poniedziałek, 28 stycznia 2019

Strony stale w blogu (linki bezpośrednie)

Od bardzo dawna ten blog ma swoje "części stałe", czyli treści niezmienne. Ale okazało się, że ta część bloga jest niewidoczna dla urządzeń mobilnych.

niedziela, 27 stycznia 2019

Zaprawiać się do wojny

Dla Izraelitów – tak jak dla wielu ludów, w ich czasie i kiedy indziej, w ich okolicy i gdzie indziej – wojna była stałą częścią życia. Wojna, albo przynajmniej jej możliwość, jej groźba.

Ale dla wierzących w jedynego Boga wszystko miało z Nim związek, wszystko się do Niego odnosiło: natura – stworzona przez Boga, dzięki której objawia On swoją chwałę. I historia: zdarzenia z życia poszczególnych ludzi i całego narodu. Więc i wojna była zdarzeniem, które w jakiś sposób objawiało Boga, mówiło o Jego działaniu, o Jego potędze i o Jego miłości.

Kiedy wojna była zwycięska – kiedy Bóg „wrzucił w morze rydwany faraona i jego wojsko” – to oznaczało opiekę Boga, Jego wierność, Jego miłość, Jego siłę i władanie nad historią.

Kiedy przychodziła klęska, był to znak, że lud oddalił się od Boga, że utracił kontakt z Nim – i że w ten sposób Bóg wzywa do nawrócenia.

Tak widziano działanie Boga we wszystkim, także w dramatycznych wydarzeniach ludzkiej historii. Ale prorocy patrzą dalej, patrzą poza historię – mówią o czasach mesjańskich, czasach ostatecznych, o czasach, które wykraczają poza znaną nam logikę. I oto jeden z elementów tych czasów: nie będą się zaprawiać do wojny. To coś więcej niż pokój: to pokój, który jest stały i trwały; to bezpieczeństwo, którego nie trzeba bronić, które opiera się na obecności Boga, a nie na nietrwałych sojuszach czy na niepewnej równowadze zbrojeń.

I tak prorok Izajasz obiecuje, że „nie będą się więcej zaprawiać do wojny” (Iz 2,4).

Co to znaczy, dla mnie? to znaczy poza sensem polityczno – militarnym? Chcę żyć w pokoju ze wszystkimi; w pokoju. Ale co to znaczy? oczywiście, brak konfliktów; ale prorok Izajasz mówi o czymś więcej: nie mówi on, że „nie będzie wojny”. Mówi, że „nie będą się zaprawiać do wojny”. Co to znaczy? Pragmatyczni i wojowniczy Rzymianie mówili „si vis pacem, para bellum” – jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny. Ja oczywiście, nie prowadzę wojny i staram się żyć w pokoju – ale. Ale uświadomiłam sobie, że w moim sercu, w moich myślach jest strasznie dużo niepokoju, gniewu – i też przygotowań do tych maleńkich, lokalnych „wojen”. Te wojny są bardzo lokalne, bo toczą się tylko w mojej głowie; ale to nie znaczy, że przestają być wojnam Kiedy cokolwiek się dzieje, kiedy cokolwiek mi się nie podoba – włącza mi się płyta z nagraniem: „bo jak ona tak, to ja jej powiem – bo ona nie powinna – bo przecież ona też tak robi – bo jakbym ja jej powiedziała…” – co to jest? to jeszcze nie jest konflikt, bo to – dzięki Bogu – najczęściej pozostaje wewnątrz mnie. Ale to jest przygotowywanie się do wojny.

Jest to mechanizm ewolucyjnie uzasadniony i pożyteczny: żeby wyciągać wnioski z doświadczeń, żeby przygotowywać się do możliwych trudności. I ten mechanizm znajduje swoje miejsce także w życiu duchowym: bo Maryja „zachowywała i rozważała w sercu” wszystko, co dotyczyło Jezusa. Tak. Ale – po grzechu pierworodnym – stał się nieuporządkowany: stał się niepotrzebnym zaangażowaniem w konflikty tylko możliwe; wyścigiem zbrojeń.I jak każdy wyścig zbrojeń – jest to marnowanie sił i zasobów, i energii. A przecież Bóg powiedział, przez proroka Izajasza „nie będą się zaprawiać do wojny”.

„Nie będą…” – to jest ciekawa forma gramatyczna: to może wyrażać zobowiązanie (bo tak tez były sformułowane przykazania: nie będziesz zabijał), ale to przecież jest też, po prostu, czas przyszły. A więc stwierdzenie tego, jak będzie. A więc obietnica Boga.

Co można zrobić, żeby się spełniła?

Można próbować wyłączyć to „ja narracyjne”, które ciągle gada; ale może lepiej dać mu coś innego do mówienia? na przykład dziękowanie Bogu, za osoby, z którymi się spotykam. Modlitwa za nie. Błogosławienie.

I jeszcze można powtarzać sobie to zdanie z proroka Izajasza, tę obietnicę: więc za każdym razem (a zdarza mi się to kilka razy dziennie, jeśli nie kilkanaście), kiedy zauważam u siebie takie myśli, powtarzam sobie „nie będziesz się zaprawiać do wojny”.

Magda

niedziela, 20 stycznia 2019

Nuncjusz

Kardynał Pietro Parolin (watykański sekretarz stanu) odprawił w sobotę Mszę świętą i udzielił święceń biskupich księdzu Christophowi Zakhii El-Kassis. Ksiądz Christophe jest Libańczykiem, który dotychczas pracował w Sekretariacie Stanu w Watykanie. Urodził się w Libanie w roku 1968; został wyświęcony w roku 1994. Od roku 2000 pracował w służbie dyplomatycznej, w różnych nuncjaturach: w Indonezji, Sudanie, Turcji, a potem w Watykanie. Jego mottem biskupim jest „Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Dlaczego o tym piszę? Bo i my brałyśmy udział w tej Mszy świętej: kilkanaście misjonarek szkoły, mieszkających w Rzymie. Dlaczego? Bo ksiądz Christoph jest nowym nuncjuszem w Pakistanie.

To wszystko wyjaśnia, prawda? Pakistanki dowiedziały się, że został mianowany nuncjuszem, znalazły go, przedstawiły się i zaprosiły go do wspólnoty. I rzeczywiście: przyjechał, odprawił Mszę św., a potem bardzo ciekawie opowiadał o swoich doświadczeniach.

W przyszłym miesiącu leci do Pakistanu; proszę, pomódlcie się za niego.

niedziela, 13 stycznia 2019

Foska

Kiedy robiłam porządek w pudełku z przyborami do szycia, znalazłam foskę. Foska to znaczek Oazy, czyli Ruchu Światło – Życie. Nazywa się tak, bo tworzą ją dwa skrzyżowane greckie słowa, oznaczające właśnie „światło” i „życie”: fos i zoe. 

(Czemu była w pudełku z szyciem? Prawdopodobnie dlatego, że wygląda trochę jak guzik. Czemu robiłam w nim porządek? Bo szukałam guzika od bluzki.) 

W każdym razie przypomniałam sobie o Oazie i o wszystkim, co z nią jest związane; o tym, co jej zawdzięczam i o tym, co mogło być lepsze; ale w każdym razie zostawiło we mnie ślad. 

Chodziłam na spotkania oazowe – właściwie już nie pamiętam, nie umiem zrekonstruować myśli, uczuć tej nastolatki z parafii św. Franciszka. Chyba po pierwsze dlatego, że były: u nas na wsi to było jedyne, co można było robić. Ale też, oczywiście, z wiary i z przekonania, to chyba był pierwszy moment, kiedy dotarło do mnie, że wiara jest moja, to znaczy to ja wybieram, że wierzę (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że my możemy wybierać, bo już wcześniej zostaliśmy wybrani; że możemy szukać Boga, bo On nas znalazł) 

Po latach, studiując teologię, uświadomiłam sobie, że to był naprawdę dobry, kompletny program, prowadzący do poznania Boga i do zaangażowania się w wiarę. I nawet jeżeli wtedy tego nie widziałam, to jakoś tam się zaczęło wiele ważnych rzeczy. Też wtedy dowiedziałam się, że mogę czytać Biblię i mówić o niej, i odkrywać w niej słowo Boga dla mnie. 

W wieku lat 16 zostałam animatorką i to wtedy ożywiło we mnie sakrament bierzmowania: oto miałam okazję mówić o wierze; i czułam się odpowiedzialna za tych ludzi, do których mówiłam, młodszych ode mnie o dwa-trzy lata. Nie chciałam tego, nie czułam się na siłach – ale się zgodziłam, bo to było potrzebne. Więc myślę, że zrobiłam dobrze. 

Czasem natykam się na nieprzychylne komentarze o Oazie: „brzydkie, grube dziewczyny w rozciągniętych swetrach, które klaszczą w łapki i śpiewają o miłości do Boga”. To boli – zwłaszcza dlatego, że to nie jest całkowicie fałszywe. Tak, taka byłam. No i co z tego? (A rozciągnięte swetry lubię nadal. I nadal jestem gruba). Trudno ocenić, co wtedy było wiarą, co było uczuciami, co było szukaniem przeżyć, albo sensu, albo Boga… zresztą, czy koniecznie to trzeba rozdzielać? ale to ważna część mnie, za którą jestem wdzięczna. I w końcu także przez to doświadczenie Bóg mnie prowadził do mojego powołania.

Magda

czwartek, 3 stycznia 2019

Nasza siostra Thresa




Dominikańska Misja Medialna (Media Mission) w Indiach została zainspirowana przez św. Jana Pawła II. Bardzo się rozrosła od skromnych początków, kiedy była projektem brata Rogera Godinho. Jej motto to „Ewangelizować wirtualny świat”. Ważnym momentem w jej rozwoju było założenie studia w Orlim (stan Goa). 

Ostatnim projektem jest „Ewangelia dzisiaj”. To krótkie rozważania o Ewangelii z dnia. Dzięki temu osoby, które nie mogą uczestniczyć w codziennej Mszy św. mają okazję rozważania słowa Bożego; a dla młodych dominikanów to okazja, żeby doświadczyć głoszenia kazań.

Dlaczego o tym piszemy, dlaczego na polskim blogu zajmujemy się tym, co robią dominikanie w Indiach? Bo wśród osób, prowadzących rozważania, jest też nasza siostra Thresa. Mówi oczywiście po angielsku; można zobaczyć ją tutaj.

 (na podstawie strony Dominican Friars India oprac. ms)