niedziela, 19 maja 2019

DSI, czyli dominikanki działają wspólnie

W zeszłym tygodniu odbyło się w Rzymie spotkanie „Dominican Sisters International Confederation”, czyli „Międzynarodowej Konfederacji Sióstr Dominikanek”. Brała w nim udział także nasza przełożona generalna, bo od dwóch lat należymy do tego stowarzyszenia. Należy do niego około 70 zgromadzeń dominikańskich prowadzących działalność apostolską (na sto kilkanaście istniejących).

Powstało ono w roku 1995, ma na celu
DSI: obrady przełożonych generalnych, maj 2019
- wzajemne wspieranie się w życiu charyzmatem dominikańskim i promocję tożsamości kobiet kaznodziejów
- ułatwienie komunikacji i współpracy na poziomie krajowym i międzynarodowym
- promowanie pokoju i sprawiedliwości, troski o naturę i prawa człowieka, zwłaszcza dotyczących kobiet
- rozwijanie współpracy w Rodzinie Dominikańskiej. 

Tutaj jest strona: http://www.dsiop.org, ale z dwoma “niestety”: po pierwsze, po angielsku; po drugie, nie uaktualniona.

PS Drugie zdjęcie w poście pochodzi z profilu facebookowego DSIC: https://www.facebook.com/DSI-Dominican-Sisters-International-477595342275409/

niedziela, 12 maja 2019

Modlitwa za Europę

Przez wstawiennictwo świętej Katarzyny ze Sieny i wszystkich patronów naszego kontynentu wznieśmy naszą modlitwę do Boga:
Boże, źródło sprawiedliwości, umocnij naszą wolę budowania sprawiedliwości na rzecz wszystkich, których spotykamy na naszej drodze, zwłaszcza najbiedniejszych z biednych.
Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.

Ojcze naszego Pana, Jezusa Chrystusa, Księcia pokoju, obdarz nas pokojem serca i pomóż nam pracować na rzecz pokoju w dzisiejszej Europie i świecie.
Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.

Ojcze, który posłałeś Ducha Świętego, niech Twoja mądrość towarzyszy tym, którym powierzono odpowiedzialność polityczną, ekonomiczną czy kulturalną w Europie. Błogosław wszystkim zaangażowanym w działalność instytucji międzynarodowych. Spraw, aby byli przekazicielami pokoju i sprawiedliwości w służbie dla Twojego Królestwa.
Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.

Ojcze Tego, który prosił, abyśmy stanowili jedno, tak jak On stanowi jedno z Tobą, pomóż nam budować jedność i zgodę w naszych rodzinach, wspólnotach, miejscach pracy, w naszych miastach, krajach i na całym świecie.
Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.

Ojcze, którego oblicze jest miłosierne i pełne łaski, uzdolnij nas w duchu wzajemnego szacunku do odkrywania bogactwa różnorodności poprzez naśladowanie Twojej miłości.
Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.

Ojcze, źródło wszelkiej miłości, wlej w nas odwagę, abyśmy w naszych codziennych sprawach naśladowali Twojego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa, który oddał swe życie na krzyżu dla naszego zbawienia, aby kultura miłości mogła wzrastać w naszych społeczeństwach.
Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Panie.

Od zwracania się jedni przeciw drugim – wybaw nas, Panie.
Od lęku wobec różnorodności i tego, co nieznane – wybaw nas, Panie.
Od ducha podziałów – wybaw nas, Panie.
Od kłamstwa i fałszu – wybaw nas, Panie.
Od braku troski o wspólne dobro – wybaw nas, Panie.
Od obojętności – wybaw nas, Panie.
Od zamknięcia się na dialog – wybaw nas, Panie.
Od pogardy wobec życia – wybaw nas, Panie.
Od braku szacunku dla stworzenia – wybaw nas, Panie.
Od braku nadziei – wybaw nas, Panie.

Wraz ze świętą Katarzyną ze Sieny módlmy się wspólnie:
O Duchu Święty, przyjdź do mego serca!
O Boże żywy, mocą swoją świętą pociągnij me serce ku sobie.
Racz mi udzielić daru roztropnej miłości razem ze świętą bojaźnią.
Zachowaj mnie od wszelkiej złej myśli.
Niech miłość Twoja będzie mi żarem i światłem, ażeby każdy ciężar stał mi się lekkim ciężarem.
Święty mój Ojcze i słodki mój Panie! Wspomóż mnie w każdej Twej służbie.
Daj mi miłość Twoją. Amen.

O Trójco Święta!
Przez światło wiary posiadam mądrość w mądrości Słowa, Jednorodzonego Syna Twego; przez światło wiary jestem silna, stała i wytrwała;
przez światło wiary żywię nadzieję, ono nie daje mi upaść w drodze. (…)
W tym świetle poznaję Ciebie i jesteś obecne w duchu moim, Dobro najwyższe i nieskończone.
Dobro ponad dobrami! Dobro szczęśliwe! Dobro niepojęte! Dobro niewysłowione! Piękności nad pięknościami! Mądrości nad mądrościami, raczej Mądrości sama!
Ty, chlebie aniołów, z ogniem miłości oddałeś się ludziom! Tyś jest szatą, która okrywa wszelką nagość!
Tyś jest pokarmem, który słodyczą swą żywi zgłodniałych. (…) Przyoblecz, przyoblecz mnie sobą, Prawdo wieczna,
abym przeszła przez to życie śmiertelne w prawdziwym posłuszeństwie i w świetle najświętszej wiary, którym na nowo upoiłeś duszę moją.

Dialog, 167

niedziela, 5 maja 2019

Śladami świętego Wojciecha w Rzymie


Święty Wojciech (ok. 956-997), Czech, student w Niemczech, biskup Pragi, misjonarz na Słowacji (podbitej wtedy przez Węgrów)  i w Prusach, pielgrzym we Włoszech i w Francji męczennik, patron Polski – żeby dopełnić tej iście europejskiej geografii, przez kilka lat mieszkał w Rzymie.

Był już wtedy biskupem Pragi – i dwa razy z tej Pragi uciekał, za każdym razem właśnie do Rzymu. Po pierwszej ucieczce wrócił do Pragi,, ale potem znowu ją opuścił . Za drugim razem nie chciał wracać, zwłaszcza że doszła do niego wiadomość o śmierci krewnych, zabitych przez króla czeskiego: jego rodzina była na tyle ważna, że mogła uczestniczyć w polityce czeskiej; byli oni przeciwnikami panującej dynastii, a w tamtych czasach tak niekiedy rozwiązywano konflikty polityczne.

Jego bezpośredni zwierzchnik, arcybiskup Magdeburga, w pewnym momencie zadecydował: albo powrót do diecezji, albo wyjazd na misje – i wtedy Wojciech wyruszył do Polski i dalej, do Prus, gdzie poniósł śmierć męczeńską. Jego misja trwała całych… 10 dni.

A kiedy przebywał w Rzymie, mieszkał w klasztorze świętych Bonifacego i Aleksego na Awentynie. Kościół ten został zbudowany w miejscu, gdzie według tradycji stał dom rodzinny świętego Aleksego. Aleksy to jeden ze świętych pokutników: wyruszył w świat, a potem wrócił do domu jako żebrak i mieszkał przez lata pod schodami, nierozpoznany przez bliskich.  I to prawdopodobnie jeden z mnichów z tego klasztoru jest autorem jednego z żywotów św. Wojciecha.

A z klasztorem św. Aleksego byli też związani inni misjonarze: Benedykt i Bruno z Kwerfurtu. Benedykt to jeden z Pięciu Braci Polskich – eremitów, zabitych w Międzyrzeczu, w roku 1003. A Bruno był apostołem Pomorza i tam zginął, w roku 1009. Więc możliwe, że „Legenda o św. Aleksym”, jeden z najstarszych tekstów w języku polskim powstała właśnie pod ich wpływem.

Płaskorzeźba św. Wojciecha
Kościół św. Bartłomieja w Rzymie
Po męczeńskiej śmierci Wojciech został on od razu uznany za świętego (wtedy nie istniała jeszcze dzisiejsza procedura kanonizacji), więc niedługo później jego przyjaciel, cesarz Otto III ufundował kościół pod wezwaniem św. Adalberta (to było jego oficjalne imię) – już w roku 998. I to jest kościół na wyspie na Tybrze, dziś znany jako kościół św. Bartłomieja. W roku 1000 Otton otrzymał relikwię świętego Wojciecha, którą przekazał do tego kościoła. Otton wspierał kult św. Wojciecha – ufundował też klasztor w Pereum koło Rawenny pod jego wezwaniem, ale w momencie śmierci Ottona, w roku 1002, to się zatrzymało.

Kościół, oczywiście, był wielokrotnie przebudowany, ale przed ołtarzem  zachowała się płaskorzeźba z pierwotnego kościoła, przedstawiająca św. Wojciecha – wizerunek z XI. To jest jego najstarszy wizerunek! (Polskie drzwi gnieźnieńskie to jest dopiero XII wiek).

Kult Wojciecha musiał być bardzo rozpowszechniony w Rzymie, bo mniszki z klasztoru św. Cecylii, komponujące w 2. połowie XI w. zbiór legend o świętych, włączyły do niego żywot Wojciecha, jako jedynego świętego im współczesnego.

A cała ta opowieść została zainspirowana przez książkę:  Saints of the Chiristianization Age of Central Europe (Tenth-Eleventh Centuries) - podgląd okładki na zdjęciu. Pomyślcie tylko: Polka czyta w Rzymie opowieść o Czechu, przetłumaczoną z łaciny na angielski!
Magda

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Strony stale w blogu (linki bezpośrednie)

Od bardzo dawna ten blog ma swoje "części stałe", czyli treści niezmienne. Ale okazało się, że ta część bloga jest niewidoczna dla urządzeń mobilnych.

niedziela, 28 kwietnia 2019

O szaleńcze miłości!

"O wieczne miłosierdzie, które zakrywasz błędy stworzeń twoich! Nie dziwię się, że mówisz o tych, co porzucają grzech śmiertelny i wracają do Ciebie: Nie będę pamiętał, że obraziłeś Mnie kiedykolwiek (por. Ez 18,21-22). O niewysłowione miłosierdzie, nie dziwię się, że mówisz to do tych, którzy porzucają grzech, skoro mówisz o tych, co Cię prześladują: chcę, abyście modlili się za nich, iżbym uczynił im miłosierdzie.

O miłosierdzie, które wypływa z boskości twojej. Ojcze wieczny, które rządzi przez moc twą całym światem.

Przez miłosierdzie twoje zostaliśmy stworzeni i przez miłosierdzie twoje zostaliśmy na nowo stworzeni w krwi Syna twojego. Miłosierdzie twoje zachowuje nas. Miłosierdzie kazało Synowi twemu rozstrzygnąć bój na drzewie krzyża, w tej walce śmierci z życiem, a życia ze śmiercią. Wtedy życie pokonało śmierć grzechu, a śmierć grzechu odebrała życie cielesne nieskalanemu Barankowi. Kto został zwyciężony? Śmierć. Co było tego przyczyną? Miłosierdzie twoje.

Miłosierdzie twoje daje życie i daje światło i daje nam poznać twoje zmiłowanie dla każdego stworzenia, dla sprawiedliwych i grzeszników. Na wysokości nieba twoje miłosierdzie jaśnieje w świętych twoich. Gdy spojrzę na ziemię, ziemia opływa w miłosierdzie twoje. W ciemnościach piekła świeci miłosierdzie twoje nie zadając potępionym tak wielkiej kary, na jaką zasłużyli.

Miłosierdzie twoje łagodzi sprawiedliwość twą, przez miłosierdzie obmyłeś nas w krwi, przez miłosierdzie zechciałeś obcować ze stworzeniami twymi. O szaleńcze miłości! Nie dość Ci było wcielić się, że jeszcze zechciałeś umrzeć! Nie dość Ci było umrzeć, że jeszcze wstąpiłeś do piekieł, aby wyzwolić świętych Patriarchów i spełnić w nich twoją prawdę i miłosierdzie! Dobroć twoja bowiem obiecała szczęście tym, co Ci służą w prawdzie, dlatego zstąpiłeś do piekieł, by wydobyć z kaźni tych, co Ci służyli i oddać im owoc ich trudów.

Miłosierdzie twoje, zmusiło Cię dać jeszcze więcej człowiekowi. Zostawiłeś siebie na pokarm, aby umocnić naszą słabość, i aby niewiedza nasza, wspominając to, nie straciła pamięci dobrodziejstw twoich. Przeto dajesz się co dzień człowiekowi, zjawiając się w Sakramencie Ołtarza, w mistycznym ciele świętego Kościoła. Któż to uczynił? Miłosierdzie twoje! o, miłosierdzie! Serce się spala na myśl o tobie, bo gdziekolwiek zwrócę ducha, nie znajduję nic prócz miłosierdzia. O, Ojcze wieczny, przebacz ciemnocie mojej, że ośmieliłam się mówić w obliczu twoim, lecz miłość miłosierdzia twojego wybaczy mi w obliczu dobroci twojej".


Katarzyna ze Sieny
(Dialog, 30, tłum. L. Staff)

niedziela, 21 kwietnia 2019

On żyje!

"Chrześcijanie, klaszczcie w dłonie, alleluja!
Pan nasz dziś zmartwychwstał, alleluja!" (z pieśni) 


Życzymy Wam spotkania z Jezusem Zmartwychstałym: żywym i obecnym w Kościele. Spotkania, które przemienia życie.

I wtedy święta będą naprawdę wesołe.

misjonarki szkoły

niedziela, 7 kwietnia 2019

Przycinanie

Czy wiecie, co to jest „roncola”? Pewnie nie, ja też nie wiedziałam. To jest taki wygięty nóż, zamocowany na długim kiju; coś jak zminiaturyzowana kosa ustawiona na sztorc. Używa się tego do przycinania winnej latorośli i pewnie też do innych prac ogrodniczych.
 
To przycinanie wygląda bardzo dramatycznie: bo też gałęzie są suche, popękane, powyginane – wyglądają zimą, jakby już nigdy nie miały ożyć. I tak wyglądają przez całą zimę. A potem, na wiosnę, pojawiają się na nich młode pędy – jasnozielone, świeże, delikatne; prześliczne. I to jest taka bardzo widoczna oznaka wiosny, powrotu ciepła, budzącego się życia. 

A wtedy przechodzi ogrodnik, uzbrojony w ten właśnie nóż, i – ciach! obcina te gałązki, nawet nie co którąś, czy połowę – raczej większość. I wcale niekoniecznie obcina te najmniejsze; to, którą ciąć, a którą zostawić, to „wiedza tajemna” ogrodnika, owoc jego doświadczenia.

To obcinanie jest konieczne, bo jeżeli roślina będzie miała za dużo gałęzi, to cała jej siła pójdzie właśnie w te gałęzie, a nie w kwiaty i owoce. I owoce po prostu nie będą miały miejsca, żeby się rozwinąć. Więc tak, to jest konieczne – ale i tak bardzo dramatyczne.

Ale to jeszcze nie wszystko: to pierwsze przycinanie odbywa się wczesną wiosną, ale jest i drugie – pod koniec lata. Kiedy te zostawione wiosną gałązki urosły, zakwitły, zaowocowały – teraz owoce mają dojrzeć na słońcu. Więc obcina się te wszystkie liście i gałęzie, które je zasłaniają, nie mają owoców – są już niepotrzebne.

To jest drugie przycinanie. Oba wyglądają na niszczenie czegoś, co jest dobre; oba pewnie są jakoś „bolesne” dla rośliny. I oba są po to, żeby były owoce.
Magda


niedziela, 31 marca 2019

Jeżeli będziemy miłością

Kiedy chcemy zapalić ogień, który zgasł,
dmuchamy na ten jedyny węgielek, który jeszcze się żarzy,
nawet jeżeli jest maleńki, niemalże jedna iskierka.

Musimy robić to samo, kiedy wydaje się nam, że nie ma wokół nas miłości,
kiedy ogień miłości zgasł w duszy, w kimkolwiek.

Musimy tchnąć miłość na iskrę dobra, która każda dusza chroni w sobie,
może pod popiołem pozornego zimna.

Jeżeli będziemy miłością, rozpalimy miłość,
jeśli dmuchniemy powiewem dobra, rozpalimy dobro
i w świecie rozpali się miłość, wykiełkuje dobro.
Rozpali się miłość, którą Jezus pozostawił także pod popiołem grzechu.

Luigia Tincani
(tłum. ms)

niedziela, 24 marca 2019

Księżniczka


Bajka mówi, że księżniczka została porwana.
Oczywiście, jej królewscy rodzice i cały dwór zaczęli jej szukać; na próżno.
Ogłoszono więc, że kto ją znajdzie, dostanie nagrodę. Potem następował opis księżniczki: złote loki, błękitna sukienka, wachlarzyk, białe pantofelki...
Więc zaraz zaczęły się pojawiać liczne księżniczki: wszystkie blondynki, w błękitnych sukienkach i białych pantofelkach, z wachlarzykami. I wszystkie były fałszywe. Dlaczego? Bo doprowadzone przed króla dygały głęboko i uroczyście szeptały „wasza królewska mość”.
A prawdziwa księżniczka, kiedy się wreszcie odnalazła – nie miała sukienki ani wachlarzyka, była brudna i obdarta, tak że strażnicy wcale nie chcieli jej wpuścić. I w dodatku natychmiast złamała wszystkie normy dobrego wychowania: zamiast szeptać i dygać, pobiegła do króla i rzuciła mu się na szyję, krzycząc „tatusiu!”.

***

Jesteśmy dziećmi Boga. Jak się wobec Niego zachowujemy? Kłaniamy się z dystansu, czy biegniemy Mu na spotkanie, pewni Jego miłości?
(A ta bajka to „Porwanie w Tiutiurlistanie”, cytowane z pamięci).
Magda

niedziela, 17 marca 2019

Świat mówi


Czy świat mówi mi o Bogu? Oczywiście.
Często i od zawsze, jeszcze zanim przeczytałam o tym u św. Pawła: „Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,20).

Świat mówi mi, że istnieje Bóg  - jego Stwórca. Że jest On potężny, mądry, dobry... że kocha istnienie i piękno, i różnorodność; że ma nieskończoną wyobraźnię.

Galaktyki i komórki, i stokrotki i komety... Każde stworzenie inaczej, każde na swój sposób, każde podkreśla inną cechę Boga – ale wszystkie mówią, że skoro one są piękne, interesujące, wielkie, mocne, niezwykłe – to o ileż bardziej On, ich stwórca. O ileż bardziej – albo może poza wszelką skalą, poza wszelkim porównaniem.

Ale święty Ignacy Loyola dodaje coś jeszcze: twierdzi, że całe stworzenie, że wszystkie stworzenia mówią nam o Bogu – o Jego miłości do nas. Do każdego z nas. Do mnie.
Hmmmm.
Mnie nie mówią (chyba?).
A może jednak mówią? Mówią, ale ja nie słyszę? Albo – słyszę, ale nie rozumiem?

Magda

niedziela, 10 marca 2019

30 powodów

W jakimś małym miasteczku, dawno temu, mieszkało dwóch rabinów. Obaj byli wykształceni, obaj byli szanowani przez wszystkich mieszkańców – i obaj lubili dyskutować. W szczególności między sobą, każda okazja była dobra i każdy temat był dobry – do tego, by się nie zgadzać.
Po wielu spotkaniach, dyskusjach, po wielu latach jeden z nich umarł.
Na jego miejsce przybył inny rabin, młody i wykształcony.
Przy pierwszej okazji stary rabin przedstawił swoją opinię, a młody wstał i odpowiedział z szacunkiem:
- Dobrze powiedziałeś. Mogę wymienić trzydzieści powodów, dla których masz rację.
Na to stary rabin bardzo się rozgniewał:
- Źle mówisz, źle mi odpowiedziałeś. Gdyby na twoim miejscu był stary rabin, to on by powiedział: „Mogę wymienić trzydzieści powodów, dla których się mylisz”.

***

Zdumiewające, prawda? I to z więcej niż jednego powodu.
Chcieć, żeby inni się z nami nie zgadzali: nie tylko akceptować (co już byłoby wielkie!), ale tego chcieć.
Nie zgadzać się z kimś nie tylko w sposób powierzchowny, spontaniczny, naskórkowy, mówić „jesteś głupi”, albo po prostu nie słuchać; ale podać trzydzieści powodów (a nawet trzy...). To znaczy: przejąć się problemem, przemyśleć go, pogłębić; a więc uznać za godny dyskusji.
I jeszcze: jeżeli mógł powiedzieć te swoje trzydzieści powodów, to znaczy, że słuchający mu nie przerywał, nie bronił się, nie zaczynał dyskusji, nie odpowiadał... po prostu słuchał.

***

A może by spróbować? Podejść do osoby, z którą dyskutuję i powiedzieć „czy chcesz usłyszeć trzydzieści powodów, dla których uważam, że nie masz racji”?
(Tę historyjkę przyniosły siostry, które były na konferencji o „Włoskim tłumaczeniu Talmudu babilońskiego”. Mimo technicznie brzmiącego tytułu, konferencja okazała się bardzo interesująca).

Magda

niedziela, 17 lutego 2019

Jak?

„Mamy tak wierzyć w Ojca, jak On chce, aby weń wierzono; i tak wysławiać Syna, jak chce, aby Go sławiono; i tak przyjąć Ducha Świętego, jak On sam chce być przyjmowany.” (Z traktatu św. Hipolita, prezbitera, Przeciw błędom Noeta).

To było czytanie w Godzinie Czytań, jakiś czas temu. I z całego tekstu utkwiło mi w pamięci właśnie to zdanie. A z całego zdania, to sformułowanie: przyjmować jak… a stąd wynikło oczywiste pytanie: „jak?”. Bo skoro mamy Go przyjmować tak, jak chce nam się dać, to oczywiste wydaje się pytanie: no dobrze, to JAK On chce być przyjmowany? Jak Go przyjmować?

Najpierw to pytanie wydawało mi się dziwne: bo przecież przyjęłam Ducha św. w sakramentach chrztu i bierzmowania, proszę Go o pomoc przy podejmowaniu ważnych decyzji i przy rachunku sumienia, staram się być otwarta na inspiracje, często odmawiam Sekwencję do Ducha Świętego – a może to nie to? to nie wszystko? to nie wystarczy? Być może, owszem, przyjmuję, ale nie tak, jak On tego chce?

Oczywiście, to ważne, żeby ten kontakt w ogóle był, ale jeżeli już jest, to przecież można się starać o jego jakość; tak, ale jak?

No i wracam do pytania, które z upływem dni robiło się coraz bardziej natarczywe: ale JAK? Nie wiedziałam, jak odpowiedzieć; nie wiedziałam nawet, jak szukać odpowiedzi. I może trochę też myślałam, że to nie ma sensu: że to jest jedno z tych moich pytań, którymi zamęczam cały świat, a które nie mają sensu; że nie rozumiem tego, co rozumieją wszyscy i że czepiam się słów…

Więc pozwalałam, żeby to pytanie powracało, ale specjalnie się nim nie zajmowałam. I oto znalazłam odpowiedź, przynajmniej jakąś odpowiedź, przynajmniej dla mnie, na teraz. Ta odpowiedź znajdowała się w książce, którą dostałam do czytania już jakiś czas temu, kiedy byłam chora (więc na pociechę), ale wtedy nie miałam nawet siły czytać, więc tylko obejrzałam okładkę (rozrzucone ziarenka granatu na białym tle) i stwierdziłam, że jest śliczna,  stwierdziłam, że znam autora (Jacques Philippe) i mam do niego zaufanie, stwierdziłam, że podtytuł (Nauka przymowania) mówi już wszystko, ale – odłożyłam.

Otworzyłam dopiero teraz i już w pierwszym rozdziale znalazłam odpowiedź na to moje pytanie. A właściwie, to było jeszcze lepiej: już w pierwszym zdaniu tego rozdziału okazało się, że autor w pełni zgadza się z moim niepokojem: „Najbardziej fundamentalnym pytaniem stawianym w chrześcijańskim życiu jest pytanie o to, w jaki sposób przyjąć łaskę Ducha Świętego”.

Więc jeszcze zanim doszłam do odpowiedzi, zrozumiałam, że moje pytania mają sens. I że mogę wrócić do pytania, bez przejmowania się opinią innych – jak dziecko, które odkrywa świat. Oczywiście, nie powinnam innych tym zamęczać; oczywiście, nie wszystkie moje pytania będą ważne dla wszystkich (tak jak, zresztą, niektóre pytania innych wydają mi się mało znaczące). Ale mogę je mieć. I mogę szukać odpowiedzi.

Najpierw autor zajmuje się problemem przyjmowania, które wcale nie jest takie łatwe, jak by się wydawało. A potem, zastanawiając się nad przyjmowaniem Ducha Świętego, wymienia 8 elementów. Są one – właściwie – znajome, to znaczy, oczywiście, już o nich słyszałam i starałam się praktykować, ale jakoś nie umiałam połączyć ich z tym właśnie pytaniem. Są to: wytrwałość w modlitwie, ufność, pokora, posłuszeństwo, praktykowanie wewnętrznego pokoju, życie chwilą obecną, oderwanie i wdzięczność. O każdym z nich jest trochę napisane; pewnie można napisać więcej czy inaczej, ale to nie ma znaczenia.

Byłam zachwycona, że znalazł się ktoś, kto odpowiada na moje pytanie; wdzięczna Bogu, że w ten sposób pokazuje mi, że moje pytania są ważne i że mogę znaleźć odpowiedzi.

Dobrze, a teraz chyba powinnam ujawnić, o jaką książkę chodzi. To „Gdybyś znała dar Boży. Nauka przyjmowania” Jacquesa Philippe’a (wydana przez wydawnictwo W drodze, w roku 2017).

A potem chciałam o tym napisać po polsku, więc znalazłam ten cytat w polskim brewiarzu i okazało się, że… że najważniejsze słowo zostało inaczej przetłumaczone: „Mamy tak wierzyć w Ojca, jak On chce, aby weń wierzono; i tak wysławiać Syna, jak chce, aby Go sławiono; i tak przyjąć Ducha Świętego, jak On nam chce się dać.” Z tej wersji tekstu wynika pytanie o to, jak Duch Święty chce nam się dać – a więc pytanie dotyczy raczej Jego działania niż naszej odpowiedzi. Która wersja tłumaczenia jest lepsza? Należałoby poszukać tekstu oryginalnego, ale właściwie, dla moich rozważań, to nie jest takie ważne.

Magda

niedziela, 10 lutego 2019

Ciociu, dlaczego nie masz córki?

Jakiś czas temu odwiedziłam starych znajomych. Przy okazji poznałam ich córeczkę, Tosię. Wiek z wyglądu trzy - cztery lata.

Tosia jest bystrą dziewczynką, więc rozmowa szybko schodzi na poważne tematy.
- Ciociu..., a czy ty masz córkę?
- Nie. Nie mam córki.
- A dlaczego nie masz córki?
[Krojąc ciasto intensywnie myślę, co jej powiedzieć. Jaka odpowiedź będzie jednocześnie prawdziwa, krótka i dostosowana do percepcji dziecka?
Już wiem: odpowiem jej tak...]. 
- Bo nie mam męża. :)
- A dlaczego nie masz męża?
[Panie Boże, jak ja mam wytłumaczyć czterolatce, dlaczego nie mam męża? No przecież nie zrobię jej wykładu o życiu konsekrowanym...]
Zaczynam tworzyć jakąś namiastkę odpowiedzi:
- Nie wszyscy zakładają rodziny, mają męża i dzieci. Niektórzy są z Panem Bogiem... Dla Niego...
- A to ty jesteś jak ciocia Klysia! Bo ona nosi coś takiego na głowie i ona się słucha Pana Jezusa!
Zatkało mnie: przecież nie noszę ani habitu, ani welonu, a ta mała rozumie, że jestem jak ciocia Klysia. Ciocia, która jest karmelitanką, nosi habit z welonem i słucha "się" Pana Jezusa... :)
"Słucha Pana Jezusa!" Co za genialna synteza istoty życia konsekrowanego! Tosia wie więcej o istocie życia poświęconego Bogu, niż niejeden dorosły... 

Dziękuję Ci, Boże, za świadectwo wiary tej rodziny, w której nawet małe dziecko łapie sens życia całkowicie poświęconego Tobie. 


Sabina

PS Zdjęcie z Pixabay jest ilustracją. Imiona bohaterów - poza moim ;) - zostały zmienione.

sobota, 2 lutego 2019

O. Lodovico Fanfani OP

Ojciec Fanfani to włoski dominikanin, jest on współzałożycielem naszego zgromadzenia.

Urodził się 24 listopada 1876 roku. Wstąpił do dominikanów w Bibienie, odbył formację w Fiesole i w Rzymie, w klasztorze S. Maria sopra Minerva, gdzie spędził prawie całe swoje życie.

Mimo słabego zdrowia miał wiele pracy: wykładał teologię moralną na „Angelicum”, był proboszczem i przeorem klasztoru, kilka razy został wybrany prowincjałem swojej prowincji.

Jego główne dzieła jako prowincjała to odzyskanie, remont i otwarcie klasztoru w Pistoi i otwarcie misji dominikańskiej w Pendżabie (wtedy Indie, dziś Pakistan).

W roku 1946 został socjuszem generała zakonu, o. Francisca Suareza dla prowincji włoskich. Był też cenionym spowiednikiem, doradcą, kierownikiem duchowym.

W roku 1912 nastąpiło spotkanie, które miało mieć ważne konsekwencje: studentka Gina Tincani przyszła się wyspowiadać... Od tego czasu o. Fanfani miał ważną rolę w jej życiu, a także w życiu naszego zgromadzenia; był w nim obecny do swojej śmierci (25 października 1955 roku).

Cesarina (oprac. ms)

niedziela, 27 stycznia 2019

Zaprawiać się do wojny

Dla Izraelitów – tak jak dla wielu ludów, w ich czasie i kiedy indziej, w ich okolicy i gdzie indziej – wojna była stałą częścią życia. Wojna, albo przynajmniej jej możliwość, jej groźba.

Ale dla wierzących w jedynego Boga wszystko miało z Nim związek, wszystko się do Niego odnosiło: natura – stworzona przez Boga, dzięki której objawia On swoją chwałę. I historia: zdarzenia z życia poszczególnych ludzi i całego narodu. Więc i wojna była zdarzeniem, które w jakiś sposób objawiało Boga, mówiło o Jego działaniu, o Jego potędze i o Jego miłości.

Kiedy wojna była zwycięska – kiedy Bóg „wrzucił w morze rydwany faraona i jego wojsko” – to oznaczało opiekę Boga, Jego wierność, Jego miłość, Jego siłę i władanie nad historią.

Kiedy przychodziła klęska, był to znak, że lud oddalił się od Boga, że utracił kontakt z Nim – i że w ten sposób Bóg wzywa do nawrócenia.

Tak widziano działanie Boga we wszystkim, także w dramatycznych wydarzeniach ludzkiej historii. Ale prorocy patrzą dalej, patrzą poza historię – mówią o czasach mesjańskich, czasach ostatecznych, o czasach, które wykraczają poza znaną nam logikę. I oto jeden z elementów tych czasów: nie będą się zaprawiać do wojny. To coś więcej niż pokój: to pokój, który jest stały i trwały; to bezpieczeństwo, którego nie trzeba bronić, które opiera się na obecności Boga, a nie na nietrwałych sojuszach czy na niepewnej równowadze zbrojeń.

I tak prorok Izajasz obiecuje, że „nie będą się więcej zaprawiać do wojny” (Iz 2,4).

Co to znaczy, dla mnie? to znaczy poza sensem polityczno – militarnym? Chcę żyć w pokoju ze wszystkimi; w pokoju. Ale co to znaczy? oczywiście, brak konfliktów; ale prorok Izajasz mówi o czymś więcej: nie mówi on, że „nie będzie wojny”. Mówi, że „nie będą się zaprawiać do wojny”. Co to znaczy? Pragmatyczni i wojowniczy Rzymianie mówili „si vis pacem, para bellum” – jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny. Ja oczywiście, nie prowadzę wojny i staram się żyć w pokoju – ale. Ale uświadomiłam sobie, że w moim sercu, w moich myślach jest strasznie dużo niepokoju, gniewu – i też przygotowań do tych maleńkich, lokalnych „wojen”. Te wojny są bardzo lokalne, bo toczą się tylko w mojej głowie; ale to nie znaczy, że przestają być wojnam Kiedy cokolwiek się dzieje, kiedy cokolwiek mi się nie podoba – włącza mi się płyta z nagraniem: „bo jak ona tak, to ja jej powiem – bo ona nie powinna – bo przecież ona też tak robi – bo jakbym ja jej powiedziała…” – co to jest? to jeszcze nie jest konflikt, bo to – dzięki Bogu – najczęściej pozostaje wewnątrz mnie. Ale to jest przygotowywanie się do wojny.

Jest to mechanizm ewolucyjnie uzasadniony i pożyteczny: żeby wyciągać wnioski z doświadczeń, żeby przygotowywać się do możliwych trudności. I ten mechanizm znajduje swoje miejsce także w życiu duchowym: bo Maryja „zachowywała i rozważała w sercu” wszystko, co dotyczyło Jezusa. Tak. Ale – po grzechu pierworodnym – stał się nieuporządkowany: stał się niepotrzebnym zaangażowaniem w konflikty tylko możliwe; wyścigiem zbrojeń.I jak każdy wyścig zbrojeń – jest to marnowanie sił i zasobów, i energii. A przecież Bóg powiedział, przez proroka Izajasza „nie będą się zaprawiać do wojny”.

„Nie będą…” – to jest ciekawa forma gramatyczna: to może wyrażać zobowiązanie (bo tak tez były sformułowane przykazania: nie będziesz zabijał), ale to przecież jest też, po prostu, czas przyszły. A więc stwierdzenie tego, jak będzie. A więc obietnica Boga.

Co można zrobić, żeby się spełniła?

Można próbować wyłączyć to „ja narracyjne”, które ciągle gada; ale może lepiej dać mu coś innego do mówienia? na przykład dziękowanie Bogu, za osoby, z którymi się spotykam. Modlitwa za nie. Błogosławienie.

I jeszcze można powtarzać sobie to zdanie z proroka Izajasza, tę obietnicę: więc za każdym razem (a zdarza mi się to kilka razy dziennie, jeśli nie kilkanaście), kiedy zauważam u siebie takie myśli, powtarzam sobie „nie będziesz się zaprawiać do wojny”.

Magda

niedziela, 20 stycznia 2019

Nuncjusz

Kardynał Pietro Parolin (watykański sekretarz stanu) odprawił w sobotę Mszę świętą i udzielił święceń biskupich księdzu Christophowi Zakhii El-Kassis. Ksiądz Christophe jest Libańczykiem, który dotychczas pracował w Sekretariacie Stanu w Watykanie. Urodził się w Libanie w roku 1968; został wyświęcony w roku 1994. Od roku 2000 pracował w służbie dyplomatycznej, w różnych nuncjaturach: w Indonezji, Sudanie, Turcji, a potem w Watykanie. Jego mottem biskupim jest „Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”.

Dlaczego o tym piszę? Bo i my brałyśmy udział w tej Mszy świętej: kilkanaście misjonarek szkoły, mieszkających w Rzymie. Dlaczego? Bo ksiądz Christoph jest nowym nuncjuszem w Pakistanie.

To wszystko wyjaśnia, prawda? Pakistanki dowiedziały się, że został mianowany nuncjuszem, znalazły go, przedstawiły się i zaprosiły go do wspólnoty. I rzeczywiście: przyjechał, odprawił Mszę św., a potem bardzo ciekawie opowiadał o swoich doświadczeniach.

W przyszłym miesiącu leci do Pakistanu; proszę, pomódlcie się za niego.

niedziela, 13 stycznia 2019

Foska

Kiedy robiłam porządek w pudełku z przyborami do szycia, znalazłam foskę. Foska to znaczek Oazy, czyli Ruchu Światło – Życie. Nazywa się tak, bo tworzą ją dwa skrzyżowane greckie słowa, oznaczające właśnie „światło” i „życie”: fos i zoe. 

(Czemu była w pudełku z szyciem? Prawdopodobnie dlatego, że wygląda trochę jak guzik. Czemu robiłam w nim porządek? Bo szukałam guzika od bluzki.) 

W każdym razie przypomniałam sobie o Oazie i o wszystkim, co z nią jest związane; o tym, co jej zawdzięczam i o tym, co mogło być lepsze; ale w każdym razie zostawiło we mnie ślad. 

Chodziłam na spotkania oazowe – właściwie już nie pamiętam, nie umiem zrekonstruować myśli, uczuć tej nastolatki z parafii św. Franciszka. Chyba po pierwsze dlatego, że były: u nas na wsi to było jedyne, co można było robić. Ale też, oczywiście, z wiary i z przekonania, to chyba był pierwszy moment, kiedy dotarło do mnie, że wiara jest moja, to znaczy to ja wybieram, że wierzę (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że my możemy wybierać, bo już wcześniej zostaliśmy wybrani; że możemy szukać Boga, bo On nas znalazł) 

Po latach, studiując teologię, uświadomiłam sobie, że to był naprawdę dobry, kompletny program, prowadzący do poznania Boga i do zaangażowania się w wiarę. I nawet jeżeli wtedy tego nie widziałam, to jakoś tam się zaczęło wiele ważnych rzeczy. Też wtedy dowiedziałam się, że mogę czytać Biblię i mówić o niej, i odkrywać w niej słowo Boga dla mnie. 

W wieku lat 16 zostałam animatorką i to wtedy ożywiło we mnie sakrament bierzmowania: oto miałam okazję mówić o wierze; i czułam się odpowiedzialna za tych ludzi, do których mówiłam, młodszych ode mnie o dwa-trzy lata. Nie chciałam tego, nie czułam się na siłach – ale się zgodziłam, bo to było potrzebne. Więc myślę, że zrobiłam dobrze. 

Czasem natykam się na nieprzychylne komentarze o Oazie: „brzydkie, grube dziewczyny w rozciągniętych swetrach, które klaszczą w łapki i śpiewają o miłości do Boga”. To boli – zwłaszcza dlatego, że to nie jest całkowicie fałszywe. Tak, taka byłam. No i co z tego? (A rozciągnięte swetry lubię nadal. I nadal jestem gruba). Trudno ocenić, co wtedy było wiarą, co było uczuciami, co było szukaniem przeżyć, albo sensu, albo Boga… zresztą, czy koniecznie to trzeba rozdzielać? ale to ważna część mnie, za którą jestem wdzięczna. I w końcu także przez to doświadczenie Bóg mnie prowadził do mojego powołania.

Magda

czwartek, 3 stycznia 2019

Nasza siostra Thresa




Dominikańska Misja Medialna (Media Mission) w Indiach została zainspirowana przez św. Jana Pawła II. Bardzo się rozrosła od skromnych początków, kiedy była projektem brata Rogera Godinho. Jej motto to „Ewangelizować wirtualny świat”. Ważnym momentem w jej rozwoju było założenie studia w Orlim (stan Goa). 

Ostatnim projektem jest „Ewangelia dzisiaj”. To krótkie rozważania o Ewangelii z dnia. Dzięki temu osoby, które nie mogą uczestniczyć w codziennej Mszy św. mają okazję rozważania słowa Bożego; a dla młodych dominikanów to okazja, żeby doświadczyć głoszenia kazań.

Dlaczego o tym piszemy, dlaczego na polskim blogu zajmujemy się tym, co robią dominikanie w Indiach? Bo wśród osób, prowadzących rozważania, jest też nasza siostra Thresa. Mówi oczywiście po angielsku; można zobaczyć ją tutaj.

 (na podstawie strony Dominican Friars India oprac. ms)