sobota, 26 lutego 2011

Co tak naprawdę wiemy o człowieku?


(próba uporządkowania myśli po pewnej dyskusji o Deklaracji Praw Człowieka)

To, co wiem o człowieku – o sobie i o innych – wynika z mnóstwa źródeł: doświadczeń, myśli, książek... I oczywiście wynika z wiary, bo Chrystus jest „pełnią objawienia” nie tylko dlatego, że w Nim Bóg nam się objawia, ale też dlatego, że Chrystus objawia człowiekowi – człowieka.

Ale tu rodzi się pytanie: a co wie o człowieku ktoś, kto nie przyjmuje objawienia Chrystusa?
Człowiek może – dzięki własnemu rozumowi – odkryć coś o Bogu. To coś oczywiście nie będzie pełne, ale to nie znaczy, że będzie fałszywe. A co z poznawaniem człowieka? Wydaje mi się, że tak samo – że musi być tak samo (bo przecież wszyscy mamy tę samą ludzką naturę, wszyscy mamy duszę nieśmiertelną i jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga) – i że to oznacza, że można się porozumieć co do spraw ludzkich (takich jak życie, śmierć, miłość...) niezależnie od wyznawanej wiary czy niewiary.. Ale to jest moje głębokie przekonanie (że tak jest i że tak musi być), którego jak na razie nie umiem uzasadnić.

A Wy, co o tym myślicie?
Magda

środa, 23 lutego 2011

Haftowany beret


Najpierw zobaczyłam ten beret: czarny, miękki, fantazyjnie przekrzywiony, haftowany w secesyjne wzory i ozdobiony czarnymi kryształkami; śliczny!
Potem zobaczyłam twarz młodej kobiety, do której ten beret należał: twarz skrzywioną, skwaszoną, niezadowoloną...
Aż miałam ochotę podejść do niej i powiedzieć: „Przepraszam panią, ma pani taki śliczny beret... czy to ani trochę pani nie cieszy?” – mając nadzieję, że się uśmiechnie – ale oczywiście tego nie zrobiłam.

Magda

(opowiedziałam o tym siostrom i któraś wysunęła teorię, że – ponieważ beret był czarny – to ta kobieta mogła być w żałobie. W takim razie, oczywiście, sprawiłabym jej straszną przykrość moją uwagą, więc lepiej, że nic nie powiedziałam).

niedziela, 20 lutego 2011

Biskupie błogosławieństwo



Wczoraj ostatecznie pożegnaliśmy ks. Abpa Józefa Życińskiego – Pasterza archidiecezji, na terenie której mieszkamy i apostołujemy. W Księdze Gości naszego domu pod datą1 luty 1998 r. znajduje się również Jego wpis:
Błogosławię z głębi serca drogim Siostrom na ich świadectwo życia Ewangelią, która przenika kulturę wychodząc poza granice języków i krajów. Błogosławię wszystkim, którzy nawiedzają ten dom.
To błogosławieństwo ogarnia mieszkanki domu (nas-siostry i studentki zamieszkujące na stancji, dla których na wiele miesięcy staje się on drugim domem), nasze rodziny, znajomych, kapłanów, Grupę Przyjaciół Matki Tincani, harcerki, dziewczęta przyjeżdżające na rekolekcje, ale też pana listonosza, różnych fachowców (od gazu, od wody, od prądu, od naprawy pralki…- proza życia) i innych gości …
Chociaż ks. abpa na jego ostatniej drodze żegnały dziesiątki tysięcy ludzi, czytając ten wpis do Księgi Gości odczuwam, że w tym tłumie błogosławi szczególnie nas i nasz dom, to wszystko, co się w nim wydarza. Dziękujemy, Księże Arcybiskupie!

Agnieszka

czwartek, 17 lutego 2011

Wygląda na to, że ciągle oglądamy jakieś filmy...


bo rzeczywiście, w ciągu ostatniego miesiąca pojawiły się cztery wpisy, trzech autorek, dotyczące czterech filmów. Ale to oczywiście nieprawda: oprócz oglądania filmów robimy też inne rzeczy (modlimy się, pracujemy, rozmawiamy, uczymy się albo uczymy, śpimy, zdajemy egzaminy, sprzątamy, jemy...). Można by nawet stwierdzić, że na tyle rzadko oglądamy filmy, że każdy film jest dla nas wydarzeniem. Bo jeżeli już coś oglądamy, to nie dla zabicia czasu (czasu mamy zwykle za mało) i nie pod hasłem „zobaczcie, co jest w telewizji”. Wybieramy filmy, o których coś słyszałyśmy albo czytałyśmy, i staramy się przygotować; jeżeli któraś z sióstr widziała go wcześniej, może przygotować krótki wstęp.

A po filmie wymieniamy wrażenia. Czasem jest tego dość mało, tylko westchnienia „ach, jakie to piękne! jakie wzruszające! jakie...”; ale czasem udaje się podyskutować, ustosunkować się do przedstawionych w filmie problemów, zwrócić uwagę na jakiś znaczący szczegół, albo po prostu uzasadnić, co i dlaczego się podobało (albo nie podobało).

A ponieważ co jakiś czas zastanawiam się, „o czym by tu napisać do bloga”, a zdarzyło mi się coś obejrzeć, a potem w dyskusji myśli się wyklarowały – oto myśl „napiszę o tym filmie”. A zaraz potem druga myśl, jeżeli któraś siostra mówiła coś ciekawego: „napisz do bloga o tym filmie”; bo w tym wypadku na normalną reakcję „ale ja nie wiem co” mogę odpowiedzieć „napisz to, o czym mówiłaś!”.
Magda

środa, 16 lutego 2011

W szkole

(to wygląda jak dowcip, ale jest wzięte z życia)

- Federico, co to jest przysłówek?
- ... m-m-m...
- Dobrze, podaj przykład jakiegoś zdania z przysłówkiem.
- Zdania?.. A więc... Zaraz... Zdania...
- Dobrze, weź zdanie: "Federico źle się uczy " – znajdź tu przysłówek.
- ... A więc... Już wiem... przysłówek... "źle"?..
- Świetnie! Przysłówek charakteryzuje... jakie słowo?
- ...
- Czasownik "uczy się". Do jakiej kategorii przysłówków należy "źle"?
- Do nieprawdziwych!

Adelaide

piątek, 11 lutego 2011

Nauka i smutek

Chcę nawiązać do komentarzy do mojego posta z dnia 5 lutego; chciałam ze swojej strony napisać kolejny komentarz, ale tekst mi się rozrósł... Zwłaszcza, że mam chwilowo wolną głowę, jako że skończyłam egzaminy (póki co). Cieszę się, że temat okazał się interesujący i pobudzający do dyskusji. A teraz, co o tym myśli inny trzynastowieczny dominikanin, brat Tomasz (z Akwinu)?

W pierwszej części drugiej częsci swojej Sumy Teologicznej (wiem, że to brzmi zawile, ale co ja na to poradzę, że Suma dzieli się na: część pierwszą, część drugą podzieloną z kolei na część pierwszą i część drugą, i część trzecią) Tomasz zajmuje się między innymi uczuciami, a wśród nich – także smutkiem (w kwestiach 35-39). W kwestii 38-ej Tomasz zastanawia się nad lekarstwami dla smutku (a właściwie dla „smutku i bólu”, po łacinie to „tristitia seu dolor”). Są to: przyjemność, współczucie przyjaciół, kontemplacja prawdy, sen i kąpiel...

W szczególności, zastanawia się nad tym, czy „kontemplacja prawdy łagodzi smutek i ból?” I odpowiada, że tak, ale – uwaga! – o ile ktoś kocha mądrość.
A co ze stwierdzeniem, że „kto przysparza wiedzy - przysparza i cierpień”? (to jest cytat z księgi Koheleta, werset 18, przytaczany już przez J.; jak widać, Tomaszowi też ktoś zdał to pytanie.) Tomasz odpowiada, że tak się dzieje, bo poznawanie prawdy jest trudne i nigdy nie jest pełne; albo też, bo można poznać rzeczy, których się znać nie chciało (na przykład, odkryć własne wady... – to już jest mój dopisek).

„Tak więc nauka może powodować ból ze względu na rzeczy poznawane; ale jest przyczyną radości ze względu na kontemplację prawdy”.

Magda

niedziela, 6 lutego 2011

33 Narodowy Dzień Życia we Włoszech - o filmie „Bella”

We Włoszech obchodzi się dzisiaj Narodowy Dzień Życia w 33-cią rocznicę niechlubnej ustawy Nr 194 z roku 1978 dopuszczającej przerwanie ciąży na żadanie. (zobacz link – niestety tylko po włosku: MESSAGGIO PER LA 33ª GIORNATA NAZIONALE PER LA VITA (6 FEBBRAIO ...)
A jak się to ma do realiów naszego życia - tego rzeczywistego i tego wirtualnego?
Oglądałyśmy ostatnio z Siostrami dwa filmy – jeden z historii Rzymu (o ostatnim potomku z rodu Cezarów z V wieku), gdzie „trup się ściele gęsto”, a dziewczyna (piękność z Indii, ze stanu Kerala – tak, jak i nasze Siostry), przewyższa mężczyzn w sztuce zabijania ...
Ale na koniec i tak zwycięża miłość do życia.
Drugi film to „Bella”, reżysera meksykańskiego (Alejandro Gomez Monteverde), o tym, jak „drogie” jest życie, i to każde życie! I jak może być piękne, choć po ludzku biorąc, nieudane ...
I jak jedno wydarzenie może zmienić bieg historii - historii życia ludzkiego, i to nie jednego!
Przy okazji jest to dobry temat do refleksji nad sensem życia - liczy się tylko sukces, pieniądze, kariera, czy też wrażliwość na ludzką krzywdę i ten „siódmy zmysł”, który pozwala wyczuć to, co niewidzialne ... W końcu będziemy sądzeni z Miłości – z miłości do Boga i do ludzi.
Film ten zdobył prestiżową nagrodę publiczności na festiwalu w Toronto w 2006 roku , ale z trudem przebija się do kin publicznych – ciekawe, dlaczego ...? Robi wielkie wrażenie również na kobietach oczekujących dziecka (nie zawsze „oczekiwanego”), które piszą potem listy dziękczynne do jego twórców.
Został on wyprodukowany „własnym kosztem”, ale na poziomie profesjonalnym, w nowoczesnym stylu, nie zawsze stawiając kropkę nad „i”. Toteż nie da się „zgłębić” tego dzieła za jednym zamachem ... Gdy zna się już wątek zasadniczy, można się skupić na szczegółach.
Warto go zobaczyć - Ola

sobota, 5 lutego 2011

Efekty nauki


Hubert z Romains, jeden z pierwszych dominikanów, pisał w połowie XIII w. o pożytkach płynących z nauki. A więc, studiowanie (niekoniecznie w sensie studiów uniwersyteckich, ale jako pogłębianie swojej wiedzy):

• zachowuje od grzechu,
• formuje życie wewnętrzne,
• wskazuje drogę obowiązku,
• sprawia, że jest się pożytecznym dla innych,
• uwalnia od smutku (!),
• daje siłę, aby znosić trudności
• jest narzędziem postępu duchowego.

Magda

(z najlepszymi życzeniami dla wszystkich zdających egzaminy!)

środa, 2 lutego 2011

Świętość na co dzień - o filmie "Ludzie Boga” Xaviera Beauvois


W roku 1996 zostało zabitych siedmiu mnichów (trapistów) z klasztoru w Tibhirine (w górach Atlas), w Algerii: oto najkrótsze możliwe streszczenie filmu "Ludzie Boga” Xaviera Beauvois.
Film pokazuje najpierw codzienne życie mnichów; potem – w momencie zagrożenia – ich reakcje (strach, niepewność, wątpliwości...); potem – ich dojrzewanie do decyzji „zostajemy” – ze świadomością, że to może oznaczać śmierć, a więc męczeństwo. Ale... „dlaczego zostaje się męczennikiem?” pyta jeden z nich. Przełożony odpowiada: „Z miłości, tylko z miłości”. Magda


Dla mnie ten film jest ukazaniem autentycznego życia czynno-kontemplacyjnego prawdziwych zakonników – niemalże dokumentem (jak przypuszczam) odtworzonym na podstawie świadectwa tych, którzy przeżyli, i to dziełem stworzonym przez reżysera-ateistę ... Widziałam ten film już dwa razy – a może ‘dopiero’ dwa razy... Ola

wtorek, 1 lutego 2011

Smok - Eustachy i życie chrześcijańskie


(kilka uwag na temat "Podróży Wędrowca do świtu" czyli trzeciej części Kronik Narni).
Oczywiście, film nie jest książką, oczywiście, niektóre elementy trzeba pominąć; ale w tym wypadku pominięto dużo rzeczy istotnych. Ogólnie, film sprawiał wrażenie jakiejś usilnej „dechrystjanizacji” książki.

Zobaczmy na przykład temat „Eustachy-smok”.

1. Ten temat w filmie jest tylko bajką, a w książce sprawa jest głębsza. Eustachy najpierw obserwuje śmierć smoka, a potem sam staje się smokiem. Przy czym widać bardzo wyraźnie, że powodem jest chciwość. Czytelnik może nawet przypuszczać, że tym zmarłym smokiem jest jeden z poszukiwanych, który poddał się pokusie chciwości.

2. Drugim elementem tego tematu jest to, jak Eustachy odzyskuje wygląd ludzki. W filmie jest to tylko wynikiem czarów Aslana. W książce Aslan najpierw ukazuje Eustachemu-smokowi, w jaki sposób można stać się człowiekiem: wejść do kąpieli. Ale on nie może wejść takim jakim jest (smokiem), i rozumie, że musi obedrzeć się ze skóry. Eustachy próbuje to zrobić, i jemu to się udaje: jest to proces bolesny, ale on czuje się lepiej. Tym niemniej, pozostaje smokiem. Próbuje po raz drugi, trzeci: za każdym razem jest lepiej, za każdym razem jest on wolniejszy i czystszy – a jednakże wciąż jest smokiem. Eustachy rozumie, że w taki sposób – sam z siebie – nie da rady uwolnić się od tej skóry. Wtedy obdziera go ze skóry Aslan. To też jest bolesne – ale równocześnie przynosi mu to poczucie uwolnienia się. I rzeczywiście, wpada do kąpieli jako człowiek.
Takim czymś jest nasz Chrzest – i nasza Spowiedź. Wymagają uwolnienia się od skóry smoka, w którą jesteśmy odziani. Uwolnienie to jest bolesne, ale jest bólem ożywiającym. My jednak potrafimy tylko zacząć ten proces, ale nie potrafimy przemienić się całkowicie – może to zrobić tylko Chrystus, jeżeli my tego zapragniemy i zaczniemy.

3. Kolejną rozbieżnością między filmem a książką jest życie Eustachego po przemienieniu się znów w człowieka. W filmie jest to już zupełnie inna osoba – i w tym film jest upraszczająco-banalizujący. W książce – Lewis nie rozwija tego wątku fabularnie, ale wyraźnie na niego zwraca uwagę – Eustachy, owszem, jest już nowym człowiekiem, ale o wiele bardziej realistycznie: mimo że, oczywiście (dla Lewisa to jest oczywiste!) czasami wracały mu jego poprzednie nastroje, kaprysy i nudziarstwo, to jednakże zasadniczo on bardzo się zmienił.
To też jest element bardzo ważny i prawdziwy: nie wystarczy nam, niestety, raz się ochrzcić albo się wyspowiadać. Niestety wracamy cały czas do naszych grzechów. I Lewis jest tu chrześcijańsko optymistyczny: jesteśmy w drodze, idziemy; cel jeszcze daleki, ale musimy iść; musimy nie bać się upadków, ale podnosić się z nich.

Książka jest baśnią, ale też przedstawia ważne problemy dotyczące problematyki moralnej i duchownej. Film jest już tylko baśnią. Wniosek: warto przeczytać książkę!

Jana