wtorek, 31 maja 2011

Koniec roku szkolnego

Dzisiaj oficjalnie zakończyliśmy rok szkolny na Angelicum; dla mnie to było także pożegnanie z tym miejscem, gdzie spędziłam osiem lat, gdzie przybyłam nie wiedząc nic o teologii i bardzo mało o filozofii, a teraz opuszczam – na pewno wiedząc trochę więcej; na pewno wiedząc znacznie więcej o tym, co jeszcze można by przeczytać, zrozumieć, pogłębić...
Ponieważ wczoraj było święto Nawiedzenia, Ewangelia była z Łukasza – właśnie o Nawiedzeniu: wizyta Maryi u Elżbiety i pieśń Maryi – Magnificat.
Wicedziekan wydziału teologicznego, który odprawiał Mszę św., powiedział w kazaniu, że to jest najlepsza Ewangelia na koniec roku szkolnego: dziękować Bogu za „wielkie rzeczy” które uczynił: za to, czego się nauczyliśmy, nie tylko na egzaminy ale i dla życia, dla wiary, dla własnej relacji z Bogiem. Dalej, komentując Magnificat, zauważył, że Bóg „napełnia głodnych dobrami” – jeżeli przychodzimy na studia i chcemy się nauczyć, i wiemy, że nie umiemy – wtedy Bóg nam da się poznać. A więc pokora, jako podstawowy warunek studiowania teologii.
Oczywiście, nasz dziekan miał rację: pokora – czyli prawda o sobie – jest podstawą wszystkiego. Ale, z drugiej strony, jeżeli komuś jej brakowało, kiedy zaczynał studia, ale za to w trakcie uświadomił sobie, jak wiele nie wie i jak bardzo potrzebuje pomocy – to w końcu też nie jest źle.

Magda

środa, 25 maja 2011

O wierszu Karola Wojtyły

Karol Wojtyła DZIECI

Dorastają znienacka przez miłość, i potem tak nagle dorośli
trzymając się za ręce wędrują w wielkim tłumie -
(serca schwytane jak ptaki, profile wrastają w półmrok).
Wiem, że w ich sercach bije tętno całej ludzkości.

Trzymając się za ręce usiedli cicho nad brzegiem.
Pień drzewa i ziemia w księżycu: niedoszeptany tli trójkąt.
Mgły nie dźwignęły się jeszcze. Serca dzieci wyrastają nad rzekę.
Czy zawsze tak będzie - pytam - gdy wstaną stąd i pójdą?

Albo też jeszcze inaczej: kielich światła nachylony wśród roślin
odsłania w każdej z nich jakieś przedtem nie znane dno.
Tego, co w was się zaczęło, czy potraficie nie popsuć,
czy będziecie zawsze oddzielać dobro i zło?


(znalazłam ten wiersz na stronie http://www.musierowicz.com.pl/glowna.html).

Ten wiersz wzbudza we mnie bardzo mocne uczucia: zachwyt i przerażenie. Ale przerażenie należące do kategorii „strach o kogoś”, a nie „strach przed czymś”. To tak, jakby się widziało coś bardzo pięknego, cennego i kruchego, co jest zagrożone. Jak kryształowy wazon stojący na krawędzi stołu...
I może też pomyślałam, poczułam, to co w życiu popsułam – a mogło być lepiej... więc szkoda.
Początek – przepiękny: „dorastają przez miłość...” i tak właśnie jest: dorastamy przez miłość; ale jakość naszego dorastania, naszej dojrzałości zależy nie tylko od tego, czy kochamy, ale też JAK kochamy, a zwłaszcza – CO (KOGO).
Ale cała reszta wiersza nie jest o dorastaniu; ono jest już faktem, tak jak miłość... -a potem jest w tym więcej troski niż radości, zachwytu. I to pytanie „czy potraficie nie popsuć” – to jakoś sugeruje, że raczej coś się popsuje, że będzie bardzo trudno to zachować takie, jakie być powinno.
Ale też jest w tym coś z ograniczenia: tak jakby chodziło o bardzo cenną rzecz, której lepiej „nie dotykaj, bo zepsujesz”, a więc która już na początku jest doskonała, a potem – może być tylko gorzej, a w najlepszym wypadku – można nie popsuć, czyli można zachować tak, jak było. A to przecież nie o to chodzi: życie, dojrzałość, miłość... to jest coś, co „w was się zaczęło” – bez żadnej zasługi, ale potem coś można z tym robić: przecież we wszystkich ludzkich sprawach jest rozwój, i chodzi o to, by żyć, by się uczyć, rozwijać... a zbytnie skupienie się na tym, co się może nie udać – powoduje strach, i brak odwagi by iść naprzód – by żyć.

Magda

niedziela, 15 maja 2011

Przemówienie prezydenta Rzymu w dniu święta św. Katarzyny ze Sieny

Prezydent Wiecznego Miasta złożył kwiaty pod pomnikiem św. Katarzyny ze Sieny, jaki znajduje się przy Moście Świętego Anioła (obok zamku o tej samej nazwie - Castel Sant'Angelo). Przy okazji wygłosił przemówienie (przemówienia nie jestem w stanie przetłumaczyć, bo do tego trzeba byłoby ściągać filmik z YouTube'a).


Pan Prezydent Alemanno obiecał m.in. odnowienie za publiczne pieniądze rzymskiego Domu Św. Katarzyny przy Via Santa Chiara. Bardzo mu jesteśmy wdzięczne.

Dlaczego to wszystko?

Bo Święta Katarzyna jest patronką Rzymu i Włoch.

Sabina

czwartek, 5 maja 2011

Św. Katarzyna ze Sieny: blog


Przypadkiem trafiłam w Internecie na polskiego bloga... św. Katarzyny ze Sieny!
Oczywiście, nie pisała go ona sama, ale zafundował go jej ktoś anonimowy.

W poszczególnych postach są np. fragmenty jej dzieł, między innymi cały Dialog  o Bożej Opatrzności.  (Wróbel Ćwirek powiedziałby: "Fiu-fiu!" :) ) Zresztą sami zobaczcie: http://sienenka.blogspot.com/

Sabina


wtorek, 3 maja 2011

Filmowy zwiastun rekolekcji


Filmik można zobaczyć też na YouTubie: http://www.youtube.com/watch?v=Mj0LUIGhs8Y

30 kwietnia - 1 maja, Rzym


Ogólnie klimat dotyczący beatyfikacji był dość pesymistyczny, jeśli chodzi o możliwość uczestniczenia: dużo ludzi, nie ma biletów, Rzym będzie zatkany i nieprzejezdny... ale ja koniecznie chciałam jakoś być blisko, chociaż to nie jest łatwo, bo z naszej peryferii trudno jest dostać się do centrum. A potem jedna z sióstr dostała z duszpasterstwa młodzieży zawiadomienie, że można się zgłaszać do służb porządkowych na beatyfikację Jana Pawła II.  I to już była okazja: bo mogłam pójść na wieczór i noc, i rano już być w centrum.

A potem w sobotę zaczęło się chmurzyć, i wydawało się, że będzie padać... moknąć całą noc? to nie był pomysł zbyt zachwycający, ale ponieważ się zgłosiłam, więc nie mogłam się wycofać. Zapakowałam kanapki, dodatkowy sweter, wodę, czekoladę, pelerynę, encyklikę "Fides et ratio"... (czyli podstawowy zestaw dla przeżycia). A padało tylko jakieś pół godziny, i to przed modlitwą. No więc byłam wieczorem na czuwaniu modlitewnym w Circo Massimo, gdzie rozdawałam świece i butelki z wodą i takie śmieszne świecące breloczki.

Potem, ok. 23 skończyło się, więc poszłyśmy z J. do św. Piotra, żeby zobaczyć, jaka jest sytuacja. Sytuacja była taka, że można było czekać  na otwarcie placu parę godzin w zbitym tłumie, bez możliwości ruszenia się... uznałyśmy, że aż tak nam nie zależy i  że wystarczy nam bycie obok Castel sant’Angelo (Zamku Anioła), ze świadomością, że jesteśmy blisko.  Ale to oznaczało, że powinnyśmy wcześniej pójść gdzieś na Mszę św... obeszłyśmy okolicę, ustaliłyśmy, że pierwsza Msza jest o 8 rano (trochę późno, ale co robić), a potem poszukałyśmy jakiegoś otwartego kościoła, gdzie przespałyśmy się, skulone na klęczniku. Niestety – o 5 rano nas obudzili, że zamykają kościół... więc znowu trochę połaziłyśmy po mieście, wypiłyśmy kawę, poszłyśmy się pomodlić, a potem na Mszę.

Po Mszy – ok. 9 – ja byłam przekonana, że nawet nie warto się zbliżać do św. Piotra, tylko trzeba poszukać jakiegoś ekranu. Ale J. chciała, więc poszłyśmy i – krok po kroku – doszłyśmy na via della Conciliazione, co oznaczało, że widziałyśmy – choć z daleka – ołtarz, i mogłyśmy widzieć bezpośrednio, a nie na ekranie, odsłanianie obrazu BŁOGOSŁAWIONEGO Jana Pawła II. Więc jednak uczestniczyłyśmy w beatyfikacji!
A potem powrót – i wszystko było w miarę dobrze, oprócz ostatniego etapu: okazało się, że z okazji 1 maja nasz autobus – nie jeździ... Więc w nastroju bardzo pielgrzymkowym, po 40 minutach spokojnego marszu dotarłam do domu, zjadłam obiad i padłam. Bardzo szczęśliwa, że byłam w Rzymie i że mogłam brać w tym udział...

Wiem, że to jest opowieść bardzo „techniczna” – poszłam tu, zrobiłam to... jak mi się myśli ułożą, to napiszę też coś bardziej przemyślanego
Magda

poniedziałek, 2 maja 2011

O wyższości żywych osób i prawdziwych książek nad internetem


Kardynał Wojtyła, przed wyjazdem na konklawe, na którym został wybrany na papieża, ułożył krótki poemat poświęcony świętemu Stanisławowi, w którym napisał „słowo nie nawróciło, nawróci krew”; jakiś Włoch go zacytował w swoim tekście (oczywiście po włosku), a potem poprosił mnie o tłumaczenie całego tekstu. Kiedy tłumaczy się tekst, w którym występują cytaty, to porządny tłumacz (a takim chcę być) nie tłumaczy sam tych cytatów, tylko je znajduje, albo w tekście oryginalnym (jak w tym wypadku), albo w istniejących przekładach (tak, na przykład, robi się z Biblią).
A co się robi, jeżeli potrzebuje się tekstu, którego nie ma pod ręką? To oczywiste: szuka się w internecie. I tak załatwiłam wszystkie cytaty (z Biblii i z przemówień Jana Pawła II), tylko z tym jednym nie mogłam sobie poradzić. I co? I z rozpaczy napisałam do rodziny, podając przybliżone tłumaczenie („jeżeli słowo nie nawróciło, krew nawróci”); moja Mama zadzwoniła do przyjaciół, którzy mają wszystkie książki Karola Wojtyły, oni sprawdzili, przedzwonili, Mama mi to przesłała... i tak, przynajmniej w tym wypadku, okazała się wyższość ludzi i książek nad internetem...

Magda