piątek, 22 lipca 2016

Do zobaczenia w Krakowie!

Osoby zainteresowane poznaniem nas i naszego zgromadzenia mogą nas spotkać na Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie.
Grupa sióstr uczestniczy w ŚDM jako pielgrzymi. Są to siostry z Polski, Pakistanu i Indii. W tej samej grupie są też dwie siostry z innego zgromadzenia dominikańskiego: (habitowe) Siostry Św. Katarzyny ze Sieny z Iraku.
Niektóre z nas są wolontariuszkami w:
  • w parafii św. Jana Kantego na os. Widok („nasza parafia")
  • w parafii Nawiedzenia NMP na ul. Karmelickiej (u Karmelitów na Piasku)
  • w parafii św. Jana Chrzciela na Prądniku Czerwonym
  • podczas Nocy Świętych – nocy czuwania „młodzieży dominikańskiej" (czuwanie odbędzie się w bazylice Dominikanów przy ul. Stolarskiej, od godz. 21:00 27 lipca do 6 rano 28 lipca).
Podczas „Nocy Świętych" weźmiemy też udział w „konferencji" prezentującej bogactwo Rodziny Dominikańskiej w Polsce. Po konferencji będzie możliwość  rozmowy w kuluarach.  

Do zobaczenia w Krakowie!
Misjonarki Szkoły


--
Unia św. Katarzyny ze Sieny - Misjonarki Szkoły
ul. ks. F. Machaya 24
30-135 Kraków
tel. (12) 63 663 77

niedziela, 5 czerwca 2016

Duchowa lawina - możesz ją wywołać!

W Krakowie przygotowania do Światowych Dni Młodzieży nabierają tempa.
Od kilku dni w naszej parafii kilka osób z Bożą pomocą uruchamia duchową lawinę modlitwy za pielgrzymów, których my - parafianie - będziemy gościć już za 49 dni. Lawinę, bo modlitwa wstawiennicza jest zawsze jak przejście lawiny albo jak wybuch bomby: jeśli jest, to działa, a gdzie dotrze, tam coś zmienia. Zmienia na lepsze. :) (O całej akcji na stronie parafii: http://www.jankanty.pl/8-aktualnosci/baner/211-widoczni-otwieraja-serca)
A zatem uruchamianie duchowej lawiny w naszej parafii trwa. W praktyce wygląda to tak, że rośnie stosik wypełnionych kart adopcyjnych, od osób dużych i małych, które będą się modlić za naszych francuskich pielgrzymów.
Wspaniali adoptujący, od jakich dziś rano przyjęłam deklaracje to np. Pawełek (w tym roku nauczył się pisać, bo jest dopiero w klasie 1) i Karolinka z kl. 2. Oczywiście szkoły podstawowej! Oboje pojawili się z rodzicami i chcieli adoptować duchowo kogoś z dalekiej Francji. Najpierw szukali imion, które byłyby łatwe do zapamiętania; Pawełek np. chciał adoptować jakiegoś Franciszka... I znalazł go!
Przyszła też pani, której jest przykro, bo nie będzie w stanie przyjąć pielgrzymów do domu. Szczęśliwa, że może pomóc w inny sposób, zabrała do domu imiona trzech dziewczyn, za które będzie sie modlić i które spotka może dopiero "na tamtym świecie".
Tak trzymać!!!
Modlitwa już ruszyła, a ciąg dalszy zapisów dziś po kolejnych Mszach św. I w najbliższych dniach.
Sabina
PS Koordynatorzy akcji mają karty zawsze przy sobie, więc ludzie decydują się i podpisują deklaracje dosłownie wszędzie: pod kościołem, w domu, w pracy, w sklepie, na ulicy... W ciągu trzech dni codzienną modlitwą zostały objęte 502 osoby - stan na 8.06.2016, na godzinę 8:00. 500 to mało - potrzeba 1200! Wspólnie damy radę!
--
Unia św. Katarzyny ze Sieny - Misjonarki Szkoły
ul. ks. F. Machaya 24
30-135 Kraków

sobota, 4 czerwca 2016

Ślubny bukiet

- "Przyniosłam kwiaty do kaplicy."
Podnoszę wzrok znad brewiarza i w ręku mojej rozmówczyni widzę piękny biały, własnoręcznie zrobiony, ślubny bukiet. Chwila zaskoczenia: białe kwiaty jak na ślub? Opatrzność zatroszczyła się o ślubny bukiet dla naszej Roshan!
- "Bardzo Ci dziękuję! I tak się cieszę! Wyobraź sobie, że umarła jedna nasza siostra w Pakistanie. Dziś rano był jej pogrzeb".
Zdaję sobie sprawę, że moja odpowiedź wygląda trochę dziwnie. Dziewczyna przynosi bukiet jak na wesele, a ja jej o pogrzebie opowiadam. Ale dotarło do mnie, że w życiu zakonnym „jest ślub”, ale na „wesele”, czyli na prawdziwe zjednoczenie z Panem, czeka się aż do śmierci.
W 1966 roku Roshan publicznie ślubowała Bogu składając profesję zakonną. Po prawie 50 latach przyszedł czas na spotkanie z Jezusem, spotkanie twarzą w twarz.
"Przyjdź, oblubienico Chrystusa, przyjmij wieniec, który Pan przygotował Ci na wieczność" (z Liturgii godzin).
***
Roshan Mariam Lal (1942-2016) była misjonarką w Pakistanie, wśród swojego ludu.

Jako 10-letnia dziewczynka osierocona przez mamę trafiła do szkoły z internatem prowadzonej przez nasze siostry. Rok później, w dniu I Komunii przyrzekła Panu Jezusowi, że odda Mu całe swoje życie. Dziesięć lat później, już jako nauczycielka, przekonała do swojej decyzji tatę. Wstąpiła do Unii w 1962 roku, a 2 sierpnia 1966 złożyła w Rzymie śluby zakonne.

Tamtego dnia i przez kolejnych 50 lat oddawała życie Bogu i innym:
  • małym i większym dzieciakom w szkołach, 
  • dziewczynkom w przyszkolnym internacie, 
  • nauczycielkom z bursy dla młodych nauczycielek, 
  • dziewczętom rozeznającym powołanie, 
  • ubogim z slumsach zwanych basti', 
  • parafianom w katechezie przygotowującej do przyjęcia sakramentów, 
  • klerykom w seminarium, 
  • młodym siostrom przygotowującym się do egzaminów...
Roztropna, rozmodlona i pracowita cieszyła się tak dużym zaufaniem sióstr, że przez jedną kadencję była koordynatorką misji naszego zgromadzenia w Pakistanie (tzw. delegatką przełożonej generalnej na Pakistan). Tłumaczyła też książki religijne na język urdu; w urdu pisała książki o św. Katarzynie, św. Dominiku i naszej Matce Luigii Tincani.

W ostatnich latach zwolniła tempo pracy, a jej głównym zajęciem stała się modlitwa. Cieszyła się dość dobrym zdrowiem, ale pod koniec maja jej stan nagle się pogorszył. Wieczorem 2 czerwca - ku zaskoczeniu wszystkich - odeszła do Pana. Miała 73 lata.

Niech Pan będzie jej odpoczynkiem i radością!

wtorek, 31 maja 2016

Czas dziękowania

Zawsze jest za co dziękować. Ale dziś tych powodów jest więcej. 

Dziś w sposób szczególny dziękowałyśmy za życie naszej Matki, Luigii Tincani. Zmarła dokładnie 40 lat temu, 31 maja 1976 roku. Dlatego dzień dzisiejszy był okazją do dziękowania za wszelkie dobro, jakiego doświadczyłyśmy od niej, a przez nią od Pana Boga. Przede wszystkim za łaskę wspólnego powołania na drodze do świętości. 

Dziękowałyśmy za śliczne świeże kwiaty do kaplicy, którymi zostałyśmy obdarowane. Lilia, róże, piwonie. Coś niesamowitego - co jedno to piękniejsze! Jedna pani na moją uwagę, że kwiaty od niej stoją zawsze nadłużej, odparła ze łzami w oczach: "bo z miłością darowane". 

Dziękowałyśmy za dziesiąty rok naszej obecności w Krakowie, który właśnie dziś się zakończył. 1 czerwca 2006 roku do naszego domu w Krakowie przeprowadziły się z Lublina dwie pierwsze siostry: Anna Maria i Ola. Od tamtego dnia liczymy historię Domu św. Jacka przy ul. ks. F. Machaya w Krakowie. 

I dostałyśmy podziękowania. Podziękowania za kolejną edycję kursu włoskiego dla początkujących, która właśnie dziś się zakończyła. Nasza niestrudzona Anna Maria wzbudziła u niektórych prawdziwy entuzjazm dla nauki języka włoskiego. A na koniec dostała dyplom "Dla najlepszej nauczycielki świata". I pytanie: Kiedy ​po wakacjach będzie ciąg dalszy?

Sabina


-- 
Unia św. Katarzyny ze Sieny - Misjonarki Szkoły
ul. ks. F. Machaya 24
30-135 Kraków
tel. (12) 63 663 77

czwartek, 26 maja 2016

Dręczące pytanie

Jestem wolontariuszką Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. W związku z tym w ostatnią niedzielę pomagałam w prowadzonym przez wolontariuszy parafialnym punkcie informacyjno-sklepikowym. W parafii pojawiłam się tylko na mój dyżur, bo miałam potem iść śpiewać na innej Mszy. Uklękłam blisko wyznaczonego mi miejsca przy głównym wejściu i byłam świadkiem sceny, która nie daje mi spokoju.
Msza dla dzieci. "Uczestniczy" w niej też około 70 osób zlokalizowanych przede mną i na schodach zewnętrznych, chociaż wewnątrz wielkiego parafialnego kościoła jest jeszcze wiele miejsc siedzących.
Klęczę..., śpiewam..., patrzę..., modlę się..., myślę...
Zadaję sobie retoryczne pytanie: czy ci ludzie zdają sobie sprawę, że biorą udział w wielkim cudzie? Większość z nich jest za ogromnym filarem, więc ani nie widzi ołtarza, ani nie słyszy dokładnie tego, co, dzieje się przy ołtarzu, ani nie odpowiada wyraźnie na słowa kapłana. Część opuszcza kościół już w trakcie udzielania Komunii św. Nikt z nich nie przystępuje do Komunii św...
Klęczę..., śpiewam..., odpowiadam na wezwania księdza..., modlę się...
Co jeszcze mogę zrobić, by ktoś - kto stoi w drzwiach kościoła nerwowo spoglądając na zegarek - pozwolił wejść do swojego życia żywemu Bogu obecnemu w Eucharystii?
*
Każdego dnia na milionach ołtarzy świata dokonuje się największy z cudów: przemiana zwykłego opłatka i zwykłego (dobrego!) wina w prawdziwe Ciało i Krew naszego Pana i Boga, Jezusa Chrystusa. Nic nie widać, a cud największy; Bóg dzięki wierze dostępny w całości.
Ale rozejrzyjmy się: czy w nas nie ma jakiegoś niedowiarstwa? Czy wokół nas nie ma takich, co nie wierzą? Może niekoniecznie apostatów, ale takich, którzy teoretycznie są katolikami, ale... Właśnie: "ale". Którzy są w Kościele i kościele tylko formalnie.
Jak możemy im pomóc?
Co możemy zrobić, by Bóg był poznany i ukochany?
*
Prośmy Ducha Św., aby otwierał nasze serca i oczy. Aby uzdalniał nas do bycia apostołami w szkole, w pracy, wśród znajomych. Czasem niewiele potrzeba, aby stać się dla kogoś świadkiem Boga żywego.
Pan (Bóg) jest z nami i chce nas do tego uzdalniać. Daje nam siebie, daje na Swoje Słowo. Czasem chce umacniać moją i Twoją wiarę przez cuda eucharystyczne, w których pokazuje naocznie i namacalnie, że On rzeczywiście JEST. Te cuda działy się i dzieją się, także dziś, na naszych oczach! Dawno temu w Lanciano, w Poznaniu; w naszych czasach w Buenos Aires (1996 rok), w Sokółce, w Legnicy...
Może dziś, w Uroczystość  Bożego Ciała, warto znaleźć chwilę czasu i przeczytać chociaż fragment wspaniałej i rzeczowo napisanej książki p. Henryka Bejdy, "Cud eucharystyczny", Rafael Kraków 2012 (opisuje między innymi to, co stało się w Sokółce i Poznaniu). Wydawca udostępnił całą książkę w formie elektronicznej - darmowy pdf do pobrania ze strony: http://media.rafael.pl/Cud_eucharystyczny.pdf 
Sabina