niedziela, 5 czerwca 2016

Duchowa lawina - możesz ją wywołać!

W Krakowie przygotowania do Światowych Dni Młodzieży nabierają tempa.
Od kilku dni w naszej parafii kilka osób z Bożą pomocą uruchamia duchową lawinę modlitwy za pielgrzymów, których my - parafianie - będziemy gościć już za 49 dni. Lawinę, bo modlitwa wstawiennicza jest zawsze jak przejście lawiny albo jak wybuch bomby: jeśli jest, to działa, a gdzie dotrze, tam coś zmienia. Zmienia na lepsze. :) (O całej akcji na stronie parafii: http://www.jankanty.pl/8-aktualnosci/baner/211-widoczni-otwieraja-serca)
A zatem uruchamianie duchowej lawiny w naszej parafii trwa. W praktyce wygląda to tak, że rośnie stosik wypełnionych kart adopcyjnych, od osób dużych i małych, które będą się modlić za naszych francuskich pielgrzymów.
Wspaniali adoptujący, od jakich dziś rano przyjęłam deklaracje to np. Pawełek (w tym roku nauczył się pisać, bo jest dopiero w klasie 1) i Karolinka z kl. 2. Oczywiście szkoły podstawowej! Oboje pojawili się z rodzicami i chcieli adoptować duchowo kogoś z dalekiej Francji. Najpierw szukali imion, które byłyby łatwe do zapamiętania; Pawełek np. chciał adoptować jakiegoś Franciszka... I znalazł go!
Przyszła też pani, której jest przykro, bo nie będzie w stanie przyjąć pielgrzymów do domu. Szczęśliwa, że może pomóc w inny sposób, zabrała do domu imiona trzech dziewczyn, za które będzie sie modlić i które spotka może dopiero "na tamtym świecie".
Tak trzymać!!!
Modlitwa już ruszyła, a ciąg dalszy zapisów dziś po kolejnych Mszach św. I w najbliższych dniach.
Sabina
PS Koordynatorzy akcji mają karty zawsze przy sobie, więc ludzie decydują się i podpisują deklaracje dosłownie wszędzie: pod kościołem, w domu, w pracy, w sklepie, na ulicy... W ciągu trzech dni codzienną modlitwą zostały objęte 502 osoby - stan na 8.06.2016, na godzinę 8:00. 500 to mało - potrzeba 1200! Wspólnie damy radę!
--
Unia św. Katarzyny ze Sieny - Misjonarki Szkoły
ul. ks. F. Machaya 24
30-135 Kraków

sobota, 4 czerwca 2016

Ślubny bukiet

- "Przyniosłam kwiaty do kaplicy."
Podnoszę wzrok znad brewiarza i w ręku mojej rozmówczyni widzę piękny biały, własnoręcznie zrobiony, ślubny bukiet. Chwila zaskoczenia: białe kwiaty jak na ślub? Opatrzność zatroszczyła się o ślubny bukiet dla naszej Roshan!
- "Bardzo Ci dziękuję! I tak się cieszę! Wyobraź sobie, że umarła jedna nasza siostra w Pakistanie. Dziś rano był jej pogrzeb".
Zdaję sobie sprawę, że moja odpowiedź wygląda trochę dziwnie. Dziewczyna przynosi bukiet jak na wesele, a ja jej o pogrzebie opowiadam. Ale dotarło do mnie, że w życiu zakonnym „jest ślub”, ale na „wesele”, czyli na prawdziwe zjednoczenie z Panem, czeka się aż do śmierci.
W 1966 roku Roshan publicznie ślubowała Bogu składając profesję zakonną. Po prawie 50 latach przyszedł czas na spotkanie z Jezusem, spotkanie twarzą w twarz.
"Przyjdź, oblubienico Chrystusa, przyjmij wieniec, który Pan przygotował Ci na wieczność" (z Liturgii godzin).
***
Roshan Mariam Lal (1942-2016) była misjonarką w Pakistanie, wśród swojego ludu.

Jako 10-letnia dziewczynka osierocona przez mamę trafiła do szkoły z internatem prowadzonej przez nasze siostry. Rok później, w dniu I Komunii przyrzekła Panu Jezusowi, że odda Mu całe swoje życie. Dziesięć lat później, już jako nauczycielka, przekonała do swojej decyzji tatę. Wstąpiła do Unii w 1962 roku, a 2 sierpnia 1966 złożyła w Rzymie śluby zakonne.

Tamtego dnia i przez kolejnych 50 lat oddawała życie Bogu i innym:
  • małym i większym dzieciakom w szkołach, 
  • dziewczynkom w przyszkolnym internacie, 
  • nauczycielkom z bursy dla młodych nauczycielek, 
  • dziewczętom rozeznającym powołanie, 
  • ubogim z slumsach zwanych basti', 
  • parafianom w katechezie przygotowującej do przyjęcia sakramentów, 
  • klerykom w seminarium, 
  • młodym siostrom przygotowującym się do egzaminów...
Roztropna, rozmodlona i pracowita cieszyła się tak dużym zaufaniem sióstr, że przez jedną kadencję była koordynatorką misji naszego zgromadzenia w Pakistanie (tzw. delegatką przełożonej generalnej na Pakistan). Tłumaczyła też książki religijne na język urdu; w urdu pisała książki o św. Katarzynie, św. Dominiku i naszej Matce Luigii Tincani.

W ostatnich latach zwolniła tempo pracy, a jej głównym zajęciem stała się modlitwa. Cieszyła się dość dobrym zdrowiem, ale pod koniec maja jej stan nagle się pogorszył. Wieczorem 2 czerwca - ku zaskoczeniu wszystkich - odeszła do Pana. Miała 73 lata.

Niech Pan będzie jej odpoczynkiem i radością!