niedziela, 27 grudnia 2009

O sylwestrowym dniu skupienia raz jeszcze

Dopowiedzenie do tego ogłoszenia
http://misjonarkiszkoly.blogspot.com/2009/12/sylwestrowy-dzien-skupienia.html:
nie ma ograniczeń co do płci i wieku uczestników.
Zapraszamy!
Sabina

Hej kolęda, kolęda!

"... wesoło śpiewajmy,
chwałę Panu dajmy,
hej kolęda, kolęda"

Serdecznie zapraszamy na wspólne kolędowanie w naszym domu w Krakowie przy ul. ks. Machaya 24.
Przy szopce spotkamy się o godz. 16.00 w piątek, 1 stycznia, czyli w uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki.
Sabina

PS Proszę o wcześniejszy kontakt i wzięcie ze sobą instrumentów muzycznych. :)

piątek, 25 grudnia 2009

Wystawa szopek

Dałyśmy mieszkającym u nas dziewczynom zadanie na Adwent: przygotować mieszkanie dla małego Jezuska, czyli szopkę. Każda dostała figurkę Maryi i Józefa, wołka i osiołka, i miała przynieść swoją szopkę na spotkanie opłatkowe. Wtedy w szopce miała się pojawić figurka Tego, który się narodził.
Dziewczyny zaskoczyły nas pomysłami i technikami wykonania. Nie wiecie, do czego można użyć wykałaczki! Sami zobaczcie!
Cieszymy się, że wszystkie były bardzo zadowolone ze swoich prac i jesteśmy pewne, że praca nad przygotowaniem szopki pomogła im w zatrzymać się – choć przez chwilę – nad głębokim sensem Świąt Bożego Narodzenia.
Danuta

czwartek, 24 grudnia 2009

Życzymy, życzymy...


„A Słowo Ciałem się stało
i zamieszkało między nami,
i oglądaliśmy Jego chwałę”
J 1,14a


Serdeczne życzenia owocnych duchowo świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiego błogosławieństwa od „Tego, który jest, który był i który przychodzi”
składają
Misjonarki Szkoły

wtorek, 22 grudnia 2009

Św. Mikołaj i Renifer

To jest zbyt piękne, by go nie pokazać...



Na „Angelicum”, gdzie niektóre z nas studiują teologię, odbyło się spotkanie przedświąteczne, z koncertem, przygotowanym przez studentów. Były to głównie śpiewy i tańce, z różnych stron świata, ale nie tylko.
Między innymi nasza siostra Robina wystąpiła jako św. Mikołaj, który ma zatrudnić Rena do ciągnięcia sań. Robina znalazła tekst scenki w internecie, ale przerobiła go, z pomocą Giny, tak by móc powiedzieć coś o akceptacji siebie i innych, i o różnicach, które są czymś cennym, a nie kłopotliwym.
Oczywiście oklaskiwałyśmy ją z zapałem, nie tylko my – siostry, ale też koledzy; a nawet jeden bardzo surowy profesor od Chrystologii przyszedł, żeby jej pogratulować...
Magda

środa, 16 grudnia 2009

O czym marzy siostra zakonna?

Czy ludzie to wiedzą?
Nie wiem, ale daje mi do myślenia treść życzeń świątecznych, jakie otrzymuję: "tego, tamtego , i owamtego..., i spełnienia marzeń". Ale wydaje mi się, ze mało kto się domyśla się, o czym naprawdę marzę: "żeby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy". Cała reszta to drugi plan. Cała reszta, czyli zdrowie, powodzenie w pracy, grzeczni uczniowie, zadowolenie z życia..., reszta, której może nie być.
Więc nie będę ukrywać, że najbardziej zależy na rzeczywistej obecności i panowaniu Boga w naszych sercach. I z tego powodu nie wyobrażam sobie świąt bez przyjmowania Komunii świętej. Dla kogokolwiek wierzącego.
Przechodząc do meritum:
Jesteście z Krakowa?
Nie macie czasu pójść do spowiedzi?
A w nocy czas macie?
Trzy razy TAK?
To zbierajcie się do wyjścia z domu, bo dzisiaj w nocy (16/17 grudnia) u dominikanów jest noc spowiedzi, czyli bracia będą spowiadać gdzieś do trzeciej nad ranem. W międzyczasie będzie adoracja Najświętszego Sakramentu. Kto się ociąga ze spowiedzią, niech lepiej się tam wybierze i nie czeka na przedświąteczne kolejki.

Szczegóły od o. Adama Szustaka, duszpasterza DA Beczka:

Kochani,
zasyłam tylko małe przypomnienie, że dzisiaj spowiadamy nocnie. Od 22.oo do jakiejś 3.oo pewnie, więc jeśli potrzebujecie spowiedzi przyjdźcie albo jeśli takich znacie, dajcie im znać. Przez cały czas trwania spowiedzi w bazylice będzie wystawiony Najświętszy Sakrament,więc zapraszamy również na adorację nocną. Do zobaczenia. adam szustak op

Niech Was Pan błogosławi!
Sabina

niedziela, 13 grudnia 2009

Modlitwa u św. Katarzyny


Św. Katarzyna ostatnie dwa lata życia spędziła w Rzymie. Mieszkała w kamienicy blisko kościoła dominikanów (s. Maria sopra Minerva) i tam też zmarła.
Po jej śmierci w pokoju urządzono kaplicę, która dotrwała do naszych czasów, chociaż aktualny wystrój pochodzi z początku XVII wieku.
Tylko że teraz ta kaplica jest częścią... teatru. Tak! To znaczy wchodzi się do niej z holu teatru (to wynika z komplikacji włoskiej historii w XIX wieku).
Ale kaplica to kaplica, więc nasze siostry postanowiły, że będziemy się tam modlić; my i osoby, które chcą się do nas przyłączyć. Jak na razie odbyły się dwa spotkania; jedno z rozważaniami o Błogosławieństwach i adoracją Najświętszego Sakramentu, a drugie z konferencją o św. Katarzynie i Mszą Św.
Nie wiemy, kiedy będą następne, bo właściciele budynku na razie nie dali pozwolenia... ale mamy nadzieję, że będą. W końcu św. Katarzyna jest współpatronką Europy, Włoch i Rzymu – to zobowiązuje!
Magda

wtorek, 8 grudnia 2009

Hołd z kwiatów dla Niepokalanej

W święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, które we Włoszech jest dniem wolnym od pracy, wierni oddają hołd Niepokalanej składając kwiaty pod Jej figurami. W Rzymie Jej statua, usytuowana na wysokiej kolumnie, znajduje się przy Placu Hiszpańskim; powstała ona na życzenie papieża Piusa IX po ogłoszeniu dogmatu o Niepokalanym poczęciu NMPanny (w 1854 r.). Od czasów sprzed II wojny światowej utrwalił się ten zwyczaj („omaggio floreale”), kiedy to 8 grudnia przedstawiciele poszczególnych „stanów” pracowniczych Rzymu i organizacji kościelnych składają kwiaty u podnóża kolumny: pierwsi są strażacy (o 7.30), którzy znanymi sobie sposobami umieszczają wieniec z kwiatów ... na głowie Niepokalanej. Tradycyjnie rytuał ten kończy przyjazd Papieża (począwszy od Piusa XII); po złożeniu kwiatów następuje chwila modlitwy w ciszy (w obecności nieprzebranych tłumów) i czytania biblijne, poczym Papież udaje się do Bazyliki MB Większej. Żeby się dostać w pobliże kolumny na czas przybycia Ojca Świętego, trzeba się tam udać dużo, dużo wcześniej. Włosi bardzo lubią wszelkie manifestacje religijne tego typu (podobnie jak Hiszpanie) i może warto brać z nich przykład – z tej ich niczym nie skrępowanej spontaniczności w publicznym prezentowaniu swoich uczuć, czy też przekonań religijnych.
Szczęść Boże! - Ola

Niepokalane Poczęcie NMPanny

W biblijnym opisie stworzenia świata (Rdz 1), na końcu ‘łańcucha ewolucyjnego’ stoi człowiek: mężczyzna i kobieta (Rdz 2, 21-23); najdoskonalszym jednak stworzeniem Bożym jest Maryja, niepokalanie poczęta (tzn. bez zmazy grzechu pierworodnego, dziedziczonego po przodkach od czasów Adama i Ewy). A to dzięki przyszłym zasługom Jej Syna (dla Pana Boga czas nie ma znaczenia); trudno by też było przypuścić, by Matka samego Boga miała tę samą ‘skazę’, co wszyscy śmiertelnicy.
Dzisiejsze święto poprzedza na dziewięć miesięcy Narodzenie Najświętszej Maryi Panny (8 września), tak samo, jak poczęcie Jezusa (25 marca) poprzedza Jego Narodzenie (25 grudnia). Tak więc Rok liturgiczny uwzględnia również prawa natury.
Niechaj Niepokalana będzie dla nas, zwłaszcza dla ‘płci pięknej’, wzorem godnym naśladowania; i choć jest to wzór niedościgniony, to jednak z pomocą Bożą także i my możemy osiągnąć naszą ‘małą doskonałość, zwłaszcza w pokorze i w posłuszeństwie planom Bożym. Czego sobie i wszystkim Wam życzę - Ola

niedziela, 6 grudnia 2009

8- grudnia...


...po raz kolejny odnawię śluby zakonne, i zawsze mnie to dziwi i zdumiewa, właściwie za każdym razem coraz bardziej: że to jednak jest możliwe…
Bo „powołanie” to jest coś, co Bóg wybrał dla mnie, od zawsze; dla Niego, który jest poza czasem, to jest coś niezwykle prostego; ale dla mnie – ojejej – dla mnie czasem (a nawet często) to jest raczej skomplikowane.
Ale są chwile – takie jak na przykład odnowienie ślubów – kiedy udaje mi się zobaczyć, jak „Pan Bóg pisze prosto” na „krzywych liniach” mojego życia. I wtedy wszystko się upraszcza i całe życie skupia się w tym jednym „obiecuję”, i wiem, że to jest najlepsze co mogę zrobić, i nawet nie przychodzi mi do głowy, że mogłabym chcieć czegoś innego...
Potem oczywiście wszystko się znów komplikuje, ale sens powtarzających się wysiłków polega także na tym, aby stopniowo uczyć się od Boga prostoty.

Jesteśmy we dwie – Gina i ja – tak jak we dwie składałyśmy pierwsze śluby.
Pomódlcie się za nas!
Magda

sobota, 5 grudnia 2009

Sylwestrowy dzień skupienia

Zapraszamy na Sylwestrowy dzień skupienia w Krakowie:
"CIEBIE BOŻE, WYSŁAWIAMY..."
31 grudnia 2009, godz. 15.00-19.30.

Chcemy w tym czasie:
- przemyśleć i przemodlić życie i plany na następny rok,
- dziękować Panu Bogu za mijający rok,
- oddawać Jemu chwałę!

W programie m.in.:
• konferencja o modlitwie
• dyskusja w grupach
• adoracja Najświętszego Sakramentu z czasem na osobistą modlitwę
• Nieszpory
• Msza święta z modlitwą dziękczynienia (Te Deum)

Serdecznie zapraszamy i życzymy obfitości łask Bożych.
Osoby chętne prosimy o wcześniejszy kontakt.

Misjonarki Szkoły (dominikanki niehabitowe)
Kraków, ul. ks. F. Machaya 24 (wejście od ul. Wiedeńskiej)
012 63 663 77 lub misjonarkiszkoly2@wp.pl

czwartek, 3 grudnia 2009

Dlaczego lubię Adwent

A właściwie nie chodzi mi tu o „lubienie” lub „nielubienie”, ale o znaczenie Adwentu – to wspólne i to osobiste.
Otóż, jak wiadomo, Adwent to czas oczekiwania. Liturgia skupia w sobie trzy aspekty, przeszłość, przyszłość i teraźniejszość:
- Lud Wybrany oczekiwał obiecanego Mesjasza
- Kościół czeka na powtórne przyjście Chrystusa
- Przygotowujemy się liturgicznie do przeżywania świąt Bożego Narodzenia.

A dla mnie to jest jeszcze jedno oczekiwanie:
bo kiedy byłam nowicjuszką, właśnie pod koniec listopada przełożona generalna powiedziała, że niedługo złożymy pierwsze śluby – to znaczy 1 stycznia. Więc cały Adwent oznaczał dla mnie intensywne oczekiwanie, przygotowanie się i radość z przynależności do Boga.
I od tego czasu co roku to sobie przypominam.
Magda

Ps. Gina i ja odnawiamy śluby 8 grudnia.

niedziela, 29 listopada 2009

Już Adwent!

Święty czas, czas na gruntowne duchowe sprzątanie, robienie miejsca dla Tego, "Który był, Który jest i Który przychodzi".
W ramach "przygotowanio-sprzątania" chciałabym podzielić się z Wami fragmentem pism naszej założycielki dotyczących Adwentu (Luigia Tincani 1919):

"Czy rozważałyście milczące i cierpliwe oczekiwanie Jezusa w łonie Maryi? Jego nieskończona gorliwość czekała na godzinę ustaloną odwiecznie; pojawił się na świecie i przemówił do niego właśnie wtedy, gdy chciał tego Jego Ojciec. Jezus nie zapomniał o dziele zbawienia: w swoim unicestwieniu żył samym życiem Boga, w ciągłej i wspaniałej modlitwie widział wolę swojego Ojca w swojej ludzkiej naturze i żywił się tą świętą wolą, tak jak żywił się pokarmem Maryi Niepokalanej. (…) W swoim uniżeniu, w swoim unicestwieniu Jezus uwielbiał i kochał, doskonale wypełniał dzieło zbawienia. (…)
Bóg nie powołał nas do przyjemnej ciszy i słodkiego skupienia klasztoru. Tak jak On nie przyszedł na ziemię, aby uwielbiać swego Ojca w spoczynku i aby cieszyć się swoją Matką w spokoju i pokoju, tak nas umieszcza wśród działań świata, pośród zgiełku i wezwań wszystkich spraw ziemskich".
I pośród tych wszystkich spraw mamy przygotować drogę Panu.
Sabina

sobota, 21 listopada 2009

Ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny w świątyni

Przekonanie, że Maryja została jako dziecię ofiarowana w świątyni, opiera się na bardzo dawnej tradycji chrześcijańskiej: kiedy Najświętsza Maryja Panna miała 3 lata, została przez swoich rodziców św. Joachima i św. Annę ofiarowana w świątyni. Miała przebywać tam aż do swoich zaślubin ze św. Józefem. Ku uczczeniu tej tajemnicy obchodzono osobne święto najpierw w Jerozolimie, potem na całym Wschodzie (w. VIII). W 1372 roku wprowadził je w Avinionie papież Grzegorz XI, a w 1585 roku papież Sykstus V rozszerzył je na cały Kościół.
Przekonanie, że Maryja została jako dziecię ofiarowana w świątyni, opiera się na bardzo dawnej tradycji chrześcijańskiej. Potwierdzają ją starodawne pisma apokryficzne …
Być może, Kościół przez ustanowienie święta Ofiarowania Maryi w świątyni i przez fakt zachowania tego święta w najnowszej liturgii, chciał przypomnieć prawdę zasadniczą, nie podlegającą żadnej wątpliwości, że Maryja od wieków była przeznaczona w planach Bożych dla wypełnienia wielkiej zbawczej misji.
Do tej swojej misji Maryja przygotowywała się bardzo pilnie i z całym oddaniem. Świadczą o tym chociażby jej własne słowa, które w chwili Zwiastowania wypowiedziała do niebieskiego posła, archanioła Gabriela: „Oto ja służebnica Pańska” (Łk 1,38). Świadomie nazywa się Maryja służebnicą Boga, gotową wypełnić swoim życiem wolę Bożą, chociażby miało to od niej wymagać największych ofiar i wyrzeczeń (jest to urywek z portalu wiara.pl).

sobota, 14 listopada 2009

Jeszcze o Lumsie

W ramach jubileuszu 70-lecia Lumsy (pisała o tym Ola, wpis z dnia 30 października) miała miejsce audiencja Ojca św. dla pracowników, studentów, ex-studentów i wszystkich przyjaciół Lumsy.
Przed przybyciem papieża odbył się półtoragodzinny program pt. „Lumsa wczoraj, dzisiaj, jutro”; jednym z punktów były refleksje studentów o tym, czego się uczą, lub (byli studenci) – czego się nauczyli, studiując na Lumsie. Mówili o zdobytej wiedzy, o przyjaznej atmosferze, o środowisku, w którym dobrze się studiuje. Jednym z elementów powtarzających się była wartość osoby, jako podstawa pracy nauczycieli, pracowników społecznych, dziennikarzy...
Benedykt XVI powiedział między innymi, że „studia mają otwierać umysł i serce ku prawdzie” i że „każdy zawód jest okazją, do świadczenia o wartościach, których nauczyliśmy się, studiując na uniwersytecie”.

Magda

piątek, 6 listopada 2009

Jeszcze o świętych

Robiąc porządki w rozlicznych papierach (prawie skończyłam!), znalazłam karteczkę, na której zanotowałam pewne cechy charakteru, ułożone parami. Po zastanowieniu się przypomniałam sobie, o co w tym chodziło: chodziło o to, że święci mają niezwykłą umiejętność łączenia zalet, które wydawałyby się przeciwne.

Oto przykłady (z mojej karteczki):
siła – słodycz
prostota – roztropność
otwartość – umiejętność dochowania sekretu
wierność tradycji – innowacyjność
serdeczność - powściągliwość
(to są cechy naszej założycielki Luigii Tincani).

No cóż, każda z tych cech jest niełatwa do nauczenia się; ale umieć je łączyć, to jest naprawdę niezwykłe.
Magda

niedziela, 1 listopada 2009

Nasi ulubieni święci

Bardzo spodobał mi się wpis Anny Marii (z 30 października br.).
A więc podejmuję pomysł, który opisała i pytam: kim są wasi ulubieni święci? I dlaczego?

Moi to:
Św. Jan Chrzciciel, bo chciał się zmniejszać, żeby Chrystus wzrastał;
Św. Jacek, który wybrał się z Krakowa do Rzymu, aby odkryć swoje dominikańskie powołanie (to tak, jak ja!);
Św. Tereska od Dzieciątka Jezus – za wszystko;
Bł. Michał Czartoryski, dominikanin, zabity w Powstaniu Warszawskim, bo został beatyfikowany, kiedy zaczynałam życie zakonne i prosiłam go, żeby się mną szczególnie zaopiekował.

I jeszcze wielu, wielu innych...
Magda

Wszystkich świętych, zmarłych czy ... żyjących?

Kilka uściśleń dot. terminologii:
1 listopada: uroczystość Wszystkich Świętych.
Święto Zmarłych” – laicki odpowiednik chrześcijańskiego święta kościelnego, niewiele mający wspólnego ze świętością i z życiem poza-grobowym.
2 listopada: wspomnienie Wszystkich wiernych Zmarłych.
31 października: „Halloween” – pogańskie święto celtyckie (czyżby powrót do wierzeń w stylu „Dziadów”, czyli ‘cofnięcie się w rozwoju duchowym’ aż do czasów przed-chrześcijańskich?).
Temat świętości, świętych obcowania wart jest pogłębienia – może w komentarzach?
Ola

sobota, 31 października 2009

Choroba

Miałam grypę.
To oczywiście nie jest nic nadzwyczajnego i nie zasłużyłoby na opisywanie w blogu, ale tak się ciekawie złożyło, że właśnie w tym czasie zastanawiałyśmy się – czytając nasze Konstytucje – nad tym, co oznacza choroba w życiu zakonnym.
Można tu wyróżnić dwa aspekty: to, co oznacza dla chorej siostry i to, co oznacza dla innych.
No więc doświadczyłam opieki, troski, zainteresowania sióstr, ich starania się, aby mi pomóc – mogłam nie tylko wiedzieć, ale i poczuć, że jesteśmy siostrami.
Jednocześnie, jako chora, uświadomiłam sobie, że choroba nie zwalnia z bycia siostrą zakonną, a wręcz daje nowe okazje do ćwiczenia się; dla mnie to oznaczało przede wszystkim ćwiczenie się w cierpliwości: bo już po dwóch dniach, kiedy przeszła gorączka, chciałam wstać i iść na zajęcia – a tu nic, „bo jeszcze kaszlesz“.
Tak więc ciekawie spotkały mi się teoria i praktyka...

Magda

piątek, 30 października 2009

Halloween czy Holyween?


Zbliża się Święto Wszystkich Świętych; w niektórych państwach świata obchodzi się „Halloween”; ludzie przebierają się i pokazują wszędzie znaki brzydoty, zwierzęce, szatańskie; dominują kolor czarny i puste dynie.
Z radością dowiedziałam się dzisiaj, że we Włoszech młodzi starają się przeciwstawiać temu wszystkiemu, nie lamentując, ale budując. Zamiast Halloween świętują Holyween. Oni czują się tymi „stróżami poranka”, jak ich nazwał Papież Jan Paweł II. I wymyślili, aby przy tej okazji pokazać światu nie twarz brzydoty, ale prawdziwego ludzkiego piękna, które promieniuje z twarzy świętych ludzi, tych, którym jest poświęcony dzień pierwszego listopada. Bo świętość, to piękno! Dlatego ta młodzież wybiera postać swojego ulubionego Świętego, na ile możliwe młodego, i stawia jego obraz w oknie swojego mieszkania, albo z idzie do dyskoteki lub do klubów, zwiastując, że właśnie jest ich (jego, jej) święto, pokazując ich portret jako znak piękności religii, którą wyznaje i prawdziwej ludzkości. Wieczorem młodzi wybierają się do miejsca świętowania, to znaczy do kościoła, który specjalne zostaje otwarty w godzinach nocnych. W tę „imprezę” zaangażowali się już młodzi z 35 diecezji Włoch: wypełniają miasta radością i chęcią naśladowania takich pięknych ludzi, jaki są święci, żeby oni też mogli rosnąć w tymi samymi wartościami jak oni, być, jak oni, piękni. Bo, powtarzam, świętość, to piękno.
Ta inicjatywa ma już trzy lata. Święci najbardziej pokazywani to św. Teresa z Kalkuty i św. Ojciec Pio, ale w tym roku przewiduje się popularność Jana Pawła II, który choć jeszcze nie ogłoszony świętym, jest przyjmowany przez młodzież za mistrza.
Piękna inicjatywa. I co wy na to?
Anna Maria

70-lecie uniwersytetu LUMSA

Uniwersytet katolicki LUMSA (Uniwersytet Matki Bożej Wniebowziętej) w Rzymie obchodzi rocznicę swego istnienia. 26 października w 1939 roku z inicjatywy Luigii Tincani, naszej Założycielki, powstała Szkoła Wyższa Pedagogiczna(„Magisterium Maria ss. Assunta”) dla Sióstr zakonnych–nauczycielek dla podwyższenia ich kwalifikacji (co było wymogiem owych czasów we Włoszech, jeszcze przedwojennych).

Tegoroczne obchody 70-lecia tej liczącej się rzymskiej uczelni rozpoczęły się uroczystą Mszą św. w Bazylice św. Jana na Lateranie, której przewodniczył kard. Vallini, z udziałem władz uczelni, profesorów i licznych studentów - tych obecnych i tych ‘historycznych’.
A potem wspaniała kolacja-bufet w salach „Giubileo” zorganizowana przez pomysłowych studentów (z pomocą ich rodzin, oczywiście), w której każda prowincja Włoch, z której wywodzą się studenci, oferowała swoje tradycyjne wyroby – od ‘super’ makaronów, różnorodnych salami, mozarelli i oliwek po miód w plastrach i ciasteczka migdałowe. Pogratulować dobrej organizacji i zaangażowania studentów – zawszeć to przyszłość narodu ...
Szczęść Boże! - Ola

PS Serdecznie polecam, bo tam studiowałam. Oficjalna strona uczelni: http://www.lumsa.it/. :)
Taki znaczek pocztowy - z głównym gmachem uniwersytetu - był w obiegu we Włoszech jaki czas temu.
Sabina

środa, 21 października 2009

Ratunku!!! Pomocy!!!

Pilnie potrzebna modlitwa o pokój w Pakistanie.
Pakistan jest krajem muzułmańskim sąsiadującym między innymi z Afganistanem. W tym kraju „wciąż wrze”: powtarzają się krwawe zamachy terrorystyczne. Kilka dni temu w mieście Lahore, w którym mamy jedną z naszych wspólnot, terroryści zabili wiele osób.

Ponad 30 osób padło ofiarą czterech porannych zamachów w Pakistanie. Większość
zginęła w trzech atakach na policjantów w Lahore, na wschodzie Pakistanu. Około półtorej godziny trwał atak na budynek, w którym mieści się Federalna Agencja Śledcza, w której kompetencji leżą sprawy od imigracji po terroryzm. Zginęło dwóch napastników, czterech funkcjonariuszy agencji i przechodzień. Dwie inne grupy napastników uderzyły w policyjne ośrodki na obrzeżach Lahore. W centrum szkoleniowym Manawa zginęło 13 ludzi, w tym dziewięciu policjantów i czterech napastników. Do kolejnego ataku doszło w ośrodku szkoleniowym elitarnej jednostki policji w pobliżu miejscowego lotniska. Zabity został co najmniej jeden policjant i pięciu bojowników. W sumie w Lahore zginęło 18 osób.
Początkowo informowano, że w trzecim z zaatakowanych obiektów - centrum
szkoleniowym elitarnych sił policyjnych, wzięto zakładników, a walki trwały
kilka godzin. Ostatecznie jednak policja zapewniła, że sytuacja została w pełni
opanowana, budynek oczyszczony z napastników, a zakładnicy - odbici.
Źródło: http://tvn24.lajt.pl/1624056,2,2,wiadomosc.html, 15 października.

Siostry piszą: „Sytuacja jest bardzo trudna. Miasto jest całkowicie sparaliżowane i odcięte od świata: nie można do niego wejść, ani z niego wyjść. Dzisiaj rząd zamknął szkoły, uniwersytety i nakazał zamknięcie burs i akademików wysyłając do domu wszystkich mieszkających w nich uczniów/studentów (i to w całym kraju). Zaleca się unikanie skupisk ludzkich, bo terroryści grożą atakami, nawet atakami na autobusy szkolne. To jest prawdziwy stan wojenny. Ludzie nie wiedzą już skąd brać jedzenie, bo zapasy są ograniczone do minimum. W innym mieście, w którym mieszkają nasze siostry, sytuacja jest podobna”.
Módlmy się kochani! Pokutujmy! To są nasi bracia!
Sabina

środa, 14 października 2009

Cienie i blaski

Wiem, że tytuł posta to tytuł jakiegoś czasopisma, ale nie o to chodzi.

W życiu są cienie i blaski, trud i radość. Radość tym większa, im więcej trudu kosztowało osiągnięcie celu.
Dzisiaj jest Dzień Edukacji Narodowej, czyli potocznie mówiąc Dzień Nauczyciela.
Co tu dużo mówić: to też moje święto.

Co najbardziej lubię w pracy nauczycielskiej?
1. stawiać zasłużone trójki, czwórki, piątki... :) ;
2. widzieć błysk w oku ucznia z ostatniej ławki: Aha! To ja już wiem, odkryłem, proszę Pani! ;
3. wzbudzać zainteresowanie uczniów;
4. chodzić od ławki do ławki poprawiając zadania, gdy uczniowie pilnie pracują;
5. widzieć, jak współpracują ze sobą, słuchają siebie nawzajem, "rosną" jako ludzie...

Jestem wzruszona poziomem akademii z okazji dzisiejszego święta i ślubowania klasy pierwszej. Ile to pracy! Sprytne dzieciaczki wszystkiego nauczyły się na pamięć i sufler, czyli Pani, prawie nie był potrzebny. Tylko klasa „0” miała tremę, co jest zupełnie zrozumiałe. :)

Wróciłam do domu z przepięknym bukietem czerwonych róż, prezentem od „moich dzieci”, czyli od klasy, w której mam wychowawstwo.
Jutro wracam do zwykłej codzienności: zabiegania, rąk umorusanych kredą, torby pełnej książek i kartkówek do sprawdzenia, poszukiwań nowych rozwiązań metodycznych i przyczyn takiego czy innego zachowania ucznia.

Nie zawsze jest tak, jakbym chciała. Muszę się jeszcze wiele nauczyć.
Módlcie się za mnie, żebym oprócz bycia panią od ..., była przede wszystkim drogą, po której Bóg przychodzi do człowieka.

A teraz wracam do moich książek. I znikam z bloga: nieobecność stale usprawiedliwiona.
Sabina

środa, 7 października 2009

Święto Matki Bożej Różańcowej

Dawniej jako święto MB Zwycięskiej, upamiętnia zwycięstwo floty chrześcijańskiej nad turecką w bitwie pod Lepanto, która miała miejsce dnia 7 października 1571 roku. Święto to zostało ustanowione przez gorliwego propagatora Różańca św., papieża Piusa V, dominikanina, od którego też bierze początek biały strój papieski.
W swoim Liście apostolskim „Rosarium Virginis Mariae” papież Jan Paweł II zachęca do częstego odmawiania Różańca, Jego ukochanej modlitwy, i wzywa wspólnoty chrześcijańskie, by stały się autentycznymi „szkołami modlitwy”. A Różaniec św., uświęcony tradycją, jest modlitwą typowo medytacyjną, odpowiednikiem niejako „modlitwy serca”, czy „modlitwy Jezusowej”, tak popularnej na chrześcijańskim Wschodzie (RVM, 5).
Nie każdy miłośnik Różańca św. wie, że w tej prostej, zdawałoby się, modlitwie kontemplacyjnej, powtarza się słowa zaczerpnięte z Ewangelii: Ojcze nasz (Mt 6, 9-13; Łk 11, 2-4), Zdrowaś Maryjo (Łk 1, 28.42), Chwała Ojcu (Mt 28,19).
Także papież Paweł VI, w Adhortacji apostolskiej „Marialis cultus”, podkreślał ewangeliczny charakter Różańca i jego ukierunkowanie chrystologiczne.
Szczęść Boże! - Ola

czwartek, 1 października 2009

Z probandatu

Sabina napisała (1. IX), że miesiąc temu zaczęłyśmy okres probandatu, czyli przygotowania do ślubów wieczystych.

O co w tym chodzi?
Przypomniało mi się, jak na początku nowicjatu (przygotowania do złożenia ślubów zakonnych) jedna z sióstr zapytała mnie „czego się spodziewam po okresie nowicjatu”, a ja jej odpowiedziałam, że – „nie spodziewam się niczego”. Oznaczało to wtedy dla mnie, że nie wiem, co mnie czeka, ale zgadzam się na wszysko; nie wiem, co mnie czeka, bo zaczynam życie zakonne, które znam tylko z książek, nie z własnego doświadczenia; wiem, że wiele rzeczy będzie zupełnie inaczej, niż się tego spodziewam, ale jestem gotowa na wszystko...

Natomiast teraz, kiedy przypomniałam sobie to pytanie, pomyślałam, że odpowiedziałabym inaczej: chcę się nauczyć, jak rozwiązywać pewne problemy (uwaga: „rozwiązywać”, a nie „rozwiązać”, bo pewne problemy są niedłączną częścią życia, nie można ich rozwiązać raz na zawsze), zwłaszcza problemy dotyczące najważniejszych punktów naszego życia.

A które to są te „najważniejsze punkty naszego życia”, które sprawiają mi najwięcej problemów? Ha, oto pytanie do rozmyślania przez co najmniej najbliższy miesiąc.

Magda

czwartek, 24 września 2009

Zachody słońca


Jest jeszcze na tyle ciepło, że wieczorem odmawiamy różaniec w ogrodzie; i codziennie możemy podziwiać zachód słońca, codziennie przepiękny i codziennie nowy (to zdjęcie wcale nie jest przesadzone, jeśli chodzi o kolory!). A przecież to jest to samo słońce, to samo powietrze...
Dzisiaj pomyślałam, że podobnie jest ze świętością: jeżeli porównamy Boga do słońca, to święci są jak powietrze oświetlone przez światło słoneczne – każdy z nich otrzymuje bożą łaskę, ale każdy jest inny.
I nawet jeżeli powietrze nie jest całkiem czyste, jeżeli są w nim chmury czy smog – to nic nie szkodzi, a nawet to staje się dodatkową ozdobą zachodu słońca. Tak samo jest z naszymi grzechami i słabościami, gdy oświetli je boża łaska...
Magda

poniedziałek, 14 września 2009

„Oto drzewo krzyża


na którym zawisło zbawienie świata”

Święto Podwyższenia Krzyża świętego jest dla nas, Misjonarek Szkoły, początkiem roku pracy (także dlatego, że we Włoszech mniej więcej w połowie września zaczyna się rok szkolny). Oznacza to, że wszystko co robimy, czym się zajmujemy i co nas czeka – wszystko to jest pod znakiem krzyża.
A to znaczy, że wszystkie trudności, niepowodzenia, przykrości, smutki, wyrzeczenia – wszystko to łączymy z ofiarą Chrystusa na krzyżu, „na przebłaganie za grzechy nasze i świata całego” (Koronka do Bożego Miłosierdzia)

75 lat temu nasza siostra Carlotta składała pierwsze śluby zakonne, a dzisiaj trzy Pakistanki: Samina, Nosheela i Kanwal rozpoczynają postulat – kolejny etap formacji zakonnej. Także dzisiaj we Włoszech zaczyna się rok szkolny – dotyczy to zwłaszcza naszych sióstr – nauczycielek, Giny i Adelaidy. Wszystkiego najlepszego!
Magda

niedziela, 13 września 2009

Urodziny, imieniny ... i boleść nad śmiercią Syna.

We wrześniu przypadają trzy ważne wspomnienia Matki Bożej:
8 września - Jej urodziny (w Polsce znane jako święto MB Siewnej, kiedy to poświęcone zostaje ziarno na nowy zasiew), 12 września - Jej imieniny (wspomnienie Imienia Maryi; biblijne imię utożsamiane było z osobą, która je nosi), oraz 15 września - wspomnienie NMP Bolesnej (po włosku: Beata Maria Vergine Addolorata), które przypada zaraz po święcie Podwyższenia Krzyża Świętego; dominikanie rozpoczynają wtedy nowy rok pracy, czasem już na nowej ‘placówce’, wyznaczonej im przez przełożonych (wola Boża!).
Mało kto wie, iż mało brakowało, by Matka Boża została obwołana „Współodkupicielką świata” (takie było zamierzenie naszego papieża JP II, ale względy ekumeniczne przeważyły ...). Z kolei dzień Jej imienin (12 września) zbiega się ze słynnym zwycięstwem nad Turkami pod Wiedniem (w 1683 r.); bitwa ta, dowodzona przez króla Jana II Sobieskiego i z udziałem naszej husarii, miała duży wpływ na losy świata: chrześcijańska Europa obroniła się przed Imperium Ottomańskim! Nie bez powodu przed bitwą została odprawiona Msza św., a w Krakowie w błagalnej procesji eucharystycznej uczestniczyła sama królowa Marysieńka. Znamienne jest też powiedzenie króla Jana III Sobieskiego, który po zwycięskiej bitwie sparafrazował słynną wypowiedź Juliusza Cezara: “Veni, vidi, vici!” (przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem!), mówiąc: „Venimus, vidimus, Deus vicit” (przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył!).
Warto się uczyć od naszych przodków pokory i ufności w Opatrzność Bożą.
Szczęść Boże! - Ola

wtorek, 1 września 2009

Początki

Dziś jakoś wracamy myślą do początku drugiej wojny światowej.
Inny początek, o jakim nie sposób nie wspomnieć 1 września, to początek roku szkolnego. My też poszłyśmy do szkoły, dlatego zaraz szybciutko wracam do moich książek.
Ale wcześniej muszę napisać o innym bardzo ważnym początku.
Właśnie przeczytałam list z Rzymu o początku ostatniej probacji (po włosku: probandato), czyli rocznego przygotowania do ślubów wieczystych. Zaczęły je trzy siostry z Pakistanu, jedna Włoszka i ... jedna Polka. Taaaka radość! Wszystkie pięć sióstr obejmujemy naszą szczególną modlitwą.
(Wzruszyłam się... No tak...)

W naszej Unii śluby wieczyste składa się po sześciu latach ślubów czasowych, czyli tzw. studentatu. Na czas probacji wszystkie siostry jadą do Rzymu, do domu generalnego; w ten sposób wzrasta wzajemna bliskość sióstr z różnych części świata i pogłębia się nasza więź z Kościołem i papieżem (jak wiadomo z Rzymu do Watykanu jest dość blisko ;) ).

Z okazji początku roku szkolnego nauczycielom, wychowawcom i uczniom życzymy darów Ducha Świętego oraz wytrwałości i cierpliwości w pracy.
I prosimy o modlitwę za nas, za naszych uczniów i kolegów.
w imieniu redakcji bloga
Sabina

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Z wizytą u św. Jacka


W ramach różnych wakacyjnych wędrówek trafiłam do rodzinnej miejscowości św. Jacka, czyli do Kamienia Śląskiego (z autostrady Wrocław – Katowice trzeba zjechać w Gogolinie). Jacek, który pochodził z zamożnej rodziny Odrowążów, urodził się w zamku w Kamieniu i ten zamek nadal istnieje! A to nie takie częste, jeśli chodzi o zamki w naszej części świata. Oczywiście, wiele razy został przebudowany, tak że z XIII-wiecznej budowli chyba już nic nie zostało, za wyjątkiem miejsca. Po kanonizacji św. Jacka w zamku urządzono kaplicę, w pokoju w którym – według tradycji – święty się urodził.
Z tej miejscowości, z rodziny Odrowążów pochodzi troje świętych: Jacek, Czesław (także dominikanin) i Bronisława, która wstąpiła do klasztoru norbertanek w Krakowie.
Modliłam się w Kamieniu za wszystkie nasze siostry, a zwłaszcza za te, które w życiu zakonnym mają św. Jacka za patrona; a jest nas pięć: dwie Włoszki, Pakistanka, Hinduska i Polka.

Magda

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Rekolekcje dominikańskie dla dziewcząt

Kochani,
czas tu nam biegnie jak szalony, rok szkolny za pasem, ale studenci niezagrożeni kampanią wrześniową mogą jeszcze spokojnie pracować lub wypoczywać. Do woli. A ściślej do 1 października.
Zanim jednak październik nadejdzie mamy pewną wakacyjną propozycję dla dziewczyn.


REKOLEKCJE DOMINIKAŃSKIE
DLA DZIEWCZĄT:


NA POCZĄTKU BYŁO WSPÓŁCZUCIE...


Kraków, 17-20 września 2009

(początek w czwartek o 18.00,
zakończenie w niedzielę po 14.00)

W programie m.in.:
~ Msza św. oraz wspólna modlitwa brewiarzowa i różańcowa
~ konferencje i czas milczenia
~ adoracja Najświętszego Sakramentu i modlitwa śpiewem
~ pielgrzymka do bazyliki oo. Dominikanów i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach

Zabierz ze sobą:
~ Pismo święte i różaniec
~ brewiarz (jeśli go masz)
~ śpiwór albo pościel
~ obuwie na zmianę
~ pieniądze na bilety MPK i legitymację uprawniającą do zniżek
~ dobrowolną ofiarę

Ilość miejsc ograniczona! Zainteresowane prosimy o wcześniejszy kontakt.

Misjonarki Szkoły
Kraków, ul. ks. F. Machaya 24
(na Osiedlu Zarzecze, blisko klubu sportowego Bronowianka)
Więcej informacji i zapisy u mnie.
tel. 012 63 663 77 (w dni powszednie po 20.00) lub misjonarkiszkoly2@wp.pl

Zapraszamy!

Sabina

niedziela, 16 sierpnia 2009

O pewnej ciekawej pielgrzymce

Pomysłowość ludzka nie ma granic. Także na polu pielgrzymowania: w związku z tym mamy w Polsce pielgrzymki piesze, rowerowe, konne (!); diecezjalne, stanowe i "zakonne" (jak nasza dominikańska); przeżywane w medytacyjnej ciszy albo przy akompaniamencie ogłuszających śpiewów i tam-tamów.

Ale jest też i taka pielgrzymka, podczas której pielgrzym czuje się jak na wielkiej i wszechstronnej sali wykładowej..., a po niej dostaje zaświadczenie o ukończeniu kursu doskonalącego dla nauczycieli. Chodzi o Ogólnopolskie Nauczycielskie Warsztaty w Drodze.

Warsztaty to inicjatywa bardzo ciekawa, która wyrosła w zielonogórskim duszpasterstwie nauczycieli. "Jak zwykle" idzie się w kierunku Jasnej Góry (z innej "Góry", tym razem "Zielonej"), wspólnie uczestnicząc w codziennej Eucharystii, modląc się, śpiewając i słuchając przygotowanych konferencji. Prawie dwanaście dni marszu, od 1 do 12 siepnia, ale podczas drogi w uszy pielgrzymów sączy się przede wszystkim głos kolejnych prelegentów, którzy wygłaszają konferencje "duchowe" i dotyczące szeroko pojętego wychowania człowieka.

W tym roku, pomimo pewnych trudności, Warsztaty wyruszyły na pielgrzymi szlak już po raz XVII, tym razem pod hasłem: "Wychowanie to dzieło miłości" (bł. Marcelina Darowska). Miałam przyjemność uczestniczyć w nich po raz kolejny, chociaż tylko parę dni, i jestem szczerze przekonana o wielkiej wartości tej formy pielgrzymowania i dokształcania się. Bardzo serdecznie polecam, przy okazji bijąc się w piersi, że nie robiłam im reklamy przed wyjsciem na pielgrzymi szlak.
(więcej informacji zob: http://archidiecezja.lodz.pl/~dniw/strona/index1.php?id=wdroga/wwd).
Sabina

P.S. Magda w zeszłym roku też pisała o Warsztatach: http://misjonarkiszkoly.blogspot.com/2008/08/pielgrzymka.html.

Pielgrzymka dominikańska 2009 dotarła na Jasną Górę!

A my wraz z nią!!!
Oczywiście my zrobiłyśmy to bez wbiegania :), grupa Cisza 1 jest z natury bardziej stateczna od studenckiej Beczki (nic nie ujmując zapałowi tej ostatniej).


filmik do podejrzenia: http://video.google.pl/videosearch?q=pielgrzymka+na+jasna+gore&hl=pl&emb=0&aq=3&oq=pielgrz#q=dominika%C5%84ska+pielgrzymka+na+jasna+gor%C4%99+&hl=pl&emb=0


Krótkie podsumowanie pielgrzymki:

Doszłyśmy do wniosku, że wspólnotowe chodzenie na pielgrzymkę jest bardzo ubogacające. Szłyśmy "do Mamy" jako rodzina i w rodzinie, i to jest chyba najpiękniejsze. I bardzo nas cieszy, że widziałyśmy prawdziwego ducha wspólnoty i braterstwa wśród poznanych braci dominikanów.

A co jeszcze było na tej pielgrzymce? - zapytacie.
To, co na pielgrzymce, czyli marsz krok za krokiem + modlitwa i śpiew.
A ponadto:
- konferencje i cisza,
- piękna liturgia i piękna pogoda (chwała Panu!),
- radosne świętowanie uroczystości św. Dominika przy wielkim stole na boisku i tańcach integracyjnych,
- znakomite przygotowanie techniczne całości (ach te toalety...!) i życzliwość spotykanych ludzi,
- oraz proza pielgrzymkowa, czyli bąble na stopach i zakwasy + deficyt wody na niektórych noclegach.
Ogólnie: ocena bardzo dobra. :)
To idziemy razem za rok???
Życie pokaże. :)
"My trzy"

PS Zdjęcie świątecznego stołu jest z publicznego albumu Picasa kogoś z Ciszy 2. Drugie też jest z internetu, ale nie pamiętam skąd. Dziękuję autorom.

piątek, 24 lipca 2009

Rekolekcje w Rzymie

Sabina napisała, że w Domu generalnym w Rzymie rozpoczyna się kolejna tura rekolekcji zamkniętych dla naszych Sióstr, które przyjechały tutaj z różnych domów rozsianych po Rzymie, Włoszech i Europie (w Polsce i Holandii). Na co dzień mieszkają w małych wspólnotach, tzw. apostolskich, pracując ‘w świecie’, najczęściej pojedynczo, w rozmaitych zawodach, zwykle jako nauczycielki różnego rodzaju szkół.
Po roku wyczerpującej pracy przyjeżdżają tu na miesiąc ‘życia klasztornego’ (zgodnie z naszymi Konstytucjami), by odnowić siły ciała i ducha, powracając do średniowiecznych korzeni wspólnotowego życia dominikańskiego; pięknie brzmi tradycyjny chorał gregoriański w naszej Kaplicy, wypełnionej Siostrami zebranymi tu na odgłos 150 uderzeń ręcznego dzwonu.
Malowniczo przedstawia się też dwuszereg kilkudziesięciu Sióstr przesuwających się alejkami ogrodu pod koronami drzew oliwnych i piniowych, w rytm recytowanego naprzemiennie „Ave Maria” wieczornego Różańca (o ile ‘gorąc’ na to pozwala). Trudno się dziwić ‘uczuleniu’ na tutejsze słońce, które ‘parzy’ nie tylko kwiaty, owoce i warzywa; dobrze, że choć pomidory rosną w cieniu drzew...
Obecne rekolekcje były poprzedzone kilkudniową doroczną „formacją”, podczas której Siostry dzielą się przemyśleniami swojego rocznego studiowania – w tym "Roku św. Pawła" tematem były pisma tego właśnie Apostoła. Młodsze Siostry miały swoją formację w górach wraz ze swoimi Mistrzyniami i Przełożoną generalną, Livią. Ale o tym one same napiszą.
Szczęść Boże! - Ola

czwartek, 23 lipca 2009

Wielka cisza...

Magda, Agnieszka i ja prosimy o modlitwę, bo "nasza wielka cisza" zaczyna się dzisiaj wieczorem. "Wielka cisza", czyli kolejna tura dorocznych rekolekcji zakonnych w domu generalnym. Osiem dni na bycie sam na sam z Panem Bogiem to bogactwo, jakich mało. Pamiętajcie o nas! My zapewniamy o modlitwie. :)
Sabina

niedziela, 19 lipca 2009

Pielgrzymka dziękczynna

Pierwsza Misjonarka Szkoły (Anna Maria Martinelli) przyjechała do Polski w 1989 roku. Rok później powstał pierwszy dom naszego Zgromadzenia w Lublinie powierzony opiece Czarnej Madonny. Ka żda z nas – Sióstr Polek – w taki czy inny sposób swoje powołanie wiąże z Królową Polski. Pragniemy w tym roku przez Jej wstawiennictwo dziękować Bogu za 20 lat obecności naszej rodziny zakonnej w Polsce i prosić o potrzebne łaski, szczególnie o dar świętości i powołań. Idziemy w pielgrzymce z Krakowa na Jasną Górę w dniach 3-9 VIII razem z naszymi braćmi dominikanami. Chcesz do nas dołączyć? Prosimy o kontakt!
Agnieszka

piątek, 10 lipca 2009

Wakacje

... to także czas na spotkanie z siostrami, czas na rozmowy, dzielenie się doświadczeniami....
Żeby to ułatwić, grupa najmłodszych sióstr wyjeżdża z Przełożoną Generalną do domu w górach. Będziemy razem się modlić, rozmawiać, chodzić po górach, gotować, śmiać się... same miłe rzeczy.
W tym roku będziemy rozmawiać o św. Pawle: każda z nas wybrała sobie temat, o którym myślała, czytała, studiowała; oczywiście w oparciu o listy Pawłowe. A teraz będziemy o tym opowiadać siostrom.
Tematy są różne: modlitwa, wdzięczność, pokora, życie wspólne, ewangelizacja, Kościół... zobaczymy, co z tego wyniknie.

Magda

(w tej grupie jesteśmy dwie z redakcji bloga: Sabina i ja)

piątek, 3 lipca 2009

Dziękuję!

Wczoraj odnowiłam śluby zakonne :) - z serca dziękuję wszystkim, którzy pamiętali o mnie w modlitwie. Niech Wam Pan Bóg wynagrodzi.
Sabina

niedziela, 21 czerwca 2009

Z kwiatami na imieniny...

... idziemy dzisiaj do naszej załozycielki, Matki Luigii Tincani. Obchodziła imieniny właśnie 21 czerwca, we wspomnienie św. Alojzego Gonzagi, bo Luigia to po włosku kobiecy odpowiednik Alojzego. Czyli imię spolszczone brzmiałoby... Alojza...To już wolę to włoskie. :)
Od kilku lat chodzimy z kwiatami do rzymskiej bazyliki Santa Maria sopra Minerwa, gdzie Nasza Matka jest pochowana pod ołtarzem św. Jacka Odrowąża (co dla nas, Polek, nie jest bez znaczenia). Obok niej został pochowany o. Lodovico Fanfani OP, ktory był spowiednikiem i kierownikiem duchowym Giny oraz świadkiem krystalizowania się jej powołania zakonnego, a następnie, aż do swojej śmierci, Ojcem dla Unii.
Niezbadane są plany Opatrzności: siostry mówią, że nikomu nawet się nie śniło, że Matka będzie pochowana w tym samym kościele, w ktorym znajduje się grób św. Katarzyny ze Sieny i w którym spędziła tyle czasu na modlitwie. No i to miejsce w samej bazylice: tuż obok kaplicy Najświętszego Sakramentu, miejsce w którym o.Fanfani i Gina spotkali się po raz pierwszy. (Gina szukała w Rzymie kierownika duchowego i polecono jej dwu: o. Zucchi i o. Fanfaniego. Obydwu poprosiła o rozmowę, a zawierzając całą sprawę Matce Bożej powiedziała sobie: Wybiorę tego, ktory przyjdzie pierwszy. Przyszedł o. Fanfani).
Dzisiaj na jej grób przychodzą nie tylko siostry, przychodzą też inni ludzie, dziękować za łaski i prosić o kolejne. Jak będę w Rzymie, pójdę tam i ja.
Sabina

środa, 17 czerwca 2009

Echa Lednicy

Chodziłam po Polach Lednickich i myślałam, jak bardzo wpisuje się ta moja "posługa" w nasz styl i charyzmat. Iść, szukać ludzi, zwłaszcza tych, którym na wierze i Panu Bogu niezbyt zależy. Chcieć słuchać... i wychodzić w dyskusji od ich życia, od szkoły, robienia dredów i planów na przyszłość, po to, by świadczyć im o Bożej miłości.
Trudna sprawa. Łatwiej jest "głosić kazania", "moralizować", "osądzać"... Cała nadzieja w tym, ze człowiek całe życie się uczy, a Pan Bóg posługuje się nami nawet wtedy, gdy jesteśmy jeszcze dalecy od doskonałości.

Chodziłam po Polach Lednickich i dziękowałam Mu za tych wszystkich ludzi zaangażowanych. Zrobiła na mnie wielkie wrażenie zwłaszcza ofiarność księży, którzy przez cały dzień spowiadali obok namiotu adoracji. Jeszcze po dziewiątej, po ciemku i w deszczu, byli księża, którzy spowiadali stojąc pod gołym niebem, i to bez parasola. (Rozmawiałam z jednym, który o 20.30 złożył swoje krzesełko mówiąc, że już nie może. Każdemu z nich powiedziałabym z serca: Dziękuję!, ale trochę mi było głupio i nic nie powiedziałam...).

Ogólnie rzecz biorąc myślę, ze tegoroczna Lednica nie przejdzie bez echa w życiu wielu młodych ludzi.
Jak wielu zobaczyło obok siebie - może pierwszy raz w życiu - tylu ludzi wierzących, którzy bawią się bez "dopalaczy". I razem chcą się modlić. Jak wielu prosiło o modlitwę.
Jak wielu długo trwało w ciszy adoracji, na kolanach przed Najświętszym Sakramentem.
Jak wielu chciało się wyspowiadać "na spokojnie", długo rozmawiając z księdzem.
Jak wielu przyjęło lednicki brewiarz jak wielki skarb. (Mam przed oczami młodą dziewczynę, która była tak szczęśliwa..., że pocałowała go z wielką czcią).
Jak wielu dzięki niemu odkryje piękno modlitwy liturgicznej...

Tylko Pan Bóg wie to wszystko. Niech On da wzrost tego, co sam zasiał.
A ja... chcę tam wrócić za rok, jeśli się uda. :)
Sabina

wtorek, 9 czerwca 2009

Nie-zwykłe kobiety

Wczoraj obchodziliśmy wspomnienie jednych z pierwszych mniszek dominikańskich z początków XIII wieku, Diany i Cecylii, a dzisiaj w Rzymie wspomina się błogosławioną Annę Marię Taigi, z przełomu XVIII i XIX wieku, żonę ‘nieznośnego’ męża, matkę siedmiorga dzieci, tercjarkę Zakonu Trójcy Przenajświętszej; swoje małżeństwo traktowała jako powołanie i misję otrzymaną od samego Boga. Potrafiła łączyć modlitwę z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci oraz zaangażowaniem społecznym na rzecz chorych i biednych; opiekowała się również z wielką miłością swoimi starszymi i schorowanymi rodzicami.
Ze św. Katarzyną ze Sieny łączy ją miejsce urodzenia (Siena) i śmierci (Rzym), choć dzielą je aż cztery stulecia; obie za młodu pracowały jako służące (Katarzyna w domu rodzinnym jako kara za odmowę zamążpójścia, a Anna Maria – w domu swojego przyszłego męża). Obie były dla swoich ówczesnych – bogatych i biednych, wysoko postawionych i tych z ludu - ostoją i poradnią, służąc im dobrą radą i modlitwą. I obie miały swoich Oblubieńców, ale jakże różnych! Mąż Anny Marii był to dobry katolik, ale gburowaty, impulsywny i gruboskórny, Katarzyna zaś „zaślubiła mistycznie” „najpiękniejszego z synów ludzkich”, choć dla wielu jest On tylko postacią historyczną, a nie żywym, czującym i zakochanym w nas do szaleństwa Bogiem - Człowiekiem!
Również Diana i Cecylia zostały wybrane przez Niego na Oblubienice.
Cecylia zostawiła potomnym porywający opis fizjonomii św. Dominika, Diana zaś – bezcenną korespondencję z bł. O. Jordanem, drugim po św. Dominiku, Generałem („Maestro generale”) Zakonu kaznodziejskiego (czyli dominikanów). Poza tym zakon zawdzięcza Dianie teren, darowany jej przez dziadków, na którym powstał pierwszy kościół dominikański w Bolonii, „San Niccolò delle Vigne”.
Nie-zwykłe bywają dzieje kobiet, które potrafią właściwie odczytać swoje powołanie i pomimo rozlicznych trudności znaleźć szczęście tam, gdzie Pan Bóg im miejsce wyznaczył.
Szczęść Boże! - Ola

PS Ola, dzięki za tego "fajnego" posta. Włamałam się do niego, żeby dodać zdjęcia: na pierwszym obrazie jest przedstawiona Anna Maria Taigi; Cecylia to ta z lilią, a na trzecim są Diana Andalo' z bł. o. Jordanem z Saksonii.
Dodam jeszcze, że Diana musiała ostro powalczyć z rodziną, żeby wstąpić do zakonu. Skutkiem były między innymi połamane żebra... (odsyłam do czytań w Brewiarzu dominikańskim: http://www.dominikanie.com/lg/lg608.htm).
Niech Was Pan błogosławi! Sabina

środa, 3 czerwca 2009

Do zobaczenia na polach lednickich!

100 tys. ludzi... Czy w takim tłumie można spotkać kogoś, kogo się szuka?
Można.
Mnie można będzie spotkać wśród lednickich ewangelizatorów,
albo - od 13.30 do 15.00 - w Lednickim Centrum Powołaniowym;
albo - w kaplicy pomiędzy 15.00 a 16.00;
albo w jakimś pociągu z/do Krakowa...
albo jeszcze nie wiem gdzie. Czas pokaże. :)
Proszę Was o modlitwę: żebym była drogą, po której Pan rzeczywiście przychodzi do ludzi.
Niech Was Pan błogosławi!
Sabina

‘Feminizm’ po chrześcijańsku

W tym roku rocznica śmierci Sługi Bożej Luigi Tincani przypadła w uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Nasza Założycielka zmarła 33 lata temu 31 maja, w święto Nawiedzenia św. Elżbiety przez Maryję, która zaraz po wyrażeniu zgody na swą niezwykłą misję, udaje się z Dobrą Nowiną i z gotowością pomocy do swojej podeszłej wiekiemm krewnej. Nie-zwykłe misje, nie-zwykłe kobiety, wykraczające poza stereotypy swoich czasów. Należy do nich również Luigi Tincani, której poświęcona była prezentacja najnowszej książki: „Gina Tincani. Sulla strada delle grandi cime” – na drodze wysokich szczytów (Gina to zdrobnienie imienia Luigina). Prezentacja ta, połączona z Mszą św., miała miejsce w Klasztorze OO. Dominikanów przy Bazylice „S. Maria sopra Minerva”. Wszyscy prelegenci byli zgodni co do niezwykłej, charyzmatycznej osobowości naszej Założycielki i podziwiali jej nadzwyczajną aktywność i skuteczność działania opartego na gruntownej wiedzy i mocnej wierze, wyniesionej jeszcze z dzieciństwa i pielęgnowanej w czasie długiego i nie pozbawionego wielorakich trudności życia. Tak, jak i pierwsi chrześcijanie, otwarta na natchnienia Ducha Świętego i wyczulona na „znaki czasu”, odznaczała się wielką odwagą i wytrwałością w dążeniu do wyznaczonych sobie celów, odczytanych jako wola Boża.
W czasach, gdy kobiety nie miały możliwości kontynuowania nauki w gimnazjum klasycznym, Luigia już w wieku 15 lat została nauczycielką, a potem - jedną z pierwszych laureatek Uniwersytetu Katolickiego, założonego przez O. Agostina Gemelli (franciszkanina, byłego socjalisty). W okresie, gdy ‘feministki laickie’ walczyły o równe prawa z mężczyznami, nowatorską była jej idea „powołania intelektualnego” kobiety, która nie zaprzeczając swojej kobiecości, mogła się w pełni realizować w ‘macierzyństwie duchowym’ np. jako nauczycielka, traktując swój zawód jako „drabinę do Boga” i jako środek do przekazywania Prawdy i Bożej Miłości na jakże często trudnym terenie szkoły państwowej.
Inną postacią godną naśladowania jest zmarła niedawno nasza Siostra, dr Anna Cappella; nieprzeciętna osobowość i niezwykła historia życia poświęconego ratowaniu życia – jako ginekolog-położnik i jako propagator metody naturalnej regulacji poczęć, wierny przyjaciel małżeństwa Billingsów i ‘córka duchowa’ papieża Jana Pawła II. W miesiąc po jej śmierci, w kościele na terenie Polikliniki Gemelli, w której pracowała (i w której operowany był nasz Ojciec Święty) odprawiona została Msza św. w jej intencji z udziałem dwóch biskupów i wielu współpracowników i przyjaciół oraz licznych współsióstr. Wspaniały chór ‘przebijał sklepienie’ kościoła w tym liturgicznym okresie W-niebo-wstąpienia Pańskiego przypominając wszystkim o obecności chórów anielskich podczas celebracji Eucharystycznej i o tej rzeczywistości życia po śmierci, o której jakże często zapominamy.
Szczęść Boże! - Ola

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Do Lednicy coraz bliżej...

Jadę na Lednicę!
To znaczy jadę, chociaż jeszcze nie wiem jak i z kim. Na razie szukam jakiegoś wyjazdu z Krakowa. Jeśli nie znajdę, to pewnie pojadę na własną rękę.

Chciałam wrócić do sprawy zbiórki na Lednicką Liturgię Czasu. Bardzo dziękujemy za okazaną życzliwość, serce, zaangażowanie i zaufanie. Zebrane pieniądze nie są tu najważniejsze..., ale myślę, że wypada publicznie podziękować ofiarodawcom i podać trochę danych.

Moja mama zbierała wśród rodziny, sąsiadów, przyjaciół, znajomych..., gdzie się dało. Widziałam listę imienną z tej zbiórki, listę, która robi wrażenie: 84 osoby! Niektóre z nich z trudem wiążą koniec z końcem, ale chciały dać chociaż 5 zł. W końcu mama wpłaciła na konto ok. 1196 zł.
W naszej parafii, św. Jana Kantego na os. Widok, ks. proboszcz Jan Franczak podszedł do sprawy bardzo życzliwie: w jedną niedzielę wystawił puszkę na stoliku za ławkami. Wieczorem znalazł w niej ponad 1600 złotych.

My, czyli Misjonarki Szkoły z Krakowa, zebrałyśmy ok. 84 złotych.

W sumie uzbierało się na ponad 700 brewiarzy! Chwała Panu!
Niech On błogosławi wszystkich ofiarodawców i czytelników tego posta!
Do zobaczenia na Lednicy! :)
Sabina

niedziela, 31 maja 2009

Koniec roku szkolnego

Na “Angelicum”, gdzie studiuję teologię, zakończyliśmy w piątek rok szkolny Mszą świętą. W ewangelii Jezus pyta Piotra: „czy mnie kochasz”, a potem kończy „pójdź za mną”. Dziekan wydziału filozofii, który wygłaszał kazanie, stwierdził, że ta ewangelia pasuje idealnie do naszej sytuacji: bo jeżeli jesteśmy tu, żeby studiować, to znaczy, że spotkaliśmy Jezusa i chcemy iść za Nim, chcemy znać Go coraz lepiej... więc żeby podsumować miniony rok studiów, powinniśmy się zastanowić, czy przez nasze studia odpowiadaliśmy na pytanie Jezusa: „czy ty mnie kochasz” i czy byliśmy z Nim.
A teraz czeka nas ta „zabawna” część życia studenckiego, jaką są egzaminy... ale o egzaminach napiszę innym razem.

Magda

piątek, 22 maja 2009

24 maja: Święto Przeniesienia relikwii Świętego Ojca Dominika

Św. Dominik zmarł w Bolonii 6 sierpnia 1221 roku i zgodnie ze swoją wolą został pochowany "pod stopami braci" w kościele św. Mikołaja w Bolonii. 24 maja 1233 roku papież Grzegorz IX pozwolił na przeniesienie ciała św. Dominika do marmurowego grobowca, w obecności legata papieskiego, arcybiskupa Rawenny, Teodoryka, Jordana z Saksonii oraz wielu braci uczestniczących w kapitule generalnej w Bolonii. Wtedy to „cudowny zapach unosił się ze świętego ciała, dając wszystkim dobitne świadectwo, że ten człowiek był dobrą wonią Chrystusa. Był to początek procesu kanonizacyjnego, zakończonego 3 lipca 1234 roku, kiedy Grzegorz IX ogłosił Dominika świętym. Jan z Vercelli, szósty generał zakonu, wystawił mu godniejszy grobowiec (na zdjęciu), do którego 5 czerwca 1267 roku złożono relikwie św. Dominika.

Bł. Jordan z Saksonii, drugi generał zakonu (czyli bezpośredni następca św. Dominika) i świadek tamtych wydarzeń tak pisał do współbraci:

Umiłowanym Braciom Zakonu Kaznodziejskiego, brat Jordan, pokorny generał i sługa tego zakonu, przesyła życzenia zbawienia i wiecznej radości w Umiłowanym Synu Bożym.
Dobroć Boża w swej niezgłębionej mądrości najczęściej ma zwyczaj odwlekać udzielanie dobra, nie po to, aby go pozbawić, lecz by w odpowiednim czasie ujawniło się ono z jeszcze większą korzyścią. Czy to więc dlatego, że Bóg w swojej Opatrzności postanowił, że tak będzie lepiej dla Kościoła, czy też z powodu wielu różnych opinii na ten temat, niektórzy postępując drogą prostoty, lecz pozbawieni roztropności uważali, że wystarczy, by nieśmiertelna pamięć o słudze Najwyższego Pana, założycielu Zakonu zwanego Kaznodziejskim, świętym Dominiku, znana była tylko Bogu i że nie należy starać się o to, by dowiedzieli się o niej ludzie.
Inni natomiast myśleli odmiennie: jednak ogarnięci duchem małoduszności, bali się tamtym sprzeciwić. I stało się tak, że chwała świętego Ojca Dominika przez prawie dwanaście lat pozostawała w uśpieniu, bez żadnej czci. Skarb leżał bezużytecznie w ukryciu. Moc Dominika ujawniała się często, lecz tłumiło ją niedbalstwo jego synów.
Nadszedł wreszcie sławny dzień uroczystego przeniesienia wielkiego nauczyciela! Przybył czcigodny arcybiskup Rawenny, wielka liczba biskupów i prałatów, niezliczona ilość pobożnych ludzi z różnych narodów oraz zbrojne hufce bolończyków czuwających nad tym, aby nie odebrano im opieki nad świętym ciałem. Bracia stoją niespokojnie, bledną i modlą się z lękiem, drżąc ze strachu tam, gdzie bać się nie ma czego. Lękają się, by ciało świętego Dominika, tak długo wystawione na działanie deszczu i upału, złożone w lichej trumnie, jak każdego innego śmiertelnika, nie okazało się pełne robactwa, i aby wstrętny odór nie dotarł do obecnych tam ludzi, a poprzez to nie przyćmił czci tak wielkiego męża. Zbliżają się nabożnie biskupi oraz ludzie z narzędziami do pracy. Zrywają płytę kamienną zespojoną z grobem twardym cementem, pod którym była drewniana trumna przykryta ziemią, od czasu kiedy
czcigodny papież Grzegorz, ówczesny biskup Ostii, pochował święte ciało. W
trumnie ukazał się mały otwór. Po zerwaniu nagrobnej płyty, z otworu zaczął się wydobywać przedziwny zapach, którego woń zadziwiła wszystkich, którzy tam stali. Zdumieli się obecni i przerażeni tym upadli na ziemię. Potem słychać pełen słodyczy płacz, mieszający się z radością. Słodycz cudownego zapachu sprawia, że w przestrzeni ducha rodzi się strach i nadzieja, a ci, którzy odczuwają słodycz przedziwnego zapachu toczą cudowne boje. My odczuwamy słodycz tej woni i świadczymy o tym, co widzieliśmy i czuliśmy. Chociaż długo i wytrwale staliśmy przy ciele Dominika, nie mogliśmy się nasycić tak wielką słodyczą. Jeśli ręka, pasek lub inną rzecz dotknęła jego ciała, ów zapach pozostawał na niej jeszcze bardzo długo. Ciało przeniesiono do grobowca z marmuru, aby je tam złożyć wraz z jego wonnościami. Cudowny zapach unosił się ze świętego ciała, dając wszystkim dobitne świadectwo, że ten człowiek był dobrą wonią Chrystusa.
Arcybiskup odprawił uroczystą Mszę świętą, a ponieważ działo się to we wtorek po Zesłaniu Ducha Świętego, chór zaśpiewał antyfonę na wejście: "Przyjmijcie wdzięczną woń waszej chwały, dzięki składając Bogu, który powołał was do Królestwa Niebieskiego". Ten brzmiący z nieba głos podjęli bracia z wielką radością. Zabrzmiały trąby, ludzie wznieśli niezliczoną ilość świec i uformowali piękną procesję. Wszędzie rozbrzmiewało: Niech będzie błogosławiony Jezus Chrystus.
Działo się to w mieście Bolonii, 24 maja roku łaski 1233, gdy na Stolicy Rzymskiej zasiadał Grzegorz IX, a cesarstwem rządził Fryderyk II, na cześć naszego Panam, Jezusa Chrystusa i jego najwierniejszego sługi, świętego Dominika.

Tekst pochodzi z brewiarza dominikańskiego: http://www.dominikanie.com/lg/lg524.htm

Wszystkim duchowym dzieciom św. Dominika życzę dobrego świętowania.

Sabina

czwartek, 21 maja 2009

Nowości majowe z Rzymu

Dwie nasze neoprofeski wróciły już do Indii, by rozpocząć swoją misję – Pramila w szkole (rok szkolny zaczyna się tam już od początku czerwca), a Maxi - w akademiku prowadzonym przez nasze Siostry. Przed ich odjazdem w Kaplicy Domu Generalnego w Rzymie była sprawowana Msza św. dziękczynna celebrowana przez naszego spowiednika (dominikanina, oczywiście) z piękną homilią na temat życia zakonnego: bazuje ono na komunii z Panem Bogiem, stąd bierze się komunia we wspólnocie, a dopiero potem - komunikowanie innym Prawdy o Bogu-Miłości (czyli apostolat); inna kolejność nie ma sensu (tzw.‘budowanie na piasku’...).
Wielkość łaski otrzymywanej zależy od wielkości ofiarowanego ‘daru’; według Tradycji pierwotnego Kościoła (zob. komentarz), profesja zakonna zmazuje wszystkie winy i kary – to tak, jakby się otrzymało drugi chrzest (choć Chrzest św. jest tylko jeden). Albowiem całkowity dar z siebie Panu Bogu jest aktem miłości doskonałej, porównywalnym w pewnym sensie do ofiary życia z miłości do Jezusa Chrystusa (tzw. ”chrzest krwi”). Właśnie ta radość ‘nowego stworzenia’ widoczna była na obliczach naszych Hindusek, zawsze uśmiechniętych. Niechaj Boski Oblubienic będzie Wam zawsze oparciem i jedyną miłością Waszego życia!
O życiu zakonnym była też mowa w niedzielę na wykładzie innego dominikanina na temat twórczości artystycznej Beato Angelico, słynnego średniowiecznego dominikanina, który upiększył m.in. cele w klasztorze OO. Dominikanów przy kościele św. Marka we Florencji: w malutkich celach zakonnych - wielkie malowidła ścienne (np. Chrystusa ukrzyżowanego) sprzyjające kontemplacji. Wówczas to bowiem, w czasach powszechnego analfabetyzmu, sztuka była najlepszą formą przekazu prawd wiary, często w formie symbolicznej. A co powiedzieć o sztuce dzisiejszej?
W sobotę była możliwość obejrzenia (w ramach kampanii przedwyborczej do parlamentu europejskiego) ciekawego filmu pt. „Bella” produkcji amerykańskiej, którego producentem, a jednocześnie aktorem w roli głównej, jest piosenkarz meksykański, Eduardo Verástegui; był on osobiście obecny na projekcji filmu i w swoim wystąpieniu dał dowód na to, że pieniądze nie zawsze przewracają w głowie i że nawet w młodym wieku można ‘postawić na swoje ideały’. Film ten otrzymał pierwszą nagrodę na „Fuggi Family Festival”, (festiwal powstały z inicjatywy ruchu Pro-Life), a jego projekcja była zachętą do włączenia się do tzw. Projektu „Gemma” („adoptuj jedną mamę, uratuj jej dziecko” – polega to na płaceniu określonej sumy przez półtora roku na pomoc matce oczekującej dziecka ); jedno takie ‘uratowane dziecko’ wraz z mamą Afrykanką również przyszło na projekcję filmu. Kolejna inicjatywa z dziedziny promocji życia, obok „Duchowej adopcji dziecka poczętego” i „Adopcji na odległość”, którą prowadzą również nasze Siostry z Indii. Bo przecież Pan Bóg jest ‘za życiem’!
Szczęść Boże! - Ola

środa, 13 maja 2009

Maxi i Pramila


nasze siostry z Indii złożyły śluby wieczyste w niedzielę, 10 maja.
To chwila bardzo ważna dla nich i dla całej wspólnoty: cieszymy się z ich decyzji, z tego że postanowiły należeć do Boga i do naszego zgromadzenia „aż do śmierci” (tak kończy się formuła ślubów).
Dla wszystkich sióstr to okazja, żeby odnowić swój wybór, żeby przypomnieć sobie, co wybrałyśmy i dlaczego... (a raczej: Kogo wybrałyśmy i dla-kogo).
Po Mszy św. wszyscy goście zostali zaproszeni na świąteczny obiad.

Magda

PS. Maxi i Pramila są w Rzymie od dwóch lat (nowicjat odbyły w Indiach i w Indiach studiowały: Maxi ekonomię, Pramila nauki polityczne). W zeszłym roku były we wspólnocie studentatu i chodziły na niektóre wykłady z teologii. W tym roku przygotowywały się do ślubów wieczystych w naszym Domu Generalnym. Niedługo wrócą do Indii: Pramila będzie uczyć, a Maxi ma jeszcze skończyć studia (w Indiach rok szkolny zaczyna się... 1 czerwca). Wszystkiego najlepszego!

sobota, 9 maja 2009

Tydzień Modlitw o Powołania...

... kończy się, ale nie może skończyć się nasza modlitwa w tej intencji.
Modlimy się całym sercem o dobre i święte powołania?
O łaskę radosnego wytrwania w podjętych zobowiązaniach dla kapłanów i osób konsekrowanych?
O odważnych i kochających Pana rodziców, którzy z radością i wdzięcznością przyjmą wiadomość o decyzji dziecka: "Chcę należeć tylko do Boga"?.

Wszyscy potrzebujemy tej modlitwy. Na dziś i na przyszłość.

Potrzebują jej także nasze siostry z Indii, Maxi i Pramila, które jutro w Rzymie składają profesję wieczystą.
Sabina

czwartek, 7 maja 2009

Rekolekcje w Rzymie

Po tym trudnym dla mnie okresie Wielkiego Postu i wielkiej radości ze Zmartwychwstania Pańskiego - kolejna uczta duchowa: nasze doroczne 8-dniowe Rekolekcje zamknięte, tym razem pod przewodnictwem św. Pawła, prowadzone przez młodego księdza, traktującego powołanie do świętości na poważnie.
Oprócz odwiecznego dylematu: ‘wiara czy rozum-wiedza’ oraz ‘wiara a Prawo’ (zbawienie nie jest zapłatą za dobre uczynki, a chrześcijaństwo nie jest moralizmem; jednakże zawierzenie Chrystusowi zobowiązuje ... do służby bliźniemu z miłości i w radości!) - został też poruszony temat pokory, podstawy wszystkich cnót chrześcijańskich.
I niejako podsumowaniem tych rozważań była myśl ze św. Katarzyny (w ramach cyklu spotkań środowych w Międzynarodowym Centrum Studiów nad św. Katarzyną ze Sieny - w domu przy pl. Św. Klary, w którym Święta zmarła):
‘Kto nie umie dziękować, ten nie jest pokorny’... (bo przecież pysznemu „wszystko się należy”!)
To wielki dar, te doroczne rekolekcje, które pozwalają zastanowić się w ciszy nad swoją drogą do nieba ...
Szczęść Boże! - Ola

wtorek, 5 maja 2009

Modlitewnik z najwyższej półki

Kochani, zapraszam Was na

XIII Ogólnopolskie Spotkanie Młodych Lednica 2000!

6 czerwca: ROZPOZNAJ CZAS

Spodziewam, że na hasło "Lednica" każdy z Was ma jakieś tam skojarzenia i jeśli nawet nie był tam, nie widział i nie przeżył lednickiego czuwania, to coś o nim słyszał. A jak nie słyszał, to niech szybko siada i czyta (zobacz link obok) .
W tym roku o. Góra, inicjator i szef spotkań lednickich, będzie rozdawał wszystkim uczestnikom brewiarze i będziemy wspólnie się modlić.
Wiecie co to jest brewiarz?
To potoczna nazwa tego grubego modlitewnika, który przeciętnemu katolikowi zdarza się widzieć w rękach księdza w parafii, modlącego się w konfesjonale w oczekiwaniu na skruszonych grzeszników. Księża i siostry zakonne odmawiają go (lub śpiewają) codziennie; używa go coraz więcej osób świeckich.
Ten sposób modlitwy - modlitwa psalmami w łączności z całym Kościołem - nosi nazwę Liturgii Godzin. Liturgia Godzin to "modlitwa z najwyższej półki", bo Psalmy są tekstami napisanymi pod natchnieniem Ducha Świętego i z ich pomocą Pan Bóg jest uwielbiany tak, jak sam tego chciał. Psalmami modlił się Pan Jezus, a teraz razem z Nim i całym Kościołem możemy oddawać chwałę Ojcu. Coś pięknego! :)
Wracając do Lednicy: w tym roku o. Jan Góra chce rozpropagować wśród młodych ten sposób modlitwy i dać wszystkim uczestnikom najprostsze brewiarze, takie z modlitwą poranną (tzw. Jutrznia), wieczorną (Nieszpory) i modlitwą na zakończenia dnia (Kompleta). http://www.lednica2000.pl/2009/brewiarz-lednicki.php
Tylko żeby je mógł rozdawać, musi je mieć. Teraz jest w druku dopiero połowa. A do Lednicy zostało tylko 32 dni!
Kochani! Może Wy na Lednicę się nie wybieracie, albo pojechać nie możecie. Ale ta akcja brewiarzowa to wielka sprawa, a brakuje pieniędzy... Potrzeba jeszcze 200 tys złotych.
Za druk jednego brewiarza trzeba zapłacić 4 złote (normalnie w księgarni kosztuje co najmniej 20).
Żeby zaoszczędzić 4 złote wystarczy wyrzec się trzech tanich lodów.
Albo trzech zniżkowych biletów MPK (po cenach krakowskich).
Albo rozbić skarbonkę z oszczędnościami na nową grę komputerową... Albo poprosić babcię...
Albo przeczytać pożyczaną gazetę zamiast swojej...
Może jakaś starsza osoba wytrwale i z płaczem modli się za swoje dzieci i wnuki, dalekie od Pana Boga i Kościoła. Jeśli przeznaczy jakiś grosz na ten cel w intencji swoich bliskich (to się nazywa jałmużna, jakby ktoś nie wiedział), to takie dobro nie będzie zapomniane przed Panem.
Pomyślcie sami, jak to zrobić, byle uczciwie. ;)
Oczywiście nie ma zbytnio sensu wplacanie 4 złotych na konto bankowe, jeśli za przelew trzeba zapłacić 2,5 zł. Chociaż można i tak.
Ale od czego spryt! Zróbcie zbiórkę w parafii, w szkole, na uczelni, wśród znajomych. Poproście Waszych księży, żeby powiedzieli o tej akcji w ogłoszeniach parafialnych, wystawili "puszkę" w kościele na ten cel. A potem wpłaćcie wszystko razem na konto:
Duszpasterstwo Akademickie OO.Dominikanów
Ul. Kościuszki 99; 61-716 Poznań

II oddział PKO BP S.A. w Poznaniu

82 1020 4027 0000 1602 0764 7110
Tytuł wpłaty: darowizna na cele kultu religijnego - brewiarz

Wpłata na brewiarze może być zaliczona jako darowizna na cele kultu religijnego i tym samym kwalifikować się do ulgi podatkowej.
Obdarowani młodzi ludzie będą pamiętać w modlitwie o dobroczyńcach.
My w Krakowie zbieramy pieniądze do następnego piątku rano (15 maja). Przyjmujemy i po 50 groszy.

Proszę Was o rozpowszechnienie tej akcji. I jeżeli jedziecie "na Lednicę", to może się spotkamy.
Niech Was Pan Bóg błogosławi.

Sabina
PS Lednicę można wesprzeć używając wyszukiwarki www.goodsearch.com. Więcej szczegółów tu: http://www.lednica2000.pl/2009/goodsearch.php

wtorek, 28 kwietnia 2009

Święta Katarzyna, nasza Matka i nauczycielka

A kimże była ta Święta ze Sieny? Dlaczego Luigia Tincani właśnie ją obrała na patronkę, "matkę i nauczycielkę" dla siebie i dla nas?
U samych początków Unii, w latach dwudziestych ubiegłego wieku, Gina Tincani pisała, że Katarzyna ze Sieny "pokazała nam własnym przykładem jak w świecie żyć w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie, należąc całkowicie do Boga i do dusz" (Święta Katarzyna matka i mistrzyni, 30 kwietnia 1920). Przekonywała, że: "to najbardziej dominikańska z córek świętego Dominika, ta, która w sposób najbardziej bezpośredni odsyła do Świętego Założyciela Zakonu. Katarzyna odnawia w sobie linie duchowe i zaangażowanie apostolskie swojego ojca (...).
To samo wewnętrzne upodobanie do życia samotnego i kontemplacyjnego, które w sposób zdumiewający łączy się i uświęca żarliwą i niestrudzoną działalność apostolską;
ten sam typ pobożności mocnej, prostej i pełnej światła, który żar nieskończonej miłości do Boga i do dusz czerpie z kontemplacji;
taka sama słodycz w postępowaniu wobec innych;
taka sama łaskawość wobec potrzebujących i grzeszników;
ten sam spokój i trwała radość pośród trudów, bólu, upokorzeń;
ten sam nieskończony ból i łzy, heroiczna pokuta za grzechy świata,
ta sama nadprzyrodzona radość wewnętrzna, skutek kontemplacji wielkości i dobroci Boga.
To podobieństwo duszy ze świętym Założycielem sprawia, że jest ona dominikanką nie przez przypadek ani nie tylko z nazwy, ale "dominikanką z zamiłowania", jak mawiała o sobie wielka reformatorka Karmelu" (Łódź Dominika, kwiecień 1926).
Takimi chcemy być także my, siostry z Unii Świętej Katarzyny ze Sieny.
Sabina

PS W związku z jutrzejszym świętem w Rzymie odbędą się różne inicjatywy upamiętniające Świętą, która jest między innymi patronką Włoch i Wiecznego Miasta.

O 10.00 przedstawiciele władz miejskich złożą kwiaty przy pomniku Św. Katarzyny blisko Zamku Świętego Anioła (Castel Sant'Angelo) (na zdjęciu).
Zazwyczaj zamknięta Cappella del Transito (Kaplica "Przejścia", czyli miejsce, w którym Święta zmarła), będzie otwarta od 9.30 do 15.00, a o godz. 11.30 zostanie odprawiona w niej Msza św. Kaplica (na zdjęciu) mieści się przy Piazza Santa Chiara 14, dwa kroki od Bazyliki Santa Maria sopra Minerva.

Uroczysta Msza święta przy grobie w Bazylice Santa Maria sopra Minerva o godzinie 18.00.

Zapraszam w imieniu naszym i Międzynarodowego Centrum Studiów nad Świętą Katarzyną. http://www.centrostudicateriniani.it/5/5.html

środa, 22 kwietnia 2009

Przyjdź, oblubienico Chrystusa...

20 kwietnia w Rodzinie Dominikańskiej wspominamy św. Agnieszkę z Montepulciano, mniszkę z XIII/XIV wieku. Podczas jutrzni powtarzamy przewidzianą na ten dzień antyfonę do Kantyku Zachariasza : "Przyjdź, oblubienico Chrystusa, przyjmij wieniec, który Pan przygotował Ci na wieczność, Alleluja". Ale w ten poniedziałek słysząc te słowa nie pomyślałyśmy o świętej z Montepulciano, ale o naszej siostrze Annie, która zmarła nad ranem we Florencji.

"Przyjdź, Oblubienico Chrystusa..." Kochana Anna... Uosobienie dobroci... 84 lata życia, w tym dokładnie sześćdziesiąt profesji zakonnej. Ostatnie spędziła wśród sióstr w Rzymie i Florencji. Poprzedniego wieczora rozmawiałyśmy o niej czytając i komentując list ze wspólnoty florenckiej, ale nie przyszło nam na myśl, że tak szybko przyjdzie nam ją pożegnać.

Anna Cappella wstąpiła do naszej Unii jako studentka medycyny, a już jako Misjonarka wyspecjalizowała się w ginekologii i położnictwie, pracując i dokształcając się w klinikach w Stanach Zjednoczonych i we Włoszech. W USA pracowała z przerwami przez kilkanaście lat (1954-1956 i 1960-1971), utrzymując ożywioną korespondencję z siostrami we Włoszech, zwłaszcza z Matką Tincani. Przez trzy lata była lekarzem w szpitalu misyjnym St. Dominic Hospital w Bawalpur w Pakistanie, gdzie uczyła rozpoznawania płodności i planowania rodziny. Właśnie naturalnemu planowaniu rodziny - zwłaszcza propagowaniu metody pp. Billingsów, zwanej metodą objawu śluzu - poświęciła kolejnych 30 lat życia.

Matka Luigia Tincani dobrze rozumiała konieczność troski o rodzinę i widziała niebezpieczeństwa grożące jej we współczesnym świecie, który m. in. odrzuca katolicką etykę seksualną. W 1975 wezwała Annę do Rzymu. Dr Cappella została mianowana pierwszą kierowniczką Poradni Rodzinnej na Wydziale Medycyny Polikliniki Gemelli (poliklinika jest częścią Uniwersytetu Katolickiego w Rzymie), a od 1980 roku kierowała utworzonym na tym uniwersytecie Centrum Studiów nad Naturalną Regulacją Płodności. Skupiła wokół siebie grono współpracowników i kontynuatorów. Dbała o naukową dokładność badań i nauczanie metod, które były dla niej nie tylko pewną techniką, ale i przekazywaniem chrześcijańskiej wizji człowieka. Mówiła, że "wychowywać to znaczy także dać poznać to, co jest zgodne z naturą". Pani Lyn Billings w wywiadzie udzielonym w 1998 roku mówiła o niej: "Od naszego pierwszego spotkania - jeszcze w Pakistanie - widzieliśmy, że jest bardzo zainteresowana filozofią naturalnego planowania urodzeń: od razu zdała sobie sprawę, że chodziło przede wszystkim o pełne miłości i szacunku przesłanie do rodziny. Przez lata Anna wykonała nadzwyczajną pracę, ucząc metody misjonarzy i misjonarki, którzy przewijali się przez Rzym i organizując konferencje i zjazdy w Afryce, Europie i innych częściach świata". Warto w tym miejscu dodać , że bł. Matka Teresa z Kalkuty właśnie Annie powierzała formację swoich młodych współsióstr jako przyszłych nauczycielek naturalnego panowania rodziny. W tej całej działalności wspierali ją i dodawali odwagi papieże: Paweł VI i Jan Paweł II. Była także członkiem Papieskiej Rady Pro Vita.

Za całokształt pracy, "za nieoceniony wkład w rozpowszechnianie we Włoszech i na świecie metody Billingsów, połączone zawsze z przekazywaniem wartości, na których są oparte różne metody naturalne" otrzymała w 2005 roku nagrodę Katolickiego Uniwersytetu Najświętszego Serca (na zdjęciu w dniu przyznania nagrody).
Anna Cappella zrealizowała swoje dominikańskie powołanie do głoszenia prawdy angażując się całkowicie "dla życia i dla rodziny". Teraz odeszła do Tego, któremu poświęciła bez reszty swoje życie. Niech Go wielbi przez całą wieczność i wstawia się za nami.
Sabina

wtorek, 14 kwietnia 2009

Dzień skupienia w Krakowie

Witajcie,
czas świętowania Zmartwychwstania trwa aż 8 dni, chociaż już jutro zaczynają się zajęcia na uczelniach i lekcje w szkołach. Duchowo świętujemy, ale z głowami i rękami przy pracy.
Tu w Krakowie myślimy już o następnym ważnym święcie, czyli o liturgicznym wspomnieniu naszej patronki św. Katarzyny ze Sieny. A poza tym zbliża się miesiąc maryjny, maj. Takie to "uczty duchowe" szykują nam się w liturgii.
W związku z nimi w sobotę 2 maja w godz. od 14.00 do 18.30 proponujemy Wam kolejne spotkanie naszej małej "szkoły modlitwy", tym razem pod hasłem:

temat: Panie, napełnij mnie ogniem...

w programie m.in.:

• konferencja - tym razem naszą przewodniczką na drogach wiary i modlitwy będzie św. Katarzyna ze Sieny

• dyskusja w grupach

• adoracja Najświętszego Sakramentu z czasem na osobistą modlitwę

• uroczyste Nieszpory, po których odmówimy litanię do Matki Bożej

Zapraszamy serdecznie!

Chcecie przyjść, przyjechać? Potrzebujecie więcej informacji?

Piszcie / dzwońcie:

Misjonarki Szkoły (dominikanki niehabitowe)
Kraków, ul. ks. F. Machaya 24 (wejście od ul. Wiedeńskiej)
kontakt: 012 63 663 77 lub misjonarkiszkoly2@wp.pl

Owocnego przeżywania tego świętego Okresu Wielkanocnego!
Sabina

niedziela, 12 kwietnia 2009

Chrystus zmartwychwstał, Alleluja!

Nasz dominikański brat Jan z Fiesole, zwany Bratem Anielskim, przedstawia objawienie się zmartwychwstałego Chrystusa Marii Magdalenie, apostołce Apostołów, a dzięki temu patronce Zakonu Dominikańskiego.

Pokazuje ich w kwitnącym ogrodzie, znaku radości, nadziei, miłości. On, kaznodzieja z pędzlem w ręce, uczy nas jak żyć radością paschalną, jak napełniać światłem i kolorami nasze codzienne szukanie i kroczenie za Mistrzem, który z miłością zwraca się po imieniu do każdego z nas.


Z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego
Czytelnikom naszego bloga życzymy:

Miłości Wielkiego Czwartku,
mocy Wielkiego Piątku,
nadziei Wielkiej Soboty
i radości Niedzieli Zmartwychwstania
na każdy dzień.

Chrystus Zmartwychwstał, Alleluja!

Misjonarki Szkoły

wtorek, 7 kwietnia 2009

Jak dobrze przeżyć Wielki Tydzień?

Przyszło mi do głowy, żeby podzielić się skrótem pewnego kapitalnego tekstu naszej Założycielki na temat Wielkiego Tygodnia. A dokładnie o czym? A sami zobaczcie...
Tłumaczenie jest moje, robione na własny użytek, więc przepraszam za niedoskonałości. Owocnej lektury!
Sabina

"Spróbujmy przeanalizować wspólnie sposób przeżywania wielkiego Tygodnia.
Chciejmy być duszami adorującymi. Dusza adorująca ma za zadanie wejść do tej świątyni Boga, jaką jest Dusza Jezusa. Dzięki Jezusowi – przez Niego, z Nim i w Nim – Bóg odbiera wszelką chwałę i cześć. To jest właśnie myśl i radość duszy adorującej, z tego powodu każda dusza adorująca stara się połączyć z Duszą Jezusową w taki sposób, że nie ma w niej już nic własnego, ale wszystko należy do Jezusa. Dlatego czujmy potrzebę zjednoczenia z tym wszystkim, co zrobił Jezus. Jezus przede
wszystkim adorował, i jeżeli nas odkupił, to dokonał tego przede wszystkim dla chwały Bożej. Dlatego pierwszą postawę, którą zaprzezentujmy naszym pragnieniom i naszej woli, jest zapomnienie o sobie, aby żyć dla Jezusa, z Jezusem, w Jezusie.
Uczmy się utrzymywać duszę na najwyższych szczytach wiary, bez zbytniego zajmowania się małymi rzeczami, które w nas się dzieją: jakaś niedoskonałość do
poprawienia, jakiś grzech, może jakiś czyn cnotliwy do spełnienia, jakaś radość lub ból. Jeżeli dusza zajmuje się tymi rzeczami, zajmuje się sama sobą, a nie Bogiem. A św. Katarzyna uczy nas zjednoczenia z Bogiem zapewniając, że wszystko inne przyjdzie potem jako skutek.
Żeby spędzić najpiękniejszy Wielki Tydzień w naszym dotychczasowym życiu chciejmy także i my w taki sposób myśleć o Jezusie: dla Jezusa, z Jezusem i w Jezusie, bez sentymentalizmów, ale z wolą silną i pełną spokoju; chciejmy „zgłębiać Jezusa”, aby się w Nim zatracić, w Nim zapomnieć o nas samych. Wtedy wzrośnie miłość, On będzie myśłał o nas, nasze niedoskonałości znikną i zostanie tylko Jezus".
(Wielki Poniedziałek 1934 roku)

czwartek, 2 kwietnia 2009

Jan Paweł II

"To spotkanie daje mi możliwość powiedzenia Wam,
[Misjonarki Szkoły],
jak bardzo doceniam waszą pracę
i wasze szczególne pole działania w Kościele:
uczyć, wychowywać, świadczyć o Ewangelii w szkole,
sprawiać, aby krążyła ona w sposobie myślenia i mówienia,
zwłaszcza wśród młodzieży".
(z Przemówienia Jana Pawła II
do uczestniczek Kapituły generalnej Misjonarek Szkoły
5 stycznia 1989 roku)
W związku z rocznicą śmierci Jan Pawła II zaczęłam szukać w Internecie oficjalnych przemówień papieskich do naszych sióstr. Chciałam sobie poczytać, pomedytować. I znalazłam ich kilka, tylko że wszystkie są po włosku. Piękne! Jak przetłumaczę coś więcej, to coś tu dorzucę.
Wiem od naszych sióstr, które znały do osobiście, że bardzo cenił nasz charyzmat i działalność, ale tak pięknych słów się nie spodziewałam.
Dziękujemy Ci, kochany Ojcze Święty!

wtorek, 31 marca 2009

Dzień Młodzieży

Oto przesłanie Benedykta XVI na najbliższy Dzień Młodzieży (obchodzony w diecezjach w Niedzielę Palmową) - tekst pochodzi z oficjalnej strony Watykanu i jest w języku polskim.

http://www.vatican.va/holy_father/benedict_xvi/messages/youth/documents/hf_ben-xvi_mes_20090222_youth_pl.html

Tekst dotyczy nadziei; stąd więc pytania do wszystkich Czytelników:
czego się boicie?
czego się spodziewacie?
i w ogóle, co to znaczy "nadzieja"?

Czekam na Wasze odpowiedzi! (niekoniecznie związane z tekstem, ale koniecznie - szczere!)

Magda