niedziela, 21 czerwca 2009

Z kwiatami na imieniny...

... idziemy dzisiaj do naszej załozycielki, Matki Luigii Tincani. Obchodziła imieniny właśnie 21 czerwca, we wspomnienie św. Alojzego Gonzagi, bo Luigia to po włosku kobiecy odpowiednik Alojzego. Czyli imię spolszczone brzmiałoby... Alojza...To już wolę to włoskie. :)
Od kilku lat chodzimy z kwiatami do rzymskiej bazyliki Santa Maria sopra Minerwa, gdzie Nasza Matka jest pochowana pod ołtarzem św. Jacka Odrowąża (co dla nas, Polek, nie jest bez znaczenia). Obok niej został pochowany o. Lodovico Fanfani OP, ktory był spowiednikiem i kierownikiem duchowym Giny oraz świadkiem krystalizowania się jej powołania zakonnego, a następnie, aż do swojej śmierci, Ojcem dla Unii.
Niezbadane są plany Opatrzności: siostry mówią, że nikomu nawet się nie śniło, że Matka będzie pochowana w tym samym kościele, w ktorym znajduje się grób św. Katarzyny ze Sieny i w którym spędziła tyle czasu na modlitwie. No i to miejsce w samej bazylice: tuż obok kaplicy Najświętszego Sakramentu, miejsce w którym o.Fanfani i Gina spotkali się po raz pierwszy. (Gina szukała w Rzymie kierownika duchowego i polecono jej dwu: o. Zucchi i o. Fanfaniego. Obydwu poprosiła o rozmowę, a zawierzając całą sprawę Matce Bożej powiedziała sobie: Wybiorę tego, ktory przyjdzie pierwszy. Przyszedł o. Fanfani).
Dzisiaj na jej grób przychodzą nie tylko siostry, przychodzą też inni ludzie, dziękować za łaski i prosić o kolejne. Jak będę w Rzymie, pójdę tam i ja.
Sabina

środa, 17 czerwca 2009

Echa Lednicy

Chodziłam po Polach Lednickich i myślałam, jak bardzo wpisuje się ta moja "posługa" w nasz styl i charyzmat. Iść, szukać ludzi, zwłaszcza tych, którym na wierze i Panu Bogu niezbyt zależy. Chcieć słuchać... i wychodzić w dyskusji od ich życia, od szkoły, robienia dredów i planów na przyszłość, po to, by świadczyć im o Bożej miłości.
Trudna sprawa. Łatwiej jest "głosić kazania", "moralizować", "osądzać"... Cała nadzieja w tym, ze człowiek całe życie się uczy, a Pan Bóg posługuje się nami nawet wtedy, gdy jesteśmy jeszcze dalecy od doskonałości.

Chodziłam po Polach Lednickich i dziękowałam Mu za tych wszystkich ludzi zaangażowanych. Zrobiła na mnie wielkie wrażenie zwłaszcza ofiarność księży, którzy przez cały dzień spowiadali obok namiotu adoracji. Jeszcze po dziewiątej, po ciemku i w deszczu, byli księża, którzy spowiadali stojąc pod gołym niebem, i to bez parasola. (Rozmawiałam z jednym, który o 20.30 złożył swoje krzesełko mówiąc, że już nie może. Każdemu z nich powiedziałabym z serca: Dziękuję!, ale trochę mi było głupio i nic nie powiedziałam...).

Ogólnie rzecz biorąc myślę, ze tegoroczna Lednica nie przejdzie bez echa w życiu wielu młodych ludzi.
Jak wielu zobaczyło obok siebie - może pierwszy raz w życiu - tylu ludzi wierzących, którzy bawią się bez "dopalaczy". I razem chcą się modlić. Jak wielu prosiło o modlitwę.
Jak wielu długo trwało w ciszy adoracji, na kolanach przed Najświętszym Sakramentem.
Jak wielu chciało się wyspowiadać "na spokojnie", długo rozmawiając z księdzem.
Jak wielu przyjęło lednicki brewiarz jak wielki skarb. (Mam przed oczami młodą dziewczynę, która była tak szczęśliwa..., że pocałowała go z wielką czcią).
Jak wielu dzięki niemu odkryje piękno modlitwy liturgicznej...

Tylko Pan Bóg wie to wszystko. Niech On da wzrost tego, co sam zasiał.
A ja... chcę tam wrócić za rok, jeśli się uda. :)
Sabina

wtorek, 9 czerwca 2009

Nie-zwykłe kobiety

Wczoraj obchodziliśmy wspomnienie jednych z pierwszych mniszek dominikańskich z początków XIII wieku, Diany i Cecylii, a dzisiaj w Rzymie wspomina się błogosławioną Annę Marię Taigi, z przełomu XVIII i XIX wieku, żonę ‘nieznośnego’ męża, matkę siedmiorga dzieci, tercjarkę Zakonu Trójcy Przenajświętszej; swoje małżeństwo traktowała jako powołanie i misję otrzymaną od samego Boga. Potrafiła łączyć modlitwę z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci oraz zaangażowaniem społecznym na rzecz chorych i biednych; opiekowała się również z wielką miłością swoimi starszymi i schorowanymi rodzicami.
Ze św. Katarzyną ze Sieny łączy ją miejsce urodzenia (Siena) i śmierci (Rzym), choć dzielą je aż cztery stulecia; obie za młodu pracowały jako służące (Katarzyna w domu rodzinnym jako kara za odmowę zamążpójścia, a Anna Maria – w domu swojego przyszłego męża). Obie były dla swoich ówczesnych – bogatych i biednych, wysoko postawionych i tych z ludu - ostoją i poradnią, służąc im dobrą radą i modlitwą. I obie miały swoich Oblubieńców, ale jakże różnych! Mąż Anny Marii był to dobry katolik, ale gburowaty, impulsywny i gruboskórny, Katarzyna zaś „zaślubiła mistycznie” „najpiękniejszego z synów ludzkich”, choć dla wielu jest On tylko postacią historyczną, a nie żywym, czującym i zakochanym w nas do szaleństwa Bogiem - Człowiekiem!
Również Diana i Cecylia zostały wybrane przez Niego na Oblubienice.
Cecylia zostawiła potomnym porywający opis fizjonomii św. Dominika, Diana zaś – bezcenną korespondencję z bł. O. Jordanem, drugim po św. Dominiku, Generałem („Maestro generale”) Zakonu kaznodziejskiego (czyli dominikanów). Poza tym zakon zawdzięcza Dianie teren, darowany jej przez dziadków, na którym powstał pierwszy kościół dominikański w Bolonii, „San Niccolò delle Vigne”.
Nie-zwykłe bywają dzieje kobiet, które potrafią właściwie odczytać swoje powołanie i pomimo rozlicznych trudności znaleźć szczęście tam, gdzie Pan Bóg im miejsce wyznaczył.
Szczęść Boże! - Ola

PS Ola, dzięki za tego "fajnego" posta. Włamałam się do niego, żeby dodać zdjęcia: na pierwszym obrazie jest przedstawiona Anna Maria Taigi; Cecylia to ta z lilią, a na trzecim są Diana Andalo' z bł. o. Jordanem z Saksonii.
Dodam jeszcze, że Diana musiała ostro powalczyć z rodziną, żeby wstąpić do zakonu. Skutkiem były między innymi połamane żebra... (odsyłam do czytań w Brewiarzu dominikańskim: http://www.dominikanie.com/lg/lg608.htm).
Niech Was Pan błogosławi! Sabina

środa, 3 czerwca 2009

Do zobaczenia na polach lednickich!

100 tys. ludzi... Czy w takim tłumie można spotkać kogoś, kogo się szuka?
Można.
Mnie można będzie spotkać wśród lednickich ewangelizatorów,
albo - od 13.30 do 15.00 - w Lednickim Centrum Powołaniowym;
albo - w kaplicy pomiędzy 15.00 a 16.00;
albo w jakimś pociągu z/do Krakowa...
albo jeszcze nie wiem gdzie. Czas pokaże. :)
Proszę Was o modlitwę: żebym była drogą, po której Pan rzeczywiście przychodzi do ludzi.
Niech Was Pan błogosławi!
Sabina

‘Feminizm’ po chrześcijańsku

W tym roku rocznica śmierci Sługi Bożej Luigi Tincani przypadła w uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Nasza Założycielka zmarła 33 lata temu 31 maja, w święto Nawiedzenia św. Elżbiety przez Maryję, która zaraz po wyrażeniu zgody na swą niezwykłą misję, udaje się z Dobrą Nowiną i z gotowością pomocy do swojej podeszłej wiekiemm krewnej. Nie-zwykłe misje, nie-zwykłe kobiety, wykraczające poza stereotypy swoich czasów. Należy do nich również Luigi Tincani, której poświęcona była prezentacja najnowszej książki: „Gina Tincani. Sulla strada delle grandi cime” – na drodze wysokich szczytów (Gina to zdrobnienie imienia Luigina). Prezentacja ta, połączona z Mszą św., miała miejsce w Klasztorze OO. Dominikanów przy Bazylice „S. Maria sopra Minerva”. Wszyscy prelegenci byli zgodni co do niezwykłej, charyzmatycznej osobowości naszej Założycielki i podziwiali jej nadzwyczajną aktywność i skuteczność działania opartego na gruntownej wiedzy i mocnej wierze, wyniesionej jeszcze z dzieciństwa i pielęgnowanej w czasie długiego i nie pozbawionego wielorakich trudności życia. Tak, jak i pierwsi chrześcijanie, otwarta na natchnienia Ducha Świętego i wyczulona na „znaki czasu”, odznaczała się wielką odwagą i wytrwałością w dążeniu do wyznaczonych sobie celów, odczytanych jako wola Boża.
W czasach, gdy kobiety nie miały możliwości kontynuowania nauki w gimnazjum klasycznym, Luigia już w wieku 15 lat została nauczycielką, a potem - jedną z pierwszych laureatek Uniwersytetu Katolickiego, założonego przez O. Agostina Gemelli (franciszkanina, byłego socjalisty). W okresie, gdy ‘feministki laickie’ walczyły o równe prawa z mężczyznami, nowatorską była jej idea „powołania intelektualnego” kobiety, która nie zaprzeczając swojej kobiecości, mogła się w pełni realizować w ‘macierzyństwie duchowym’ np. jako nauczycielka, traktując swój zawód jako „drabinę do Boga” i jako środek do przekazywania Prawdy i Bożej Miłości na jakże często trudnym terenie szkoły państwowej.
Inną postacią godną naśladowania jest zmarła niedawno nasza Siostra, dr Anna Cappella; nieprzeciętna osobowość i niezwykła historia życia poświęconego ratowaniu życia – jako ginekolog-położnik i jako propagator metody naturalnej regulacji poczęć, wierny przyjaciel małżeństwa Billingsów i ‘córka duchowa’ papieża Jana Pawła II. W miesiąc po jej śmierci, w kościele na terenie Polikliniki Gemelli, w której pracowała (i w której operowany był nasz Ojciec Święty) odprawiona została Msza św. w jej intencji z udziałem dwóch biskupów i wielu współpracowników i przyjaciół oraz licznych współsióstr. Wspaniały chór ‘przebijał sklepienie’ kościoła w tym liturgicznym okresie W-niebo-wstąpienia Pańskiego przypominając wszystkim o obecności chórów anielskich podczas celebracji Eucharystycznej i o tej rzeczywistości życia po śmierci, o której jakże często zapominamy.
Szczęść Boże! - Ola

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Do Lednicy coraz bliżej...

Jadę na Lednicę!
To znaczy jadę, chociaż jeszcze nie wiem jak i z kim. Na razie szukam jakiegoś wyjazdu z Krakowa. Jeśli nie znajdę, to pewnie pojadę na własną rękę.

Chciałam wrócić do sprawy zbiórki na Lednicką Liturgię Czasu. Bardzo dziękujemy za okazaną życzliwość, serce, zaangażowanie i zaufanie. Zebrane pieniądze nie są tu najważniejsze..., ale myślę, że wypada publicznie podziękować ofiarodawcom i podać trochę danych.

Moja mama zbierała wśród rodziny, sąsiadów, przyjaciół, znajomych..., gdzie się dało. Widziałam listę imienną z tej zbiórki, listę, która robi wrażenie: 84 osoby! Niektóre z nich z trudem wiążą koniec z końcem, ale chciały dać chociaż 5 zł. W końcu mama wpłaciła na konto ok. 1196 zł.
W naszej parafii, św. Jana Kantego na os. Widok, ks. proboszcz Jan Franczak podszedł do sprawy bardzo życzliwie: w jedną niedzielę wystawił puszkę na stoliku za ławkami. Wieczorem znalazł w niej ponad 1600 złotych.

My, czyli Misjonarki Szkoły z Krakowa, zebrałyśmy ok. 84 złotych.

W sumie uzbierało się na ponad 700 brewiarzy! Chwała Panu!
Niech On błogosławi wszystkich ofiarodawców i czytelników tego posta!
Do zobaczenia na Lednicy! :)
Sabina