piątek, 25 stycznia 2013

Wierność


Czasem zdarza ci się widzieć jakiegoś księdza… i krzywisz się na widok tego, jak się zachowuje, co robi, co mówi… Odnosisz wrażenie, że zachowuje się… no jakoś niestosownie…

Otwierasz gazetę, czytasz jakiś artykuł i mówisz sobie: „To księża tak myślą? To skandal!”
Albo wychodzi na jaw, że jakiś ksiądz czy zakonnik zrobił coś takiego, że włosy dęba stają. W Internecie aż wrze, media wrogie Kościołowi i wierzącym mają co rozdmuchiwać i (czasami…) komu klaskać. A diabeł aż ręce zaciera z uciechy.

Co z tym zrobisz?

Długo zastanawiałam się, jak patrzeć na takie sytuacje w świetle wiary; dyskutowałyśmy też na ten temat w naszej wspólnocie.
Moich wniosków jest kilka.

1.      Wierność w życiu zakonnym (a przypuszczam, że w kapłańskim też) nie jest ani możliwa, ani prawdziwie ludzka i „uczłowieczająca”, jeżeli nie jest oparta na stałej relacji miłości z żywym Bogiem.

2.      Sama decyzja wierności nie wystarczy; konieczna jest wierność „wypracowana” przez konkretne czyny, czyny obiektywnie dobre, przez które chcemy okazać miłość i wierność. Wierność Panu Bogu, Kościołowi czy (w przypadku małżonków) mężowi/żonie. Wierność osobom, która jest jednocześnie i wiernością podjętym zobowiązaniom.

3.       Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Zło trzeba nazwać złem; osąd zostawić Panu Bogu.

4.      Zło trzeba nazwać po imieniu, ale nie rozdmuchiwać, nie robić mu reklamy. Co zyskujesz ty, co zyskuje grzesznik, co zyskuje Kościół, co zyska Twój rozmówca, jeżeli będziesz powtarzał na prawo i na lewo, że ten zrobił to, a tamten – tamto?

5.     Chce ci się pokazywać palcem i mówić: jest winien? A ty, a ja… Czy rzeczywiście staram się, żeby moje życie było życiem prawdziwie chrześcijańskim, życiem w Chrystusie? Jeżeli tak, to buduję i podnoszę cały Kościół, który – w Chrystusie – wszyscy tworzymy. Im bardziej jesteśmy zjednoczeni w miłości i trosce o siebie nawzajem, tym bardziej Kościół jest żywy i staje się taki, jakim być powinien.

6.     Na zło trzeba zawsze odpowiadać dobrem. Jakim dobrem TY możesz odpowiedzieć na to, co się stało?
A zatem zdarza ci się widzieć jakiegoś księdza… Odnosisz wrażenie, że zachowuje się… no jakoś niestosownie… Może on coś zaniedbał i jego wiara się chwieje, i bardzo potrzebuje wsparcia innych.
Czy przyszło ci do głowy, żeby się za niego modlić? Modlić wytrwale?

***

Bardzo jestem wdzięczna krakowskiej Beczce i jej obecnemu duszpasterzowi, o. Maciejowi Okońskiemu, za konstruktywne i pełne wiary podejście do wydarzeń sprzed kilku dni. I bardzo jestem wdzięczna pomysłodawcom i uczestnikom Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów.

Sabina
PS Oczywiście wszyscy kapłani potrzebują naszego wsparcia!!!
Artykuł o. Jacka Salija OP na temat księży, którzy porzucili kapłaństwo.  

piątek, 18 stycznia 2013

Płacz Boga


Kiedy czytam fragment Ewangelii opisujący wskrzeszenie Łazarza, zatrzymuję się nad
wzruszeniem, płaczem Jezusa. Dlaczego płakał? Wiadomo, że Łazarz był przyjacielem Jezusa.
Jednak, dowiedziawszy się o chorobie tego, którego kochał, nie idzie od razu go uzdrowić. Zwleka,
czeka aż dokona się śmierć Łazarza, by móc go później wskrzesić. Jaki mógł być rzeczywisty
powód płaczu Chrystusa? Czyżby miał płakać nad śmiercią przyjaciela, wiedząc, że zaraz przywróci
mu życie? Z powodu braku zaufania, niewiary żydów?

Do mnie szczególnie przemawia interpretacja... odrzucenia. Bóg płacze, ponieważ odrzucana jest
Jego miłość. Coś stoi na przeszkodzie (niewiedza, brak zaufania) temu, żeby bez zwlekania na Tę miłość
odpowiedzieć. Wybiec ku niej. Maria i Marta podczas choroby brata wysyłają wiadomość do
Jezusa, żeby przyszedł i dokonał uzdrowienia. Jezus jednak nie przychodzi. Łazarz umiera, a siostry
pograżają się w smutku. Kiedy Jezus wreszcie przychodzi, Marta wybiega mu na spotkanie. Maria
natomiast nie. Zostaje w domu. Dlaczego? Nie wiedziała wcześniej o tym że Jezus jest w pobliżu?
Może była obrażona - za to że nie przyszedł wcześniej? Przywołana później przez Martę, wybiega
do Jezusa i wyrzuca mu zwlekanie. Wtedy Jezus zaczyna płakać.

W przyszłym tygodniu rozpoczyna się sesja. Jakieś wsparcie...przydałoby się. Mam obawy, że nie
wysłowię się w tym języku;) Dzięki.

sylwia


Wskrzeszenie Łazarza

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. 2 Maria zaś była tą,
która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. 3
Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: "Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz". 4
Jezus usłyszawszy to rzekł: "Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby
dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą". 5 A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. 6
Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. 7 Dopiero
potem powiedział do swoich uczniów: "Chodźmy znów do Judei!" 8 Rzekli do Niego
uczniowie: "Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?" 9 Jezus im
odpowiedział: "Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się,
ponieważ widzi światło tego świata. 10 Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak
mu światła". 11 To powiedział, a następnie rzekł do nich: "Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz
idę, aby go obudzić". 12 Uczniowie rzekli do Niego: "Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje". 13
Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. 14 Wtedy
Jezus powiedział im otwarcie: "Łazarz umarł, 15 ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze
względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego!" 16 Na to Tomasz, zwany Didymos,
rzekł do współuczniów: "Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć".
17 Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. 18 A
Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów 19 i wielu Żydów przybyło przedtem
do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. 20 Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus
nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. 21 Marta rzekła do Jezusa: "Panie,
gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. 22 Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś
prosił Boga". 23 Rzekł do niej Jezus: "Brat twój zmartwychwstanie". 24 Rzekła Marta do
Niego: "Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym". 25 Rzekł do
niej Jezus: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć
będzie. 26 Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?" 27 Odpowiedziała
Mu: "Tak, Panie! Ja mocno wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat".
28 Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: "Nauczyciel jest i
woła cię". 29 Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. 30 Jezus zaś nie
przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. 31
Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się
za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. 32 A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie
był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: "Panie, gdybyś tu był, mój brat
by nie umarł". 33 Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli,
wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: "Gdzieście go położyli?" 34 Odpowiedzieli
Mu: "Panie, chodź i zobacz!". 35 Jezus zapłakał. 36 A Żydzi rzekli: "Oto jak go miłował!" 37
Niektórzy z nich powiedzieli: "Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by
on nie umarł?"
38 A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej
spoczywał kamień. 39 Jezus rzekł: "Usuńcie kamień!" Siostra zmarłego, Marta, rzekła do
Niego: "Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie". 40 Jezus rzekł do niej: "Czyż
nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?" Usunięto więc kamień. 41 Jezus
wzniósł oczy do góry i rzekł: "Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. 42 Ja wiedziałem, że mnie
zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś
Ty Mnie posłał". 43 To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: "Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!"
44 I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą.
Rzekł do nich Jezus: "Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić!".

niedziela, 13 stycznia 2013

"Razem za Jezusem". Rekolekcje o życiu zakonnym


Do czego jestem powołana? 
     Dlaczego Pan Bóg powołuje?
Zostałam wybrana? Ja wybieram?
     Jak rozeznawać powołanie?
"Ślubuję posłuszeństwo, czystość i ubóstwo": dlaczego, jak i komu? 
     Jaką rolę ma życie we wspólnocie?
Czym się różnią zakony?
     Różne "przepisy na życie" są tak samo dobre? 


Jesteś dziewczyną/młodą kobietą?
Takie pytania Cię dręczą i nie możesz spać? ;)
Może w poszukiwaniu odpowiedzi pomogłyby Ci takie rekolekcje?
 














Gdzie? W naszym domu w Lublinie, przy al. Kraśnickiej 58 (na Poczekajce).

Kiedy: 15-17 lutego 2013 (od godz. 17.00 w piątek do ok. godz. 14.00 w niedzielę).
 
Opłata za udział: dobrowolna ofiara do skarbonki.
 
W programie m. in.:
- wspólna modlitwa (Msza św., Liturgia godzin, Różaniec, adoracja Najświętszego Sakramentu)
- czas na modlitwę osobistą
- konferencje i rozmowy na temat życia zakonnego
- możliwość indywidualanej rozmowy z siostrami...
 
Przywieź ze sobą: Pismo Święte, różaniec, obuwie na zmianę, śpiwór i karimatę.
 
Ilość miejsc ograniczona; zapisy do 13 lutego pod adresem e-mailowym:
misjonarkiszkoly2[@]gmail.com (pisząc usuń nawiasy w adresie!) lub tel. [12] 63 663 77.
 
 
Zapraszamy!
 
Misjonarki Szkoły

piątek, 11 stycznia 2013

Świadectwo po rekolekcjach


Jedna z uczestniczek ostatnich rekolekcji - krakowskiego Sylwestra w klasztorze - podzieliła się swoim świadectwem na ten temat. Przytaczamy je w całości.
(Paulino, dzięki! ;) )

Misjonarki Szkoły

***
Drodzy czytelnicy!
Wyobraźcie sobie, że ostatnio miałam okazję być pierwszy raz w życiu na rekolekcjach u sióstr Misjonarek Szkoły w Krakowie.
Już od wejścia spotkałam się z bardzo ciepłym przyjęciem i nie mniej ciepłą kolacją :)
Natomiast od następnego dnia rano najbardziej spodobało mi się to, że nawet nie trzeba wychodzić z domu, żeby się znaleźć w kaplicy :)
A brewiarz był wiecie - taki professional, z Godziną czytań i w ogóle :)
Swoją drogą, jestem wielbicielką śpiewów dominikańskich, których w międzyczasie nie brakowało.
Zawsze znalazł się czas dla siebie nawzajem, ale naprawdę dla siebie, a nie np. dla głośnego telewizora.
Podczas konferencji poruszane ciekawe rzeczy, ale nie powiem, jakie - przyjedźcie i sami posłuchajcie!
Gorąco polecam!
Paulina