MISJONARKI SZKOŁY

Strony

  • Strona główna
  • Kim jesteśmy?
  • Czy pani jest zakonnicą?
  • Historia Unii
  • Święta Katarzyna ze Sieny
  • Rekolekcje i spotkania internetowe
  • Zgromadzenia bezhabitowe
  • Skrzynka modlitewna
  • Na skróty po blogu
  • Kontakt

marca 24, 2019

Księżniczka

Bajka mówi, że księżniczka została porwana.
Oczywiście, jej królewscy rodzice i cały dwór zaczęli jej szukać; na próżno.
Ogłoszono więc, że kto ją znajdzie, dostanie nagrodę. Potem następował opis księżniczki: złote loki, błękitna sukienka, wachlarzyk, białe pantofelki...
Więc zaraz zaczęły się pojawiać liczne księżniczki: wszystkie blondynki, w błękitnych sukienkach i białych pantofelkach, z wachlarzykami. I wszystkie były fałszywe. Dlaczego? Bo doprowadzone przed króla dygały głęboko i uroczyście szeptały „wasza królewska mość”.
A prawdziwa księżniczka, kiedy się wreszcie odnalazła – nie miała sukienki ani wachlarzyka, była brudna i obdarta, tak że strażnicy wcale nie chcieli jej wpuścić. I w dodatku natychmiast złamała wszystkie normy dobrego wychowania: zamiast szeptać i dygać, pobiegła do króla i rzuciła mu się na szyję, krzycząc „tatusiu!”.
***
Jesteśmy dziećmi Boga. Jak się wobec Niego zachowujemy? Kłaniamy się z dystansu, czy biegniemy Mu na spotkanie, pewni Jego miłości?
(A ta bajka to „Porwanie w Tiutiurlistanie”, cytowane z pamięci).
Magda

Źródło zdjęcia. 

Czytaj dalej »
Labels:
refleksje
Nowsze posty
Starsze posty

marca 17, 2019

Świat mówi

Czy świat mówi mi o Bogu? Oczywiście. 

Często i od zawsze, jeszcze zanim przeczytałam o tym u św. Pawła: „Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,20).

Świat mówi mi, że istnieje Bóg - jego Stwórca. Że jest On potężny, mądry, dobry... że kocha istnienie i piękno, i różnorodność; że ma nieskończoną wyobraźnię.

Galaktyki i komórki, i stokrotki i komety... Każde stworzenie inaczej, każde na swój sposób, każde podkreśla inną cechę Boga – ale wszystkie mówią, że skoro one są piękne, interesujące, wielkie, mocne, niezwykłe – to o ileż bardziej On, ich stwórca. O ileż bardziej – albo może poza wszelką skalą, poza wszelkim porównaniem.

Ale święty Ignacy Loyola dodaje coś jeszcze: twierdzi, że całe stworzenie, że wszystkie stworzenia mówią nam o Bogu – o Jego miłości do nas. Do każdego z nas. Do mnie.

Hmmmm. Mnie nie mówią (chyba?). A może jednak mówią? Mówią, ale ja nie słyszę? Albo – słyszę, ale nie rozumiem?

Magda


Czytaj dalej »
Labels:
refleksje
Nowsze posty
Starsze posty

marca 10, 2019

30 powodów - do czego?

W jakimś małym miasteczku, dawno temu, mieszkało dwóch rabinów. Obaj byli wykształceni, obaj byli szanowani przez wszystkich mieszkańców – i obaj lubili dyskutować. W szczególności między sobą, każda okazja była dobra i każdy temat był dobry – do tego, by się nie zgadzać.
Po wielu spotkaniach, dyskusjach, po wielu latach jeden z nich umarł.
Na jego miejsce przybył inny rabin, młody i wykształcony.
Przy pierwszej okazji stary rabin przedstawił swoją opinię, a młody wstał i odpowiedział z szacunkiem:
- Dobrze powiedziałeś. Mogę wymienić trzydzieści powodów, dla których masz rację.
Na to stary rabin bardzo się rozgniewał:
- Źle mówisz, źle mi odpowiedziałeś. Gdyby na twoim miejscu był stary rabin, to on by powiedział: „Mogę wymienić trzydzieści powodów, dla których się mylisz”.
***
Zdumiewające, prawda? I to z więcej niż jednego powodu.
Chcieć, żeby inni się z nami nie zgadzali: nie tylko akceptować (co już byłoby wielkie!), ale tego chcieć.
Nie zgadzać się z kimś nie tylko w sposób powierzchowny, spontaniczny, naskórkowy, mówić „jesteś głupi”, albo po prostu nie słuchać; ale podać trzydzieści powodów (a nawet trzy...). To znaczy: przejąć się problemem, przemyśleć go, pogłębić; a więc uznać za godny dyskusji.
I jeszcze: jeżeli mógł powiedzieć te swoje trzydzieści powodów, to znaczy, że słuchający mu nie przerywał, nie bronił się, nie zaczynał dyskusji, nie odpowiadał... po prostu słuchał.
***
A może by spróbować? Podejść do osoby, z którą dyskutuję i powiedzieć „czy chcesz usłyszeć trzydzieści powodów, dla których uważam, że nie masz racji”?
(Tę historyjkę przyniosły siostry, które były na konferencji o „Włoskim tłumaczeniu Talmudu babilońskiego”. Mimo technicznie brzmiącego tytułu, konferencja okazała się bardzo interesująca).
Magda

Źródło zdjęcia: Christopher Michel, CC BY 2.0 <https://creativecommons.org/licenses/by/2.0>, via Wikimedia Commons
Czytaj dalej »
Labels:
refleksje
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 17, 2019

Jak przyjmować Ducha Świętego?

„Mamy tak wierzyć w Ojca, jak On chce, aby weń wierzono; i tak wysławiać Syna, jak chce, aby Go sławiono; i tak przyjąć Ducha Świętego, jak On sam chce być przyjmowany.” (Z traktatu św. Hipolita, prezbitera, Przeciw błędom Noeta).

To było czytanie w Godzinie Czytań, jakiś czas temu. I z całego tekstu utkwiło mi w pamięci właśnie to zdanie. A z całego zdania, to sformułowanie: "przyjmować jak…". A stąd wynikło oczywiste pytanie: „jak?”. Bo skoro mamy Go przyjmować tak, jak chce nam się dać, to oczywiste wydaje się pytanie: no dobrze, to JAK On chce być przyjmowany? Jak Go przyjmować?

Najpierw to pytanie wydawało mi się dziwne: bo przecież przyjęłam Ducha św. w sakramentach chrztu i bierzmowania, proszę Go o pomoc przy podejmowaniu ważnych decyzji i przy rachunku sumienia, staram się być otwarta na inspiracje, często odmawiam Sekwencję do Ducha Świętego – a może to nie to? to nie wszystko? to nie wystarczy? Być może, owszem, przyjmuję, ale nie tak, jak On tego chce?

Oczywiście, to ważne, żeby ten kontakt w ogóle był, ale jeżeli już jest, to przecież można się starać o jego jakość; tak, ale jak?

No i wracam do pytania, które z upływem dni robiło się coraz bardziej natarczywe: ale JAK? Nie wiedziałam, jak odpowiedzieć; nie wiedziałam nawet, jak szukać odpowiedzi. I może trochę też myślałam, że to nie ma sensu: że to jest jedno z tych moich pytań, którymi zamęczam cały świat, a które nie mają sensu; że nie rozumiem tego, co rozumieją wszyscy i że czepiam się słów…

Więc pozwalałam, żeby to pytanie powracało, ale specjalnie się nim nie zajmowałam. I oto znalazłam odpowiedź, przynajmniej jakąś odpowiedź, przynajmniej dla mnie, na teraz. Ta odpowiedź znajdowała się w książce, którą dostałam do czytania już jakiś czas temu, kiedy byłam chora (więc na pociechę), ale wtedy nie miałam nawet siły czytać, więc tylko obejrzałam okładkę (rozrzucone ziarenka granatu na białym tle) i stwierdziłam, że jest śliczna,  stwierdziłam, że znam autora (Jacques Philippe) i mam do niego zaufanie, stwierdziłam, że podtytuł (Nauka przymowania) mówi już wszystko, ale – odłożyłam.

Otworzyłam dopiero teraz i już w pierwszym rozdziale znalazłam odpowiedź na to moje pytanie. A właściwie, to było jeszcze lepiej: już w pierwszym zdaniu tego rozdziału okazało się, że autor w pełni zgadza się z moim niepokojem: „Najbardziej fundamentalnym pytaniem stawianym w chrześcijańskim życiu jest pytanie o to, w jaki sposób przyjąć łaskę Ducha Świętego”.

Więc jeszcze zanim doszłam do odpowiedzi, zrozumiałam, że moje pytania mają sens. I że mogę wrócić do pytania, bez przejmowania się opinią innych – jak dziecko, które odkrywa świat. Oczywiście, nie powinnam innych tym zamęczać; oczywiście, nie wszystkie moje pytania będą ważne dla wszystkich (tak jak, zresztą, niektóre pytania innych wydają mi się mało znaczące). Ale mogę je mieć. I mogę szukać odpowiedzi.

Najpierw autor zajmuje się problemem przyjmowania, które wcale nie jest takie łatwe, jak by się wydawało. A potem, zastanawiając się nad przyjmowaniem Ducha Świętego, wymienia 8 elementów. Są one – właściwie – znajome, to znaczy, oczywiście, już o nich słyszałam i starałam się praktykować, ale jakoś nie umiałam połączyć ich z tym właśnie pytaniem. Są to: wytrwałość w modlitwie, ufność, pokora, posłuszeństwo, praktykowanie wewnętrznego pokoju, życie chwilą obecną, oderwanie i wdzięczność. O każdym z nich jest trochę napisane; pewnie można napisać więcej czy inaczej, ale to nie ma znaczenia.

Byłam zachwycona, że znalazł się ktoś, kto odpowiada na moje pytanie; wdzięczna Bogu, że w ten sposób pokazuje mi, że moje pytania są ważne i że mogę znaleźć odpowiedzi.

Dobrze, a teraz chyba powinnam ujawnić, o jaką książkę chodzi. To „Gdybyś znała dar Boży. Nauka przyjmowania” Jacquesa Philippe’a (wydana przez wydawnictwo W drodze, w roku 2017).

A potem chciałam o tym napisać po polsku, więc znalazłam ten cytat w polskim brewiarzu i okazało się, że… że najważniejsze słowo zostało inaczej przetłumaczone: „Mamy tak wierzyć w Ojca, jak On chce, aby weń wierzono; i tak wysławiać Syna, jak chce, aby Go sławiono; i tak przyjąć Ducha Świętego, jak On nam chce się dać.” Z tej wersji tekstu wynika pytanie o to, jak Duch Święty chce nam się dać – a więc pytanie dotyczy raczej Jego działania niż naszej odpowiedzi. Która wersja tłumaczenia jest lepsza? Należałoby poszukać tekstu oryginalnego, ale właściwie, dla moich rozważań, to nie jest takie ważne.

Magda
Wodospad. Zdjęcie z wakacji. 


Czytaj dalej »
Labels:
Duch Święty, refleksje
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 10, 2019

Ciociu, dlaczego nie masz córki?

Jakiś czas temu odwiedziłam starych znajomych. Przy okazji poznałam ich córeczkę, Tosię. Wiek z wyglądu trzy - cztery lata.
Tosia jest bystrą dziewczynką, więc rozmowa szybko schodzi na poważne tematy.
- Ciociu..., a czy ty masz córkę?
- Nie. Nie mam córki.
- A DLACZEGO nie masz córki?
[Krojąc ciasto intensywnie myślę, co jej powiedzieć. Jaka odpowiedź będzie jednocześnie prawdziwa, krótka i dostosowana do percepcji dziecka? Już wiem: odpowiem jej tak...]. 
- Bo nie mam męża. :)
- A DLACZEGO nie masz męża?
[Panie Boże, jak ja mam wytłumaczyć czterolatce, dlaczego nie mam męża? No przecież nie zrobię jej wykładu o życiu konsekrowanym...] Zaczynam tworzyć jakąś namiastkę odpowiedzi:
- Nie wszyscy zakładają rodziny, mają męża i dzieci. Niektórzy są z Panem Bogiem... Dla Niego...
- A to ty jesteś jak ciocia Klysia! Bo ona nosi coś takiego na głowie i ona się słucha Pana Jezusa!
Zatkało mnie: przecież nie noszę ani habitu, ani welonu, a ta mała rozumie, że jestem jak ciocia Klysia. Ciocia, która jest karmelitanką, nosi habit z welonem i słucha "się" Pana Jezusa... :)
"Słucha Pana Jezusa!" Co za genialna synteza istoty życia konsekrowanego! Tosia wie więcej o istocie życia poświęconego Bogu, niż niejeden dorosły...

Dziękuję Ci, Boże, za świadectwo wiary tej rodziny, w której nawet małe dziecko łapie sens życia całkowicie poświęconego Tobie.

Sabina

PS Zdjęcie z Pixabay jest ilustracją. Imiona bohaterów - poza moim ;) - zostały zmienione.
Czytaj dalej »
Labels:
dzień życia konsekrowanego, powołanie zakonne, refleksje
Nowsze posty
Starsze posty

lutego 02, 2019

O. Lodovico Fanfani OP czyli po prostu "Ojciec"

Ojciec Fanfani to włoski dominikanin, który jest współzałożycielem naszego zgromadzenia.

Urodził się 24 listopada 1876 roku. Wstąpił do dominikanów w Bibienie, odbył formację w Fiesole i w Rzymie, w klasztorze S. Maria sopra Minerva, gdzie spędził prawie całe swoje życie.

Pomimo słabego zdrowia był bardzo aktywny i pracowity: wykładał teologię moralną na „Angelicum”, był proboszczem i przeorem klasztoru, kilka razy został wybrany prowincjałem swojej prowincji. Jego główne dzieła jako prowincjała to odzyskanie, remont i otwarcie klasztoru w Pistoi oraz otwarcie misji dominikańskiej w Pendżabie (wtedy Indie, dziś Pakistan).

W roku 1946 został socjuszem generała zakonu, o. Francisca Suareza dla prowincji włoskich. Był też cenionym spowiednikiem, doradcą, kierownikiem duchowym.

W roku 1912 nastąpiło spotkanie, które miało mieć wpływ na życie wielu osób. Pewna studentka  przyszła się wyspowiadać i poprosiła go o prowadzenie duchowe. O. Ludwik był jej kierownikiem duchowym aż do swojej śmierci, czyli do 1955 roku. Tą studentką była Gina Tincani, nasza założycielka. To on zrozumiał najgłębsze pragnienie Giny: żyć życiem dominikańskim we wspólnocie sióstr, a jednocześnie być w pełni zaangażowaną w formację intelektualną i duchową młodych ludzi. Powoli oboje szukali możliwości realizacji tego nowego charyzmatu w Kościele i w Zakonie Dominikańskim, a w ciągu kilkunastu lat z grupki studentek i nauczycielek wyłoniło się zgromadzenie zakonne: Unia św. Katarzyny ze Sieny - Misjonarki Szkoły. 

O. Ludwik był silnym punktem odniesienia nie tylko dla samej Luigii Tincani, ale i dla kilku pierwszych pokoleń misjonarek szkoły. Do dziś najstarsze siostry mówią o nim il Padre (Ojciec).  Warto też zauważyć, że za jego pośrednictwemnasze zgromadzenie przejęło od Zakonu Dominikańskiego styl życia w zakresie formacji duchowej i intelektualnej, organizacji życia wspólnego i liturgii. 

W tych dniach ukazał się drukiem życiorys ojca Fanfaniego. Książka jest bardzo ciekawa, pełna fotografii i informacji, do których ostatnie pokolenia misjonarek szkoły miały dostęp tych z drugiej, albo trzeciej ręki. Polecamy! 

misjonarki szkoły
PS Nad tekstem wiele pracowała nasza siostra Cesarina, a Magda robiła korekty tekstu, edycję zdjęć i inne ważne rzeczy, o kórych wydawcy nie piszą w stopkach redakcyjnych....

Więcej na temat wpływu o. Ludwika na naszą historię można poczytać w tych postach: 
https://misjonarkiszkoly.blogspot.com/2009/03/luigia-tincani.html
https://misjonarkiszkoly.blogspot.com/2017/04/czas-dziekowania-czas-patrzenia-w.html
https://misjonarkiszkoly.blogspot.com/2018/08/urodziny-urodziny.html oraz 

Czytaj dalej »
Labels:
aktualności, misjonarki szkoły - historia
Nowsze posty
Starsze posty

stycznia 27, 2019

Zaprawiać się do wojny

Dla Izraelitów – tak jak dla wielu ludów, w ich czasie i kiedy indziej, w ich okolicy i gdzie indziej – wojna była stałą częścią życia. Wojna, albo przynajmniej jej możliwość, jej groźba.

Ale dla wierzących w jedynego Boga wszystko miało z Nim związek, wszystko się do Niego odnosiło: natura – stworzona przez Boga, dzięki której objawia On swoją chwałę. I historia: zdarzenia z życia poszczególnych ludzi i całego narodu. Więc i wojna była zdarzeniem, które w jakiś sposób objawiało Boga, mówiło o Jego działaniu, o Jego potędze i o Jego miłości.

Kiedy wojna była zwycięska – kiedy Bóg „wrzucił w morze rydwany faraona i jego wojsko” – to oznaczało opiekę Boga, Jego wierność, Jego miłość, Jego siłę i władanie nad historią.

Kiedy przychodziła klęska, był to znak, że lud oddalił się od Boga, że utracił kontakt z Nim – i że w ten sposób Bóg wzywa do nawrócenia.

Tak widziano działanie Boga we wszystkim, także w dramatycznych wydarzeniach ludzkiej historii. Ale prorocy patrzą dalej, patrzą poza historię – mówią o czasach mesjańskich, czasach ostatecznych, o czasach, które wykraczają poza znaną nam logikę. I oto jeden z elementów tych czasów: nie będą się zaprawiać do wojny. To coś więcej niż pokój: to pokój, który jest stały i trwały; to bezpieczeństwo, którego nie trzeba bronić, które opiera się na obecności Boga, a nie na nietrwałych sojuszach czy na niepewnej równowadze zbrojeń.

I tak prorok Izajasz obiecuje, że „nie będą się więcej zaprawiać do wojny” (Iz 2,4).

Co to znaczy, dla mnie? to znaczy poza sensem polityczno – militarnym? Chcę żyć w pokoju ze wszystkimi; w pokoju. Ale co to znaczy? oczywiście, brak konfliktów; ale prorok Izajasz mówi o czymś więcej: nie mówi on, że „nie będzie wojny”. Mówi, że „nie będą się zaprawiać do wojny”. Co to znaczy? Pragmatyczni i wojowniczy Rzymianie mówili „si vis pacem, para bellum” – jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny. Ja oczywiście, nie prowadzę wojny i staram się żyć w pokoju – ale. Ale uświadomiłam sobie, że w moim sercu, w moich myślach jest strasznie dużo niepokoju, gniewu – i też przygotowań do tych maleńkich, lokalnych „wojen”. Te wojny są bardzo lokalne, bo toczą się tylko w mojej głowie; ale to nie znaczy, że przestają być wojnam Kiedy cokolwiek się dzieje, kiedy cokolwiek mi się nie podoba – włącza mi się płyta z nagraniem: „bo jak ona tak, to ja jej powiem – bo ona nie powinna – bo przecież ona też tak robi – bo jakbym ja jej powiedziała…” – co to jest? to jeszcze nie jest konflikt, bo to – dzięki Bogu – najczęściej pozostaje wewnątrz mnie. Ale to jest przygotowywanie się do wojny.

Jest to mechanizm ewolucyjnie uzasadniony i pożyteczny: żeby wyciągać wnioski z doświadczeń, żeby przygotowywać się do możliwych trudności. I ten mechanizm znajduje swoje miejsce także w życiu duchowym: bo Maryja „zachowywała i rozważała w sercu” wszystko, co dotyczyło Jezusa. Tak. Ale – po grzechu pierworodnym – stał się nieuporządkowany: stał się niepotrzebnym zaangażowaniem w konflikty tylko możliwe; wyścigiem zbrojeń.I jak każdy wyścig zbrojeń – jest to marnowanie sił i zasobów, i energii. A przecież Bóg powiedział, przez proroka Izajasza „nie będą się zaprawiać do wojny”.

„Nie będą…” – to jest ciekawa forma gramatyczna: to może wyrażać zobowiązanie (bo tak tez były sformułowane przykazania: nie będziesz zabijał), ale to przecież jest też, po prostu, czas przyszły. A więc stwierdzenie tego, jak będzie. A więc obietnica Boga.

Co można zrobić, żeby się spełniła?

Można próbować wyłączyć to „ja narracyjne”, które ciągle gada; ale może lepiej dać mu coś innego do mówienia? na przykład dziękowanie Bogu, za osoby, z którymi się spotykam. Modlitwa za nie. Błogosławienie.

I jeszcze można powtarzać sobie to zdanie z proroka Izajasza, tę obietnicę: więc za każdym razem (a zdarza mi się to kilka razy dziennie, jeśli nie kilkanaście), kiedy zauważam u siebie takie myśli, powtarzam sobie „nie będziesz się zaprawiać do wojny”.

Magda
Czytaj dalej »
Nowsze posty
Starsze posty

stycznia 20, 2019

Nowy nuncjusz

Kardynał Pietro Parolin (watykański sekretarz stanu) odprawił w sobotę Mszę świętą i udzielił święceń biskupich księdzu Christophowi Zakhii El-Kassis. Ksiądz Christophe jest Libańczykiem, który dotychczas pracował w Sekretariacie Stanu w Watykanie. Urodził się w Libanie w roku 1968; został wyświęcony w roku 1994. Od roku 2000 pracował w służbie dyplomatycznej, w różnych nuncjaturach: w Indonezji, Sudanie, Turcji, a potem w Watykanie. Jego mottem biskupim jest „Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Dlaczego o tym piszę? Bo i my brałyśmy udział w tej Mszy świętej: kilkanaście misjonarek szkoły, mieszkających w Rzymie. Dlaczego? Bo ksiądz Christoph jest nowym nuncjuszem w Pakistanie.

To wszystko wyjaśnia, prawda? Pakistanki dowiedziały się, że został mianowany nuncjuszem, znalazły go, przedstawiły się i zaprosiły go do wspólnoty. I rzeczywiście: przyjechał, odprawił Mszę św., a potem bardzo ciekawie opowiadał o swoich doświadczeniach.

W przyszłym miesiącu leci do Pakistanu; pomódlcie się za niego.



Czytaj dalej »
Labels:
aktualności
Nowsze posty
Starsze posty

stycznia 13, 2019

Foska

Kiedy robiłam porządek w pudełku z przyborami do szycia, znalazłam foskę. Foska to znaczek Oazy, czyli Ruchu Światło – Życie. Nazywa się tak, bo tworzą ją dwa skrzyżowane greckie słowa, oznaczające właśnie „światło” i „życie”: fos i zoe. 

(Czemu była w pudełku z szyciem? Prawdopodobnie dlatego, że wygląda trochę jak guzik. Czemu robiłam w nim porządek? Bo szukałam guzika od bluzki.) 

W każdym razie przypomniałam sobie o Oazie i o wszystkim, co z nią jest związane; o tym, co jej zawdzięczam i o tym, co mogło być lepsze; ale w każdym razie zostawiło we mnie ślad. 

Chodziłam na spotkania oazowe – właściwie już nie pamiętam, nie umiem zrekonstruować myśli, uczuć tej nastolatki z parafii św. Franciszka. Chyba po pierwsze dlatego, że były: u nas na wsi to było jedyne, co można było robić. Ale też, oczywiście, z wiary i z przekonania, to chyba był pierwszy moment, kiedy dotarło do mnie, że wiara jest moja, to znaczy to ja wybieram, że wierzę (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że my możemy wybierać, bo już wcześniej zostaliśmy wybrani; że możemy szukać Boga, bo On nas znalazł) 

Po latach, studiując teologię, uświadomiłam sobie, że to był naprawdę dobry, kompletny program, prowadzący do poznania Boga i do zaangażowania się w wiarę. I nawet jeżeli wtedy tego nie widziałam, to jakoś tam się zaczęło wiele ważnych rzeczy. Też wtedy dowiedziałam się, że mogę czytać Biblię i mówić o niej, i odkrywać w niej słowo Boga dla mnie. 

W wieku lat 16 zostałam animatorką i to wtedy ożywiło we mnie sakrament bierzmowania: oto miałam okazję mówić o wierze; i czułam się odpowiedzialna za tych ludzi, do których mówiłam, młodszych ode mnie o dwa-trzy lata. Nie chciałam tego, nie czułam się na siłach – ale się zgodziłam, bo to było potrzebne. Więc myślę, że zrobiłam dobrze. 

Czasem natykam się na nieprzychylne komentarze o Oazie: „brzydkie, grube dziewczyny w rozciągniętych swetrach, które klaszczą w łapki i śpiewają o miłości do Boga”. To boli – zwłaszcza dlatego, że to nie jest całkowicie fałszywe. Tak, taka byłam. No i co z tego? (A rozciągnięte swetry lubię nadal. I nadal jestem gruba). Trudno ocenić, co wtedy było wiarą, co było uczuciami, co było szukaniem przeżyć, albo sensu, albo Boga… zresztą, czy koniecznie to trzeba rozdzielać? ale to ważna część mnie, za którą jestem wdzięczna. I w końcu także przez to doświadczenie Bóg mnie prowadził do mojego powołania.

Magda
Czytaj dalej »
Nowsze posty
Starsze posty

stycznia 03, 2019

Nasza siostra Thresa




Dominikańska Misja Medialna (Media Mission) w Indiach została zainspirowana przez św. Jana Pawła II. Bardzo się rozrosła od skromnych początków, kiedy była projektem brata Rogera Godinho. Jej motto to „Ewangelizować wirtualny świat”. Ważnym momentem w jej rozwoju było założenie studia w Orlim (stan Goa). 

Ostatnim projektem jest „Ewangelia dzisiaj”. To krótkie rozważania o Ewangelii z dnia. Dzięki temu osoby, które nie mogą uczestniczyć w codziennej Mszy św. mają okazję rozważania słowa Bożego; a dla młodych dominikanów to okazja, żeby doświadczyć głoszenia kazań.

Dlaczego o tym piszemy, dlaczego na polskim blogu zajmujemy się tym, co robią dominikanie w Indiach? Bo wśród osób, prowadzących rozważania, jest też nasza siostra Thresa. Mówi oczywiście po angielsku; można zobaczyć ją tutaj.

 (na podstawie strony Dominican Friars India oprac. ms)

Czytaj dalej »
Nowsze posty
Starsze posty
Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

O nas

Jesteśmy bezhabitowymi siostrami dominikankami. "Misjonarki Szkoły" to krótka nazwa naszego zgromadzenia (nazwa pełna: "Unia św. Katarzyny ze Sieny - Misjonarki Szkoły"). Ten blog przez lata pełnił rolę strony internetowej naszego zgromadzenia w Polsce.

Polecany post

Unia świętej Katarzyny ze Sieny - Misjonarki Szkoły... - a co to takiego?

Najkrócej: "Unia świętej Katarzyny ze Sieny - Misjonarki Szkoły" to nazwa dominikańskiego zgromadzenia zakonnego. "Misjonarki...

Dominikanką być, czyli...

  • Dominikanki - a kto to taki?
  • O autorkach tego bloga
  • "Misjonarki szkoły" a św. Dominik

Wszystkie posty w blogu

Spotkaj nas przez Facebooka

Misjonarki Szkoły

Etykiety

Luigia Tincani Rodzina Dominikańska aktualności apostolstwo charyzmat misjonarek szkoły duchowość dominikańska formacja misjonarki szkoły - historia misjonarki szkoły misje powołanie dominikańskie profesja zakonna refleksje rekolekcje rozeznawanie Św. Dominik św. Katarzyna ze Sieny świadectwo życia misjonarki życie w zakonie

Łączna liczba wyświetleń

LINKI

  • Dominikanie w Polsce
  • Rodzina Dominikańska w Polsce
  • Nasza międzynarodowa strona www

Najczęściej czytany wpis

  • Kim są bezhabitowe siostry zakonne?
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 MISJONARKI SZKOŁY. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.