sobota, 29 listopada 2008

630 lat temu…


...(czyli 28 listopada 1378 roku), św. Katarzyna ze Sieny przybyła do Rzymu. Została wezwana przez papieża Urbana VI, w momencie kiedy zaczynał się podział w Kościele (grupa kardynałów, niezadowolonych z wyboru Urbana VI wybrała antypapieża). Katarzyna zdecydowanie stanęła po stronie Urbana VI. Okazała mu swoje poparcie przez przybycie do Rzymu, przez listy, w których starała się przekonać adresatów, aby poparli właściwego papieża, a przede wszystkim – przez codzienną, wytrwałą modlitwę.
Z tej okazji Międzynarodowe Centrum Badań nad św. Katarzyną zorganizowało wieczór teatralno – modlitewny w kościele santa Maria sopra Minerva (gdzie św. Katarzyna jest pochowana): aktorka, Aurora Macheretti wcieliła się w rolę św. Katarzyny i deklamowała jej modlitwy, wypowiedziane właśnie w Rzymie.
Magda

O przepaści, o Bóstwo wieczne, o morze głębokie!
Cóż mogłeś mi dać więcej nad samego siebie?
Twa mądrość, Twa dobroć, Twa łaskawość i dobro Twe nieskończone
nie potępiły mnie z powodu mnóstwa i ogromu mych grzechów i błędów.
W świetle Twoim obdarzyłeś mnie światłem,
w mądrości Twojej poznałam prawdę,
w łaskawości Twojej znalazłam Twoją miłość i miłość bliźniego.
Kto skłonił Cię do tego?
Z pewnością nie moje cnoty, tylko miłość Twoja.


(św. Katarzyna ze Sieny, Dialog 345)

czwartek, 27 listopada 2008

Łaska Boża jak słońce ...

„Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna” – to prawda naszej wiary.
„Łaski bez” – można i tak, ale jak długo...?
W ogrodzie naszego Domu generalnego w Rzymie rośnie sałata, bo jeszcze w połowie listopada w samo południe słońce mocno grzało! A w Polsce już zimno i zieleń zamiera; tak jak zamiera życie duchowe pozbawione łaski Bożej. Tak bardzo dbamy o ciało, przeznaczone przecież na obumarcie, a o duszy nieśmiertelnej jakoś nie wszyscy pamiętają. Po śmierci ciało i tak nam, że tak powiem, „odrośnie”, ale już przebóstwione, a więc doskonałe – takie, jakie było w odwiecznym zamyśle Bożym; „jakość duszy” natomiast zależy już tylko od nas – lepiej, by nie nastąpił jej „uwiąd”...
I tak, jak o ciało materialne, warto by było zadbać również o duszę (sakramenty), karmią ją chlebem niebieskim (Ciałem Pańskim – Eucharystia). Mamy przecież te pomoce w zasięgu ręki (przynajmniej w Europie); Pan Jezus zostawił nam je w swoim Kościele, którego «bramy piekielne nie przemogą» (Mt 16,18), chociaż tak bardzo próbują ...
No còż, warto chyba stanąć po stronie Zwycięzcy Wszechświata!
Czego wszystkim życzę (zupełnie bezinteresownie)
- Ola

wtorek, 25 listopada 2008

Pozorne lenistwo

Może się wydawać, że wśród piszących w tym blogu panuje lenistwo, bo niczego nie piszą. Ale to tylko pozory lenistwa.
Rok szkolny i rok akademicki są od dawna w toku i każda z nas w pełni zaangażowała się w swoją pracę, czy studia: w pracę w szkole, uczestnictwo w kursie dokształcającym dla nauczycieli, prowadzenie akademika, organizację dnia skupienia, tłumaczenie tekstów, prowadzenie domu… Komuś przytrafiło się też takie epokowe wydarzenie, jak tygodniowe leżenie w łóżku z powodu grypy. Takie są miejsca, w jakich Pan stawia nas każdego dnia (albo raz na jakiś czas :)).
Czytelnika prosimy o cierpliwość; może w okolicach końca tygodnia uda nam się podzielić naszymi ostatnimi doświadczeniami. A jest o czym opowiadać!
Z prośbą o modlitwę
Sabina

poniedziałek, 3 listopada 2008

Święci są wśród nas.

Miałam to szczęście być na pogrzebie Giuseppiny we Florencji (2 listopada, w niedzielę); rzeczywiście umarła w opinii świętości, co podkreślił nawet O. Kapucyn, który jako kapelan znał ją dobrze przez ostatnie sześć lat, gdyż była tam przełożoną naszego domu zakonnego. Wystarczy powiedzieć, że na jej pogrzeb przyszło ponad 100 osób, które miały z nią jakiś kontakt: nasze Siostry z Rzymu, z Bolonii i Florencji, tercjarze dominikańscy, Siostry franciszkanki, które uświetniły Mszę św. pogrzebową swoim śpiewem, Amici (czyli grupa przyjaciół naszej założycielki, Luigi Tincani) oraz mnóstwo innych ludzi, z którym Giuseppina miała jakiś kontakt. Nasza zmarła Siostra była osobą, która wprowadzała w życie chrześcijańską zasadę miłości bliźniego: pomagała wszystkim, jeśli nie uczynkiem, to przynajmniej dobrym słowem i życzliwym zainteresowaniem. Pomimo nieuleczalnej choroby, z którą walczyła dzielnie przez wiele lat, chciała dać z siebie jeszcze więcej: ofiarowała swoje oczy do transplantacji jako dar dla kogoś potrzebującego (można to uczynić do lat 75, a ona miała tylko 70).
Bezpośrednim „dowodem” jej świętości był niebiański uśmiech, jakim witała każdego, kto zbliżał się do jej trumny (otwartej aż do Mszy świętej); miało się wrażenie, że mówi: jestem już szczęśliwa w niebie, skąd będę mogła wam jeszcze bardziej pomagać (tak, jak to obiecała swoim Siostrom). Oby każda z nas potrafiła naśladować jej życie oddane drugim aż do końca, by otrzymać potem tę wieczną nagrodę, która jest w zasięgu każdego z nas!
Szczęść Boże! - Ola

sobota, 1 listopada 2008

O Wszystkich Świętych raz jeszcze

Poszłyśmy dzisiaj na cmentarz w pobliskiej parafii, aby pomodlić się za zmarłych i skorzystać z daru odpustu zupełnego. Na cmentarzu było dużo ludzi, mnóstwo świec i kwiatów, Msza święta... i uroczysta procesja pokutna.
Teologiem to ja nie jestem, ale sobie pomyślałam, że chyba trochę nam ginie radosny wymiar dzisiejszej uroczystości. Zamiast „Dobry Jezu a nasz Panie...” miałam ochotę śpiewać:
„Oto są baranki młode,
oto ci, co zawołali Alleluja!”.

W końcu Ci nasi bracia w wierze, znani czy nie znani, są już na zawsze z Panem Bogiem!!! Znalazła w nich wspaniałe wypełnienie ta łaska, którą Bóg daje nam w Jezusie Chrystusie i którą wylewa na Kościół od dnia Zesłania Ducha Świętego.
Wszyscy święci Boży, módlcie się za nami!

W domu czekała na nas niespodzianka, oczekiwana, ale niespodzianka. Bardzo się wzruszyłyśmy, bo właśnie dzisiaj, w uroczystość Wszystkich Świętych, w pierwszą sobotę miesiąca, dokładnie w godzinie Miłosierdzia Pan Jezus zabrał do siebie jedną z naszych sióstr, Giuseppinę z Florencji. Jesteśmy pewne, że od razu posadził ją przy sobie, bo to taka święta kobieta, nawet sobie nie wyobrażacie.

1 listopada – Wszystkich Świętych: mamy rodzinę w niebie!

Z naszym życiem to jest trochę tak, jakbyśmy mieszkali w jakimś szarym, smutnym i biednym kraju, ale mieli rodzinę za granicą – gdzieś, gdzie żyje się łatwiej i lepiej... no i ta nasza rodzina – jak to rodzina – chętnie by nam pomagała, tylko że ... jeżeli o nich nie wiemy, nie piszemy, nie podajemy adresu – to jak mogą nam pomóc?
My, żyjący na ziemi, mamy rodzinę w niebie i to są nie tylko nasi bliscy zmarli, ale i wszyscy – bo wszyscy święci są naszą rodziną. A może czasem nie wiemy, że są, i że chcą nam pomóc?... moje porównanie tu trochę kuleje, bo nawet jeżeli o nich nie wiemy to oni o nas wiedzą, chcą i mogą nam pomóc.
I być może dopiero w niebie odkryjemy, komu z nich zawdzięczamy jakąś szczególną łaskę, wsparcie, pomoc w trudnej chwili...
Magda