"Unia Świętej Katarzyny ze Sieny - Misjonarki Szkoły" - co za długa i skomplikowana nazwa! A jakoś krócej można?
Można krócej: jesteśmy dominikankami. :)
Jakoś nie widać tego.
Na pierwszy rzut oka nie widać, bo nie widać habitów. Ale mamy konstytucje wzorowane na konstytucjach braci dominikanów. A w związku z tym całe życie "urządzone po dominikańsku": modlitwa, studium, wspólnota, głoszenie prawdy, szukanie ludzi, żeby im ogłosić, że Bóg ich kocha.
Ale dlaczego nie nosicie habitów? Taki piękny habit mają dominikanie i inne dominikanki...
Na czym polega Wasza misja?
"Iść i szukać ludzi, spotykać tych, którym Jezus chce objawić swoje oblicze i do których chce skierować swoje słowo" (to słowa założycielki, Luigii Tincani). Docierać z Ewangelią najpierw do własnych umysłów i serc, a potem do umysłów i serc innych ludzi. Chodzi o to, żeby Dobra Nowina zakorzeniła się w sposobie myślenia, postrzegania świata i działania - dopiero wtedy staje się naprawdę wiarą w Boga i wiarą Bogu.
A dlaczego macie w nazwie "misjonarki szkoły"?
Szkoła to podstawowe środowisko naszego działania. Pracujemy głównie w szkolnictwie państwowym, od przedszkola aż po uniwersytet (w tym uniwersytet trzeciego wieku), jako wykładowcy lub nauczycielki różnych przedmiotów. Ale nie o samą pracę chodzi: jesteśmy misjonarkami, bo przez nią chcemy otwierać drogę dla Boga w ludzkich sercach i ludzkich umysłach.
Tylko uczycie w szkole?
Szkoła to główne miejsce naszego działania, ale na niej nasze powołanie się nie wyczerpuje. Angażujemy się w sposób szczególny w szeroko pojętą pracę z młodzieżą, zwłaszcza tą uczącą się i studiującą, żeby przyczynić się do jej ludzkiego i chrześcijańskiego rozwoju. Gdziekolwiek jesteśmy, staramy się pomagać w formacji człowieka i w otwieraniu go na prawdę, dobro, piękno. Nawet jeśli jakaś siostra jest zatrudniona na stanowisku nienauczycielskim (np. jako lekarka, sekretarka czy pedagog), to stara się wykonywać swoją pracę w taki sposób. Krótko: w szkole czy poza nią staramy się być misjonarkami zawsze i wszędzie.
Intrygowało mnie, czy są w Kościele takie wspólnoty stricte zakonne (nie instytuty świeckie), którym udało się pogodzić prace "niekościelne" z życiem modlitwy i kontemplacji. Prace wymagające dużej dyspozycyjności. Wygląda na to, że Wy jesteście taką wspólnotą...
Staramy się. Szukając pracy w środowiskach "pozakościelnych" mówimy o tym, co jest ważne z punktu widzenia pracodawcy: kwalifikacje, doświadczenie zawodowe, dodatkowe atuty. Jeśli dostajemy pracę, to zaczynamy zajmować się tym, co należy do naszych obowiazków. Co do dyspozycyjności w pracy: takie sprawy ustalamy z przełożonymi i ze wspólnotą. Siostra może nawet czasowo mieszkać poza wspólnotą, jeżeli jest to konieczne np. dla jej studiów lub działalności apostolskiej.
A modlitwa? Jak się modlicie?
Wbrew pozorom nie jesteśmy zgromadzeniem czynnym, ale kontemplacyjno-czynnym. Bo to modlitwa, życie z Bogiem sprawiają, że nasze życie staje się owocne w logice Ewangelii, że mamy co rozdawać innym. Podstawa to codzienna Eucharystia, pięć części brewiarza oraz Różaniec; czytanie i rozważanie Pisma Świętego i wartościowej "literatury teologicznej". Indywidualne trwanie przed Panem, adoracja Najświętszego Sakramentu. Jednym słowem: wydeptane ścieżki do Pana Boga wzbogacone o studium.
Studium? A co to takiego?
Chodzi o studiowanie, o uczenie się, które nie jest siedzeniem w książkach ograniczonym do kilku lat życia czy prostym dokształcaniem się zawodowym. Jest oddawaniem Panu Bogu chwały przez poszukiwanie prawdy o Nim, o świecie, o nas samych. Jest pogłębionym uczeniem się nie dla samych dyplomów, nie dla pustego "jestem mądra i wykształcona", ale dla Boga i dla zbawienia ludzi. I to przez całe życie. Najogólniej rzecz biorąc jest ono poszukiwaniem Prawdy, którą jest Bóg i prawdy w każdej dziedzinie, która jest odbiciem Jego wielkości i piękna. Szukanie prawdy i przekazywanie jej innym, to jedna z podstawowych cech charakterystycznych dominikańskiej drogi do świętości.
Ile czasu codziennie poświęcacie na nie i jak owo "studium" wygląda w praktyce?
Kiedy studium jest pasją, nie jest ograniczone czasem i miejscem, w pewien sposób obejmuje całe nasze życie. Czytamy klasykę teologii, żeby ubogacić nasze myślenie o Panu Bogu i o człowieku. Czytamy nowości, żeby zrozumieć, jak ludzie myślą i jakie mają problemy. Szukamy wartościowych wykładów, kursów. Jeśli mam mało czasu na czytanie, czytam jadąc tramwajem, myślę o tym, co czytałam idąc ulicą itp. Szczególnym okresem w życiu każdej z nas jest tzw. studentat (w innych zgromadzeniach zwany junioratem), czyli okres pomiędzy pierwszą profesją i profesją wieczystą. To czas pogłębiania formacji intelektualnej, teologicznej i zawodowej.
Jak wygląda dzień dominikanki bezhabitowej, która pracuje zawodowo? Ciekawi mnie, jak podtrzymujecie życie wspólnotowe w sytuacji, gdy każdego tygodnia siostry spędzają minimum pięć dni w pracy?
[Na pytania odpowiadała Sabina]
Jakoś nie widać tego.
Na pierwszy rzut oka nie widać, bo nie widać habitów. Ale mamy konstytucje wzorowane na konstytucjach braci dominikanów. A w związku z tym całe życie "urządzone po dominikańsku": modlitwa, studium, wspólnota, głoszenie prawdy, szukanie ludzi, żeby im ogłosić, że Bóg ich kocha.
Ale dlaczego nie nosicie habitów? Taki piękny habit mają dominikanie i inne dominikanki...
Habit jest piękny i ma swoje znaczenie, ale w naszym przypadku ubieranie się po świecku jest istotnym rysem naszego powołania. To, że nigdy, przez całe życie, nie zakładamy habitu, jest wyrzeczeniem motywowanym miłością, pragnieniem dotarcia do ludzi. Jeśli wyglądamy jak kobiety świeckie, to możemy być w różnych środowiskach, tam, gdzie zwykli ludzie żyją, uczą się i pracują. Możemy żyć z nimi, ramię w ramię. Możemy docierać też "na peryferie Kościoła i świata", tam, gdzie sam widok habitu czy sutanny może powodować w ludziach uruchomienie jakiś blokad czy uprzedzeń.
Wracając do tego, czego nie widać. Najważniejsze w naszym życiu jest właśnie to, co mało widoczne dla oczu postronnego obserwatora, albo niewidzialne: łaska ślubów zakonnych, osobiste zaangażowanie w życie ślubami, wspólnota zakonna, która jest naszą najbliższą rodziną oraz posłanie misyjne od Kościoła.
Na czym polega Wasza misja?
"Iść i szukać ludzi, spotykać tych, którym Jezus chce objawić swoje oblicze i do których chce skierować swoje słowo" (to słowa założycielki, Luigii Tincani). Docierać z Ewangelią najpierw do własnych umysłów i serc, a potem do umysłów i serc innych ludzi. Chodzi o to, żeby Dobra Nowina zakorzeniła się w sposobie myślenia, postrzegania świata i działania - dopiero wtedy staje się naprawdę wiarą w Boga i wiarą Bogu.
A dlaczego macie w nazwie "misjonarki szkoły"?
Szkoła to podstawowe środowisko naszego działania. Pracujemy głównie w szkolnictwie państwowym, od przedszkola aż po uniwersytet (w tym uniwersytet trzeciego wieku), jako wykładowcy lub nauczycielki różnych przedmiotów. Ale nie o samą pracę chodzi: jesteśmy misjonarkami, bo przez nią chcemy otwierać drogę dla Boga w ludzkich sercach i ludzkich umysłach.
Tylko uczycie w szkole?
Szkoła to główne miejsce naszego działania, ale na niej nasze powołanie się nie wyczerpuje. Angażujemy się w sposób szczególny w szeroko pojętą pracę z młodzieżą, zwłaszcza tą uczącą się i studiującą, żeby przyczynić się do jej ludzkiego i chrześcijańskiego rozwoju. Gdziekolwiek jesteśmy, staramy się pomagać w formacji człowieka i w otwieraniu go na prawdę, dobro, piękno. Nawet jeśli jakaś siostra jest zatrudniona na stanowisku nienauczycielskim (np. jako lekarka, sekretarka czy pedagog), to stara się wykonywać swoją pracę w taki sposób. Krótko: w szkole czy poza nią staramy się być misjonarkami zawsze i wszędzie.
Intrygowało mnie, czy są w Kościele takie wspólnoty stricte zakonne (nie instytuty świeckie), którym udało się pogodzić prace "niekościelne" z życiem modlitwy i kontemplacji. Prace wymagające dużej dyspozycyjności. Wygląda na to, że Wy jesteście taką wspólnotą...
Staramy się. Szukając pracy w środowiskach "pozakościelnych" mówimy o tym, co jest ważne z punktu widzenia pracodawcy: kwalifikacje, doświadczenie zawodowe, dodatkowe atuty. Jeśli dostajemy pracę, to zaczynamy zajmować się tym, co należy do naszych obowiazków. Co do dyspozycyjności w pracy: takie sprawy ustalamy z przełożonymi i ze wspólnotą. Siostra może nawet czasowo mieszkać poza wspólnotą, jeżeli jest to konieczne np. dla jej studiów lub działalności apostolskiej.
A modlitwa? Jak się modlicie?
Wbrew pozorom nie jesteśmy zgromadzeniem czynnym, ale kontemplacyjno-czynnym. Bo to modlitwa, życie z Bogiem sprawiają, że nasze życie staje się owocne w logice Ewangelii, że mamy co rozdawać innym. Podstawa to codzienna Eucharystia, pięć części brewiarza oraz Różaniec; czytanie i rozważanie Pisma Świętego i wartościowej "literatury teologicznej". Indywidualne trwanie przed Panem, adoracja Najświętszego Sakramentu. Jednym słowem: wydeptane ścieżki do Pana Boga wzbogacone o studium.
Studium? A co to takiego?
Chodzi o studiowanie, o uczenie się, które nie jest siedzeniem w książkach ograniczonym do kilku lat życia czy prostym dokształcaniem się zawodowym. Jest oddawaniem Panu Bogu chwały przez poszukiwanie prawdy o Nim, o świecie, o nas samych. Jest pogłębionym uczeniem się nie dla samych dyplomów, nie dla pustego "jestem mądra i wykształcona", ale dla Boga i dla zbawienia ludzi. I to przez całe życie. Najogólniej rzecz biorąc jest ono poszukiwaniem Prawdy, którą jest Bóg i prawdy w każdej dziedzinie, która jest odbiciem Jego wielkości i piękna. Szukanie prawdy i przekazywanie jej innym, to jedna z podstawowych cech charakterystycznych dominikańskiej drogi do świętości.
Ile czasu codziennie poświęcacie na nie i jak owo "studium" wygląda w praktyce?
Kiedy studium jest pasją, nie jest ograniczone czasem i miejscem, w pewien sposób obejmuje całe nasze życie. Czytamy klasykę teologii, żeby ubogacić nasze myślenie o Panu Bogu i o człowieku. Czytamy nowości, żeby zrozumieć, jak ludzie myślą i jakie mają problemy. Szukamy wartościowych wykładów, kursów. Jeśli mam mało czasu na czytanie, czytam jadąc tramwajem, myślę o tym, co czytałam idąc ulicą itp. Szczególnym okresem w życiu każdej z nas jest tzw. studentat (w innych zgromadzeniach zwany junioratem), czyli okres pomiędzy pierwszą profesją i profesją wieczystą. To czas pogłębiania formacji intelektualnej, teologicznej i zawodowej.
Jak wygląda dzień dominikanki bezhabitowej, która pracuje zawodowo? Ciekawi mnie, jak podtrzymujecie życie wspólnotowe w sytuacji, gdy każdego tygodnia siostry spędzają minimum pięć dni w pracy?
W naszym sposobie życia wiele zależy od czasu i miejsca (typ apostolstwa), od wspólnoty, do jakiej dana siostra należy. W praktyce wygląda to bardzo różnie: inaczej będzie wyglądał dzień siostry, która pracuje zawodowo, a jest włączona do wspólnoty o charakterze klasztornym, a inaczej takiej, która należy do wspólnoty kilkuosobowej.
Każda z nas w porozumieniu z przełożoną organizuje sobie czas na pracę, indywidualną modlitwę, studium i odpoczynek. Te ustalenia są konieczne, żeby utrzymać równowagę pomiędzy modlitwą a pracą, pracą a odpoczynkiem, pomiędzy zaangażowaniem apostolskim a życiem z siostrami.
Wydaje mi się, że w tym miejscu warto wyjaśnić kilka pojęć. We wszystkich zgromadzeniach zakonnych obowiązuje zasada, że każda siostra zostaje przydzielona przez przełożonych do jakiegoś domu zakonnego. Dom zakonny to termin prawny, pochodzący z prawa kanonicznego, który oznacza dom (lub mieszkanie), w którym mieszkają zakonnice z danego zgromadzenia, a jedna z nich jest przełożoną tego domu. Grupa sióstr, która w tym domu mieszka, modli się i pracuje, tworzy wspólnotę zakonną.
Duże domy zakonne to tzw. klasztory. W klasztorze rytm dnia jest stały, tzn. są ustalone pory na wspólną modlitwę, posiłki i spotkania wspólnotowe, np. rekreację. Wszystkie siostry, które o danej godzinie są w domu, są razem np. na liturgii czy na obiedzie. Natomiast w małych wspólnotach wspólnie ustalamy kiedy i w jakim zakresie jesteśmy w stanie wspólnie uczestniczyć w liturgii, wspólnie jeść, wspólnie spędzać wolny czas, kiedy robimy cykliczne spotkania przewidziane przez Konstytucje itp.
A jak dokładniej wygląda wasza działalność?
W praktyce w różnych krajach bardzo różnie. Dużo zależy też od środowiska, od posiadanych talentów osobistych, możliwosci na rynku pracy, od naszej inicjatywy.
W Europie oprócz indywidualnej pracy nauczycielskiej poszczególnych sióstr, wspólnoty prowadzą akademiki dla studentek oraz rekolekcje dla dziewcząt. We Włoszech sióstry są zaangażowane w pracę (na bardzo różnych stanowiskach) na uniwersytecie LUMSA (uniwersytet o profilu katolickim założony przez Luigię Tincani).
W Pakistanie jesteśmy obecne od 1948 roku. Na prośbę biskupów siostry – rodowite Pakistanki – prowadzą własne szkoły, zarówno z językiem wykładowym angielskim, jak i urdu. Zajmują się również formacją dziewcząt mieszkających w naszych bursach. Pomagając w duszpasterstwie parafialnym koncentrują się na tym, co dla nas specyficzne: katecheza, grupy formacyjne dla młodzieży, formacja kobiet wierzących. Pomimo wielu przeszkód i niebezpieczeństw wychodzą do najbardziej ubogich mieszkańców tzw. basti (rodzaj tamtejszych slumsów), żeby tam ewangelizować i walczyć z analfabetyzmem. (O Pakistanie w blogu już kiedyś pisałam).
W Indiach siostry uczą w szkołach publicznych, nie tylko chrześcijańskich. Współpracują z parafiami prowadząc katechezę i grupy młodzieżowe, także grupy tzw. młodzieży dominikańskiej. Zajmują się też świetlicami dla dzieci i młodzieży, nauczaniem języka angielskiego dla dorosłych, którzy poszukują pracy. Chodzą do slumsów i wyjeżdżają "na misje" do wsi na głębokiej prowincji, gdzie ludzie nie mają wystarczającej opieki duszpasterzy. Angażują się również w formację do dialogu międzyreligijnego i ekumenicznego.
Wracając do Polski: rozumiem, że generalnie uczniowie/współpracownicy nie wiedzą, ze osoba, z którą pracują jest zakonnicą, co jednak, jeśli zaczynają pytać? O męża? O rodzinę? (Ja nie jestem zakonnicą bezhabitową, a często muszę konfrontować się z takimi pytaniami. Zakładam wiec, że i wy również). Czy kwestia ujawnienia się jest regulowana przez konstytucje (nie przyznajecie się), czy rozpatrujecie to indywidualnie? Co robicie w takich zwykłych codziennych sytuacjach, gdy wasze koleżanki/koledzy z pracy chcą spotkać się z wami, np. w kawiarni? Albo gdy chorujecie i ktoś chce odwiedzić was w domu? Albo, gdy trzeba pojechać z klasą na wycieczkę?
Czy pytają: "A czy pani jest zakonnicą?" Osobiście nie słyszałam, żeby w Europie któraś z naszych nauczycielek w szkole publicznej została zapytana wprost. Mnie też w szkole nigdy nikt o to nie zapytał. Zazwyczaj w środowisku jesteśmy odbierane jako niezamężne, ale "normalne" (z całym szacunkiem, ale to cytat). Może nie pasujemy do istniejących w świecie "szablonów zakonnicy".
Niektórzy pytają, ale są to ludzie w środowiskach "kościelnych", tacy, którzy wiedzą, że istnieją "siostry skrytki" i instytuty świeckie. Jeśli pytają wprost, odpowiadam zgodnie z prawdą, ale mówiąc to, co uważam za stosowne, potrzebne i zrozumiałe dla odbiorcy.
Zaproszenie do kawiarni? Po pierwsze, z kim miałabym tam iść i po co? Jeśli jest taka potrzeba, idę. Jeśli nie zamierzam pójść daję do zrozumienia, że mam swoje życie i swoje obowiązki. Jak trzeba jechać z klasą na wycieczkę, bo to należy do moich obowiązków, to jadę.
A czego uczysz?
Uczyłam matematyki i informatyki w podstawówce. Teraz pracuję na innym stanowisku, w administracji jednej ze wspólnot. I zajmuję się kilkoma innymi rzeczami.
Jak się domyślam, ślubujecie ubóstwo. Wydaje się, ze habit bardzo ułatwia zachowywanie zewnętrznego ubóstwa. Jak rozwiązujecie sprawę ubioru, albo np. makijażu? Czy konstytucje określają wasz ubiór szczegółowo (kolory, kroje, biżuteria lub jej brak?), czy siostry kierują się po prostu zdrowym rozsądkiem? Czy rezygnując z habitu rezygnujecie także z innych zewnętrznych oznak konsekracji zakonnej? Na przykład obrączek?
Czemu służy ubiór? W jakiś sposób też mnie wyraża. Ludzie nie muszą wiedzieć, kim jestem, ale musi być dla nich jasne, że ubieram się w taki, a nie inny sposób, bo mam swój system wartości i własny styl. Staramy się ubierać skromnie, ale z gustem, tak, jak kobiety w danym kraju, w danym środowisku, unikając zarówno ekstrawagancji, jak i zaniedbania. W Europie nie nosimy jednakowych czy podobnych ubrań ani żadnych oznak konsekracji zakonnej. I nie zwracamy się do siebie przez „siostro” (ale po imieniu, co bardzo mnie ujęło swego czasu). W niektórych krajach misyjnych siostry noszą krzyż dominikański i identyczne ubrania (np. w niektórych rejonach Indii biskupi wymagają jednakowego sari).
A kto może wstąpić do waszej Unii? Czy warunkiem wstąpienia jest wyższe wykształcenie o profilu pedagogicznym?
Warunkiem wstąpienia do zgromadzenia jest bycie kobietą/dziewczyną wierzącą, która chce służyć Panu Bogu poprzez konsekrację zakonną. Potrzebna jest przede wszystkim chęć ofiarowania całej siebie Bogu i ludziom według charyzmatu jaki odkryli w Kościele św. Dominik i Matka Luigia Tincani.
A co do wykształcenia: każda osoba jest inna: jedna wstępuje po maturze i studiuje już jako misjonarka, inna przychodzi dopiero po studiach. Rzadko, ale bywają też siostry, które nie mają matury. One też są misjonarkami szkoły, bo cokolwiek robi jedna z nas, robi w imieniu całej Unii. A jako misjonarka, też w imieniu całego Kościoła.
A początkowa formacja zakonna? Czy podczas niej też pracujecie zawodowo?
Poszczególne etapy formacji kandydatki odbywają w różnych domach zgromadzenia. Tylko nowicjat jest czasem wyłączenia z aktywności zewnętrznej, studiów czy pracy zawodowej. Dla postulantek z Europy siedzibą nowicjatu jest dom generalny w Rzymie.
W Rzymie??? Czyli trzeba znać włoski?
Wcześniej czy później włoski trzeba znać. Ale uwaga! Jeśli rozeznajesz, że Unia to Twoja droga do świętości, to języka się nauczysz, bo tego chcesz. Bo chcesz wiedzieć, co Pan Bóg Ci proponuje. Pomyśl, że powołanie to skarb o wielkiej wartości. Jeśli znajdujesz skarb, to bierzesz go; opakowanie jest drugorzędne. Język to takie "opakowanie". Ważne, żeby nie zakładać z góry, że brak znajomości języka jest dla mnie przeszkodą do przyglądania się zgromadzeniu czy do wstąpienia do niego.
Poza tym my jesteśmy misjonarkami. Dla misjonarki znajomość kolejnego języka to wielki atut: możesz dotrzeć z Ewangelią też do ludzi, którzy nie posługują się Twoim rodzimym językiem!
Krótko: język włoski jest oficjalnym językiem całej naszej rodziny zakonnej. Kto go nie zna, uczy się w trakcie formacji początkowej.
W Europie oprócz indywidualnej pracy nauczycielskiej poszczególnych sióstr, wspólnoty prowadzą akademiki dla studentek oraz rekolekcje dla dziewcząt. We Włoszech sióstry są zaangażowane w pracę (na bardzo różnych stanowiskach) na uniwersytecie LUMSA (uniwersytet o profilu katolickim założony przez Luigię Tincani).
W Pakistanie jesteśmy obecne od 1948 roku. Na prośbę biskupów siostry – rodowite Pakistanki – prowadzą własne szkoły, zarówno z językiem wykładowym angielskim, jak i urdu. Zajmują się również formacją dziewcząt mieszkających w naszych bursach. Pomagając w duszpasterstwie parafialnym koncentrują się na tym, co dla nas specyficzne: katecheza, grupy formacyjne dla młodzieży, formacja kobiet wierzących. Pomimo wielu przeszkód i niebezpieczeństw wychodzą do najbardziej ubogich mieszkańców tzw. basti (rodzaj tamtejszych slumsów), żeby tam ewangelizować i walczyć z analfabetyzmem. (O Pakistanie w blogu już kiedyś pisałam).
W Indiach siostry uczą w szkołach publicznych, nie tylko chrześcijańskich. Współpracują z parafiami prowadząc katechezę i grupy młodzieżowe, także grupy tzw. młodzieży dominikańskiej. Zajmują się też świetlicami dla dzieci i młodzieży, nauczaniem języka angielskiego dla dorosłych, którzy poszukują pracy. Chodzą do slumsów i wyjeżdżają "na misje" do wsi na głębokiej prowincji, gdzie ludzie nie mają wystarczającej opieki duszpasterzy. Angażują się również w formację do dialogu międzyreligijnego i ekumenicznego.
Wracając do Polski: rozumiem, że generalnie uczniowie/współpracownicy nie wiedzą, ze osoba, z którą pracują jest zakonnicą, co jednak, jeśli zaczynają pytać? O męża? O rodzinę? (Ja nie jestem zakonnicą bezhabitową, a często muszę konfrontować się z takimi pytaniami. Zakładam wiec, że i wy również). Czy kwestia ujawnienia się jest regulowana przez konstytucje (nie przyznajecie się), czy rozpatrujecie to indywidualnie? Co robicie w takich zwykłych codziennych sytuacjach, gdy wasze koleżanki/koledzy z pracy chcą spotkać się z wami, np. w kawiarni? Albo gdy chorujecie i ktoś chce odwiedzić was w domu? Albo, gdy trzeba pojechać z klasą na wycieczkę?
Czy pytają: "A czy pani jest zakonnicą?" Osobiście nie słyszałam, żeby w Europie któraś z naszych nauczycielek w szkole publicznej została zapytana wprost. Mnie też w szkole nigdy nikt o to nie zapytał. Zazwyczaj w środowisku jesteśmy odbierane jako niezamężne, ale "normalne" (z całym szacunkiem, ale to cytat). Może nie pasujemy do istniejących w świecie "szablonów zakonnicy".
Niektórzy pytają, ale są to ludzie w środowiskach "kościelnych", tacy, którzy wiedzą, że istnieją "siostry skrytki" i instytuty świeckie. Jeśli pytają wprost, odpowiadam zgodnie z prawdą, ale mówiąc to, co uważam za stosowne, potrzebne i zrozumiałe dla odbiorcy.
Zaproszenie do kawiarni? Po pierwsze, z kim miałabym tam iść i po co? Jeśli jest taka potrzeba, idę. Jeśli nie zamierzam pójść daję do zrozumienia, że mam swoje życie i swoje obowiązki. Jak trzeba jechać z klasą na wycieczkę, bo to należy do moich obowiązków, to jadę.
A czego uczysz?
Uczyłam matematyki i informatyki w podstawówce. Teraz pracuję na innym stanowisku, w administracji jednej ze wspólnot. I zajmuję się kilkoma innymi rzeczami.
Jak się domyślam, ślubujecie ubóstwo. Wydaje się, ze habit bardzo ułatwia zachowywanie zewnętrznego ubóstwa. Jak rozwiązujecie sprawę ubioru, albo np. makijażu? Czy konstytucje określają wasz ubiór szczegółowo (kolory, kroje, biżuteria lub jej brak?), czy siostry kierują się po prostu zdrowym rozsądkiem? Czy rezygnując z habitu rezygnujecie także z innych zewnętrznych oznak konsekracji zakonnej? Na przykład obrączek?
Czemu służy ubiór? W jakiś sposób też mnie wyraża. Ludzie nie muszą wiedzieć, kim jestem, ale musi być dla nich jasne, że ubieram się w taki, a nie inny sposób, bo mam swój system wartości i własny styl. Staramy się ubierać skromnie, ale z gustem, tak, jak kobiety w danym kraju, w danym środowisku, unikając zarówno ekstrawagancji, jak i zaniedbania. W Europie nie nosimy jednakowych czy podobnych ubrań ani żadnych oznak konsekracji zakonnej. I nie zwracamy się do siebie przez „siostro” (ale po imieniu, co bardzo mnie ujęło swego czasu). W niektórych krajach misyjnych siostry noszą krzyż dominikański i identyczne ubrania (np. w niektórych rejonach Indii biskupi wymagają jednakowego sari).
A kto może wstąpić do waszej Unii? Czy warunkiem wstąpienia jest wyższe wykształcenie o profilu pedagogicznym?
Warunkiem wstąpienia do zgromadzenia jest bycie kobietą/dziewczyną wierzącą, która chce służyć Panu Bogu poprzez konsekrację zakonną. Potrzebna jest przede wszystkim chęć ofiarowania całej siebie Bogu i ludziom według charyzmatu jaki odkryli w Kościele św. Dominik i Matka Luigia Tincani.
A co do wykształcenia: każda osoba jest inna: jedna wstępuje po maturze i studiuje już jako misjonarka, inna przychodzi dopiero po studiach. Rzadko, ale bywają też siostry, które nie mają matury. One też są misjonarkami szkoły, bo cokolwiek robi jedna z nas, robi w imieniu całej Unii. A jako misjonarka, też w imieniu całego Kościoła.
A początkowa formacja zakonna? Czy podczas niej też pracujecie zawodowo?
Poszczególne etapy formacji kandydatki odbywają w różnych domach zgromadzenia. Tylko nowicjat jest czasem wyłączenia z aktywności zewnętrznej, studiów czy pracy zawodowej. Dla postulantek z Europy siedzibą nowicjatu jest dom generalny w Rzymie.
W Rzymie??? Czyli trzeba znać włoski?
Wcześniej czy później włoski trzeba znać. Ale uwaga! Jeśli rozeznajesz, że Unia to Twoja droga do świętości, to języka się nauczysz, bo tego chcesz. Bo chcesz wiedzieć, co Pan Bóg Ci proponuje. Pomyśl, że powołanie to skarb o wielkiej wartości. Jeśli znajdujesz skarb, to bierzesz go; opakowanie jest drugorzędne. Język to takie "opakowanie". Ważne, żeby nie zakładać z góry, że brak znajomości języka jest dla mnie przeszkodą do przyglądania się zgromadzeniu czy do wstąpienia do niego.
Poza tym my jesteśmy misjonarkami. Dla misjonarki znajomość kolejnego języka to wielki atut: możesz dotrzeć z Ewangelią też do ludzi, którzy nie posługują się Twoim rodzimym językiem!
Krótko: język włoski jest oficjalnym językiem całej naszej rodziny zakonnej. Kto go nie zna, uczy się w trakcie formacji początkowej.
A dlaczego na blogu nie mogę znaleźć żadnych waszych zdjęć?
Ustaliłyśmy, że nie publikujemy prywatnych zdjęć, tzn. zdjęć, na których można rozpoznać konkretne osoby. Ta zasada dotyczy też zdjęć z rekolekcji dla dziewczyn itp. Wyjątkiem są zdjęcia w nekrologach i tekstach typu wspomnienia itp.
Co chciałabyś powiedzieć tak na zakończenie?
Nasze powołanie jest powołaniem dla kobiet odważnych. Dla takich, które chcą wykorzystać swoje talenty "intelektualne" i wykształcenie w służbie Ewangelii. Które nie boją się wyzwań i niespodzianek, jakie przynosi praca misyjna. Może Ty jesteś jedną z "tych odważnych"?
Nasze powołanie jest powołaniem dla kobiet odważnych. Dla takich, które chcą wykorzystać swoje talenty "intelektualne" i wykształcenie w służbie Ewangelii. Które nie boją się wyzwań i niespodzianek, jakie przynosi praca misyjna. Może Ty jesteś jedną z "tych odważnych"?
Nawet jeśli twoja droga życiowa jest inna, to i tak zachęcam Cię: uwierz Bogu i szukaj swojego powołania! Bo w nim jest szczęście, nie tylko twoje. Pan Bóg każdemu daje przeobfitą łaskę i nie daje się prześcignąć w hojności. Wierzysz w to?
[Na pytania odpowiadała Sabina]
---
Podobny tekst o naszym zgromadzeniu, ale bardziej syntetyczny, znajduje się tu https://misjonarkiszkoly.blogspot.com/p/kim-jestesmy.html
