poniedziałek, 31 maja 2010

Kim jest dla mnie Luigia Tincani?

Dzisiaj przypada 34-a rocznica śmierci naszej Założycielki, Luigii Tincani.
Rok temu Sabina przedstawiła jej życie (http://misjonarkiszkoly.blogspot.com/2009/03/luigia-tincani.html).

W tym roku spróbuję więc odpowiedzieć na pytanie, które sobie postawiłam (z nadzieją, że odezwą się też moje siostry!).
Kim jest dla mnie Luigia Tincani?
To bardzo proste: jest naszą Założycielką.

Ale co to dla mnie znaczy?
To nie tylko więź oficjalna (jak kiedyś ktoś złośliwie skomentował: „Wszystkie zakonnice chętnie chwalą swoje założycielki”...).

To przede wszystkim odkrycie Planu Bożego: jestem tu, w Unii, a to znaczy, że moje powołanie, ten największy Boży dar, to, czego Bóg chce ode mnie i chce dla mnie... moje powołanie jest Bożym darem, ale dociera do mnie za pośrednictwem innych...

A kiedy Luigia Tincani odkryła swoje powołanie, to – chociaż o tym jeszcze nie wiedziała – to nie było tylko jej powołanie, to było też coś, co otrzymała dla innych.
Powołanie do bycia siostrą zakonną, dominkanką. Powołanie do uwielbiania Boga, do życia wspólnego, do pracy w szkole, do zajmowania się młodzieżą, do studiowania... Do życia kontemplacyjnego i do apostolatu...
Otrzymała je dla sióstr, które razem z nią zaczęły życie Unii – a także dla nas, żyjących później; także dla mnie.
Więc dlatego jest dla mnie ważne to, kim była, jak myślała, co robiła... niezależnie od dzielącej nas odległości, w czasie, w przestrzeni i w wymiarze różnic kulturowych. Więc dlatego nie tylko uczę się włoskiego, żeby lepiej zrozumieć moje siostry, ale też uczę się historii Włoch i to nie tylko „z zewnątrz”, ale i tak, jak ją rozumieją Włosi – żeby móc lepiej zrozumieć Luigię Tincani i jej powołanie, które jest też moim powołaniem.

Magda

niedziela, 30 maja 2010

Lednica: lepiej późno niż wcale

Czas biegnie, tegoroczna Lednica już w najbliższą sobotę, a ja dopiero dziś doszłam do wniosku, że nic nie napisać na ten temat to wprost grzech zaniedbania. A może kto zechce dołączyć?!?.

W paru słowach: znowu (zob. posty z zeszłego roku) jadę tam jako członek grupy ewangelizacyjnej. W ramach reklamy zastosuję „nowoczesną metodę” kopiuj i wklej.
Co roku podczas spotkania lednickiego działa grupa ewangelizatorów. Są to osoby, które wspierają Lednicę swoją modlitwą i dla każdego znajdą jakieś dobre słowo i czas, aby porozmawiać o rzeczach najważniejszych.
Zapraszamy do dołączenia do nich!

Jeśli ty spotkałeś w swym życiu Jezusa Chrystusa i chcesz opowiedzieć o tym innym – zapraszamy do pełnienia posługi ewangelizatora na Polu Lednickim.
Ewangelizator to ktoś, kto potrafi wyjść do drugiego człowieka, swojego rówieśnika, który może pogubił się, zwątpił w miłość Boga i sens wiary.
Ewangelizator chce być świadkiem Ewangelii, cierpliwie wysłucha i pocieszy, wesprze modlitwą, podzieli się doświadczeniem obecności i działania Boga.

Zapraszamy już dzień przed Spotkaniem Lednickim, tj. 4 czerwca, na jednodniowe rekolekcje, które pomogą przygotować się nam do pełnienia posługi ewangelizatora.
Kontakt: ewangelizacja_lednica@catholic.org.
Więcej informacji np. tu:
Uwaga! Zgłoszenia są przyjmowane do jutra!
Sabina

wtorek, 25 maja 2010

Na Dzień Matki

(Za pozwoleniem Autorki publikuję tekst napisany przez moją Mamę z okazji jej wizyty u nas w Rzymie. We Włoszech Dzień Matki obchodzi się w drugą niedzielę maja, no więc Mama akurat wpadła i była „obchodzona”; z tej okazji napisała... wiersz? Rozważanie? No, w każdym razie to coś; i pozwoliła opublikować. MS)

Być mamą – to wielka radość (przecież niektóre chciałyby, a nie mogą)
Być mamą – to wielka odpowiedzialność za tego małego człowieka
Być mamą – to czasem wielkie umęczenie (kiedy ja się wreszcie wyśpię?)
Być mamą – to być zawsze ocenianą i obserwowaną i naśladowaną (oby w dobrym, ale też niestety i w złym...)
Być mamą – to duma ze swojej pociechy, to zdumienie, że to takie inne, a jednak moje...

Mamą się jest do końca własnego życia i nic z tego nie może wyzwolić... a jednak PTAK LECI DALEJ SAM A JA TYLKO MOGĘ PATRZEĆ...

Krystyna S.

niedziela, 23 maja 2010

Dominikanką być...

W zeszłym roku pisałam, że 24 maja obchodzimy rocznicę przeniesienia relikwii św. Dominika, które to wydarzenie było otwarciem jego procesu kanonizacyjnego. Korzystam z okazji, żeby napisać parę słów o św. Dominiku jako naszym, moim Ojcu, Ojcu któremu ślubowałam posłuszeństwo. W związku z tym napiszę też o naszym „byciu dominikankami”.

Ludzie – nawet sami bracia dominikanie – dziwią się, kiedy przedstawiając się doprecyzowuję, że jestem siostrą dominikanką bezhabitową. Ale to nie jest jakiś szczegół bez większego znaczenia. Myślę, że głębi powołania Misjonarki Szkoły nie da się uchwycić bez zrozumienia pragnień św. Dominika: dotrzeć z Ewangelią na krańce ziemi i na krańce… umysłu, własnego i innych ludzi.

Nasze Konstytucje bezpośrednio o Świętym… mówią bardzo mało. Ale całe są przesiąknięte duchem dominikańskim. Widać to znakomicie przy całościowej lekturze tekstu i przy porównywaniu go z Konstytucjami braci dominikanów. W naszej Konstytucji podstawowej (część, która nie podlega zmianom) czytamy między innymi:
Włączone do Zakonu Dominikańskiego uczestniczymy, w miarę możliwości, w misji Apostołów i naśladujemy ich życie w formie podanej przez św. Dominika. A zatem prowadzimy życie wspólnotowe, mając jedno serce i jedną duszę, jesteśmy wierne w profesji rad ewangelicznych, żarliwe we wspólnym sprawowaniu liturgii, zwłaszcza Eucharystii i Świętego Oficjum, hojne na indywidualnej modlitwie, gorliwe w studium, wytrwałe w przestrzeganiu obserwacji zakonnych (nr IV).
a także:
Misja Dominika, którą otrzymujemy jako spadek po ojcu dla córek, które go kochają i naśladują go, jest pochodną misji Słowa (nr V); (…) każde działanie apostolskie – a zwłaszcza nauczanie – wypływa jak dar światła i miłości ze studium i kontemplacji Bożej prawdy oraz z gorliwego studium prawd ludzkich, które są odblaskiem Prawdy wiecznej i niestworzonej. (tamże nr IV).
I jeszcze jedno. W dniu pierwszej profesji otrzymujemy habit dominikański i … wyrzekamy się zakładania go za życia. Wypowiadamy wtedy taką modlitwę (cytuję fragmenty):
O błogosławiona Trójco, Ojcze, Synu i Duchu Święty, ofiaruję Ci w darze przez najczystsze ręce świętej Dziewicy Maryi biało-czarny habit dominikański, który otrzymałam jako dar Twojej nieskończonej miłości i miłosierdzia... Jezu, ... dozwól mi dla naśladowania Ciebie tak, jak potrafię, wyrzec się w duchu pokory zaszczytu ukazywania się światu odzianą chwałą Twojej oblubienicy...
Spraw, abym przed Tobą była zawsze przyodziana duchowo w święty habit dominikański i zasłużyła na założenie go, gdy moje ciało będzie odpoczywało w oczekiwaniu na wieczne zmartwychwstanie, aby potem wraz z synami św. Dominika w szczęśliwej wieczności iść za Tobą, Niepokalany Baranku, dokądkolwiek pójdziesz. Amen
.
Mam nadzieję, że na Sądzie Ostatecznym bracia dominikanie nie zdziwią się zbytnio widząc nas obok siebie :), a Ojciec Przedwieczny znajdzie we mnie duchowe podobieństwo do swojego Syna i – „nawet bez patrzenia na habit” – podobieństwo do św. Dominika.
Sabina

PS Wszystkie cytaty są tłumaczone przeze mnie.
Wyjaśnię na wszelki wypadek - gdyby ktoś zamierzał się kłócić o terminologię i różnice pojęć: Zakon Dominikański i Rodzina Dominikańska,– że piszę „włączone do Zakonu Dominikańskiego”, bo tak brzmi dosłowne tłumaczenie z języka włoskiego tekstu naszej Konstytucji podstawowej. Takiej terminologii użył też w stosownym dokumencie z 1924 Generał Zakonu o. Ludwik Theissling.

Dar jedności w Duchu Świętym


... Tenże Duch po wniebowstąpieniu Pana - jak to podaje święty Łukasz Ewangelista - zstąpił z mocą na uczniów w dniu Pięćdziesiątnicy, aby wszystkie narody uczynić uczestnikami Nowego Przymierza i nowego życia. Dlatego też różnymi językami śpiewali oni hymn ku chwale Boga, a Duch Boży łączył w jedno rozproszone ludy ...
Bez wody nie da się zaczynić mąki i wyrobić z niej chleba: tak i my nie możemy stać się jedno w Jezusie Chrystusie bez wody, która nam przychodzi z nieba. Również i zeschnięta ziemia nie wyda plonu bez wody: my też, którzy byliśmy jak suche drewno, nie bylibyśmy zakwitli życiem bez wody zesłanej nam w darze z niebios. Otóż wody chrztu wiodą ciało ku niezniszczalności, a moc Ducha odradza duszę. I tak przywracają jedność.
(z traktatu świętego Ireneusza, biskupa, "Przeciwko innowiercom" z II czytania z dzisiejszej Liturgii Godzin).
Jedność jest też podstawą naszego zgromadzenia dominikańskiego, któremu Założycielka, Luigia Tincani, dała w nazwie „Unia”: „unia serc i woli” wszystkich Sióstr (niezależnie od wieku, pochodzenia, wykształcenia czy rasy - Włoszki, Pakistanki, Hinduski, Polki, Ukrainki), która ma być widzialnym świadectwem siły Ducha, mocy jednoczenia wszystkich chrześcijan (na ile Mu na to pozwalamy) - tak, jak to było na początku (Dz 2, 24 n). Ta jedność jest też podstawą naszego apostolatu, zazwyczaj indywidualnego, w świecie kultury i edukacji, w środowisku laickim.

piątek, 21 maja 2010

Zaproszenie na dzień skupienia do Krakowa

29 maja w Krakowie odbędzie się ostatni w tym roku akademickim

DZIEŃ SKUPIENIA Z CYKLU
"POPOŁUDNIE Z JEZUSEM"


temat:
"Oto ja, poślij mnie"! Od spotkania z Bogiem do spotkania z człowiekiem.

Święty Dominik i jego rodzina będą nam podpowiadać:

* jak będąc osobą wierzącą nie zajmować się samym sobą, tylko Panem Bogiem i innymi ludźmi,

* jak spójnie łączyć modlitwę i działanie,

* jaki styl możemy nadać całemu naszemu życiu...

W programie:
• konferencja,
• adoracja Najświętszego Sakramentu z czasem na osobistą modlitwę,
• dyskusja w grupach,
• wprowadzenie do modlitwy liturgicznej i wspólne Nieszpory.
*(Nie ma Mszy świętej!)

Spotkanie odbędzie się w sobotnie popołudnie, w godz. 14.00-18.30, w naszym domu w Krakowie.
Prosimy o zabranie ze sobą Pisma Świętego i obuwia na zmianę.
Serdecznie zapraszamy!
Osoby zainteresowane prosimy o wczesniejszy kontakt.
Sabina

PS Piszę: "dla młodzieży", bo chłopaków nie wyganiamy ;).

Kraków czeka na "inny deszcz"

Piątek rano. Usiadłam przed komputerem, a tu słońce świeci na moje biurko! Pierwsze przebłyski od tygodnia. Dzięki Ci Boże, że wreszcie nie pada.

Nie jestem przewrotna, ale szczerze powiedziawszy... modlę się o deszcz. O deszcz łaski, o nowe wylanie Ducha Świętego.

W ramach przygotowania do Zesłania Ducha Świętego czytam i "przeżuwam" świetną książkę o Duchu Świętym: o. Cantalamessa, Pieśń Ducha Świętego - w oryg. Canto dello Spirito.
Polecam! Poza tym znalazłam kopalnię tekstów, katechez, homilii itp. o Duchu Świętym, a tu jest coś o darach Ducha Świętego.

A wczoraj poszłam do braci dominikanów i nie mogę nie zrobić reklamy rekolekcjom przed Zesłaniem Ducha Świętego. Wczoraj, w czwartek i dzisiaj, w piątek o godz. 19.oo adoracja, o 19.3o Eucharystia z konferencją, a po nich modlitwa, znów przed Najświętszym Sakramentem. W sobotę, 22 maja, o 22.oo noc czuwania, która potrwa pewnie do jakiejś 4.oo nad ranem.
Tytuł rekolekcji: po prostu ŁASKA i o jej deszcz będziemy wołać. Do skutku, aż nas zaleje. Pod tym adresem możecie zerknąć na trailer zapowiadający rekolekcje. Prosimy też abyście ów filmik rozesłali swoim znajomym z zaproszeniem na owe dni.
Kto może, do zobaczenia na Stolarskiej.

Sabina

PS W sobotę rano u braci są też święcenia kapłańskie.
Poza tym Lednica już blisko.
Żródlo obrazka.

czwartek, 20 maja 2010

Taniec, czyli życie


Poszłyśmy na przedstawienie „Miłość jest światłem” („L’amore è luce”); przedstawienie muzyczno – taneczno – teatralne, zainspirowane „Przed sklepem jubilera” K. Wojtyły.
Prawdę mówiąc, miałam pewne wątpliwości co do sensu całego przedsięwzięcia. Znam „Przed sklepem jubilera” i bardzo mi się podoba, kiedyś widziałam też inscenizację w krakowskim Teatrze Starym (widziałam też film – zupełnie bez sensu: została w nim przedstawiona historia głównych bohaterów, ale nic więcej, było to okropnie banalne). Ale to nie jest nawet typowy tekst teatralny, to jest „medytacja przechodząca w dramat” więc wydawało mi się, że każda adaptacja będzie zubożeniem, a tym bardziej wersja baletowa.
A jednak mi się podobało.
Autorka wybrała kilka podstawowych problemów, dotyczących relacji międzyludzkich, dotyczących miłości, a aktorzy – tancerze przedstawili je za pomocą gestów, tańca, z towarzyszeniem odpowiedniej muzyki.

Zaczęłam się też zastanawiać nad tym, co oznacza taniec.
Taniec to:
- pełne panowanie nad swoim ciałem, jego sprawność, ale też wykorzystanie jego ograniczeń, osiągnięte przez wytrwałe ćwiczenia
- wolność artystyczna i przestrzeganie reguł – nie w sprzeczności z sobą, ale jednocześnie
- użycie ciała i całej posiadanej techniki do porozumiewania się z innymi
- współpraca z innymi, a przynajmniej (jeśli chodzi o solistę) z muzyką.

Pomyślałam więc, że taniec może być metaforą życia – w którym staramy się rozwinąć, opanować, skoordynować swoje zdolności;
w którym porozumiewamy się z innymi, czy chcemy, czy nie chcemy, także za pomocą ciała, ale możemy uczyć się, jak to robić dobrze, jak wyrażać siebie w sposób skuteczny;
w którym współpracujemy z innymi, ze światem;
w którym wolność i reguły wydają się sprzecznie, ale tak naprawdę tylko kiedy się łączą, zyskują pełny sens.

Magda

wtorek, 18 maja 2010

Na urodziny JPII

Siostrzaną pocztą pantoflową dotarł do mnie link do tej piosenki Magdy Anioł: zobacz teledysk.
Bardzo mi się podoba. Moi uczniowie przygotowują się do konkursu o Janie Pawle II. Zobaczymy, co oni powiedzą. :)
S.
PS Dzięki!:)

niedziela, 16 maja 2010

Wniebowstąpienie i Ogrody Watykańskie

Dzisiaj świętujemy W-niebo-wstąpienie Pańskie – liturgicznie, bo w rzeczywistości, zgodnie z Pismem Św. (Dz 1), wydarzenie to miało miejsce na 40 dni po Zmartwych-wstaniu, a na dziesięć dni przed Zesłaniem Ducha Świętego.
A właśnie we czwartek, 13 maja przypadało święto MB Fatimskiej i Papież Benedykt XVI udał się do Fatimy, zaś do jego Domu, a właściwie do jego ogrodów, przybyli studenci z rzymskiego uniwersytetu katolickiego LUMSA, by pod przewodnictwem kardynała Attilio Nicora przeżyć moment skupienia na modlitwie różańcowej przed „Grotą fatimską” wieńczącą fragment szczytowy średniowiecznych murów obronnych. Towarzyszyło im rozgwieżdżone niebo (mimo zapowiedzi deszczu), śpiew anielskiego chóru studenckiego („eleganckiego i dyskretnego”, jak powiedział kardynał), i nieuniknione fale przenikliwego chłodu, jak to w Rzymie bywa ...
Inicjatywa samych studentów, modlitwa przez nich animowana, udział władz i pracowników uczelni, wśród których są i nasze Siostry (jako że LUMSA powstała z inicjatywy naszej Założycielki, Luigi Tincani) - to wspaniały znak, że rosną nowe pokolenia świadomych swojej roli katolików, którzy wiarę traktują „na poważnie”!
To dzisiejsze święto jest niejako „dopełnieniem” Zmartwychwstania Pana Jezusa, który z ciałem (ludzkim!) i duszą wstąpił do nieba, a z Nim i my mamy tam drogę otwartą (jako Jego Ciało mistyczne). Stąd wynika tak wielka godność naszego ciała, z którą musimy się liczyć!
Szczęść Wam Boże na tej drodze do Nieba - naszego „stanu docelowego”, podstawy naszej chrześcijańskiej Nadziei - Ola

piątek, 14 maja 2010

Czy „czas jest złudzeniem umysłu”?

Dostałam na urodziny kartkę z takim właśnie tekstem; prawdopodobnie chodziło tu o pocieszenie kogoś (mnie), kto się „starzeje” i w dniu urodzin to sobie uświadamia; ale ja zaczęłam się nad tym zastanawiać.

Medycyna pozwala nam żyć dłużej i zdrowiej, i to na pewno jest dobre.
Dzisiejsza kultura żyje w kulcie młodości – a to już takie dobre nie jest. Doceniać zalety młodości – oczywiście; starać się zachować pewne cechy charakterystyczne – także, ale pod warunkiem, że są dobre... Ale bać się upływu czasu, drżeć nad każdą zmarszczką czy siwym włosem – to zdecydowanie przesada (ja zaczęłam mieć kilka siwych włosów w wieku lat 25 – taka to moja uroda – i wtedy okropnie się tym przejmowałam – ale potem mi przeszło).

A w dodatku, jeżeli czas jest tylko złudzeniem, to złudzeniem są także jego skutki, prawda? A w takim razie wszystko, czego się nauczyłam, co osiągnęłam, co sobie wypracowałam... czym są? A także – żeby doprowadzić myśl do ostatecznych granic – złudzeniem jest też mój rozwój fizyczny, moje 174 centymetry wzrostu – więc naprawdę jestem jeszcze dzieckiem? Niemowlęciem? Gametą? A może w ogóle mnie nie ma, bo przecież to samo rozumowanie można zastosować do moich rodziców, dziadków i tak dalej...

Nie, czas nie jest złudzeniem. Czas jest naszą przestrzenią naturalną: oczywiście nas ogranicza, żyjemy wśród konsekwencji czynów własnych i cudzych, ale też jest przestrzenią naszej wolności.
To właśnie w czasie staję się sobą; to w czasie dokonuję wyborów i wybieram, kim się staję; nie mogę zmienić przeszłości, ale mogę zmienić to, jak ona wpływa na mnie – czy to mało?
To jest nasza ludzka wolność, ograniczona, ale rzeczywista; a marzenie o panowaniu nad czasem to odwieczna ludzka pokusa: „będziecie jako bogowie...” (tak się zaczął grzech pierworodny i wszystkie wynikające z niego problemy) – tak, Bóg jest odwieczny, a to znaczy, że w pełni panuje nad czasem (tyle wiemy, chociaż nie wiemy, co to naprawdę znaczy). A my? My istniejemy, bo On nas stworzył; i tak, jak nasze istnienie jest uczestniczeniem w istnieniu Boga, tak nasze bycie-w-czasie jest uczestniczeniem w Jego wieczności.

A wobec tego można się nie bać upływającego czasu i cieszyć się kolejnymi urodzinami, czego życzę specjalnie dla A. i dla S.
Magda

wtorek, 11 maja 2010

Tajemnica szczęścia w trudnościach w relacjach z innymi ludźmi

„Duszy waszej dajcie krwi Chrystusa, aby jak rozmiłowana biegła mężnie do walki.
Niech pamięć wypełni się tą kosztowną krwią;
(...) niech wolność jakby pijana krwią Chrystusa biegnie tam, gdzie znajduje się otchłań Jego miłości,
[niech biegnie] po to, aby kochać,
kochając całym sercem, pełnią uczuć i całą swoją mocą,
aż do śmierci,
nie myśląc o sobie, ale o Chrystusie ukrzyżowanym.
Przystąpcie do stołu Krzyża,
stamtąd na chwałę Bożą bierzcie pokarm dusz
– to znaczy znoście z prawdziwą cierpliwością aż do samej śmierci –
z wielkim współczuciem nieście przed oblicze Boga uchybienia bliźniego;
a uczynione wam niesprawiedliwości znoście z cierpliwością”.

św. Katarzyna ze Sieny, list 293

niedziela, 9 maja 2010

Rekolekcje a macierzyństwo

Skończyłam właśnie moje doroczne rekolekcje zamknięte w Rzymie – 8 dni w ciszy z „predicatore–filo” (rekolekcjonistą-sznurkiem, czyli magnetofonem), w towarzystwie 8 Sióstr, św. Tomasza z Akwinu i św. Katarzyny ze Sieny oraz ... Pana Boga, oczywiście.
Dobrze robi takie raccoglimento (skupienie) i zastanowienie się nad sensem swojego życie konsekrowanego „na chwałę Panu Bogu i dla zbawienia dusz”; a chwałą Pana Boga jest przecież człowiek żyjący, i to w pełni zrealizowany!
Dzisiaj we Włoszech obchodzony jest „Dzień Mamy”; może także i tych wszystkich kobiet, które odkryły swoje powołanie w „macierzyństwie duchowym”...
Szczęść Boże! - Ola, MdS