sobota, 12 kwietnia 2014

Wspomnienie pod lipą


Kiedy siostry składają śluby, chyba wszystkie przypominamy sobie, jak to było z nami. 
Więc, jak to było ze mną? Jak w Ewangelii: Natanael przyszedł poznać Jezusa, ale Jezus już go znał – i powiedział „widziałem cię wcześniej, pod drzewem figowym”.
Ze mną było tak samo, tylko że to była lipa.
Kwitnąca lipa, na zakręcie drogi.
Nie pamiętam daty, nie pamiętam, co tam robiłam; kwitła lipa, więc chyba początek lipca; było ciemno, więc chyba wracałam do domu.
Pamiętam ciemność, tę oświetloną, pachnącą lipę – i  myśl, a raczej ogarniającą mnie pewność: Bóg chce mnie tylko dla siebie.
Nie wiedziałam, jak i gdzie; nawet nie byłam pewna, czy to będzie życie zakonne – ale byłam pewna tego jednego.
Było to przeżycie bardzo mocne i tak osobiste, że nikomu o tym nie mówiłam, nawet jeżeli rozmawiałam o powołaniu, bo nawet nie wiedziałam, jak to wypowiedzieć. Potem, kiedy już byłam w Unii, przeczytałam, że nasza założycielka, Luigia Tincani, napisała „Kiedy zrozumiałam, kim jest Bóg, nie mogłam nie oddać mu się całkowicie”. Myślę, że to było właśnie to przeżycie i pamiętam, że się ucieszyłam z tego nieoczekiwanego odkrycia bliskości.
Magda

środa, 9 kwietnia 2014

Śluby zakonne – od kuchni

 
Dwie nasze siostry złożyły ostatnio śluby wieczyste. To zawsze jest dla wspólnoty wielka radość i wielkie przeżycie;  tym razem chciałabym opowiedzieć o tym, jak to przeżywałyśmy „od kuchni”, a raczej – od kuchni, bez cudzysłowu. To znaczy o przygotowaniach praktycznych i co z tego wynikło.
Już wcześniej zostało zaplanowane, kto co robi i kiedy. I ten podział prac był skuteczny, choć oczywiście zdarzały się zmiany w ostatniej chwili. Ja miałam jako zadanie: dekorację werandy, gdzie jedliśmy kolację; surówkę z kapusty z orzechami (za te dwie rzeczy byłam odpowiedzialna) i pomoc przy robieniu kanapek. Każdą rzecz robiłam z innymi siostrami (i w żadnej nie wybierałam współpracowników), ale wszystkie dobrze się udały, ale – co ważniejsze – były dla mnie pięknym doświadczeniem współpracy. Były, oczywiście, trudności, ale jakoś tak byłyśmy „okryte” Bożą łaską, że nie miały żadnego znaczenia, nie niszczyły ani współpracy – na poziomie konkretnym, ani tego pięknego poczucia bycia siostrami.
Dzień po uroczystości siedziałyśmy razem na rekreacji i dzieliłyśmy się wrażeniami. Wtedy odważyłam się powiedzieć o tym, co tu napisałam – chociaż miałam poczucie, że to zabrzmi strasznie banalnie i sentymentalnie. Ale nie zabrzmiało i w dodatku okazało się, że inne siostry też miały takie wrażenie i też o tym opowiedziały. To było piękne!
Chciałoby się, żeby taki klimat został zawsze… ale już następnego dnia jedna narzekała, że odłożyłyśmy tace do niewłaściwej szafy; druga była o coś zirytowana; trzecia nie zrobiła czegoś, czego potrzebowałam i ją skrzyczałam….
To nie szkodzi. Ważne, żeby zapamiętać to spojrzenie, kiedy przez chwilę mogłyśmy zobaczyć prawdziwe piękno sióstr, prawdziwe piękno naszej wspólnoty.
Magda