środa, 30 marca 2011

W metrze


Widziałam w metrze tę parę – chłopaka i dziewczynę, wyglądali na studentów. Chłopak stał do mnie tyłem, a dziewczyna stała naprzeciw niego, tak więc ją widziałam. Chłopak cały czas coś mówił – nie słyszałam, co, bo w metrze jest hałas, zresztą się nie starałam, bo i po co. Natomiast zafascynowała mnie twarz dziewczyny i to, jak ona słuchała: słuchała całą sobą, reagowała na każde słowo, uśmiechała się, przytakiwała... on mógł być absolutnie pewny, że jest dla niej najważniejszą osobą na świecie...

Więc z zazdrością pomyślałam: a moja modlitwa? Przecież Bóg do mnie mówi, przecież chcę, żeby był dla mnie „najważniejszy na świecie”... dlaczego nie umiem TAK słuchać?
Ale to nie jest tak łatwo: owszem, chciałabym umieć się modlić... ale czy chcę się UCZYĆ? Bo uczenie się jest trudne, wymaga cierpliwości, zaangażowania, wysiłku... ale jest też możliwe, przecież mam tyle okazji do próbowania.
Magda

niedziela, 27 marca 2011

Tranzytem do nieba ...


Wielki Post to pracowity czas przygotowania się do wydarzeń paschalnych; by dojść do zmartwychwstania, trzeba bowiem przejść przez mękę i śmierć ... Ale jak nazwać ten najtrudniejszy moment w życiu człowieka, przed którym nikt nie może uciec: zgon, odejście z tego świata, czy przejście do lepszego świata?
Jeszcze trudniej jest z tłumaczeniem z języka obcego (traduttore-traditore, jak mawiają Włosi, czyli tłumacz to zdrajca). Bo jak na przykład przetłumaczyć: „Cappella del Transito di s. Caterina da Siena” – kaplica śmierci to brzmi zbyt prozaicznie; w przypadku św. Franciszka to „Kaplica Przejścia”, ale może ktoś ma lepszy pomysł?
Ola

sobota, 26 marca 2011

Wiosenne zdjęcia


Co roku, na wiosnę, patrzę z zachwytem na świat i mam wielką chęć fotografować nagie gałęzie z pączkami liści, kwiaty jabłoni na tle błękitnego nieba i chmur, fiołki, stokrotki... Banalne? Oczywiście. Kiczowate? Mam nadzieję, że nie...

To pole, pełne stokrotek:

To dwie odważne stokrotki, które wybrały się w podróż:

A to - stokrotki i ja....
Magda


PS Oto stan wiosny w Krakowie w niedzielę, 27 marca, na przykładzie naszego ogródka. Jak widać jesteśmy mocno w tyle za Rzymem. ;)

Nie miałyśmy i nie mamy tylu stokrotek, tylko takie trzy dzielne sierotki, które przeżyły sobotnie spotkanie z przymrozkiem i śniegiem (na środkowym zdjęciu). Krokusy za to trzymają się dzielnie.
Sabina z resztą rodzinki 

piątek, 25 marca 2011

Św. Katarzyna o Zwiastowaniu


Jak ziarno, rzucone w ziemię, dzięki słońcu kiełkuje, a potem wydaje owoc, łupina zaś pozostaje w glebie – tak z ciepłem i ogniem swej miłości Bóg rzucił ziarno Słowa w łono Maryi. 

O błogosławiona i miła Pani, tyś nam dała kwiat najmilszego Jezusa. 

A kiedy kwiat ten wydał owoc? Wtedy, kiedy był zaszczepiony na drzewie krzyża... 

A co było łupiną tego ziarna? Wola jednorodzonego Syna Bożego, który – jako człowiek – przyobleczony był pragnieniem chwały Ojca i naszego zbawienia.

św. Katarzyna (ze zbiorku „Myśli św. Katarzyny")

środa, 23 marca 2011

Pytania o język


Możemy mówić.

Można się pytać „dlaczego?” – czyli skąd pochodzi, można się pytać „jak” – jak to działa, jak można się najlepiej nauczyć, można się pytać „jaki?” – jakie są języki, jak są pogrupowane.
A można też zadać najbardziej filozoficzne z pytań: „po co?” a to znaczy, „do czego służy?”.

Św. Tomasz odpowiada: język jest po to, aby pomagać sobie nawzajem w poszukiwaniu prawdy, tak jak pomagamy sobie w innych sprawach ważnych dla życia.
Magda

czwartek, 17 marca 2011

150-te urodziny Włoch


Włochy obchodzą w tym roku okrągłą rocznicę swojego zjednoczenia. Był to proces dość długi, skomplikowany, między innymi z racji istnienia na tamtej ziemi Państwa Papieskiego (które także domagało się własnej niepodległości).
150 lat temu z wielu małych państw powstało jedno: Italia (po polsku Włochy). Włosi sami wypracowali niepodległość i jedność państwa, wspierani pomocą i sympatią obywateli różnych państw Europy, również Polaków. A ci ostatni przeżywali wtedy podobne problemy, marzyli o odzyskaniu niepodległości.

Ktoś mógłby zapytać: a jak obchodzi ten jubileusz Włoszka mieszkająca w Polsce?
Patrzę z sympatią na Polaków jako na dawnych współpracowników (nie zawsze tylko duchowych) tamtych wydarzeń. A teraz i Włochy i Polska, to jedno „państwo” we wspólnej Europie.
Co jeszcze przed nami?
Anna Maria

środa, 16 marca 2011

Z rodzinnego albumu


Nasza siostra Teresa poprosiła mnie o zeskanowanie zdjęć z czasów, kiedy była w Pakistanie, a przy okazji trochę mi o tym poopowiadała i pozwoliła mi zamieścić niektóre ze zdjęć w blogu.

Między innymi nasze siostry prowadziły dom dziecka, i Teresa uczyła dziewczynki szycia: szycia na maszynie i używania maszyny dziewiarskiej. Dziewczynki miały być samowystarczalne, jeśli chodzi o naprawianie i szycie ubrań, kiedy kończyły piątą klasę szkoły podstawowej (!). A niektóre były w tym na tyle dobre, że mogły też zarabiać.
Magda







piątek, 11 marca 2011

Droga krzyżowa


Kiedy sama odprawiam drogę krzyżową, zatrzymuję się przy niektórych stacjach dłużej, przy innych krócej. Jedną ze stacji, przy których dłużej się zatrzymuję, jest stacja piąta: Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi.
To, co mnie zawsze porusza, to fakt, że Szymon zrobił coś dobrego: pomógł cierpiącemu człowiekowi – pomógł cierpiącemu Bogu! pomógł w czymś, co prowadzi do naszego zbawienia! – ale on wcale o tym nie wiedział! Został zmuszony, więc zgodził się zewnętrznie, ale w środku pewnie cały czas narzekał: „i po co mi to było... ale wstyd... już i tak byłem zmęczony... a tu wszyscy się na mnie gapią... dlaczego to padło właśnie na mnie... kiedy to się skończy... ja mam tego dość... to niesprawiedliwe...” – świetnie mogę sobie wyobrazić  jego myśli.
A jednak – a jednak. Nie wiedział o tym, a zrobił coś bardzo ważnego.

Ale to, co w tym jest najważniejsze, to oczywiście nie jest postawa Szymona – ale moja. Ile razy mi się zdarza, że ktoś mnie „zmusza” do czegoś – do czegoś dobrego! a ja nie umiem tego potraktować jako okazji, jako przypomnienia, jako pomocy, tylko – narzekam, i czuję się zmuszona, i w ten sposób sama niszczę to dobro, które mam okazję zrobić.
Magda

(Zapraszam Wszystkich Chętnych do napisania czegoś o Drodze Krzyżowej)

środa, 9 marca 2011

„Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste...”


 
Ten werset z psalmu był ulubioną modlitwą św. Katarzyny; moim zdaniem bardzo to pasuje do początku Wielkiego Postu. Bo oczywiście mam się nawracać i poprawiać, i pracować nad sobą, i ćwiczyć, i zwalczać wady i uczyć się cnót... a jednak to wszystko nie wystarczy: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno trudzą się budujący...”. A w dodatku wcale nie zawsze do tego wysiłku jestem zdolna, nie zawsze robię wszystko tak, jak powinnam, jak bym mogła... Tym bardziej potrzebuję pomocy Boga, tym bardziej chcę Go prosić, aby On, który mnie stworzył, stworzył też we mnie serce czyste...

A w życiu Katarzyny ta modlitwa spełniła się w sposób niezwykły: przeżyła mistyczne doświadczenie „wymiany serc”: Chrystus wyjął jej serce z piersi i włożył – swoje serce. Takie przeżycia oczywiście zdarzają się tylko niektórym świętym... ale jeżeli się nad tym zastanowić, to przecież właśnie o to chodzi: żeby kochać i żeby kochać sercem Chrystusa, a nie własnym („Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” – to św. Paweł). 

Święci są naszymi przyjaciółmi w niebie, chcą nam pomóc, więc mogę sobie zapożyczyć od Katarzyny jej ulubioną modlitwę, aby i ona modliła się ze mną i za mnie.
Magda

piątek, 4 marca 2011

A to taki sobie...

... widoczek z Rzymu (w tle widać kopułę św. Piotra). Niestety, nie było słońca, ale za to miałam pod ręką aparat fotograficzny.
(Trzeba powiększyć zdjęcie, żeby zobaczyć, CZYM są te białe kropeczki...)

Magda

czwartek, 3 marca 2011

Sens życia, sens śmierci (sens oglądania filmów)


Wybrałam w tym semestrze kurs z serii „Sztuka i teologia”, zatytułowany „Problemy bioetyczne w kinie”. Wiedziałam, że będzie to ciekawe i pożyteczne, ale teraz prawie że mam ochotę zrezygnować... chociaż temat jest ważny, a prowadząca – świetna. Problem polega na tym, że oglądanie filmów jest czymś zupełnie innym od dyskutowania o problemach: jest znacznie bardziej angażujące; to nawet nie jest obserwowanie czyjejś historii, to raczej przeżywanie jej razem z bohaterami... nawet jeżeli, z przyczyn technicznych (brak czasu) oglądamy tylko pojedyncze sceny.

Ostatnio oglądaliśmy „Million dollar baby” (polski tytuł „Za wszelką cenę”), film Clinta Eastwooda z roku 2004. Film dzieli się wyraźnie na dwie części. W pierwszej z nich śledzimy karierę głównej bohaterki Maggie Fitzgerald (Hilary Swank), trenującej boks pod opieką trenera Frankie Dunna (Clint Eastwood), jednocześnie widzimy nawiązującą się między nimi więź, jak ojca i córki (bo Maggie nie ma ojca, a Frankie stracił kontakt z córką, co powoduje u niego wielkie poczucie winy).
Sport jest dla Maggie okazją do wyrwania się ze swego środowiska, do zdobycia pewności siebie, poczucia panowania nad własnym życiem, nauczenia się odwagi... Ale oto w szczytowym momencie kariery, kiedy walczy w finałach mistrzostw świata, następuje katastrofa: przypadkowy cios przeciwniczki sprawia, że jest całkowicie sparaliżowana. Trener jest jej bliski, troszczy się o nią, szuka możliwości terapii, spędza z nią czas, planuje przyszłość (zamieszkają razem i on będzie się nią zajmował). A ona? wydaje się, że to akceptuje; ale potem stwierdza, że to nie jest jej życie: miała przecież wszystko: sukces, sławę, podróże, kibice skandowali jej imię... więc nie chce żyć i prosi o śmierć.
On kategorycznie odmawia. Ale ona w nocy gryzie się w język, by umrzeć z wykrwawienia, demonstrując swoją determinację.
Wtedy on się decyduje, chociaż wie, że w ten sposób zniszczy też siebie. I rzeczywiście, kiedy odłączył respirator Maggie i dał jej śmiertelny zastrzyk, odchodzi ciemnym korytarzem – odchodzi w ciemność (realną i metaforyczną). Jego przyjaciel (który opowiada tę historię) komentuje: a potem nikt już go nie widział, i nie wiadomo, co się z nim stało.

Ten film oczywiście wpisuje się w dyskusję o eutanazji, ale moim zdaniem nie to jest najważniejsze. A co mną tak wstrząsnęło? Przede wszystkim ojcowska miłość trenera do zawodniczki (miłość bardzo piękna, prawdziwa, wierna i gotowa do poświęceń), a także to, że dla niej to nie był wystarczający powód, by żyć. Może chodziło o to, że ona zdobyła sobie jego szacunek walcząc i wygrywając (bo na początku on nie chciał uczyć kobiety), więc kiedy to już nie było możliwe, nie umiała uwierzyć, że może być kochana - nie tylko jako osoba walcząca i zwyciężająca, ale także jako słaba i przegrana...
Głównym hasłem wszystkich popierających eutanazję, domagających się „prawa” do śmierci jest: „z moim życiem mogę robić co chcę”; ale w tym filmie bohaterka niszczy nie tylko swoje życie, ale i życie drugiego człowieka, bardzo jej bliskiego...

Starożytni Grecy uważali, że oglądanie tragedii powoduje w widzu „katharsis” – oczyszczenie, wstrząs moralny. Chyba pierwszy raz w życiu doświadczyłam czegoś podobnego: oglądanie cudzej tragedii – nawet, jeżeli wymyślonej – pokazuje i uświadamia, że nie warto tracić życia na głupoty; że warto żyć i uczyć się kochać, a także – a może najpierw – uczyć się przyjmować miłość.

Magda

wtorek, 1 marca 2011

Marchewka w szkole nie (zawsze) działa

.
Migawka z zajęć dodatkowych na kółku przedmiotowym:

* Kochani, zachęcam was do udziału w tym konkursie.
[Nie widzę u obecnych oznak wielkiego entuzjazmu]
W zeszłym roku były fajne nagrody, np. empetrójki, plecaki...

* Eh... Proszę pani - odzywa się jedna z uczennic - ja to wszystko już mam!
Hmm, tego nie przewidziałam.
Ma wszystko.
Jakie to straszne.

Człowiek bez marzeń jest najuboższy z biednych.
Sabina