sobota, 30 listopada 2013

Sylwester w klasztorze

Informacje o najbliższych rekolekcjach: http://misjonarkiszkoly.blogspot.com/p/dni-skupienia-i-rekolekcje.html


***

Za miesiąc zapraszamy Was do Krakowa, na Sylwestra w klasztorze!
Nie, nie chodzi o zabawę sylwestrową ;), ale o rekolekcje na koniec roku przeżywane z siostrami zakonnymi.
Tematyka rekolekcji: Życie zakonne
Dla kogo: dla dziewczyn i kobiet zainteresowanych życiem zakonnym
Kiedy: rozpoczęcie w poniedziałek o godz. 17:00, zakończenie w Nowy Rok o 14:00.
Gdzie: w naszym domu w Krakowie, przy ul. ks. F. Machaya 24
Trzeba zabrać ze sobą: Pismo Święte i różaniec, śpiwór i karimatę, obuwie na zmianę.

Uczestniczkom Sylwestra dajemy możliwość przeżycia dwóch dni ze wspólnotą naszych sióstr w Krakowie. Przewidziane są:
- wspólna modlitwa (Msza św., Liturgia godzin, Różaniec, adoracja Najświętszego Sakramentu)
- czas na modlitwę osobistą 
- okazje do spojrzenia na własne życie w świetle Słowa Bożego
- konferencje i rozmowy na temat życia zakonnego
- możliwość indywidualnej rozmowy z siostrami
- wspólne przygotowanie posiłków
- i coś jeszcze...

Zapisy do 26 grudnia (kontakt: zobacz plakat lub zakładka Kontakt w blogu).
Ilość miejsc ograniczona.

Zapraszamy!
misjonarki szkoły

wtorek, 26 listopada 2013

Rok wiary



Zakończył się rok wiary... to nie znaczy, oczywiście, że możemy przestać wierzyć - wręcz przeciwnie!
Dzięki temu, że cały czas powtarzały się rozmaite rozważania o wierze, zrozumiałam lepiej jej dwa elementy: wiara - jako przyjęcie prawdy objawionej i wiara - jako relacja do Boga, który się objawia.
Wiara jest darem Boga, ale zależy od nas, jak ją przyjmiemy.
Przyjmujemy wiarę - poznanie prawdy - kiedy poznajemy, uczymy się, zastanawiamy.
Przyjmujemy wiarę - relację, kiedy staramy się o to, by Bogu zaufać.
Więc właśnie wtedy, kiedy jest trudno, mam okazję, by uczyć się zaufania do Boga. I właśnie w roku wiary miałam różne okazje do dobrego przeżywania trudności; dobrego - czyli z Bogiem.
Na przykład:
- straciłam pracę i nie mogłam znaleźć innej
- chorowałam i czułam się słabo
- miałam operację - niezbyt poważną, ale z całościowym znieczuleniem
- przeprowadziłam się do innej wspólnoty, w innym mieście i kraju
- z czego wynikają nowe relacje z siostrami, nowe zajęcia; a także utrata tych, do których jakoś się już przyzwyczaiłam
- zmiana planów życiowych
- prowadzenie rekolekcji o życiu zakonnym...

To wszystko - właśnie dlatego, że trudne - było okazją do ćwiczenia się w wierze.  
Magda

niedziela, 24 listopada 2013

Na Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata


"...daj, aby synowie świętego Dominika... pozwolili Jezusowi królować w swoich sercach..."
[z modlitwy za Rodzinę Dominikańską ułożonej przez bł. Jacka Cormiera OP]
Odmawiamy tę modlitwę codziennie, ale dzisiaj uderzył mnie właśnie ten fragment. I tak sobie pomyślałam, że przecież Jezusa nie trzeba ogłaszać królem. On JEST królem przez duże „k”, królem nieporównywalnym z żadnymi innymi. Jest Panem wszystkiego. Panem na wieki.
Czy rzeczywiście pozwalam Jezusowi być królem mojego życia?

Może dobrze byłoby w dniu dzisiejszym zadać sobie takie pytanie.
Sabina

czwartek, 14 listopada 2013

75 lat w służbie Boga


(przetłumaczony list naszych sióstr z Florencji)

Zazwyczaj nie obchodzimy rocznic ślubów zakonnych, w każdym razie tak było w poprzednich latach, może dlatego, że nasze postanowienie służby Bogu obejmuje całe życie. Jednak to była niezwykła okazja, bo zazwyczaj nie dochodzimy do 75-ej rocznicy! A jednak, takie świętowanie to także okazja, by razem dziękować Bogu za Jego łaski i za Jego miłość, która pomaga nam, dzień po dniu, dochować wierności postanowieniu, by służyć Mu jak najlepiej.
I oto nadszedł dzień dziękczynienia Bogu i Rosarii za wszystko to, co w ciągu 75 lat dała Bogu i każdej z nas, za pomoc i dobry przykład codziennej wierności, prostoty i zaangażowania.
Siostry z Rzymu przyjechały ok. 11.30, niedługo po nich przybyli z Alba Adriatica [miejscowość, gdzie Rosaria przebywała ostatnie kilka lat] proboszcz i grupa parafian, którzy razem z nami dziękowali Rosarii za jej pracę w parafii.
Zgromadziliśmy się w kaplicy i rozpoczęła się Msza św. W książeczce z tekstami, którą przygotowały nasze młode siostry, był też tekst powtórzenia ślubów zakonnych, które Rosaria wypowiedziała wobec Carmeli [przełożonej generalnej].
Po Mszy przeszliśmy do sali na obiad. Nie wystawny, ale nie brakowało niczego, bo każda z grup coś przygotowała; i było tyle radości na twarzach uczestników! Poczucie braterstwa i wymiana nowin sprawiły, że wszyscy uważnie słuchali i dzielili się wiadomościami i refleksjami.
My, najstarsze, byłyśmy trochę zmęczone, kiedy ok. 15.30 wszyscy goście wyjechali, ale przede wszystkim byłyśmy pełne radości wdzięczności, zarówno wobec Boga, jak i wobec wszystkich sióstr i gości, którzy byli z nami.

Luigina i siostry z Florencji

piątek, 1 listopada 2013

Naśladowanie świętych


„Święci są dla nas wzorem i pomocą w dążeniu do zbawienia”.
Pomocą – to oczywiste.
Ale wzorem?
Zaczęłam się nad tym zastanawiać dziś od rana.
Bo oczywiście nie możemy naśladować „wszystkich świętych” (chociaż możemy ich prosić o pomoc). Naśladowanie zakłada znajomość, wybór, szczególną relację, zastanawianie się nad tym, jak żyli i co pisali; zakłada też pewną fascynację.
Czy mam takich świętych? Oczywiście. Czy zastanawiam się nad ich życiem, czy czytam, co pisali? Jak najbardziej. Czy jestem zafascynowana? Tak, przynajmniej niektórymi aspektami ich życia. Czy ich w tym naśladuję?
No właśnie, tu jest problem: bo wydaje mi się, że to, co mnie w nich najbardziej zachwyca, jest tak osobiste, że niemożliwe do naśladowania.
Weźmy jako przykład świętego Tomasza. I tu nie chodzi mi o to, że był on także geniuszem intelektu, a więc tego się z definicji naśladować nie da.
Tomasz całe życie zastanawiał się nad tym, kim jest Bóg; i wszystko, co pisał, w jakiś sposób jest odpowiedzią na to pytanie. No więc tu mogę się od niego uczyć: mogę czytać to, co napisał; i mogę sama zastanawiać się nad Bogiem… Ale w tym wszystkim najważniejsze jest coś innego: Tomasz był tym pytaniem zajęty od zawsze; legenda mówi, że już w dzieciństwie pytał „kim jest Bóg” i że bardzo pragnął znaleźć na nie odpowiedź. No właśnie, chodzi o to pragnienie: bo mogę naśladować Tomasza w zadawaniu takich ważnych pytań; ale jak go naśladować w pragnieniu znalezienia odpowiedzi? I w tym, żeby to była jedyna rzecz, o jakiej się myśli? A to przecież było najważniejsze.
A Wy, co o tym myślicie? Czy naśladujecie świętych? jeśli tak, to kogo i w jaki sposób?
Magda