę z okna mojego pokoju: cieszą się, biegają za piłką, niektóre dziewczynki zbierają stokrotki. Nagle gwar w ogrodzie cichnie. Aha, czyli mają teraz jakieś spotkanie.
Przy obiedzie dowiaduję się więcej szczegółów, bo dwie nasze siostry poszły powitać tę grupę i powiedzieć, kim są i dlaczego mieszkają w tym dużym domu. Naprzeciwko mnie siedzi A., siostra pochodząca z Polski, która kilka miesięcy temu złożyła śluby zakonne. Dzieci zasypały ją poważnymi pytaniami:
Przy obiedzie dowiaduję się więcej szczegółów, bo dwie nasze siostry poszły powitać tę grupę i powiedzieć, kim są i dlaczego mieszkają w tym dużym domu. Naprzeciwko mnie siedzi A., siostra pochodząca z Polski, która kilka miesięcy temu złożyła śluby zakonne. Dzieci zasypały ją poważnymi pytaniami:
- Czy widziałaś Boga?
- Nie. Nie widziałam Boga. Bóg jest duchem.
- A jak cię powołał, skoro Go nie widziałaś?
- Kiedy Bóg chce do ciebie przemówić, to znajdzie na to sposób. Do mnie przemówił przez słowa Pisma Świętego.
- Ty jesteś młoda...
- Nie jestem tak bardzo młoda. To raczej Bóg jest bardzo cierpliwy... Czekał na moje „tak” przez długi czas.
- Czy trudno było porzucić swoją rodzinę i przyjechać do obcego kraju [z Polski do Włoch]?
- Nie porzuciłam mojej rodziny. Jesteśmy w stałym kontakcie. Po prostu weszłam do nowej rodziny. Kiedy twoja mama poślubiła twojego tatę też zostawiła swój dom, żeby zbudować nowy z twoim tatą, ale to nie znaczy, że nie widuje swojej rodziny. Twoja rodzina zwyczajnie się powiększa.






