sobota, 30 kwietnia 2011

A w Rzymie…


dzieje się tak dużo, że nawet nie ma czasu o tym myśleć, a co dopiero pisać.
 
Od poniedziałku grupa sióstr odbywa rekolekcje.

Wczoraj obchodziliśmy św. Katarzynę – a to oznaczało bycie poza domem przez cały dzień, najpierw koło pomnika (gdzie burmistrz składał kwiaty), a potem w kaplicy św. Katarzyny. Przy okazji, także wczoraj wylatywała do Indii Arockiammal, która niedługo złoży śluby wieczyste.

Dzisiaj przyjechała grupa z Polski (na beatyfikację), a na obiad zaprosił się znajomy polski biskup.

Po południu idę do Circo Massimo, bo zgłosiłam się do służb porządkowych. W sumie jest nas pięć, z Unii, ale w różnych miejscach i czasach. Mam dyżur od 17 do 24, a potem spróbuję dostać się na plac św. Piotra (choć wydaje się to mało możliwe). Jeżeli nie, to zatrzymam się gdzieś po drodze. Z tej okazji przygotowałam sobie biało – czerwoną kokardę; wrócę do domu jutro po południu. Jeżeli będę w stanie, to opowiem, jak byłam „ochotniczką Jana Pawła II”.

Magda

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Alleluja!





Umocnieni chlebem Eucharystycznym




w naszej drodze krzyżowej do nieba




śpiewajmy z weselem ALLELUJA !

 
 Chrystus prawdziwie z martwych powstał, 
             jest wśród nas 
                       i pozostanie z nami aż do skończenia świata

piątek, 22 kwietnia 2011

środa, 20 kwietnia 2011

Droga Krzyżowa - stacja XII, XIII, XIV


Jezus umiera na Krzyżu

 Śmierć, oddzielenie duszy od ciała, jest straszliwym doświadczeniem. „Śmierć przyszła na świat przez zawiść diabła” (Mdr 2,24) i jest przeciwko naturze ludzkiej, i dlatego już prorocy przepowiadali zwycięstwo Pana nad śmiercią (por. Iz 25,8; Oz 13,14). Jakkolwiek możemy pragnąć spotkania z Panem, jest normalne, kiedy boimy się śmierci. A zwłaszcza – jeżeli chodzi o śmierć tak okrutną.
Śmierć Jezusa można by najlepiej wyrazić słowami drugiego czytania z Liturgii Godzin Wielkiej Soboty:
„Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej nastała cisza i pustka”. – Cisza na ziemi, to nie cisza pokoju po wojnie, to cisza pustki po klęsce, cisza beznadziei i opuszczenia, kiedy nie ma już na co czekać i czego się spodziewać. Jezus został dotknięty najmocniejszą bronią wroga – i wydaje się być zwyciężony. Poddał się śmierci, ona zaś nie była piękną śmiercią greckiego albo buddyjskiego filozofa – była to śmierć pełna cierpienia, przerażenia i rozpaczy. Śmierć, po której przychodzi pustka.
„Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków. Bóg umarł w ciele, a poruszył Otchłań”. – Bóg umarł w ciele, ale przywrócił życie umarłym. Dlatego umarli – ci, którzy przeszli granicę życia, – uprzedzą żyjących w spotkaniu się z Panem. Św. Paweł mówi: „To bowiem głosimy wam jako słowo Pańskie, że my, żywi, pozostawieni na przyjście Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy pomarli. Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem” (1 Tes 4,15-17).
W ten sposób śmierć została zwyciężona. Jeszcze przed Zmartwychwstaniem Pana – samą już Jego śmiercią śmierć została pozbawiona swojej władzy nad nami.

Jezus zdjęty z Krzyża

To jeszcze jedna – po IV – Stacja maryjna. Cierpienie Jezusa skończyło się z Jego śmiercią – cierpienie Maryi ciągle nabiera na sile. Teraz, kiedy złożono w Jej ramiona martwe ciało Syna, zaczyna się nowy, najstraszniejszy etap Jej cierpienia. Czy może coś dorównać cierpieniu matki, trzymającej w ramionach chłodne zesztywniałe ciało zmarłego dziecka? Maryja, Matka Jezusa, zna to cierpienie. Kiedy tracimy naszych bliskich, Maryja jest obok nas, jak ktoś, kto wie z doświadczenia, co to oznacza. Jak ktoś, kto potrafi dodać nam otuchy w naszej rozpaczy. Jak ktoś, kto w rozpaczy daje nadzieję. Kto jest naszą nadzieją.

Jezus złożony w grobie 

Oto pierwszy owoc śmierci Jezusa.
Józef i Nikodem, to ludzie, którzy nie przyznawali się do Jezusa z powodu strachu. Ten strach był  ich „chorobą”, która przeszkadzała im zbliżyć się do Jezusa. Bali się do Niego przyznać, kiedy widzieli Go żywego i czyniącego cuda, – kiedy mogli się spodziewać jakiejś pomocy z Jego strony w wypadku problemów z Żydami.
I nagle – mimo że byli członkami Sanhedrynu, organizacji, wrogiej rzymskiemu rządcy, odważyli się pójść do Piłata (co oznaczało narazić mu się) i urządzić pogrzeb Człowiekowi, skazanemu na śmierć przez Sanhedryn (co oznaczało narazić się równieć Sanhedrynowi). Kiedy zobaczyli, że jest martwy  (a więc kiedy nie mogło być już żadnych nadziei), umarł również ich strach. Tak Jezus wziął na Siebie ich słabość i Swoją śmiercią uśmiercił ją, uwolniwszy miłość, która żyła w ich sercach.
Niech także dla nas śmierć Jezusa będzie śmiercią naszych strachów, uraz i wad, a uwolnieniem miłości.

Jana

Zapraszamy do modlitwy!


Dzisiejszy dzień, 20 kwietnia, chrześcijańska fundacja Masihi działająca w Pakistanie, uczyniła Dniem Modlitwy za Asię Bibi, kobietę skazaną na karę śmierci za rzekome bluźnierstwo wobec osoby Mahometa. Fundacja wzywa ponadto chrześcijan na całym świecie do zapalenia tego dnia świecy i odmówienie modlitwy za przebywających w więzieniu i skazanych na śmierć wyznawców Chrystusa.


poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Niedziela Palmowa – Rzym


Prowadzą na plac św. Piotra wzdłuż ulicy Della Conciliazione nowe tymczasowe stacje Drogi Krzyżowej wykonane przez Giuseppe Allamprese i Pasquale Nava, o ósmej zatrzymują się autokary, wysiadają liczne grupy młodzieży: przecież to ich dzień!
Przewodnicy grup upominają: trzymajcie się razem, nie rozchodźcie się, nie gubcie się! a kolejka prze wejściem na plac jest już długa... czekają, gadają, gadają, czekają... O dziewiątej otwierają się wejścia: jeszcze tylko kontrola, i wszyscy dostają palmy (a właściwie gałązki oliwki),  a później wielki bieg, aby zająć najlepsze miejsca. Godzina dziesiąta: oto pojawia się Papież. Unosi się morze gałęzi, znak nadziei, wiary i miłości, czekających na papieskie błogosławieństwo.
Orszak kapłanów, biskupów, kardynałów, z Papieżem na końcu powoli, uroczyście zbliża się do ołtarza. Chór i cały Lud Boży śpiewają z rozdanych książeczek Psalm na wejście: „Pueri Hebreorum portantes ramos olivarum obviaverunt Domino, clamantes et dicentes: Hosanna in excelsis” (dzieci wyszły Jezusowi na spotkanie, w rękach niosły gałązki palmowe i głośno wołały: "Hosanna na wysokości).

Jezus zostaje uroczyście powitany. Wstępuje do Jerozolimy, gdzie wkrótce te same tłumy będą krzyczeć: „Ukrzyżuj Go!”. On wie, co Go czeka. I tak idzie z miłości do nas, pragnący naszego zbawienia.
Anna Maria

niedziela, 17 kwietnia 2011

Niedziela Palmowa

- sursum corda (w górę serca)

Jakże piękna była dzisiejsza homilia Papieża Benedykta XVI na Placu św. Piotra w Rzymie! I chociaż niewielu było dane być tam osobiście, to przecież współczesne środki przekazu umożliwiają obecność tam duchową.
Chcemy być jak Bóg, ale nic nam z tego nie wychodzi ... Tylko sam Bóg może nas może nas pociągnąć do góry; i to właśnie zapoczątkował Chrystus na krzyżu – zniżył się aż do naszej ludzkiej egzystencji, by nas przyciągnąć do siebie; ... by pokonać naszą pychę, stał się pokornym: pokora Boga jako najwyższy dowód Jego miłości - tej pokornej miłości właśnie, która pociąga nas w górę!
Warunkiem tego wspinania się w górę są: niewinne ręce, czyste serce, odrzucenie kłamstwa, poszukiwanie oblicza Boga, ale przede wszystkim odejście od zarozumiałego przekonania, że damy sobie radę sami ... Pomoc Boga jest nam niezbędnie konieczna! - poprzez wiarę nadaje nam ona właściwy kierunek i daje taką siłę wewnętrzną, która pozwala nam wznosić się w górę ... (Ale po co?) - ażeby stać się całkowicie sobą i rzeczywiście być podobnym do Pana Boga!
Z życia wzięty jest obraz dwóch sił grawitacyjnych oddziałujących na nasze jestestwo: tej, która ciągnie nas w dół - w stronę egoizmu, kłamstwa i zła, obniża nasze loty i oddala nas od Boga, i tej drugiej – siły miłości Boga: świadomość, że jesteśmy kochani przez Boga, i nasza odpowiedź miłością, która wynosi nas na wysokości!

Od lat podziwiam piękny lot mew nad Tybrem i nad placem Weneckim – jakże płynnie i bez wysiłku unoszą się w wysokich prądach powietrznych! Jest to jak lot szybowca - bez silnika; ale by wzbić się tak wysoko, potrzebna jest pomoc... Jak pięknie byłoby latać tak wysoko i bez wysiłku, w powiewach Ducha Świętego!

W czym nam dopomóż Panie Boże! Amen.

Ola

Majowe rekolekcje dla dziewczyn

W ostatni weekend maja zapraszamy dziewczyny (uczące się np. w liceum, studiujące, pracujące lub bezrobotne) na rekolekcje do naszego domu w Lublinie.

Konferencje będzie głosił i całość poprowadzi o. Krzysztof Pałys, dominikanin z Łodzi.

Początek: w piątek, 27 maja, o godz. 16.00;
zakończenie: w niedzielę, 29 maja, ok. godz. 14.00.



W programie:
  • codzienna Msza św.,
  • konferencje
  • wspólna modlitwa brewiarzowa
  • adoracja Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie
  • czas na indywidualną modlitwę
  • ...
  • możliwość indywidualnej rozmowy z siostrami i ojcem prowadzącym. 
Zabierz ze sobą:
Pismo św. i różaniec,
notes,
śpiwór,
obuwie na zmianę,
brewiarz (jeśli go masz),
dobrowolną ofiarę.

Osoby chętne prosimy o wcześniejszy kontakt pod adresem mailowym lub tel. 81 5253098.
Zapisy do 22 maja!

Więcej informacji o sposobie przeżywania rekolekcji można znaleźć w poście zapowiadającym poprzednie rekolekcje:
http://misjonarkiszkoly.blogspot.com/2010/12/zapraszamy-na-rekolekcje.html

Plakaty w wersji pdf lub jpg do pobrania ze strony: http://misjonarkiszkoly.blogspot.com/p/do-pobrania.html
Serdecznie zapraszamy!

Misjonarki Szkoły

piątek, 15 kwietnia 2011

Droga Krzyżowa - stacja XI

Jezus przybity do krzyża

Jezus pozwolił się przybić do krzyża. Człowiek ukrzyżowany jest najbardziej bezbronny i bezwładny. To jednocześnie bycie otwartym i związanym, na siłę utrzymywanym w pozycji otwartości. Jezus pozwolił się ubezwładnić. „Zejdź z krzyża, a uwierzymy w Ciebie”, – szydzili Żydzi (por. Mt 27,40-42). Nie chcieli wiedzieć, że On naprawdę może zejść z krzyża – ale woli pozostać bezwładnym.
Patrzmy na Jezusa ukrzyżowanego, kiedy dążymy za wszelką cenę do panowania: nad innymi, nad sytuacją, nad sobą. Patrzmy na Jezusa ukrzyżowanego, kiedy widzimy człowieka, któremu odbiera się wolność. Patrzmy na Jezusa ukrzyżowanego, kiedy jesteśmy bezsilni i bezradni.
Patrzmy na Jezusa ukrzyżowanego: „On się obarczył naszym cierpieniem i dźwigał nasze boleści” (Iz 53,4).
Jana

Droga Krzyżowa – stacja IV i V

Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi
Weronika ociera twarz Jezusowi
W odróżnieniu od niewiele wnoszącego lamentu kobiet (stacja VIII) mamy tu przykład aktywnej pomocy potrzebującemu - męska siła fizyczna i kobieca delikatność w konkretnym geście przynoszącym ulgę.
Pomoc Szymona, choć wymuszona, przynosi mu sławę na wieki (a cóż może być większą nagrodą dla mężczyzny?), zaś odważne podejście do skazańca ze zdjętą z pleców kosztowną chustą (a może z wilgotnym kawałkiem płótna?) pozostawia na niej drogocenny wizerunek Oblicza Pańskiego. Jest to dla mnie wzór głęboko ludzkiej postawy - ojcowskiej i macierzyńskiej, wykraczającej poza ramy własnej rodziny.

Każdy chrześcijanin powinien być wiernym odbiciem (vera icona) dobroci samego Boga, naśladowcą Chrystusa – tak w myślach , jak i w uczynkach. Dla wielu ludzi jesteśmy jedyną Biblią, z jaką się zetkną w swoim życiu - czy tak jest rzeczywiście? ...
Ola

wtorek, 12 kwietnia 2011

Trochę egzotyki


- A gdzie jest Europa? – zapytała C. Bo rzeczywiście: zwiedziłyśmy Afrykę, Oceanię, Ameryki... Azji niestety nie, bo sala Muzeum Prehistorycznego i Etnograficznego, poświęcona Azji, była w remoncie.
W ramach Tygodnia Kultury wybrałyśmy się do tego właśnie muzeum. W dodatku była okazja zwiedzania z przewodnikiem, a to zawsze interesujące ; bo inaczej muzeum to zazwyczaj tylko rząd szaf z niezrozumiałymi kawałkami czegoś... Przewodnik okazał się profesorem antropologii, który spędził wiele lat w Afryce i jest zakochany w jej kulturze; umiał dużo opowiadać o każdym eksponacie.

A więc, jakie były kontakty Europy i Azji? Europejczycy znali Afrykę północną już od czasów starożytnych, natomiast w kontakt bezpośredni z terenami na południe od Sachary weszli w okresie wielkich odkryć geograficznych, dlatego wiemy więcej o plemionach, żyjących wzdłuż wybrzeży niż o tych z głębi lądu. Ogólnie zachowało się niewiele, bo przedmioty wykonywane były często z materiałów nietrwałych (drewno, skóra, włókna roślinne); a wiele z dzieł zachowanych, to nie są prace należące do kultury różnych plemion afrykańskich, ale przedmioty wykonane na handel, niemalże „na zamówienie” – w ich przypadku mówi się o sztuce „portugalsko-afrykańskiej”.

Zaczątkiem dzisiejszych kolekcji muzealnych były „zbiory osobliwości”, należące do bogatych zbieraczy, którymi nie kierowały cele naukowe – zebrać możliwie raprezentatywny zbiór wytworów danej grupy – ale własny gust, ciekawość.
W wieku XIX zaczynają się badania naukowe, jednakże eksploratorzy byli mocno przesiąknięci panującą teorią o wyższości cywilizacyjnej Europy nad resztą świata. Z tego wynikało na przykład, że długo nie było zainteresowania dla sztuki, uważanej właśnie za „prymitywną”.
Muzeum nie jest więc tylko zbiorem eksponatów, mniej lub bardziej kompletnym, lepiej czy gorzej uporządkowanym. To także obraz mentalności tych, którzy zbierali te obiekty i tych, którzy je tak czy inaczej uporządkowali, wybrali, przedstawili. Muzeum Prehistoryczne i Etnograficzne w Rzymie posiada obiekty zebrane przez podróżników, którzy kierowali się własnymi gustami, opiniami, przesądami... którzy jeździli gdzieś daleko i przywozili rzeczy, które dla nich były ciekawe. I dlatego w europejskim muzeum nie ma sali poświęconej Europie.

A więc to pytanie o salę Europy – które zadała Hinduska (mnie by do głowy nie przyszło) - oznacza konieczność zastanowienia się nad tym, co właściwie jest „normalne”, a co „egzotyczne”; co „normalne”, a co „dziwne”; i jak to właściwie się robi, żeby zrozumieć inną kulturę, mentalność, sposób życia... – pytania ważne nie tylko wtedy, gdy zwiedza się muzeum, ale przede wszystkim w życiu.

Magda

ps. I pozostaje ciekawy problem: jak urządzić salę, przedstawiającą kontynent europejski, tak żeby pasowała stylem do sal innych kontynentów; żeby pokazała Europę widzianą „z zewnątrz”, powierzchownie i niekompletnie, tak jak Europejczycy widzieli inne kontynenty?

niedziela, 10 kwietnia 2011

Z liturgii


Ostatnie tygodnie ziemskiego życia Jezusa są pełne wydarzeń. Niebezpieczeństwo, zawsze obecne w Jego życiu, teraz przystąpiło namacalnie blisko. I w tym właśnie czasie zdarzają się dwie podobne historie: uzdrowienie ślepego od urodzenia (Ewangelia z  IV Niedzieli Wielkiego Postu, J 9,1-38) i wskrzeszenie Łazarza (dzisiejsza Ewangelia, J 11,1-45).
Łazarz przed śmiercią był zwykłym człowiekiem: dużo ludzi przyszło na jego pogrzeb, dużo ludzi w ciągu następnych dni pozostawało z jego siostrami, więc musiał on cieszyć się ogólnym szacunkiem. A nawet więcej: o tych, którzy przyszli, Jan mówi "Żydzi", co prawdopodobnie oznacza "faryzeusze". Natomiast po wskrzeszeniu otrzymuje on życie pełne wrogów i wyrok śmierci od arcykapłanów (J 12,10).
Podobnie z ślepym (por. J 9,1-38): przed uzdrowienie miał mało przyjemne, ale spokojne i pewne życie. Po uzdrowieniu zaś -- cały świat stanął przeciwko niemu: wyrzucony z synagogi, rodzice się go faktycznie wyparli.
Cuda Jezusa są jakieś dziwne... Wydaje się, że nie są one po to, by ułatwić nasze życie, a raczej -- by je "utrudnić"... Po co? Dzięki uzdrowieniu i wskrzeszeniu Pan daje nam szansę, byśmy byli bliżej Niemu. Od tej chwili nasze trudności, cierpienia i praca mogą stać się oddawaniem Mu chwały.
 
Nie wszyscy przyjęli swoje uzdrowienie w sposób tak odpowiedzialny: czytamy w Ewangelii, jak niektórzy wydają swojego Uzdrowiciela Jego wrogom, wyrzekają się Go, oskarżają wobec Jego oskarżycieli. Ale piękne są inne przykłady. Takie, jak uzdrowiony ślepiec -- uwierzył w Chrystusa, Który jest Światłem świata, i poszedł głosić Go nawet wobec sądu faryzeuszy. Takie, jak Łazarz -- tradycja mówi, że przyjął on śmierć męczeńską za głoszenie Chrystusa, który jest Zmartwychwstaniem i Życiem.
 
Do mnie należy wybór: co ja robię z cudem, otrzymanym od Pana?
Jana

piątek, 8 kwietnia 2011

Droga krzyżowa – stacja VIII


- rozważania nie tylko na temat

Stacja VIII jest dla mnie najbardziej zagadkowa: 
                     - Jezus spotyka płaczące niewiasty.
Z jednej strony - płaczące kobiety, może „zawodowe płaczki” (?), 
a z drugiej prawdziwy Nauczyciel, zawsze gotów do pomocy tym, których Pan Bóg postawi na jego drodze (także krzyżowej...).
Pociesza (!), ale i napomina. Czy te kobiety przyszły tu z dziećmi? – to nie dla nich takie widowisko (żeby potem same nie zostały oprawcami!). Może dla tych kobiet to też była atrakcja – w końcu w owych czasach nie było jeszcze telewizji ...
Pamiętam kiedyś jak w pokoju nauczycielskim jedna „profesorka” opowiadała drugiej ostatni odcinek jakiegoś serialu – obie z wypiekami na twarzy przeżywały kolejne problemy wyimaginowanych przecież postaci ... Tyle energii emocjonalnej zmarnowanej! A przecież wokoło są żywi ludzie, też z problemami, którymi mało kto się interesuje...
No i dzieci, pozostawione sobie samym przed szklanym ekranem lub internetowym „okienkiem na świat”, często bez żadnych ograniczeń! Bo który to Rodzic ma dzisiaj czas, by usiąść ze swoim dzieckiem i coś razem obejrzeć, a potem to skomentować, ucząc swoją pociechę odróżniać „ziarno od plew” i dobro od zła??? „Cine-Forum” (forum kinowe) z dyskusją po projekcji filmu też chyba nie jest w modzie. 
Radio zostawia przynajmniej wolne pole dla wyobraźni, natomiast ciągłe bombardowanie obrazami nie daje nawet czasu na refleksję - niektórzy mają telewizor nie tylko w sypialni, ale nawet w łazience! 
Serdecznie współczuję (ja też byłam kiedyś uzależniona od TV).
Ola